sobota, 30 lipca 2011

rozdział 41

-Jedziemy do Ameryki.-Ogłosił ojciec zaraz po swoim przyjeździe.
-Ale po co?Tu jest nam dobrze!
-Ja muszę jechać bo mam pracę, Susan jedzie do tego...no tego...
-Justina Biebera .-Powiedziałam sucho.
-Właśnie.-Ciągnął dalej ojciec.-I dlatego nie zostawię Ciebie samej tutaj.
-O! Teraz się o mnie martwisz, tak?!A wcześniej jak wyjeżdżałeś zostawiłeś mnie samą do sprzątania, gotowania,prania i innych rzeczy. Naprawdę, dzięki za troskę, ale sama se poradzę.
-Nie zostawiłem Cię samej miałaś Susan do pomocy.
-Serio?Jakoś nie zauważyłam.Gdybyś znał dobrze Susan wiedziałbyś, że ona się nie tyka takich rzeczy.Bardziej woli imprezy od tego.
-Przykro mi, nie wiedziałem.
-Właśnie.Nie wiedziałeś, bo nie byłeś przy nas gdy dorastałyśmy, nie byłeś gdy mama umarła.Nigdy przy nas nie byłeś.-Łzy zaczęły płynąć mi po policzku.-Gdy miałam 5 lat i spytałam się mamy, gdzie jest tata ona powiedziała, że nie żyje.Przez te wszystkie lata pozwoliłeś bym myślała, że umarłeś i ty nagle zjawiasz się kilka lat po śmierci mamy i mówisz, że jesteś moim ojcem.Wiesz jak się czułam?-Nie czekając na odpowiedź ciągnęłam dalej-Czułam się jak totalna idiotka.Jak osoba, która wystąpiła nago przed tłumem ludzi a potem żałowała.Tak się czułam.Żałowałam, że mama umarła, a także że ty nie zginąłeś.Ciągle mówiłam Susan, że tata nie żyje.Nie widziałeś jej wzroku, kiedy spojrzała na mnie i spytała dlaczego kłamałam.Ale ja jej nie mogłam odpowiedzieć, bo sama chciałabym wiedzieć dlaczego mama tak powiedziała, ale teraz już wiem.-Tego dnia nic nie jadłam, tylko płakałam.Niestety moja scena i wszystko co powiedziałam na nic się zdały, gdyż oto właśnie siedzę w hotelu Lake Quinault Lodge w Waszyngtonie.Postanowiłam wyjść na zewnątrz i coś zrobić z sobą.Nie miałam nic przeciwko temu miejscu bo było bardzo ładne.Jezioro, las nawet ludzie byli mili, ale ja i tak nie miałam co tu robić.Susan wczoraj pojechała do Justina i mnie zostawiła z ojcem, który ciągle siedzi przy kompie i blokuje mi kontakt z rzeczywistością ech... :/.No trudno.Przez ojca zajętego pracą i doskwierającą samotność byłam zmuszona wybrać się na spacer.Weszłam do lasu i szłam wytyczoną ścieżką.Nagle zauważyłam, że coś się dzieje kilka metrów dalej.Podeszłam.
-Przepraszam.Tu nie wolno chodzić.-Powiedział policjant, gdy podeszłam trochę bliżej.
-Przepraszam, nie wiedziałam.-Po chwili spytałam.-Co tu się stało?
-Jakieś zwierze rozszarpało człowieka.To już trzeci raz w tym miesiącu.
-Ale jakie to zwierze?
-Zawsze jesteś taka dociekliwa?
-Można tak powiedzieć.
-Posłuchaj dam Ci radę.-Przybliżył się i ściszył głos.-Nie mieszaj się do tego a na pewno przeżyjesz.-Potem odsunął i zaśmiał.-Ta okolica jest niebezpieczna, lepiej samemu tu się nie włóczyć.-Przestraszyłam się go.Odwróciłam się i szybko ruszyłam z powrotem do hotelu.Z tyłu usłyszałam słowa ,,Pamiętaj moje słowa!''Zaczęłam szybciej iść.Prawie że biegłam!
     Następnego dnia,przy śniadaniu spytałam się Jamesa, czy coś wie o tych morderstwach i tym policjancie.
-Coś tam ludzie mówią, ale ja się ich nie słucham.Dobrze wiesz, że nie lubię plotek-Właśnie, że nie wiem.Po chwili powiedział.-Tego policjanta znam. Spotkałem go w mieście i powiem Ci, że to miły człowiek.Nie wiem co znowu se ubzdurałaś.Poza tym kto Ci pozwolił odejść od hotelu?
-No...nikt.nie zmieniaj tematu.
-Nie zmieniam.Po prostu nie chcę byś się w to mieszała...-Ale dlaczego?-policja się tym zajmuje.Zostaw to w spokoju.-Spojrzał na zegarek.-Muszę już iść.-On coś wie.Muszę to od niego wyciągnąć!Ale jak?
-Tato!-Czemu to zrobiła?Dlaczego zawołała do niego tato a nie James?To działa bo się odwrócił.
-Tak?
-Zawieziesz mnie do miasta?
-Ale po co?-Bo muszę znać prawdę!
-Ty jedziesz do pracy a ja nie będę miała co robić w hotelu. Chce coś se wypożyczyć  z biblioteki.Jeżeli nie to mogę pójść do lasu....
-Masz 10 minut by się przygotować.Będę czekać przy samochodzie.-Tak!
-Dzięki!-Szybko pobiegłam do pokoju.Wzięłam bluzę i pieniądze na książki.Po 5 minutach byłam już w samochodzie.
-No to jedziemy!-James odpalił samochód i pojechaliśmy do miasta.Gdy zobaczyłam budynki i napis ,,U Eliz'' po angielsku wykrzyknęłam:
-Cywilizacja!Żyjemy!
-Nie ciesz się tak zbytnio.Masz 4 godziny.Spotkamy się tutaj.-James zatrzymał samochód pod biblioteką.
-Ale co ja mam robić przez 4 godziny?-Tak naprawdę potrzebowałam więcej, ale on o tym nie wiedział.
-Nie wiem, idź na zakupy.
-Nie mam tyle kasy.-James dał mi 100 zł.
-Wykorzystaj to na rzeczy przydatne, bo kieszonkowe dostaniesz dopiero za 4 tyg.
-Ale żeś mnie pocieszył.-Wysiadłam i weszłam do biblioteki.

środa, 27 lipca 2011

Rozdział 40.

Słońce już powoli zachodziło i zaczynało robić się coraz ciemniej.Szybko schowałam swoje rzeczy i zaczęłam biec.Trafiłam na rozgałęzienie ścieżki i nie mogłam sobie przypomnieć którędy przyszłam.Nagle coś za mną trzasnęło.Zobaczyłam ciemną postać zbliżającą się ku mnie.Przestraszyłam się i pobiegłam ścieżką z lewej strony.Biegłam tak szybko, że nie zauważyłam gałęzi wystającej spod ziemi i się potknęłam.Noga strasznie mnie bolała, gdy nią ruszałam. Zaczęłam wołać pomoc.
   Zza drzewa wybiegł pies, a zaraz za nim jakaś dziewczyna. Nie widziałam dokładnie jej twarzy,ale wyglądała na brunetkę.Wołała swojego psa.
-Amba!Wracaj!-Pies podbiegł do mnie i zaczął obwąchiwać, po chwili przybiegła dziewczyna.-Amba chodź tu.Pies podszedł do swojej pani.
-Coś się stało?-Powiedziała cieniutkim i zarazem nieśmiałym głosem.
-Chyba skręciłam nogę-Podeszła i dotknęła mojej nogi, ale ja zaraz ją cofnęłam.
-Spokojnie.Znam się trochę na tym.Dziewczyna chciała obejrzeć moją nogę, ale szybko zrezygnowała bo wrzeszczałam jej do ucha.
-Myślę, że będzie trzeba dać ją w gips, ale i tak powinien obejrzeć ją lekarz.
-Tak myślisz?
-Mój ojciec jest lekarzem.Mogłabym Cię tam zaprowadzić, ale wątpię, że dojdziesz.
-Ja też.
-Może zadzwonimy do twoich rodziców?
-Nie wzięłam telefonu.-Dziewczyna wyczuła zimny ton, ale nie ustępowała.
-Aha. Czyli mamy problem,bo ja cię nie zostawię tu na 3 godziny. W tych ciemnościach, bez jedzenia.Poza tym-Ciągnęła dziewczyna-ja mam telefon, tylko musisz podać telefon.
-Nie pamiętam.
-Jak chcesz.Amba, idziemy.-Dziewczyna wstała i ruszyła w tą samą stronę co przyszła.Nagle zrobiło się cicho  , a mi to się to nie spodobało.
-Zaczekaj!Wróć!-Próbowałam wstać, ale upadłam.- Auć to boli.
-To podasz mi ten numer, czy nie?
-Dobra.Niech będzie.
-No więc?
-No więc, co?
-Podaj mi ten numer.-Podałam jej numer, a ona zadzwoniła do Jamesa.Gdy skończyła rozmowę, powiedziała, że będą tu za jakieś 25 minut.
-Ale kto?
-Nie wiem.Nie jestem z twojej rodziny i nie znam Cię.-Jakbym sama, siebie znała. Przez chwilę siedziałyśmy cicho, jakbyśmy się czegoś bały.Przecież w końcu zrobiło się ciemno, ale mi to nie przeszkadzało.Dziewczynie w dżinsowych spodenkach i białej bluzce chyba też nie, bo siedziała oparta o drzewo, na jej nogach pies i patrzyła na gwiazdy.Tutaj były bardziej widoczne niż w Ameryce.Przeleciały po mnie ciarki.
-Zrobiło się chłodno.-Powiedziałam do niej.
-Tak.To prawda.
-Wcześniej powiedziałaś, że znasz się na tym, czy moja noga jest skręcona i powiedziałaś, że twój ojciec jest lekarzem.
-Ta.... i co z tego?
-Też chciałabyś nim zostać?
-Tak.To znaczy, nie zupełnie.Chcę zostać weterynarzem.
-Ja bym nie mogła być nim, boję się, że złamię coś zwierzęciu, albo jak umrze bym miała go na sumieniu.
-To prawda.-Po chwili dodała.-Jadą.
-Nom.Potwierdziłam.Samochód po chwili był już na miejscu.James nie wyszedł z samochodu,natomiast jego sekretarka tak.Razem z tą dziewczyną zaniosła mnie do wozu.
      W trakcie drogi do lekarza nie dostałam ochrzanu, bo jechała z nami ta dziewczyna-mówiła Jamesowi którędy jechać.-i jego sekretarka.
       W czasie gdy czekaliśmy na doktora, aż nas przyjmie zaczęłam przyglądać się ojcu i sekretarce.Ojciec był smutny, przez całą drogę nic nie mówił.Tak było i teraz.Sekretarka próbowała go pocieszyć, ale nic to nie dało.
        Okazało się, że mam złamaną nogę i wsadzili mi ją w gips, przez co nie mogłam iść do szkoły.Nawet mnie to ucieszyło, bo nie musiałam widzieć tych wszystkich ludzi, ale za to musiałam przepisywać lekcje, a potem odrabiać stosy prac domowych.
        Już po tygodniu mi się to znudziło, a najgorsze, że nie mogłam nawet wyjść na dwór.Koszmar!!!!Do tego dziś zadzwoniła do mnie wychowawczyni i powiedziała, że się przejęła złamaniem mojej nogi, i że nie muszę się martwić bo znalazła już zastępstwo-Głupia jędza! Wszystko mi się wali, czemu ja się w ogóle urodziła?! 


Kilka tygodni później....
   Rozumiem, że miałam kiepskie oceny i także to, że gdy złamałam nogę mogłam się uczyć-Czego mi się nie chciało-, ale żeby od razu po przyjściu do szkoły, na zakończenie roku dostać wiadomość, że będę jutro pisać poprawkę z historii??Oni chyba oszaleli! Jak ja niby mam się tego wszystkiego nauczyć?

Poprawka...
     Siedzę sobie i zastanawiam kiedy była bitwa pod Oliwa ...hm...chyba 1627r.- E..tam...Kto by to pamiętał?!Babka idzie, trzeba kończyć.

Dom...
   Jestem wykończona, dobrze, że chociaż tą historie jakoś napisałam....Z poprawek zostały mi tylko fizyka, biologia, WOS-co to wgl. jest?W Ameryce nie ma czegoś takiego!-no i w-f, z którego jestem kiepska.
   W domu mnie też nie oszczędzali.-wiem, to nie jest nowość-Ojciec wyjechał w jakieś tam sprawie,-jeżeli nie wspomniałam to nadal się nie odzywamy.- a Susan się obija, dlatego dom jest na mojej głowie: sprzątanie, pranie, gotowanie i tak na okrągło do końca tygodnia.Halo, czy nikt nie zauważył, że jestem tylko nastolatką?I to po złamanej nodze?


Cdn...
   :)Mam nadzieję, że się podoba :)
   Przeeepraszam, że taki krótki, ale wyganiają mnie :/

czwartek, 14 lipca 2011

Rozdział 39-Głupia jesteś!Patrzysz na chłopaka,którego ledwie poznałaś...

Klasa śmiała się i gadała, jakby zapomniała, że jest już po dzwonku, ale pani ich uspokoiła.
-To jest Paulina Ignasiak,większość powinna ją znać z podstawówki, ale także i z telewizji. Chcę tylko powiedzieć, że Paulina jest tu nowa, i że macie ją traktować ulgowo, a także jak zwykłą dziewczynę.-Co ona ma na myśli ulgowo??-Dziewczyna obok Pauliny jest jej siostrą i ma na imię Susan.
-Cześć-Powiedziała Susan.Pani odchrząknęła.
-Tak jak już mówiłam zanim mi przerwano Susan jest siostrą Pauliny i mam nadzieję, że ją polubicie.-Dlaczego mówi tylko to o Susan?
-Cześć!-Krzyknęła dziewczyna spod okna przed Magdą-moją koleżanką z podstawówki- i jakąś dziewczyną.Susan usiadła właśnie z nią, a ja usiadłam na końcu sali bo tylko tam- oprócz środkowych ławek- było miejsce.Kilka minut przed dzwonkiem przyszła Ewa i Monika, wraz z Piotrkiem i Danielem.Monika i Ewa usiadły razem w środkowej ławce, ale nie na nich skierowałam wzrok,patrzyłam się na bruneta, który właśnie usiadł przed dziewczynami-Głupia jesteś!Patrzysz na chłopaka,którego ledwie poznałaś tak jakbyś się zakochała.-Myślałam.-Ale coś w Nim jest...coś innego niż u Matiego,Jamesa, czy też David'a tylko nie wiem co,ale się dowiem.Tylko jak?Przecież jestem nieśmiała...
Po dzwonku, pani poprosiła mnie bym została na chwilę.-Ciekawe co przeskrobałam...-Pomyślałam.
-Słyszałam, że grałaś w filmie, jak on miał?
-Właściwie grałam w dwóch....-Spojrzała na  mnie jakby jej to nie obchodziło.- w Camp Rock i Camp Rock 2.
-Ta... no więc p.Angelika Polka* poprosiła mnie bym zaoferowała Ci ofertę zagrania sztuki ,,Sąd nad papierosem''. Grałabyś rolę lekarki. To jak?-Uśmiechnęła się sztucznie.
-Z chęcią.- Powiedziałam.
-Doskonale, w poniedziałek dostaniesz scenariusz, gdyż pani Polki nie ma w szkole a ja nie mam tekstu.
-Dobrze.-Zadzwonił dzwonek.
-Możesz iść na lekcję.-Powiedziałam ,, do widzenia'' i wyszłam.Spojrzałam na plan.Według niego mieliśmy w sali nr.22, czyli....a obok.Weszliśmy do sali.Na przeciwko okien, po lewej stała szafka pełna różnorodnych szkieletów.Po prawej, przy oknach biurko nauczycielki.Wszyscy wzięli krzesła i usiedli przy telewizorze, który był umieszczony w szafce obok szkieletów.I teraz siedziałam sama, ale tym razem przy oknie, obok biurka nauczycielki.Błagałam by ten dzień się skończył i w końcu moje błagania się spełniły.Lekcje się skończyły.Wszyscy, których znam mieszkają w mieście, ale i tak się tym nie przejęłam bo dobrze wiem, że nikt by i tak nie chciał ze mną gadać.Wracałam z Susan.Przez całą drogę do domu myślałam nad dzisiejszym dniem.Po przemyśleniach wyszło mi to, że:
-Mam fanów w szkole,
-nikt mnie nie lubi,
-mam dziwaczną klasę,
-zakochałam się w chłopaku, o którym praktycznie nic nie wiem oprócz tego, że ma na imię Piotrek,
-będę grac lekarkę w szkolnym przedstawieniu.
Gdy limuzyna dojechała na miejsce, szybko wpadłam do domu, gdzie zobaczyłam mojego ojca, wraz z sekretarką!I to na kanapie!Współczuję jej, bo straci pracę.- Ojciec w ten sposób pozbywa się wszystkich kobiet, które nawaliły.-Chyba mnie nie zauważyli, więc chciałam się ulotnić, ale nagle wparowała Susan.
-Matko!-Zaczęli się szybko ubierać.
-Cześć córcie, jak było w szkole?-Spytał jakby nic się nie wydarzyło.
-Dobrze.Widzę, że tu też.-Kobieta spaliła się ze wstydu.
-A u Ciebie kochanie?-Zwrócił się do mnie.
-Okropnie, ale widzę, że ty świetnie się bawiłeś.Następnym razem jak będziesz mieć pomysł wyślij mnie do takiej szkoły w której są ludzie mojej klasy!-Pobiegłam na górę i zatrzasnęłam za sobą drzwi.Rzuciłam plecak na podłogę i złapałam za torbę.Spakowałam zeszyt, długopis i MP4.Ktoś zapukał do drzwi.
-Paulina możemy porozmawiać?-Powiedział tata przez drzwi.
-Nie mam czasu.
-Dlaczego się tak zachowujesz?
-Dlaczego?-Złapałam za torbę i otworzyłam drzwi. Stanęłam twarzą w twarz z tatą.-Dlatego, że masz nas w dupie.Nie obchodzą Cię nasze uczucia,marzenia czy inne sprawy.Mówisz wszystkim, że jesteśmy twoimi córkami, ale ja jakoś tego nie odczuwam.-Łzy zaczęły lecieć mi po policzku.-Może Susan to wszystko toleruje, bo jest twoją rodzoną córką, ale ja nią nie jestem i nie mam zamiaru tego robić.-Zbiegłam po schodach na dół.
-Paulina zaczekaj.-James złapał mnie za ramię.Cała w łzach stanęłam przed tatą, Susan i sekretarką taty.-Jesteś moją córką, może nie jestem twoim ojcem, ale jesteś córką  Pauliny i obiecałem, że po jej śmierci się tobą zajmę i dotrzymam tego słowa.
-Właśnie. Gdyby nie koncert na którym powiedziałam prawdę i śmierć mojej mamy tak naprawdę nigdy byś nie wiedział o mnie.-Odwróciłam się i otworzyłam drzwi i wyszłam, ale zanim zamknęłam drzwi dodałam.-Wolałabym byś ty umarł zamiast mamy.-I wybiegłam.Zostawiając Jamesa z osłupiałą twarzą.Susan z łzami w oczach oraz sekretarkę taty,która chyba była oburzona tym przedstawieniem.
        Pobiegłam na łąkę, pod wielkie drzewo, zobaczyłam je już kilka dni temu, ale nie miałam czasu by tu przyjść, ale dziś miałam go pod dostatkiem. Cała we łzach usiadłam po drzewem.Wyjęłam zeszyt,długopis i MP4. Włączyłam MP4 i zaczęłam pisać opowiadanie o zwykłej dziewczynie, bez problemów, która zakochała się w gwiazdorze-blondynie o niebieskich oczach.
CDN....
* Wszystkie imiona i nazwiska są wymyślone w tej opowieści.( oprócz sławnych gwiazd ).
P.S. Przepraszam, że taki krótki- wcześniejszy tekst był dłuższy, ale nudniejszy. Obiecuję, że następny będzie dłuższy i ciekawy....

środa, 29 czerwca 2011

rozdział 38.

Piotrek chciał ze mną pogadać, ale zobaczył, że jakiś chłopak mnie zagadał.
-Ładnie śpiewasz-powiedział.
-Dziękuję...
-Jestem Piotrek, a ty pewnie Paulina.Słyszałem wiele o Tobie, podobno jesteś córką naszego wiceprezesa.
-Ta...-Widać było, że zależy mu tylko na stanowisku i kasie mojego ojca-Wiesz co,muszę pogadać trochę z moim...ojcem...-Trochę się zmieszał.
-Jasne,cześć.
-Pa.-Wyszłam z wielkiego budynku , który wyglądał jak pałac.Poszłam prosto do domu, a gdy wreszcie się w nim znalazłam, położyłam się na łóżko i zasnęłam.
    Następnego dnia ojciec obudził mnie z samego rana i zrobił wielką awanturę o to, że wyszłam z przyjęcia, a potem dodał, że muszę iść do szkoły co mnie zszokowało.
-A co myślałaś, że nie będziesz chodzić do szkoły?
-Nonie, ale myślałam, że będę chodzić do prywatnej szkoły a nie publicznej.
-Jest w tym jakaś różnica?
-...ta..i to i wielka.
-Idź do szkoły.-Z pochmurną miną poszłam do limuzyny, gdzie czekała już na mnie Susan.
-Pośpiesz się.-Wsiadłam i ruszyliśmy.
-Ty się z tego cieszysz?-Milczała.Już wiem o co tu chodzi.
-Wiedziałaś.
-Ojciec obiecał, że kupi mi nową komórkę jak będę cicho. Poza tym spotkasz starych znajomych.
-Zaraz,zaraz o tym nie było mowy.-Zamilkła.A gdy dojechałyśmy usłyszałam tylko okrzyk radości.Nienawidzę końca roku szkolnego, bo zawsze mam poprawki.Tym razem na pewno będzie gorzej. Uchu,wzywają mnie do dyry. 
-Paulino wiem, że kiedyś chodziłaś do naszej szkoły, ale wtedy miałaś dobre oceny, możesz mi powiedzieć co się stało?Może to przez te częste wyjazdy?A może, to dlatego, że wyjawiłaś swą tajemnicę?Może problemy miłosne?Albo ciąża koleżanki?Powiedz co się stało, Susan-Wskazała na moją siostrę.- ma o wiele lepsze wyniki w nauce.
-Nie pani dyrektor to nie są powody moich obniżonych wyników.-Właściwie częściowo są, ale co miałam powiedzieć?Tak pani dyrektor, trafiła pani, ale zapomniała pani o wampirach, wilkołakach, moim ojcu,matce, czy zapomniałam o czymś?Nie!Nie mogłam tego powiedzieć jej bo uznałaby mnie za wariatkę i zamknęła w szpitalu psychiatrycznym, albo gorzej...wolę o tym nie myśleć.
-W takim razie co się stało?
-Nic takiego,po prostu miałam trudny okres, ale obiecuję, że się poprawię.-Skłamałam.
-Mam nadzieję,dlatego razem z nauczycielami pomyśleliśmy, że damy Ci szansę i napiszesz poprawki z tych przedmiotów z których jesteś zagrożona, dobrze?-Chyba oszalałaś!
-Dobrze pani dyrektor-Wyjęła coś z szuflady i podała mi , oraz Susan.
-To jest wasz plan lekcji, macie teraz lekcje w-fu, zaprowadzę Was.-Wzięłyśmy torby i poszłyśmy za panią dyrektor.Szkoła od czasu mojego wyjazdu bardzo się zmieniła,ostatni raz jak tu byłam to w 6 klasie. Wtedy ściany były niebieskie, a teraz różowe, drzwi były stare i zielone, a teraz białe- całkiem nowe-a niektóre nawet z szybami, ale mój wzrok bardziej utkwił na szklanych drzwiach.
-To korytarz dla młodszych dzieci, głownie klasy od 0-3.-Co ona ma na myśli? Ona traktuje Nas jak dzieci.! Dobrze chociaż, że starsze.-A tam-Odwróciła się i wskazała drugą salę, a dokładniej białe drzwi.-...jest wasza klasa,waszą wychowawczynią jest Monika Nutka, powinniście ją polubić, bo jak wiem lubicie śpiewać, a ona jest nauczycielką muzyki.-Weszłyśmy po schodach, a pani dyrektor otworzyła białe drzwi od sali gimnastycznej i sprawdziła, czy jest tam nasza klasa.Nie było.
-Pewnie są na dworze, chodźcie za mną.-Przeszłyśmy przez białe szklane drzwi, a potem szłyśmy schodami prowadzącymi na boisko.Ono także się zmieniło-teraz zamiast drzew , wokół była brama, oraz trawa.Po prawej stronie, zamiast skoku w dal i betonu jest teraz guma z liniami, oraz koszami do koszykówki,natomiast po lewej stronie murawa z bramkami, oraz skok w dal.-Szkoda, że nie widzieliście mojej miny hehe :).
-Tam jest wasza klasa.-Podeszłyśmy bliżej.Pani dyrektor coś powiedziała do pani ubranej na czerwono i panu w ciemnej karnacji.-Ja już idę, mam nadzieję, że zaprzyjaźnicie się z klasą.-Poszła.Pierwsza-nasza pierwsza, ich czwarta-lekcja nie była zbyt udana-Przynajmniej dla mnie,Susan już zdążyła się zaprzyjaźnić z kilkoma chłopakami.Na szczęście kilka minut przed dzwonkiem zeszliśmy, i gdy facet od w-fu otworzył drzwi zobaczyłam Ewę.Weszłam powoli, a gdy mnie zobaczyły, jak zaczęły piszczeć!
-Paula!-Podbiegła Ewa i zaczęła ''dusić''.
-Wiem, że się cieszysz, ale czy możesz mnie puścić?Dusisz mnie.-Puściła.
-Przepraszam, po prostu nie mogę uwierzyć, że tu jesteś.
-Ta, ja też.
-Chodź przedstawię Cię reszcie.
-Oki.-Podeszłyśmy do stołu ludzi od sprzętu.
-Paula to jest Piotrek-Wskazała bruneta o brązowych oczach-Piotrek to Paulina.
-Hej.-Powiedziałam
-Hej.-Odpowiedział i zaczął splątywać kable.
-Daniela pewnie pamiętasz.To jest -Wskazała na bruneta, chyba starszego od reszty.-Filip.
-Hejka.-Powiedział.
-Hej, czy ty przypadkiem nie jesteś za stary na tą szkołę?
-Ja tu nie chodzę, tylko czasami przychodzę pomóc chłopakom i przy okazji zwiedzić szkołę.
-Aha.
-No to znasz wszystkich.
-Nom.
-Paula!-Ktoś krzyknął za mną, gdy się odwróciłam zobaczyłam Izę.
-Iza, cześć!-Przytuliłyśmy się.
-Co tam u Ciebie słychać?
-A dobrze.
-Cześć jestem Sandra, Monika-Wskazała na dziewczynę w lokowanych włosach.
-Hej.
-A to druga Sandra.-Wskazała na dziewczynę stojącą obok faceta od świetlicy.
-Aha.
-No to znasz prawie wszystkich  z naszej klasy.-Powiedziała Ewa.
-A Monia nie chodzi z Wami do klasy?
-Chodzi, tylko, że teraz wyszła do Mańka.-Drzwi od sali się otworzyły.Weszła Monia i Mariusz.-Własnie idzie.
-Paula!-Wrzasnął Maniek.
-Cześć, co tam?
-A spoko, a u Cb.?
-Też spoko, same nudy... .
-Przepraszam, czy mogę autograf?-Spytała się jedna z dziewczynek.
-Oczywiście.-Wzięłam od niej zeszyt i długopis.-Jak masz na imię?
-Oliwia.
-Dla Oliwii, największej fanki...- Zawahałam się, bo nie wiedziałam co mam napisać, czy Demi Lovato, czy Paulina Ignasiak.Stałam i gapiłam się w tą kartkę jakby coś miało z niej wyskoczyć.Szybko napisałam Paulina Ignasiak i oddałam Oliwii,popatrzyła na kartkę tak dziwnie, że pomyślałam,że zaraz zacznie wrzeszczeć i płakać, ale ona uśmiechnęła się i pobiegła pochwalić się koleżankom.Rozległ się dzwonek, dziewczyny powiedziały, że noszą sprzęt i spytały się, czy im pomogę, ale ja powiedziałam, że muszę iść na lekcję, bo pani chce mnie i Susan przedstawić klasie, i tak znów znalazłam się sama wśród nieznajomych.Stałam, wraz z Susan obok biurka pani, czując, że się czerwienię.
-Usiądźcie na chwilę, chcę coś ogłosić.

C.D.N. ....

wtorek, 31 maja 2011

Nie chce mi się.

To znaczy chce mi się, ale nie mam pomysłów.... naprawdę nie mogę nic wymyślić.... dlatego zawieszam bloga na jakiś czas.

wtorek, 26 kwietnia 2011

rozdział 37

Następnego dnia wstałam z obolałymi nogami i dobrym humorem, lecz przed śniadaniem mój humor zniknął. Właśnie schodziłam na dół, gdy usłyszałam rozmowę Jamesa z Susan.
-Naprawdę mogę?!
-Tak, ale obiecaj mi, że szybko wrócisz.
-Dzięki tato!-Szybko pobiegłam na górę do swojego pokoju . Po chwili wbiegła Susan.
-Słyszałaś?!
-Co?
-Mogę jechać!
-Gdzie?
-Do Justina!
-Nie wierzę, że chcesz się z nim spotkać!
-O co Ci chodzi?
-Przez niego Is zaszła w ciążę, poza tym Cię nie wpuszczą do niego.
-Justin będzie czekał na lotnisku.-Wyszła, ale zaraz się cofnęła.-Poza tym Is nie jest w ciąży, wymyśliła to by wszyscy się nią zainteresowali.-Wyszła.Nie wierzyłam Susan bo już wiele razy mnie okłamała, ale musiałam mieć pewność, dlatego napisałam do Is.
-Cześć Is, jesteś??
-Tak, a co?
-Mam do Ciebie pytanie...
-Jakie?
-Bardzo poważne
-Jakie?
-Czy na pewno jesteś w ciąży?
-Oczywiście! Co Ci przyszło do głowy, że..... niech zgadnę Susan to wymyśliła.
-Musisz odrazu ją osądzać?
-Tylko ona mogła coś takiego wymyślić.
-Zostaw ją w spokoju.
-Nie widzisz, że próbuje nas skłócić?
-Muszę kończyć, pa.
-Pa.-Wyłączyłam laptopa i położyłam się na łóżko, gdzie zaczęłam pisać piosenkę. Wyszło mi coś takiego:
*Patrzę na ludzi
i myślę...
Po co kłamać?
Dlaczego życie jest... takie okrutne?
Spalam się przy wszystkich, bo...

Chcę być tylko szczęśliwa
Chcę być sama,
Sama ze sobą bez nikogo.
Chcę być, chcę żyć
Chcę być, chcę żyć, bo już...

Idealny świat...
Jaki on jest?
Nikt nie jest  idealny, lecz...


Chcę być tylko szczęśliwa
Chcę być sama,
Sama ze sobą bez nikogo.
Chcę być, chcę żyć
Chcę być, chcę żyć...
Sama ze sobą..

Potem poszłam się przejść. Akurat przechodziłam obok jakiegoś domu, gdy zobaczyłam.......Piotrka z jakąś dziewczyną, całował ją. Stałam tam przez chwilę i gapiłam się do czasu, gdy Piotrek mnie zobaczył... odwróciłam się i poszłam w stronę domu.
-Zaczekaj!- Złapał mnie za ramię.
-Po co?Po to byś wcisnął mi jakieś kłamstwo?-Milczał.-Tak myślałam- Poszłam do domu.Wbiegłam cała zapłakana.
-Co się stało?-Spytała Susan
-Nic.
-Przecież widzę, że coś się stało.
-Pamiętasz Piotrka?
-Tego co przywiózł Cie wczoraj?-Zaśmiała się-Nie trudno go zapomnieć.Szybki jest chłopak.
-Ma inną.
-Naprawdę szybki.
-Dzięki, że mnie wspierasz.
-Chodź tu.-Przytuliłyśmy się.
-Proszę nie mów nic Jamesowi-James wszedł do domu.
-Czego ma mi nie mówić?-Próbowałam ukryć twarz ale się nie udało.-Co się stało?
-Piotrek ją zranił.
-Piotrek?Chyba nie ten od Barklerów, -Zaśmiał się.-Barkler to dobry chłopak, zawsze mówi prawdę.-Znów się zaśmiał.Nie wiedziałam o jakiego Baklera chodzi, ale tak chciało mi się płakać, ze pobiegłam na górę.Następnego dnia James oznajmił, że zaproszono nas do Barklerów.Nie chciałam iść bo wiedziałam, że on tam będzie, ale poszłam by nie zrobić wstydu ojcu, przecież jest wiceprezesem.
-Witaj James.-Powiedział mężczyzna. Po granatowym garniturze poznałam, że to prezes.
-Witaj Karol, co słychać u twojego syna?
-Od dwóch dni jest jakby zahipnotyzowany.
-Te nastolatki nigdy ich nie zrozumiemy.-Zaśmiali się.
-Tak, to prawda.
-Karol poznaj moje córki Susan oraz Pauline.
-Miło mi.-Uśmiechnął się.
-Nam także.-Powiedziałam.
-No dobrze my idziemy pogadać, a wy się rozgoście. Bym zapomniał, jak będziecie czegoś potrzebować poproście Piotrka, powinien gdzieś tu być.-jeszcze czego.James i Karol poszli do jakieś sali,Susan poszła zagadać jakiegoś chłopaka, a ja zostałam sama.
-Cześć.-Odwróciłam się i zobaczyłam Piotrka.
-Nie chcę z Tobą gadać.
-Przykro mi, ale ja z tobą muszę.
-Niby dlaczego?
-Jestem synem prezesa,poza tym to moja impreza, wiec muszę zabawiać gości.
-Zaraz, zaraz, to o Tobie gadał mój ojciec.Ty nazywasz się Barkler.
-We własnej osobie.-Odeszłam, ale ten pobiegł za mną.
-Dlaczego się złościsz?
-Bo jesteś kłamcą, wgl. jesteś inny niż wszyscy mówią.
-Bo przy nich nie mogę być sobą.
-Widzisz znowu kłamiesz.
-Co?
-Przykro mi, ale zaraz mam występ.
-Teraz na scenie zobaczymy córkę naszego wiceprezesa Jamesa, Pauline.-Weszłam na scenę i zaczęłam śpiewać:
*Czasami siadam i myślę,
Po co poznałam Ciebie.
Jesteś szalony i zabawny,
Lecz nie umiesz, mówić prawdy.

Nie, nie kochanie nie kłam
Wiesz, ze i tak
Nie masz szans.
Więc po co pogarszasz 
Sprawę...
Skoro nie ma już nas.

Idę ulicą i widzę,
Jak tulisz i ją całujszesz.
Mówisz, że to tylko znajoma,
Lecz myślę, że to coś więcej.

Nie, nie kochanie nie kłam
Wiesz, ze i tak
Nie masz szans.
Więc po co pogarszasz 
Sprawę...
I tak nie ma już nas.


Gdy skończyłam śpiewać, wszyscy mi klaskali oprócz Piotrka, który wiedział, co mam na myśli.

P.S. ta *to moje dzieło :).Sama napisałam te piosenki.

piątek, 22 kwietnia 2011

rozdział 36

Siemka!Hehe... :)
Co tam u was słychać nowego? Mnie cały czas boli głowa! Dobra, muszę Wam powiedzieć, że ostatni rozdział mi się nie podobał :/ a może żadny z nich nie jest fajny?? Nie wiem, ale ostatni był okropny dlatego dziś postaram się napisać ekstra rozdział! :p

Gdy przyjechaliśmy na miejsce, czyli do domu James'a Susan zaczęła narzekać.P.S. Dom wygląda tak
-Ładny, ale osobiście wolę rezydencję Orlanda.
-To może się wrócisz, będzie więcej wolnego miejsca
-Przestańcie to nie czas byśmy się kłócili. -Weszliśmy do domu.Wszystko było takie cudowne a tu macie zdjęcia wszystkich pomieszczeń :P:
Salon:
Balkon :
Łazienka (hehe :P):
Mój pokój:
Do pokoju Susan nie mogłam wejść, a do James'a nie zamierzałam.
Jadalnia:
Kuchnia:
I schody :

Pierwszego dnia normalnie zdychałam! Jak można jeść kurę?! Ja nienawidzę kury, nie wiem czemu.... Jak już wspomniałam o kurze to powiem o co z nią chodzi. No więc kura była na obiad bleee.....



Na szczęście popołudniu mogłam wyjść z domu i pozwiedzać.James powiedział, że do miasta idzie się godzinę, że lepiej jechać samochodem niż iść na piechotę , więc nie raczyłam iść do miasta, natomiast poszłam przejść się po polu, gdzie spotkałam chłopaka... chyba pracował.
-Cześć.-Odwrócił się.
-Hej, znamy się?
-Jestem tu nowa, moim ojcem jest James Ignasiak.
-A... tak, twój ojciec mówił, że przyjeżdżają do niego córki. Powiedział, że mieszkacie w Ameryce.Mówił też,że ostatni raz byłyście u niego 2 miesiące temu,ale jakoś Was nie widziałem.-Ale kłamczuch z Jamesa pomyślałam.
-Tak, byłyśmy, ale na chwilę ponieważ chodzimy do szkoły, a przyjechałyśmy w sobotę wieczór, a rano musiałyśmy już wracać.
-Szkoda....No ale teraz możemy lepiej się poznać.....chyba, że jutro wyjeżdżasz....
-Nie. Zostaniemy tu trochę....
-To świetnie!....może.... może,..pójdziesz jutro ze mną do miasta?
-Chętnie



-Przyjdę po Ciebie ok.12:00 oki?
-Dobra.-Spojrzałam na zegarek.-Muszę już iść.Pa.
-Pa-Poszłam do domu uśmiechnięta od ucha do ucha, ale gdy weszłam do środka zobaczyłam wściekłego Jamesa.
-Gdzieś ty była?! Wiesz która jest godzina!
-Byłam na jakimś polu, spotkałam tam fajnego chłopaka jutro idę z nim do miasta.
-Nigdzie nie pójdziesz dopóki nie zaczniesz mnie traktować poważnie!
-Zacznę cie traktować poważnie tylko wtedy, gdy ty przestaniesz kłamać-Poszłam na górę do swego pokoju.Położyłam się na łóżku,włączyłam laptopa i  weszłam na gg.Napisała do mnie Alice.
-Hejka co tam?
-Cześć, nudy.
-A jak nowe miejsce?
-Może być.... moim zdaniem jest tu ładnie, ale tęsknie za N.Y., za tobą i za wszystkimi.
-My za Tobą też.To Sasha.Nieprawda!Bo Natalie! :P
-Cześć dziewczyny, co tam u Was?
-A nic nowego- Sasha, Carol poprosił mnie o chodzenie!-Natalie
-Serio??
-No! Podszedł do mnie i spytał się czy chciałabym zostać jego dziewczyną... ahhhh.... :). A co tam, u Ciebie?Poznałaś już kogoś?-Sasha.
-Tak, spotkałam pewnego chłopaka...
-Jak ma na imię?
-...y.... nie wiem.
-Poznałaś chłopaka i nie wiesz jak ma na imię?????!!!
-Nie zdążyliśmy się poznać, musiałam iść do domu :/
-Ojciec??
-Ja nie uważam, że jest moim ojcem, nigdy nie był przy mnie gdy go potrzebowałam natomiast Orlando i Rosalia byli przy mnie gdy mojego ojca i matki nie było!
-Paula|! Uspokój się.
-Jestem spokojna, dobra ja lecę papa
Wyłączyłam laptopa i poszłam spać.Następnego dnia wstałam o 8:25. Wzięłam zimny prysznic, ubrałam się i zeszłam na dół.
-Dzień dobry kochanie-Powiedział James
-Nie jestem twoim kochaniem, tylko córką i dlatego wolę jak zwracasz się do mnie córeczko lub Paula innych słów nie chcę słyszeć.
-Jak ty się do mnie zwracasz!
-Mam pomysł, zjemy spokojnie śniadanie bez żadnych kłótni, a potem nie zobaczysz mnie do godz. 20:00 jasne?
-Ja muszę już iść do pracy, ale mam nadzieję, że jak wrócę będziesz bardziej miła.
-Nie oczekuj cudu.-James wyszedł, a ja w spokoju mogłam zjeść śniadanie.Po kilku godzinach zadzwonił ktoś do drzwi.Poszłam je otworzyć.
-Cześć... y...
-...Piotrek
-Cześć Piotrek, ja jestem Pauline, ale możesz do mnie mówić Paula.
-Hejka Paula.
-Czekaj tylko wezmę bluzę.-Wzięłam bluzę z sofy i wyszłam z domu.
-Słyszałam, że dość długo idzie się do miasta.
-Ale my nie idziemy tylko jedziemy.-Pokazał na swój samochód.
-Żartujesz??
-Co?
-Przecież ten samochód jest wart z jakieś 153 tysiące!
-Zgadłaś.
-Stać Ciebie na niego?-Chyba poczuł się urażony.
-Dostałem go od taty twierdzi, że nasza rodzina musi się prezentować. Nie zniósłby tego, że spotykam się ze zwykłą dziewczyn.-Co za cham! Wsiedliśmy i od razu ruszyliśmy.
-Aha...
-Bez urazy...
-Spoko.
-Po prostu wychował się wśród niewłaściwych ludzi.Mam szczęście, że nie jestem taki jak on.
-Tak, masz szczęście.-Przez resztę drogi nie rozmawialiśmy;dopiero, gdy dojechaliśmy coś powiedział.Cały dzień był całkiem udany, szkoda tylko, że musieliśmy wracać bo dochodziła 20.
-Nie chce mi się wracać :(
-Też bym nie wracał, ale niestety musimy.
-:(
-Uśmiechnij się, jutro też jest dzień :)
-:)Masz rację.-Wsiedliśmy do samochodu  i pojechaliśmy w stronę mojego domu.Gdy dojechaliśmy Piotrek otworzył mi drzwi od samochodu Ale z niego dżentelmen,a nawet odprowadził do drzwi!
-Dobranoc.
-Zaczekaj....-Złapał mnie za rękę.
-Tak?-Chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam.
-Coś się stało?
-Nie, tylko....miałam już paru chłopaków i się zawiodłam na nich.
-Nie rozumiem.
-Będzie lepiej jak się poznamy lepiej.
-Dobra.
-Dzięki.-Weszłam do domu i usiadłam na schodach.W jego oczach było widać zawód,a jednocześnie nadzieję.
-Paula!-Podskoczyłam ze strachu.
-Możesz mnie nie straszyć!
-Gdzieś ty się podziewała!
-Byłam w mieście.
-Martwiłam się o Ciebie, mogłaś chociaż wziąść telefon.
-Wzięłam, ale rozładowała mi się bateria.
-Można umrzeć przy tobie.
-Dlaczego się tak martwisz o mnie, co?
-Bo jesteś moją siostrą.
-Na pewno jest inny powód.
-Justin dzwonił.-zaśmiałam się.
-Nie mogłaś wymyślić lepszego wytłumaczenia?
-Naprawdę. Mówił, że tęskni za mną i że chce się spotkać.
-Odmówiłaś mu prawda?
-Tak, ale...
-On Cię zranił, rozumiesz to? Okłamał Cię.
-Tak, ale na pewno miał jakiś powód. To dobry chłopak, sława nie uderzyła mu do głowy.
-Oszalałaś!
-Paula, ja go znam, wiem jaki jest. On nigdy by mnie nie okłamał.-Poszła na górę.

C.D.N. ................ :P

czwartek, 7 kwietnia 2011

35

Szybko wybrałam numer Davida.
-David?
-Ta....
-Mati miał wypadek.
-I co z tego?
-Jesteś jego bratem, musisz mu pomóc!
-Dobra, gdzie miał ten wypadek?
-Nie wiem, powiedział, że jedzie do mnie i.... David jestes?-Nikt się nie odezwał, więc odłożyłam słuchawkę.
------Kilka minut później---------
-Przestań tak chodzić bo to mnie denerwuje.
-Przykro mi, ale się stresuje, a co jak mu coś się stało?
-Jakieś 30 minut temu krzyczałaś,że go nienawidzisz i nie chcesz go widzieć.
-Wiem , ale martwię się o niego.
- Przerażasz mnie.
-Wiem ja też czasami się siebie boje.-Mama weszła, miała smutną minę.
-Mamo coś się stało?
-Muszę z wami porozmawiać.-Usiadła na kanapie obok Susan.
-O czym?
-Jame's chcę się z wami zobaczyć.-Wściekłam się.
-Czego ten kłamca chce, przecież powiedziałam mu, że nie chcę go widzieć.
-On tęskni za wami.
-Może.... może nawet umierać, a nie polecę do niego by się z nim pożegnać.
-Pauline-Mama wstała.
-Zostaw mnie! Nie polecę do tego kłamcy za żadne skarby!- Pobiegłam do góry.
-Kochanie...-Pukała mama.
-Zostaw mnie...
-Jadę na gale, wrócę dość późno obiad masz na stole.... -Odeszła.
----Kilka godzin później-----------
Do pokoju weszła mama, udawałam, że śpię.
-Córciu śpisz?-Przewróciłam się na drugi bok..- Chcę Ci powiedzieć, że... trudno mi to mówić, ale...... przeżyłaś przez te kilka miesięcy wiele rozczarowań, dowiedziałaś się, że wielu ludzi kłamie, co chwilę zrywałaś i miałaś chłopaka.... nie chcę Cie już okłamywać dlatego powiem Ci prawdę.... Jame's razem z ojcem Mateusza uratowali mnie z katastrofy, gdy obudziłam się w szpitalu zobaczyłam tylko ojca Mateusza, lecz Jamesa nie było.... gdy się spytałam gdzie jestem powiedział, że u niego w domu i , że uratował mnie, dodał także, że James powiedział żebym zaopiekowała się jego córką, nie wiedziałam co mam robić przestraszyłam się, zaczęłam uciekać, ale przewróciłam się, a później obudziłam się w jakimś domu z tobą obok łóżka, serce nie pozwalało mi abym zostawiła Ciebie wiec wzięłam.... Kochałam i opiekowałam się tobą jak własnym dzieckiem... gdy James zadzwonił, przestraszyłam się, że was stracę ,ale serce mówiło, że lepiej będzie jak poznacie prawdę.... Susan już powiedziałam, mam nadzieję, że nie śpisz. Jutro wyjeżdżacie, przynajmniej Susan, twój.... tata przyjeżdża o 11:00 jak sie zdecydujesz ... wiesz co robić .-Wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi,a ja wyszłam na balkon i patrzałam sie w księżyc.
-----------następnego dnia---------
-Cześć James.
-Witaj Pauline.
-Tata!-Krzyknęła Susan i podbiegła go przytulic.
-Cześć córciu.
-Jak się cieszę, że tu jesteś.
-No wsiadaj jedziemy...- Wtedy zza progu wyszłam ja, wszyscy spojrzeli na mnie, a ja podeszłam do mamy i pożegnałam się z nią mówiąc ,, dziękuję Ci że powiedziałaś mi prawdę.'' i wsiadłam do samochodu.Zaraz po mnie wsiadła Susan i James.
-No to jedziemy!-Uśmiechną się do nas, ale ja włożyłam słuchawki i udawałam, ze tego nie widzę.Odjechaliśmy... już na zawsze pożegnałam się ze wszystkimi, z Matim i Davidem, z dziewczynami, z moimi przyszywanymi rodzicami, ze wszystkim co kochałam.... .Gdy dojechaliśmy na lotnisko przypomniało mi się co mama mi mówiła w nocy,co James zrobił dla mojej mamy, ale także jak ją potraktował, miałam pomieszane uczucia, więc i też zły humor.Gdy ojciec poszedł do kasy Susan do mnie zagadała.
-Dlaczego jesteś taka wściekła?
-Nie chcę o tym gadać.
-James jest dobrym człowiekiem, dzięki niemu będziesz mogła zacząć normalne życie, bez tych wszystkich sław,wampirów, wilkołaków i reszty osób.
-W tym jest problem, że nie chcę o niczym zapomnieć, nie chcę zacząć normalnego życia.
-Jesteś dziwna, dziwię się, że jesteśmy siostrami.-Podszedł do nas James, pierwszy raz od czasu gdy go znam dziękowałam mu, że jest w moim pobliżu.Poszliśmy do samolotu, mieliśmy 2 miejsca obok siebie i jedno obok kogoś innego, szybko wzięłam ten 3 bilet i usiadłam na wyznaczonym miejscu, na początku się bałam, ze wzięłam zły bilet, ale po chwili usiadł obok mnie jakiś pan i całą podróż przespałam . Gdy dolecieliśmy stewardessa mnie obudziła.Od razu gdy wysiadłam zauważyłam, że jesteśmy w Polsce, no i znów wróciły wspomnienia.....

Mam nadzieję, że się podoba
Pozdrawiam
Paulina

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Uwaga!

Witajcie
Przed chwilą zmieniłam ustawienia i teraz każdy może komentować mój blog.
Pozdrawiam
Paulina

sobota, 26 marca 2011

Pytania.

Hejka wszystkim!
Mam kilka pytań:
1.Czy ktoś czyta tego bloga?
2.Jezeli ktoś go czyta, to co chciałyby w nim zmienić?
3.O czym chciałbyś/chciałabyś czytać bloga?
4.Mam znów pisać o Justinie?
5.Chcesz abym zaczeła pisac o tobie?
To narazie te pytania.Jeżeli odpowiedzą przynajmniej 2 osoby chociaż na jakiekolwiek pytanie będe dalej pisac bloga.
Pozdrawiam Paulina :)

piątek, 4 marca 2011

rozdział 34

-Myśle, że to zatrucie pokarmowe lepiej jak wezmę ją do pielegniarki.
-Y...okej.-Mati wyglądał jakby nie wiedział o co chodzi.Poszłyśmy w stronę pielęgniarki,ale skręciłyśmy do toalety.
-Dlatego wyszłaś wczoraj z imprezy,prawda?
-Nie.
-Mnie nie oszukasz.
-Naprawde nie dlatego.
-To dlaczego?
-Widziałam jak obściskiwał i całował się z jakąś dziewczyną.
-Moje biedactwo.-Przytuliła mnie.
-Ale nie dlatego wyszłam.
-A dlaczego?
-Okłamał mnie,powiedział że nie przyjdzie na impreze,że nie może się spotkać bo ma ważną sprawe.Rozumiesz.Mam gdzieś, że spotyka się z jakąs dziewczyną bo przecież z nim nie chodzę,sama mu powiedziałam że nie jesteśmy już parą i ze mamy prawo spotykać się z kim chcemy ale on mnie okłamał tak poprostu.
-Rozumiem Cię dobrze.
-Serio?
-Miałam podobny problem ale wkońcu się wszystko ułożyło ,myślę że z tobą i Mateuszem będzie podobnie.
-Może masz racje.
-Zawsze ją mam.
-Ta pamiętam,podałaś mi wszystkie odpowiedzi z historii  i dostalam 6 ,albo gdy Pettkinson(najgorsza uczennica w naszej szkole,dyrektor jej nie wyżuca tylko dlatego że jej rodzice płacą mu 8,000 miesięcznie) mi dokuczała powiedziałaś co mam zrobić by się odczepiła.
-No widzisz,teraz też mam racje.
-Chodź.-Poszłyśmy na stołówkę i usiadłyśmy tam gdzie zwykle, czyli na przeciwko paczki Matiego.Bym na nich nie spojrzała, ale zobazcyłam jakąśnową dziewczynę w ich gronie.
-Myślisz że to ona?
-Chyba tak.
-Chyba?
-Widziałam tylko tył.
-Słucham?
-O czym tak gadacie?-Dosiedli się Jacke,Eva i Sasha,Natalie i Jess dzisiaj się nie pojawili.
-A o różnych sprawach.
-Widzieliście tą nową?-Spytała Natalie.
-Powiedzmy.
-Podobno chodzi z Matim-Moja taca z jedzeniem spadł na podłogę.Mati i reszta grupy sie na mnie spojrzeli wraz z resztą szkoły.Dziewczyny i Jacke gapili się na mnie jak na idiotkę a ja wstałam podniosłam tace i zaczełam sprzatać.Wszyscy się odwrócili oprócz Matiego jakby wiedział o co mi chodzi(choc byłam jedyna bo nie umiał czytac w moich myslach).Całe jedzenie wyżuciłam do kosza i wyszłam ze stołówki.Napisałam Alice by przyniosła mi lekcje bo nie będzie mnie przez reszte dnia w szkole.

-Wow,ale masz super dom.-Powiedziała Alice.
-Dzięki,masz zeszyty?-Wyjeła wszystkie zeszyty i ksiązki z torby.
-Nie mogę tylko zrozumieć dlaczego wyszłaś z szkoły.
-Długo by mówić.
-Mati się o Ciebie pytał.-Udawałam obojętną,wiedziałam że chce sprawdzić jak zareaguje.
-I co z tego?
-Pytał gdzie jestes bo musi z toba porozmawiać.
-I.......
-Co?
-Co mu powiedziałaś?
-Że wyszlaś ale nie wiem gdzie...
-Dzięki.
-...powiedział też, że przyjdzie puźniej bo naprawde musi z tobą pogadać.
-Czemu?????????????
-Nie wiem
-Wiem,schowam się i będe udawać, że mnie nie ma.
-Jesteś inteligętna że hoho.
-Nie mogę z nim gadać,przynajmniej nie teraz.
-Powiem że Cię nie ma.
-Co??
-Idzie tu.
-Wiesz pomysł z nieotwieraniem drzwi jest lepsze od tego byś ty otworzyła drzwi i powiedziała że mnie nie ma.
-Może poprostu z nim pogadasz.
-Muszę?-Zapukał do drzwi.Alice skineła głową.-No dobra,ale jak coś wyjdzie źle to Cię zabije.
-Niestety będziesz musiała jutro bo teraz musze iść.
-Gdzie?
-Umówiłam się.-Wzieła torbę i otworzyła drzwi gdy wyszła stanełam twarza w twarz z Matim.
-Cześć.
-Możemy pogadac?
-Koniecznie?
-Tak.
-No dobra wejdź.-Ja usiadłam na kanapie, a on staną w progu drzwi od salonu.
-O czym chcesz pogadac?
-Jesteś zazdrosna?
-Nie.
-Jesteś.
-Możesz spotykać się z kim chcesz,przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi.-Coś ukłuło mnie w sercu.
-No właśnie o tym chciałem porozmawiać.
-Co?
-Nie chce być tylko twoim przyjacielem, chce byc czyms więcej.-Zamurowało mnie.-Pauline?
-Przeciez ty masz dziewczyne.
-Co?
-Samanthe-w twoim wzroscie,brąz włosy,zabawna.-Uśmiechnął się.
-Jak już Ci mówilem Samantha to moja stara znajoma a nie dziewczyna.
-Całowałeś się z nią na balu,później powiedziała do Ciebie kotku gdy rozmawialiśmy przez telefon.
-Pocałowała mnie bo myślała że nadal nas coś łączy,a to co słyszałaś w telefonie było do Davida.-Prawie mu uwierzyłam,ale przez te kilka tygodni uodporniłam się na jego sztuczki.
-Wiesz co Mati,jesteś zabawnym,przystojnym,dość mądrym chłopakiem ale masz jedną wade.
-Jaką?
-Nie potrafisz kłamać.
-Co?
-Może przetłumacze to: nie chce byś był moim chłopakiem.
-Dlaczego?
-Poprostu.
-A jeżeli przyznam się że skłamałem bo Samantha jest moją dziewczyną to zostaniesz moją dziewczyna?
-Myślałam że jesteś inny, ale widać że jesteś taki sam jak David i reszta.
-Pauline....
-Wyjdź.
-Ale....
-Wyjdź.
-Proszę.
-Wyjdź albo Cię wyrzucę.
-Nie musisz sam trafie do drzwi.
-Mam nadzieje-Powiedziałam sucho.Mati wyszedł bez słowa.Reszte popołudnia spędziłam przed telewizorem oglądając StarStruck a puźniej The Wampire Diaries(nie wiem czemu ale lubiłam ten serial).

Następnego dnia obudziłam się strasznie zmęczona.Zeszłam na dół ale nikogo nie było,podeszłam do lodówki na której wisiała kartka:
,,Kochana Pauline dzwonił dyrektor twojej szkoły i powiedział że nie było Cię na 4 ostatnich lekcjach.Nie bede Ciebie za to karać pod warunkiem że przygotujesz obiad bo dzis będe trochę pużniej,Orlando także więc jak widzisz nie damy rady tego zrobić.Poradzisz sobie prawda?Napewno :).P.S.Nie musisz iść do szkoły jeżeli nie chcesz(też czasami miałam problemy miłosne).Kocham Cię.Mama.
-Ta nie będziesz mnie karać,przeciez wiesz że nie potrafie gotowac.-Najpierw zjadłam śniadanie,potem poszłam się ubrać,posprzątałam dom a gdzies ok. godziny 11:00 zaczełam robić obiad.Pierwsza spróbowała Susan.
-Wow,przaszłaś samą siebie!-Zdziwiłam sie.
-Serio?
-No,jak tak dalej pójdzie możliwe ze będziesz gotować lepiej od mamy.-Zadzwonił mój telefon.
-Halo?-Miałam uśmiech od ucha do ucha.
-Hej.-Uśmiech zniknął.
-Czego chcesz?
-Tylko pogadać.
-Nie mamy o czym.
-Niedługo będe przed twoim domem.
-Po co?
-Nie bądź zła,zresztą jak chcesz jade się pożegnać bo wyjeżdżam do Niemiec.
-I dobrze.-Usłyszałam jakiś huk.
-Co to było?-Cisza.-Halo.-Tym razem usłyszałam trzask .-Mateusz!!!!!!

Myślę że fajny ale wy to ocencie :).

niedziela, 27 lutego 2011

rozdział 33

Sorki ze dawno nie pisalam poprostu sie na was obrazilam bo nie komentujecie.Nie obiecuje ale może bede pisać co tydzien w weekend 2 rozdziały,a teraz zacznijmy od rozdziału:
14 luty...(szkoła)
-Idziesz na dzisiejszą imprezę?-Spytała Alice.
-Nie tzn.nie mogę,muszę coś załatwić.
-Niech zgadne to ,,coś'' ma związek z Matim,prawda?
-Nie!-Alice spojrzała na mnie.-Aż tak jestem przewidująca?
-Spędzacie całe dni z sobą.
-Serio?
-Yhym.-Po chwili milczenia dodała.-Posłuchaj wiem, że go lubisz i wgl. ale powinnaś spędzać więcej czasu z innymi ,,przyjaciólmi''
-Przestań Mati to naprawde mój przyjaciel nic nas nie łączy.
-Napewno.-Powiedziała pod nosem.
-Co?
-Nic.
-Muszę iść.
-Gdzie?
-Na zajęcia.Zapomniałaś prawda?
-Nie skądże.-Stałysmy w milczeniu-No dobra zapomniałam.
-Cześć.
-Pa.-Wszedłam do klasy matematycznej;czekałam na moja uczennice ale nie przychodziła.Po godzinie postanowiłam wyjść,ale wkońcu zjawiła się więc zostałam.
-Spuźniłaś się.-Usiadła na końcu sali.
-I co z tego?-Wyjeła słuchawki i zaczeła słuchać muzyki.
-To,że jak masz zamiar się spuźniać idź do kogoś innego bo ja nie toleruje takiego zachowania-Nie słuchała mnie więc wyjełam jej słuchawki z uszu.
-Co ty wyprawiasz?!-Wrzasneła.
-Zachwuj sie jakoś bo inaczej nie zdasz.
-Mam gdzieś to czy zdam, czy nie.-Zdziwiłam się.
-To po co tu przyszłaś?
-Żeby Ci powiedzieć, że Mati będzie dzisiaj trochę zajęty i nie spotka się z tobą.
-Niby dlaczego?-Podeszła do mnie i wyszeptała:
-Bo będzie ze mną.
-Ta...napewno.
-Jestem jego dziewczyną.
-On nie ma dziewczyny.-Zasmiała się.
-On wszystkim dziewczynom tak mówi żeby go podrywały.
-Zmyślasz to.
-Myśl co chcesz ale pamiętaj jeżeli nie chcesz  aby Cię zranił,przestań się z nim spotykać.
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi i nikim więcej.-Wstała i podeszła do drzwi.
-Widać że go kochasz,on Ciebie też.Bylibyście świetną parą szkoda tylko że ty nigdy nie będziesz jedną z nas.-Wyszła.Przez kolejną godzinę się zastanawiałam co miała na myśli mówiąc że nigdy nie będę jedną z nich.Wkońcu wziełam swoje żeczy i wyszłam.Gdy odniosłam  klucz do sekretarki poszłam przejść się parkiem.Wszystkie pary chodziły za rękę a ja ... sama...czułam się źle więc poszłam do domu.
-Gdzie wszyscy?-Spytałam się Susan.
-Rozeszli się,przecież są walentynki.
-Aha.-Wyjełam sok z lodówki.
-A ty nigdzie sie nie wybierasz?-Zaczełam pić sok by nie zobaczyła że sie smuce.-Co znów zrobił?-Odłożyłam szklanke.
-Kto?
-Mati.
-A niby co miał zrobić?
-No wiesz zabrać Ciebie gdzies.
-Jesteśmy przyjaciółmi a nie...
-...parą.
-Właśnie.
-Mimo tego mógłby Ciebie gdzies zabrać.
-Nie,robie sobie wolne.-Spojrzała na zegarek.
-Muszę już lecieć,cześć.-Wzieła swój płaszcz, pocałowała mnie w policzek i poszła.
-Pa-Pomachałam jej-No i zostałam sama-Była 5 więcmiałam  dużo czasu do spotkania z Matim.Poszłam do salonu,włączyłam telewizor na 4fun.tv leciała piosenka Miley Cyrus-Who Owns My Heart.Dawno się nie widziałysmy,a byłysmy najlepszymi kumpelkami Miley.Szkoda,że się do mnie już nie odzywasz.Ktoś zadzwonił do drzwi.-Chwile-Podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
-Hejka-Is i Monica weszły do środka.
-Co wy tu robiecie? I gdzie jest Marius?
-Obraził się na nas.
-Znowu?
-Nie wiem o co mu chodzi.-Powiedziała Monica.
-Spoko pogodzicie sie.
-Już tydzień się do nas nie odzywa.-Zdziwiłam się.
-To jego rekord.-Ja i Is sie uśmiechnełyśmy ale monica nie.
-Spokojnie jak kocha,to wróci.
-Ta napewno.
-Dobra zmienmy temat.Co tu robiecie?
-Przyjechałysmy troche odpoczac.
-Przeciez jest rok szkolny.
-Trudno bedziemy chodzic do twojej szkoły.-Spojrzałam na Is.-Dobra ty i Monica bedziecie ja zostane w domu.-Coś mi się przypomniało.
-Coś się stało?
-Mati przeciez jest synem burmistrza w niemczech prawda?
-No ta a co?
-Coś mi tu nie gra i to bardzo.Musze z nim porozmawiac.
-Jasne ale jutro bo dzis wszystkie idziemy na dyskoteke walentynkowa.
-Nie mam ochoty.
-No chodz-Poszłyśmy na góre do mojego pokoju.Chyba z godzine wybierały dla mnie strój na szczescie wybawił mnie telefon.Wyszłam na balkon.
-Tak.
-Cześć paula.-Uśmiechnełam się.
-Mati, cześć.
-Co tam?
-Nic nowego,musze sie ciebie cos spytac.
-ja ciebie tez.
-Serio?
-Ty zacznij
-Lepiej ty.
-Nie mogę się dziś z tobą spotkac.-Usmiech zniknął
-Dlaczego?
-Poprostu nie mogę,pa.-Rozłączył się.Weszłam do pokoju smutna.
-Co sie stało?
-Nic.
-No powiedz.
-Naprawde nic, widzisz jak sie usmiecham-Usmiechnełam sie sztucznie.-Idziemy na ta impreze czy nie.
-Jasne.-Monica zaczełam znow grzebac w ciuchach a Is sie na mnie patrzyla.
-Co?
-Nic.
-To dlaczego sie tak patrzysz jakbym zabila ci matke.
-Dziewczyny przestancie sie klocic.
-Nie kłocimy sie tylko gadamy.
-Napewno.Dobra ta czy ta?-Pokazała dwie sukienki fioletowa i czarna.
-Czarna.
-Pewna jestes?
-Spytaj sie Is.
-Napewno.
-Skoro tak mówicie.
-Dobra chodzmy na impreze.-Wyszłysmy z pokoju i poszłysmy do szkoły.
-Wow,postarali sie.-Powiedziała Is.
-Nie u nas szkoła codziennie tak wygląda.
-Serio?
-Ta...
-Paula!-Odwróciłam się.
-Alice,cześć.-Przytuliłyśmy sie.-Hej Jake.
-Co ty tu robisz?Mówiłaś że nie przyjdziesz.
-Powiedzmy ze zmieniłam zdanie.
-Odwołał spotkanie.
-Aha.
-Alice to Isabell i Monica.Dziewczyny to Alice i Jake.
-Cześć.
-Hej.-Powiedzieli.
-Chodźmy do środka.
-Idziemy się bawić!-Weszliśmy do środka.
-Co robimy?-Spytała Is.
-Ja ide dotoalety.-Poszłam do WC.Po chwili wyszłam z niego,Monica i Is siedziały przy barze i piły sok.Podeszłam do nich.
-Co podać?-Spytał barman.
-Sok pomarańczowy.
-Co wszyscy uparli się o ten sok przeciez mam chyba z dobre 20 l. piwa.-Poszedł po sok.
-I jak tam?
-Co?
-Dziecko.
-Dobrze.
-Który to miesiąc?
-31 powinien byc 7,ale luty ma tylko 28 dni no więc 3 marca będzie 7 miesiąc.
-Niezle.
-Ta,ojciec mówi,że po urodzeniu mam je oddać ale ja nie mogę pokochałam tego małego bombla.
-Spokojnie zawsze ja albo Monica Ci pomożemy,prawda?-Zwróciłam się do Moni.
-Oczywiście,od czego są przyjaciółki.
-Dzięki,jesteście ekstra.
-Wiemy.-Zaśmiałysmy się.Po chwili Is siegneła po sok a za jej plecami zobaczyłam Matiego obściskującego się z jakąś dziewczyną i zrobiło mi się niedobrze.
-Pójdę do domu.
-Dopiero co weszłyśmy-powiedziała Monica.
-Źle się czuję.
-Może Cię odwiozę?-Powiedziała Monia.
-Nie,pójdę się przejść,może mi przejdzie.
-Oki.
-Pa.
-Pa-Wyszłam z szkoły i poszłam do domu.
------Puźnym wieczorem-------
Drnnnn.......
-Tak.
-Hej,tu Mati co tam?-Zrobiło mi się niedobrze bo przypomniałam sobie Matiego i tą dziewczyna jak brrr......nie chce o tym myślec.
-A nic nowego,a u Ciebie?Może poznałeś kogoś?
-Co?!Nie,nie poznałem tzn.Nie a czemu sie pytasz?
-A tak z ciekawości.
-Aha a czy możemy zmienić temat?
-Nie,poprostu mnie nie interesuje.
-Okej
-Co, okej?
-Możemy zmienić temat chyba że nie chcesz.
-Chcem.
-No więc....jak minął Ci dzien?
-Exstra,super.Poszłem z mama do restauracji, a tam spotkałem Samanthe moją starą znajomą.Potem poszłem z nią na dyskotekę gdzie poprosiłem ja o...-głos w słuchawce zamilkł.
-O...?
-Co, o....?
-O co ja poprosiłes?-Cisza.Po chwili powiedział.
-O to by....o to by została u nas na kilka dni,wiesz mieszka dosyc daleko.
-Mati no chodz kotku.-Powiedział ktoś w tle słuchawki.
-Musze lecieć.
-Jasne.
-Pauline.
-Tak?
-Dzieki.
-Za co?
-Za to że jesteś moją przyjaciółka.
-Nie ma za co.
-Cześć.
-Pa.-Rozłączył się.Łzy leciały mi po policzku.
------Nastepnego dnia w szkole--------
-Dlaczego wczoraj wyszłas tak wcześnie?-Spytała Alice.
-Z kąd wiesz że wyszłam?
-Nie zartuj.
-Dobra,źle się poczułam.
-Szkoda było fajnie.
-Proszę nie wspominaj mi więcej już o tej imprezie.
-Dlaczego?
-Poprostu nie wspominaj mi o niej,oki?-Mati podszedł do nas.
-Cześć dziewczyny.
-Hej,Mati.-Spojrzał na mnie.-Coś się stało?
-Źle sie czuje.-Alice spojrzała na mnie i zwrócila się do Matiego.

środa, 26 stycznia 2011

Wow.

Nudziło mi się i przed chwilą zobaczyłam statystyki z tego bloga nie moge uwierzyć własnym oczom czy ktos może mnie uszczypnąc?
Boże jak ja się ciesze :)Nie macie pojęcia

rozdział 32

-I co widzisz?-Eva patrzała w przyszłość.
-Alice jest na rogu 3 i West Hight..-Chłopacy wybiegli.-Ale...gdzie oni sa?-Spytała się Davida.
-Wybiegli.
-Chodź.
-Gdzie?
-Musimy im pomóc nie dają sobie sprawy jakie niebezpieczeństwo ich czeka.
-Hallo pobódka Mati umie czytac w myślach zapomniałaś?
-Nie,nie zapomniałam ale wiem że nie wyczytał tego.-Złapała go za ręke i pobiegli za chłopakami.Chłopacy byli już dawno na miejscu i zaczeli wszędzie szukać Alice.
-Mati tu!-James wszedł do środka
-Spokojnie już wszystko w porządku.-James zdjął taśme z ust Alice.
-Gdzie jest Pauline?
-W domu zaprowadzimy cię.
-Nie ten zły pan ja zabrał.
-Ale jak to?
-Mówiła że przyjdą po mnie jacyś chłopacy i mnie z tąd zabiora powiedziała tez że mam sie nie martwić bo ona wszystko załatwi no i że mam was słuchac.-James odwrócił się do Toma.
-Musimy ja znaleść.
-Ja pójde na drugie piętro a ty na trzecie Alice schowaj sie gdzieś.-Alice schowała sie pod łóżko a Mati i James poszli na 2 i 3 pietro.
-Pauline!-patrzyli do każdego pokoju.
-James mam ją!-Mati mnie rozwiązał.Po chwili przybiegł James.
-Szybko wex ja w budynku jest bomba.-Mati mnie złapal.-Alice!-Alice wybiegła spod łózka.James wziął ją i szybko wybiegliśmy z budynku a po kilku sekundach on wybuchł.
-Mam nadzieję że wzieliscie samochód.-James i Mati zamilkli.-Chyba żartujecie.
-To wina James'a to on powiedział że nie mamy czasu na samochód i zmienił sie w to coś.
-To coś ma jakaś nazwe.-Prawie doszło do bójki.
-Chłopcy!Spokojnie Eva nas podwiezie.
-Ta uwaga bo ona będzie wiedziała że potrzebny jest nam samochód.-Eva wyjechała zza rogu a chłopcom opadły szczęki.Wsiadliśmy do samochodu.Gdy dojechaliśmy zadzwonil mój telefon.
-To Monia-Odebrałam-Idzcie zaraz do was dołącze.
-Hejka co tam?
-Dlaczego nam nie powiedziałaś?!
-Czego?
-Że Tom jest tym czymś no i że James też no i że ty to jakaś wyrocznia czy co a ten Mateusz to twój chłopak?Myślałam że Is,ja i Marius jestesmy przyjaciółmi widze że się myliłam.Cześć Paula.
-Ale...-rozłączyła się.Wytarlam łzy i poszłam do domu.
-Nic ci nie jest?
-Nie, a czemu pytasz?
-Masz czerwone oczy jakbyś płakała.
-Poprostu jestem zmęczona.
-Napewno nie,jestem twoją siostra możesz mi powiedzieć.
-Jesteś jej siostrą?-Spytał James.
-Ta co w tym dziwnego/
-Nic tylko nawet nie jestescie podobne do siebie,prawda Paula?
-Dajcie mi wszyscy spokój!
-Paula martwimy się o ciebie.
-Miło z waszej strony ale ja nie potrzebuje niczyjej pomocy...-Wyszłam z kuchni i weszłam na schodu-...mam nadzieję że jutro już was tu nie bedzie-Mati podszedł do mnie i zaczął pocieszać.
-Pauline idź na górę i odpocznij jak bedziesz lepiej się czuc to porozmawiamy.
-Wątpie.
-O co Ci chodzi?
-Jak zejde ma was tu nie być rozumiecie.-Moi rodzice weszli a ja pobiegłam na górę.
-Cpś się stało?
-Pa...-James przerwał Susan.
-Skądże proszę pani wszystko w porządku a czemu pani pyta?
-Pauline tak szybko pobiegła na górę jakby się z wami pokłóciła.
-Jest zmęczona od rana czuła się źle.
-Bidna,pójdę zapytac czy czegoś potrzebuje-Mati zagrodził jej drogę.
-Lepiej nie...tzn....to tylko grypa żołądkowa ciagle wymiotuje lepiej bedzie jak zostawimy ją samą...-Susan wstała.
-...zreszta umówiłam ja na jutro do doktora.
-No dobrze pójde zrobic obiad.-Mama poszła do kuchni a tata do gabinetu.
-Ciekawe co jej dolega.-Susan usiadła na łóżku
-Pewnie przezywa ciążę Is.
-Myślisz?
-No...ta przed  chwilą była cała heppi a teraz jest smutna i to po telefonie Moni.
-Może i masz racje.
-Zawsze ją mam kotku.-James przytulił Susan i pocałował.
-Może powiemy Paulinie o nas?
-Teraz?Kiedy jest wściekła na cały świat?Z doświadczenia wiem że nie warto z nią zadzierać gdy jest wkurzona.
-Masz racje,ale powiemy jej jak sie uspokoi.
-Okej-Zaczeli się całować a Mati poszedł na górę i zapukał do mnie.
-Paula,dobrze się czujesz?
-Co cię to obchodzi co?
-Martwie sie o ciebie,pewnie chodzi o Is poroniła tak?A może o coś innego proszę powiedz.
-Nie!
-Obiad!-krzykneła mama.
-Porozmawiamy puźniej.-Mati zszedł na dół.Poszłam do łazienki obmyć twarz i za chwile zszedłam na dół.Usiadłam obok Susan i Matiego bo nie było miejsca.
-Może powiecie jak wam miną lot co?-Wszyscy milczeli.-Co tak cicho?Coś się stało?
-Skądże mamo,poprostu wszyscy są zmęczeni i tyle.
-No co ty Pauline przecież Susan i James napewno nie są zmęczeni.-Mama spojrzała na Susan i Jamesa i umilkła.
-Jak to?
-Mama ma racje jesteśmy pełni energii że hoho.
-Wiesz co Sus.
-Co?
-Nie umiesz kłamać.Mamo powiedz co miałaś na myśli.
-Nic takiego córciu jedz.
-Mamo.
-Okej,okej.
-Mamo!
-Przykro mi Susan nie potrafie trzymać tajemnicy w tajemnicy.
-Jakiej tajemnicy?
-Susan i James sa razem.-Byłam wstrząśnięta.
-Gratuluje-Wszyscy się zdiwili.
-Serio?
-Oczywiście.Pasujecie do siebie-Zaczełam kroić kotleta.-Szkoda tylko że ja zawsze dowiaduje się ostatnia.-Wbiłam nóż w kotleta i wstałam od stołu.
-Napewno wszystko w porządku?
-Jak najlepszym,przepraszam ale jestem zmęczona i chcę się położyć-Poszłam na górę.
-Pani Rosalio czy mogę odejsc od stołu?
-Oczywiście Mateuszu.-Mati poszedł za mną.
-Pauline zaczekaj.
-Po co?
-Prosze.-Odwróciłam się.
-Czego chcesz?
-Żbeyś ze mną porozmawiała.
-O czym?
-O nas.
-Okej, powiem ci coś o nas.
-Co takiego?
-Nas już nie ma jestem tylko ja i ty.
-Nie rozumiem.
-O naprawde?To pozwół że Ci wytłumacze, ty i ja jestesmy wolnymi ludzmi możemy spotykać się z kim tylko chcemy teraz rozumiesz?
-Ale...
-Przykro mi Mati nie ma zadnego ale.-Poszłam do pokoju a Mati zszedł na dół.
----------------------------------Nastepnego dnia---------------------------
-Wszystkiego najlepszego solenizantko.-Mama złozyłam mi życzenia.
-Dziekuje mamo.-Mama dała mi tort-Dlaczego tu jest 18 swieczek?
-Przeczytałam w internecie że według jakiegoś tam faceta jeden dzień ma ileś tam godzin dlatego postanowiłam że się pobawie i wyszło mi że dziś kończysz 18 lat.
-o boże.
-Coś się stało?
-Nie.Lepiej będzie jak pójde juz do szkoły.
-Na zewnątrz masz mały prezent.
-Jaki?
-Idź zobacz-Pobiegłam przed dom.Przed soba zobaczyłam nowiosiutki samochód wprost prawdziwe cudo!Mama staneła w progu a ja podeszłam do samochodu.
-On jest mój?
-Oczywiście,chyba że go nie chcesz.
-Żartujesz?On jest super.-Mama się uśmiechneła.-Dziękuje.
-Nie ma za co...a bym zapomniała to twoje kluczyki.-Wziełam kluczyki i wsiadłam do samochodu chciałam ruszyć ale przypomniało mi się że o czymś zapomniałam.Szybko pobiegłam na górę,wziełam plecak,pocałowałam mame i pojechałam do szkoły.
-----------------Szkoła------------------------
Gdy weszłam do szkoły zaniemówiłam to nie była szkoła tylkoco s z innej planety.Każda szafka była ozdobiona,każdy grał,tańczył i robił różne inne żeczy.
-Czesc.-Zobaczyłam obok siebie jakąś dziewczyne.
-Cześć,znam cie?
-Nie ale ja znam ciebie ty jestes ta ,,Demi''.
-Właściwie to mam na imie Pauline a ty?
-Alison.
-Miło mi cie poznać.
-Mi ciebie też, chodź przedstawie ci moich znajomych.-Poszłyśmy na schody przed szkoła.
-Pauline to jestJake mój chłopak,Jess chłopak Natalie-Pokazała Natalie-A to Eva i Sasha.
-Cześć wszystkim.-Wszyscy milczeli.Sasha wstała.
-Spokojnie przejdzie im.
-A co się stało?
-Sa na Ciebie obrażeni.
-Nawet ich nie znam.
-Hello,pobudka jestem tzn.byłaś Demi Lovato a oni się obrazili dlatego że zrezygnowałaś ze śpiewania.
-Nie skończyłam ze spiewanie tylko ze sławą o mediami.
-Ta tylko jest jeden mały problem.
-Jaki?
-Tu media moga wejsć wszędzie bo to szkoła publiczna ale dla uzdolnionych wiec niestety kamery znajdą ciebie wszędzie oprócz pokoju dyrektora.On nie lubi kamer.
-Trochę to skomplikowane.
-Wiem ale przestanie gdy troche tu pobedziesz.
-Okej koniec pogaduszek zaraz dzwonek chodzmy.-Poszliśmy do sali.Zadzwonił dzwonek a nauczyciel wszedł do klasy.Zaraz za nim wszedł jakiś chłopak,James i Mati,Susan dawno siedziała w sali z jakąs dziewczyną.
-Do tablicy.-Powiedział nauczyciel.
-Dobrze prosze pana.-Ukłonił się a klasa zaczeła się smiac.
-Cisza!Dlaczego się spuźniłeś?-Zapadła cisza wszyscy pisali coś w zeszytach.-Czemu wy się spuźniliście?
-Jesteśmy tu nowi i szukaliśmy sali.
-Aha,dobra siadajcie.-Rysowałam w zeszycie.
-Przepraszam ale to moje miejsce.-Gdy podniosłam głowe zobaczyłam tego chłopaka.
-Serio?Masz pecha bo teraz ja tu siedze.-Przestraszył się.
-Wiesz co możesz tu siedzieć ja usiądę gdzieś indziej-Usiadł obok chłopaków i zaczą z nimi gadać.Wiedziałam że gadają o mnie.Przez cała lekcję zastanawiałam się kim jest ten chłopak i zkąd zna James'a i Matiego,wkońcu zadzwonił dzwonek.Chciałam z nimi pogadać ale Alice podeszła do mnie.
-Chodź na stołówkę.--Poszłyśmy.Cała paczka siedziała w drugim stoliku po środku a chłopaki obok okna.Susan siedziała z tymi fajniejszymi.
-Co się tak na nich patrzysz co?-Usiadłyśmy.
-Zastanawiam się kto to jest.
-Ten od okna po prawej to James dalej Mati,Davi jego brat i Eva.
-David to brat Matiego?
-Ta a czemu tak sie zdiwiłas.
-Mati nigdy nie mówił że ma brata.
-Znasz Matiego?
-Ta a co?
-Masz jego numer?
-Ta a czemu się pytasz?
-Eva kocha sie w Matim od niepamietam kiedy.
-Aha.-Podałam numer Evie.
-Nie ma szans.
-Co?
-David ma wyrafinowany gust żadna z nas mu nie przypasowała.
-Jak to/
-Nie wiem.-Mati podszedł do nas.
-Hejka Paula.-Nieodzywałam sie.
-Przyjdziecie dzisiaj na impreze?
-Niby po co?
-Sa urodziny Pauline więc pomyslałem że byscie wpadli-Spojrzałam na Matiego.
-Serio masz dzisiaj urodziny?
-Ta.
-Czemu nie powiedziałaś?Wszystkiego najlepszego.-Mati chyba zaprosił całą szkołę bo wszyscy pokolei składali mi zyczenia.Po szkole razem z dziewczynami poszłam do mnie przygotowac się na impreze.Po kilku godzinach byłysmy gotowe.
-No to chodxmy.
-Zaraz,zaraz Pauline jest solenizantką ona musi jakoś chucznie musi zejsc na dół
-Masz racje-Dziewczyny cały czas cos robiły na holu a puzniej ,,chucznie'' rozpoczełam impreze.
-Cześć Eva-Eva sie zaczerwieniła.
-Czczczcześc.
-Zatańczysz.-Zamilkła wiec jej pomogłam
-Chętnie zatanczy.-Poszli.Ja nudziłam się na imprezie wię poszłam na górę.
-Czemu nie jestes na dole?-David wszedł do pokoju.
-Jest troche nudna.
-To prawda ale jestes gwiadza tej imprezy powinnas tam byc.
-Moze masz racje ale jakos mnie to nie bawi.-David usiadł obok nie.
-Wolałabyś spędzić te urodziny tylko z rodziną,znajomymi.
-No właśnie ja prawie nie znam tych ludzi.
-Ale oni znaja ciebie.
-Fakt-Spojrzeliśmy sobie w oczy ale po chwili zrobiło sie niezrecznie.
-Musze już iśc.-Wstał
-Tak,oczywiscie-Pocałował mnie w policzek i wyszedł z pokoju.Po chwili namysłu tez zeszlam na dół postanowiłam ze bede dobrze sie bawic i tak było bawiłam sie do samego rana.
--------------------Nastepnego dnia.----------------
Obudziłam się z bólem głowy.Z szafy wyjełam nowe ubrania i poszłam wziąść prysznic.Gdy się umyłam i ubrałam zeszłam na dół do kuchni zrobić se śniadanie.
---drn,drn---otworzyłam drzwi.
-Czego chcesz.-Mati przyszedł z Davidem.
-Porozmawiać.
-Niby o czym?
-O nas.
-Czy my przypadkiem sobie tego już nie wyjaśnilismy?
-Przepraszam Cię.
-hy.
-Za wszystko przepraszam obiecuje że juz nigdy więcej nie skłamie uwierz mi.
-Przykro mi Mati ale z nami koniec tylko cud mógłby Ci pomóc.
-Dobra jak chcesz właśnie straciłaś szanse.
-Szanse?Czy ja ciebie prosiłam kiedykolwiek o jakąś szanse?Nie.Więc teraz wyjdziesz z mojego domu i już nigdy tu nie wejdziesz.-Mati wyszedł a za nim David dając mi jakaś kartke;gdy wyszli zobaczyłam co tam pisze:
,,Za godzinę w parku''Szybko zjadłam sniadanie,wysprzatałam po wczorajszej imprezie i poszłam do parku.
-Cześć.-David się odwrócił.
-Przyszłaś.
-Jak widać.
-Choć.-David złapał mnie za ręke i zaprowadził na plaże.
-Nie mogłeś odrazu napisać że mam przyjść na plaże?
-Zastanawiałabyś się na jaką.
-Mógłbyś napisać.
-Choć.
-Gdzie tak wgl. idziemy?
-Do mnie?-Zatrzymałam się.
-Prosze powiedz że nie mieszkasz z Matim i jego rodzinką.
-Nie.
-Ulżyło mi.
-Mieszkam z Matim i resztą mojej rodziny.-Zaczełam się cofać ale David mnie zatrzymał.
-Spokojnie nie zjedzą Ciebie.
-Ty nie rozumiesz ja nie mogę pójść do twojego domu,bo wszyscy mnie tam znaja zresztą nie  mogę tam wejść zaraz po tym jak potraktowałam Matiego.
-I co z tego?
-Jesteś idiota.-Złapał mnie za ramię.
-Spokojnie nikogo nie ma w domu.
-Napewno?-Usmiechna się.
-Napewno.-Spojrzałam na dom.-No choć.-Weszliśmy do środka.
-Przecież on jest cały z oknami.
-I co z tego?
-Słońce was nie zabija?
-Zabija ale pierścienie nas chronią.
-Aha.-Patrzyłam na czapki absolwentów.-Wszystkie sa wasze?
-Mniej więcej.
-Tzn.?
-1/8 należy do naszego ojca.Mati nigdy ci nie mówił?
-Nie nigdy o tym nie wspominał.
-Też bym o tym nie wspominał bo to jest nudne.
-Żartujesz?Nigdy w życiu nie miałam chłopaka który jest mądrzejszy odemnie.
-Serio?-Mati zbliżył się do mnie.
-Tak serio, a co?-Prawie byśmy się pocałowali ale ktoś nam przerwał.
-David wrócilismy!-David złapał mnie i zaprowadził do pokoju na górze.
-Wyjdz tędy.
-Dlaczego?
-Proszę zrób to.
-No dobra ale zapłacisz za to.-Wyszłam przez okno i wpadłam w błoto a David zszedł na dół.
-Co Paula tu robiła?-Spytał Mati.
-Jaka Paula?
-Nie udawaj wiem że tu była.
-Nie wiem o czym mówisz cały czas byłem w domu.Sam.
-Przestancie się kłócić.David masz przestac się spotykać z Paulą.
-Niby dlaczego tylko ja co?No tak wielki Mati ma moc taka samą jak Paula a nawet wiekszą tylko że jest mały problem.Paula o tym nie wie.
-I dobrze że nie wie gdybym jej powiedział mogłoby dojść do powarznych skutków.
--------------Mój dom--------------
-Gdzie ty byłaś?-Spytała Susan.
-Na plaży.
-Z kim.?
-A co to przesłuchanie?
-Odpowiesz?
-O widze że lubisz bawić się w matkę tylko że jest problem .TY NIE JESTES MOJA MATKA.Zrozumiałaś?
-Pauline martwie sie o ciebie.
-Nie musisz sama dam se rade.
-Właśnie widze.
-Co masz na myśli?
-Jesteś tak zaślepiona że nie widzisz jak David tobą steruje.-Zamyśliłam się.
-Poprostu jesteś zazdrosna i tyle.-Pobiegłam na górę.
-Pauline!
----Kilka godzin puźniej----
-Cześć.-David wszedł do mojego pokoju.
-Hejka.-Usiadł obok.
-Co tam?
-Dużo.
-Czyli?
-Miałeś kiedys ochote powiedzieć komuś prawdę ale nie zrobiłeś tego tylko dla jego dobra lub poprostu by go wykorzystać.
-Nie,czemu pytasz?
-Dlaczego cały czas mnie oszukujesz?
-Co?
-Widze jak na mnie patrzysz i myśle że fajny z ciebie chłopak ale mam uczucie że ukrywasz coś przed mną.
-Nic nie ukrywam.
-Znowu to robisz.
-Co?
-Manipulujesz mną.
-Susan Ci powiedziała?Zawsze była z niej straszna gaduła.
-Nie ważne kto mi powiedział chce usłyszeć to od ciebie.
-Im mniej wiesz tym lepiej.
-Skoro tak to formułujesz to okej.
-Serio?
-Tak.
-Już sie bałem że...
-Koniec z nami.
-Pozałujesz tego.
-Serio?-Wkurzony wyszedł z pokoju.
------Nastepnego dnia.-----------------------
-Cześc mamo widziałaś Susan?
-Tak wyszła niedawno z Davidem a co?
-Jesteś pewna?
-Tak,a cos sie stało?
-Nie skądże.Pójde do nich.
-Co?
-Nic takiego.-Wyszłam z domu i pobiegłam do Cullen'ów.Zapukałam do nich.Otworzył mi Mati.
-Jest Susan?
-Nie.
-A David?
-Poszedł do Ciebie.
-O Boże.
-Co się stało?
-Musze znaleść Davida wiesz gdzie on może być.
-Nie, nie wiem.
-Proszę Ciebie tu chodzi o życie mojej siostry.
-Jak to?
-Mogę wejść?-Mati mnie wpuścił całą zapłakana.
-Mów co się stało.
-Zerwałam z nim a on powiedział że tego pożałuje proszę powiedzcie gdzie jest moja siostra.
-Są w lesie w starym domku letniskowym.-Powiedziała Alice.
-Idę z wami.
-Nie Pauline musisz zostać i zaopiekować sie Elizabeth.-Powiedział doktor.
-Proszę.-Mati podszedł do mnie.
-Pauline obiecuje, że nie pozwole aby Susan spadł choć jeden włos z głowy.
-Proszę,uratuj ją.-Przytulił mnie.
-Uratuje.-Wyszli.
-Choć tu.-Pani Cullen pocieszała mnie cały czas.Wkońcu zadzwonił telefon.
-Okej powiem jej.
-Co z nią?
-Sa w szpitalu.
-Boże.
-Susan nic nie jest straciła troche krwi ale nie będzie wampirzyca.
-Zawiezie mnie pani do niej?
-Choć-Pojechałyśmy do szpitala.Raz, dwa znalazłyśmy moją siostre.
-Susan.-Przytuliłam moją siostre.-Dobrze ze nic Ci nie jest.
-Co się wgl.stało?
-Uderzyłaś się w głowę-Powiedział pan Cullen.
-Najważniejsze, że czujesz sie lepiej i że już jutro bedziesz mogła wyjść z tego okropnego szpitala.
-Przepraszam za siostre nie lubi szpitali.-Powiedziała Susan.
-A kto je lubi?-Powiedział doktor.Wyszłam przed sale.
-Dziękuje, że jej pomogłeś.
-Wcale nie,gdybym był tam szybciej nie zobaczyłaby tych strasznych żeczy.
-Nic nie pamięta.Nie musisz się o nic bać.
-Pauline muszę Ci cos powiedzieć.
-Co takiego?
-Ja...-Susan nam przerwała.
-Dosyć tych pogaduszek kochanków ja tu jestem chora.Zapomniałaś?
-Nie, nie zapomniałam.-Po cichu dodałam.-A szkoda.Muszę iść.
-Jasne.
-Pogadamy puźniej.-Ja poszłam do Susan a Mati zniknął.Po kilku godzinach byłam w domu.
--------------------Nastepnego dnia---------
Wstałam o 8:00 bo byłam strasznie głodna.Odrazu poszłam do kuchni i otworzyłam lodówke.Zaczełam jeść sórowe mięso.
-Dzieńdobry cóeczko.-Mama usiadła na krześle.
-Dzieńdobry mamo.
-Widze że jesteś głodna.-,,Jak wilk''.
-Troszeczke.
-Więc zjedz śniadanie i idz się ubierz.
-Po co?
-Idziemy po Susan chyba nie zapomniałaś.
-Niby czego przecież nic mi nie mówiłas.
-Przestan marudzic i choc.-Poszłyśmy do szpitala gdy weszłyśmy spotkałam Matiego wiec podeszłam do niego.
-Musimy porozmawiac.-Mati odszedl od pana Cullena i podszedł do mnie.
-O czym?
-Co się ze mną dzieje?
-Nierozumiem.
-Zamiast zwykłego jedzenia jem surowe mięso,słońce mnie razi a do tego strasznie boli mnie głowa.
-Choć na zewnątrz.-Wyszliśmy ze szpitala.
-No mów.
-Zamieniasz się w wampira.
-Słucham?
-Przecież Jasper ugryzł mnie jakiś miesiąc temu czemu niby teraz mam zamienic sie w to cos,bez obrazy.
-Posłuchaj uwierz mi sam przez to przechodziem.
-Przeciez ty byłeś zwykłym człowiekiem nie miałeś żadnej mocy.-Milczał.-To chciałeś mi powiedziec tak?To że to ty masz większą moc odemnie a nie Alice.Myślałam że dobrze ciebie znam,że mogę tobie zaufać byłeś moim przyjacielem,chłopakiem a teraz chcesz byc wrogiem super po co ja wgl.zadawałam się z Tobą,po co pozwalałam mamie na zaslubiny z Orlandem gdybym sie nie zgodziła zostałybyśmy w Polsce i nie dowiedziałabym się o mocach i zyłabym normalnie jak normalna nastolatka.Boże co ja plote -Zaczełam płakać.-Mati pomożesz mi.Proszę.
-Jasne ,nie zostawia sie przyjaciół w potrzebie.
-Dzięki.-Przytuliłam go.
-Mówiłam panie James'ie że to dwa gołąbki.-Susan stała za nami.
-Prosze zebys sie nie przemeczałaprzez kilka dni.Mateusz musimy porozmawiać.-Mama i Susan wsiadły do samochodu.
-Weź to będzie ciebie chronic przed słońcem.-Mati dał mi naszyjnik.
-Myślałam że to pierscienie was chronia.
-Nas tak ,narazie dopóki nie staniesz sie pełną wampirzycą ten naszyjnik bedzie ciebie chronił.
-A co puźniej?
-Będe musiał załatwić Ci pierścień.
-Mateusz.-Powiedział doktor.,,Ale mi sie dostanie''pomyslał Mati.
-To było dziwne.
-Co?
-Nic takiego,idz juz twoj ojciec sie niecierpliwi.-Mati poszedł a ja wsiadłam do samochodu.
Cdn...

niedziela, 9 stycznia 2011

Informacja.

Chcę abyście weszli na pewną stronę nie musicie oglądać filmu jezeli macie slabe nerwy ale mogę wam powiedzieć jedynie tyle że to co na nim zobaczycie jest wręcz przerażające więc proszę wejdzcie i podpiszcie tą petycje:
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php