wtorek, 31 maja 2011
Nie chce mi się.
To znaczy chce mi się, ale nie mam pomysłów.... naprawdę nie mogę nic wymyślić.... dlatego zawieszam bloga na jakiś czas.
wtorek, 26 kwietnia 2011
rozdział 37
Następnego dnia wstałam z obolałymi nogami i dobrym humorem, lecz przed śniadaniem mój humor zniknął. Właśnie schodziłam na dół, gdy usłyszałam rozmowę Jamesa z Susan.
-Naprawdę mogę?!
-Tak, ale obiecaj mi, że szybko wrócisz.
-Dzięki tato!-Szybko pobiegłam na górę do swojego pokoju . Po chwili wbiegła Susan.
-Słyszałaś?!
-Co?
-Mogę jechać!
-Gdzie?
-Do Justina!
-Nie wierzę, że chcesz się z nim spotkać!
-O co Ci chodzi?
-Przez niego Is zaszła w ciążę, poza tym Cię nie wpuszczą do niego.
-Justin będzie czekał na lotnisku.-Wyszła, ale zaraz się cofnęła.-Poza tym Is nie jest w ciąży, wymyśliła to by wszyscy się nią zainteresowali.-Wyszła.Nie wierzyłam Susan bo już wiele razy mnie okłamała, ale musiałam mieć pewność, dlatego napisałam do Is.
-Cześć Is, jesteś??
-Tak, a co?
-Mam do Ciebie pytanie...
-Jakie?
-Bardzo poważne
-Jakie?
-Czy na pewno jesteś w ciąży?
-Oczywiście! Co Ci przyszło do głowy, że..... niech zgadnę Susan to wymyśliła.
-Musisz odrazu ją osądzać?
-Tylko ona mogła coś takiego wymyślić.
-Zostaw ją w spokoju.
-Nie widzisz, że próbuje nas skłócić?
-Muszę kończyć, pa.
-Pa.-Wyłączyłam laptopa i położyłam się na łóżko, gdzie zaczęłam pisać piosenkę. Wyszło mi coś takiego:
*Patrzę na ludzi
i myślę...
Po co kłamać?
Dlaczego życie jest... takie okrutne?
Spalam się przy wszystkich, bo...
Chcę być tylko szczęśliwa
Chcę być sama,
Sama ze sobą bez nikogo.
Chcę być, chcę żyć
Chcę być, chcę żyć, bo już...
Idealny świat...
Jaki on jest?
Nikt nie jest idealny, lecz...
-Naprawdę mogę?!
-Tak, ale obiecaj mi, że szybko wrócisz.
-Dzięki tato!-Szybko pobiegłam na górę do swojego pokoju . Po chwili wbiegła Susan.
-Słyszałaś?!
-Co?
-Mogę jechać!
-Gdzie?
-Do Justina!
-Nie wierzę, że chcesz się z nim spotkać!
-O co Ci chodzi?
-Przez niego Is zaszła w ciążę, poza tym Cię nie wpuszczą do niego.
-Justin będzie czekał na lotnisku.-Wyszła, ale zaraz się cofnęła.-Poza tym Is nie jest w ciąży, wymyśliła to by wszyscy się nią zainteresowali.-Wyszła.Nie wierzyłam Susan bo już wiele razy mnie okłamała, ale musiałam mieć pewność, dlatego napisałam do Is.
-Cześć Is, jesteś??
-Tak, a co?
-Mam do Ciebie pytanie...
-Jakie?
-Bardzo poważne
-Jakie?
-Czy na pewno jesteś w ciąży?
-Oczywiście! Co Ci przyszło do głowy, że..... niech zgadnę Susan to wymyśliła.
-Musisz odrazu ją osądzać?
-Tylko ona mogła coś takiego wymyślić.
-Zostaw ją w spokoju.
-Nie widzisz, że próbuje nas skłócić?
-Muszę kończyć, pa.
-Pa.-Wyłączyłam laptopa i położyłam się na łóżko, gdzie zaczęłam pisać piosenkę. Wyszło mi coś takiego:
*Patrzę na ludzi
i myślę...
Po co kłamać?
Dlaczego życie jest... takie okrutne?
Spalam się przy wszystkich, bo...
Chcę być tylko szczęśliwa
Chcę być sama,
Sama ze sobą bez nikogo.
Chcę być, chcę żyć
Chcę być, chcę żyć, bo już...
Idealny świat...
Jaki on jest?
Nikt nie jest idealny, lecz...
Chcę być tylko szczęśliwa
Chcę być sama,
Sama ze sobą bez nikogo.
Chcę być, chcę żyć
Chcę być, chcę żyć...
Sama ze sobą..
Potem poszłam się przejść. Akurat przechodziłam obok jakiegoś domu, gdy zobaczyłam.......Piotrka z jakąś dziewczyną, całował ją. Stałam tam przez chwilę i gapiłam się do czasu, gdy Piotrek mnie zobaczył... odwróciłam się i poszłam w stronę domu.
-Zaczekaj!- Złapał mnie za ramię.
-Po co?Po to byś wcisnął mi jakieś kłamstwo?-Milczał.-Tak myślałam- Poszłam do domu.Wbiegłam cała zapłakana.
-Co się stało?-Spytała Susan
-Nic.
-Przecież widzę, że coś się stało.
-Pamiętasz Piotrka?
-Tego co przywiózł Cie wczoraj?-Zaśmiała się-Nie trudno go zapomnieć.Szybki jest chłopak.
-Ma inną.
-Naprawdę szybki.
-Dzięki, że mnie wspierasz.
-Chodź tu.-Przytuliłyśmy się.
-Proszę nie mów nic Jamesowi-James wszedł do domu.
-Czego ma mi nie mówić?-Próbowałam ukryć twarz ale się nie udało.-Co się stało?
-Piotrek ją zranił.
-Piotrek?Chyba nie ten od Barklerów, -Zaśmiał się.-Barkler to dobry chłopak, zawsze mówi prawdę.-Znów się zaśmiał.Nie wiedziałam o jakiego Baklera chodzi, ale tak chciało mi się płakać, ze pobiegłam na górę.Następnego dnia James oznajmił, że zaproszono nas do Barklerów.Nie chciałam iść bo wiedziałam, że on tam będzie, ale poszłam by nie zrobić wstydu ojcu, przecież jest wiceprezesem.
-Witaj James.-Powiedział mężczyzna. Po granatowym garniturze poznałam, że to prezes.
-Witaj Karol, co słychać u twojego syna?
-Od dwóch dni jest jakby zahipnotyzowany.
-Te nastolatki nigdy ich nie zrozumiemy.-Zaśmiali się.
-Tak, to prawda.
-Karol poznaj moje córki Susan oraz Pauline.
-Miło mi.-Uśmiechnął się.
-Nam także.-Powiedziałam.
-No dobrze my idziemy pogadać, a wy się rozgoście. Bym zapomniał, jak będziecie czegoś potrzebować poproście Piotrka, powinien gdzieś tu być.-jeszcze czego.James i Karol poszli do jakieś sali,Susan poszła zagadać jakiegoś chłopaka, a ja zostałam sama.
-Cześć.-Odwróciłam się i zobaczyłam Piotrka.
-Nie chcę z Tobą gadać.
-Przykro mi, ale ja z tobą muszę.
-Niby dlaczego?
-Jestem synem prezesa,poza tym to moja impreza, wiec muszę zabawiać gości.
-Zaraz, zaraz, to o Tobie gadał mój ojciec.Ty nazywasz się Barkler.
-We własnej osobie.-Odeszłam, ale ten pobiegł za mną.
-Dlaczego się złościsz?
-Bo jesteś kłamcą, wgl. jesteś inny niż wszyscy mówią.
-Bo przy nich nie mogę być sobą.
-Widzisz znowu kłamiesz.
-Co?
-Przykro mi, ale zaraz mam występ.
-Teraz na scenie zobaczymy córkę naszego wiceprezesa Jamesa, Pauline.-Weszłam na scenę i zaczęłam śpiewać:
*Czasami siadam i myślę,
Po co poznałam Ciebie.
Jesteś szalony i zabawny,
Lecz nie umiesz, mówić prawdy.
Nie, nie kochanie nie kłam
Wiesz, ze i tak
Nie masz szans.
Więc po co pogarszasz
Sprawę...
Skoro nie ma już nas.
Idę ulicą i widzę,
Jak tulisz i ją całujszesz.
Mówisz, że to tylko znajoma,
Lecz myślę, że to coś więcej.
Nie, nie kochanie nie kłam
Wiesz, ze i tak
Nie masz szans.
Więc po co pogarszasz
Sprawę...
I tak nie ma już nas.
Gdy skończyłam śpiewać, wszyscy mi klaskali oprócz Piotrka, który wiedział, co mam na myśli.
P.S. ta *to moje dzieło :).Sama napisałam te piosenki.
piątek, 22 kwietnia 2011
rozdział 36
Siemka!Hehe... :)
Co tam u was słychać nowego? Mnie cały czas boli głowa! Dobra, muszę Wam powiedzieć, że ostatni rozdział mi się nie podobał :/ a może żadny z nich nie jest fajny?? Nie wiem, ale ostatni był okropny dlatego dziś postaram się napisać ekstra rozdział! :p
Gdy przyjechaliśmy na miejsce, czyli do domu James'a Susan zaczęła narzekać.P.S. Dom wygląda tak
-Ładny, ale osobiście wolę rezydencję Orlanda.
-To może się wrócisz, będzie więcej wolnego miejsca
-Przestańcie to nie czas byśmy się kłócili. -Weszliśmy do domu.Wszystko było takie cudowne a tu macie zdjęcia wszystkich pomieszczeń :P:
Salon:
Balkon :
Łazienka (hehe :P):
Mój pokój:
Do pokoju Susan nie mogłam wejść, a do James'a nie zamierzałam.
Jadalnia:
Kuchnia:
I schody :
Pierwszego dnia normalnie zdychałam! Jak można jeść kurę?! Ja nienawidzę kury, nie wiem czemu.... Jak już wspomniałam o kurze to powiem o co z nią chodzi. No więc kura była na obiad bleee.....
Na szczęście popołudniu mogłam wyjść z domu i pozwiedzać.James powiedział, że do miasta idzie się godzinę, że lepiej jechać samochodem niż iść na piechotę , więc nie raczyłam iść do miasta, natomiast poszłam przejść się po polu, gdzie spotkałam chłopaka... chyba pracował.
-Cześć.-Odwrócił się.
-Hej, znamy się?
-Jestem tu nowa, moim ojcem jest James Ignasiak.
-A... tak, twój ojciec mówił, że przyjeżdżają do niego córki. Powiedział, że mieszkacie w Ameryce.Mówił też,że ostatni raz byłyście u niego 2 miesiące temu,ale jakoś Was nie widziałem.-Ale kłamczuch z Jamesa pomyślałam.
-Tak, byłyśmy, ale na chwilę ponieważ chodzimy do szkoły, a przyjechałyśmy w sobotę wieczór, a rano musiałyśmy już wracać.
-Szkoda....No ale teraz możemy lepiej się poznać.....chyba, że jutro wyjeżdżasz....
-Nie. Zostaniemy tu trochę....
-To świetnie!....może.... może,..pójdziesz jutro ze mną do miasta?
-Chętnie
-Przyjdę po Ciebie ok.12:00 oki?
-Dobra.-Spojrzałam na zegarek.-Muszę już iść.Pa.
-Pa-Poszłam do domu uśmiechnięta od ucha do ucha, ale gdy weszłam do środka zobaczyłam wściekłego Jamesa.
-Gdzieś ty była?! Wiesz która jest godzina!
-Byłam na jakimś polu, spotkałam tam fajnego chłopaka jutro idę z nim do miasta.
-Nigdzie nie pójdziesz dopóki nie zaczniesz mnie traktować poważnie!
-Zacznę cie traktować poważnie tylko wtedy, gdy ty przestaniesz kłamać-Poszłam na górę do swego pokoju.Położyłam się na łóżku,włączyłam laptopa i weszłam na gg.Napisała do mnie Alice.
-Hejka co tam?
-Cześć, nudy.
-A jak nowe miejsce?
-Może być.... moim zdaniem jest tu ładnie, ale tęsknie za N.Y., za tobą i za wszystkimi.
-My za Tobą też.To Sasha.Nieprawda!Bo Natalie! :P
-Cześć dziewczyny, co tam u Was?
-A nic nowego- Sasha, Carol poprosił mnie o chodzenie!-Natalie
-Serio??
-No! Podszedł do mnie i spytał się czy chciałabym zostać jego dziewczyną... ahhhh.... :). A co tam, u Ciebie?Poznałaś już kogoś?-Sasha.
-Tak, spotkałam pewnego chłopaka...
-Jak ma na imię?
-...y.... nie wiem.
-Poznałaś chłopaka i nie wiesz jak ma na imię?????!!!
-Nie zdążyliśmy się poznać, musiałam iść do domu :/
-Ojciec??
-Ja nie uważam, że jest moim ojcem, nigdy nie był przy mnie gdy go potrzebowałam natomiast Orlando i Rosalia byli przy mnie gdy mojego ojca i matki nie było!
-Paula|! Uspokój się.
-Jestem spokojna, dobra ja lecę papa
Wyłączyłam laptopa i poszłam spać.Następnego dnia wstałam o 8:25. Wzięłam zimny prysznic, ubrałam się i zeszłam na dół.
-Dzień dobry kochanie-Powiedział James
-Nie jestem twoim kochaniem, tylko córką i dlatego wolę jak zwracasz się do mnie córeczko lub Paula innych słów nie chcę słyszeć.
-Jak ty się do mnie zwracasz!
-Mam pomysł, zjemy spokojnie śniadanie bez żadnych kłótni, a potem nie zobaczysz mnie do godz. 20:00 jasne?
-Ja muszę już iść do pracy, ale mam nadzieję, że jak wrócę będziesz bardziej miła.
-Nie oczekuj cudu.-James wyszedł, a ja w spokoju mogłam zjeść śniadanie.Po kilku godzinach zadzwonił ktoś do drzwi.Poszłam je otworzyć.
-Cześć... y...
-...Piotrek
-Cześć Piotrek, ja jestem Pauline, ale możesz do mnie mówić Paula.
-Hejka Paula.
-Czekaj tylko wezmę bluzę.-Wzięłam bluzę z sofy i wyszłam z domu.
-Słyszałam, że dość długo idzie się do miasta.
-Ale my nie idziemy tylko jedziemy.-Pokazał na swój samochód.
-Żartujesz??
-Co?
-Przecież ten samochód jest wart z jakieś 153 tysiące!
-Zgadłaś.
-Stać Ciebie na niego?-Chyba poczuł się urażony.
-Dostałem go od taty twierdzi, że nasza rodzina musi się prezentować. Nie zniósłby tego, że spotykam się ze zwykłą dziewczyn.-Co za cham! Wsiedliśmy i od razu ruszyliśmy.
-Aha...
-Bez urazy...
-Spoko.
-Po prostu wychował się wśród niewłaściwych ludzi.Mam szczęście, że nie jestem taki jak on.
-Tak, masz szczęście.-Przez resztę drogi nie rozmawialiśmy;dopiero, gdy dojechaliśmy coś powiedział.Cały dzień był całkiem udany, szkoda tylko, że musieliśmy wracać bo dochodziła 20.
-Nie chce mi się wracać :(
-Też bym nie wracał, ale niestety musimy.
-:(
-Uśmiechnij się, jutro też jest dzień :)
-:)Masz rację.-Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w stronę mojego domu.Gdy dojechaliśmy Piotrek otworzył mi drzwi od samochodu Ale z niego dżentelmen,a nawet odprowadził do drzwi!
-Dobranoc.
-Zaczekaj....-Złapał mnie za rękę.
-Tak?-Chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam.
-Coś się stało?
-Nie, tylko....miałam już paru chłopaków i się zawiodłam na nich.
-Nie rozumiem.
-Będzie lepiej jak się poznamy lepiej.
-Dobra.
-Dzięki.-Weszłam do domu i usiadłam na schodach.W jego oczach było widać zawód,a jednocześnie nadzieję.
-Paula!-Podskoczyłam ze strachu.
-Możesz mnie nie straszyć!
-Gdzieś ty się podziewała!
-Byłam w mieście.
-Martwiłam się o Ciebie, mogłaś chociaż wziąść telefon.
-Wzięłam, ale rozładowała mi się bateria.
-Można umrzeć przy tobie.
-Dlaczego się tak martwisz o mnie, co?
-Bo jesteś moją siostrą.
-Na pewno jest inny powód.
-Justin dzwonił.-zaśmiałam się.
-Nie mogłaś wymyślić lepszego wytłumaczenia?
-Naprawdę. Mówił, że tęskni za mną i że chce się spotkać.
-Odmówiłaś mu prawda?
-Tak, ale...
-On Cię zranił, rozumiesz to? Okłamał Cię.
-Tak, ale na pewno miał jakiś powód. To dobry chłopak, sława nie uderzyła mu do głowy.
-Oszalałaś!
-Paula, ja go znam, wiem jaki jest. On nigdy by mnie nie okłamał.-Poszła na górę.
C.D.N. ................ :P
Co tam u was słychać nowego? Mnie cały czas boli głowa! Dobra, muszę Wam powiedzieć, że ostatni rozdział mi się nie podobał :/ a może żadny z nich nie jest fajny?? Nie wiem, ale ostatni był okropny dlatego dziś postaram się napisać ekstra rozdział! :p
Gdy przyjechaliśmy na miejsce, czyli do domu James'a Susan zaczęła narzekać.P.S. Dom wygląda tak
-Ładny, ale osobiście wolę rezydencję Orlanda.
-To może się wrócisz, będzie więcej wolnego miejsca
-Przestańcie to nie czas byśmy się kłócili. -Weszliśmy do domu.Wszystko było takie cudowne a tu macie zdjęcia wszystkich pomieszczeń :P:
Salon:
Balkon :
Łazienka (hehe :P):
Mój pokój:
Do pokoju Susan nie mogłam wejść, a do James'a nie zamierzałam.
Jadalnia:
Kuchnia:
I schody :
Pierwszego dnia normalnie zdychałam! Jak można jeść kurę?! Ja nienawidzę kury, nie wiem czemu.... Jak już wspomniałam o kurze to powiem o co z nią chodzi. No więc kura była na obiad bleee.....Na szczęście popołudniu mogłam wyjść z domu i pozwiedzać.James powiedział, że do miasta idzie się godzinę, że lepiej jechać samochodem niż iść na piechotę , więc nie raczyłam iść do miasta, natomiast poszłam przejść się po polu, gdzie spotkałam chłopaka... chyba pracował.
-Cześć.-Odwrócił się.
-Hej, znamy się?
-Jestem tu nowa, moim ojcem jest James Ignasiak.
-A... tak, twój ojciec mówił, że przyjeżdżają do niego córki. Powiedział, że mieszkacie w Ameryce.Mówił też,że ostatni raz byłyście u niego 2 miesiące temu,ale jakoś Was nie widziałem.-Ale kłamczuch z Jamesa pomyślałam.
-Tak, byłyśmy, ale na chwilę ponieważ chodzimy do szkoły, a przyjechałyśmy w sobotę wieczór, a rano musiałyśmy już wracać.
-Szkoda....No ale teraz możemy lepiej się poznać.....chyba, że jutro wyjeżdżasz....
-Nie. Zostaniemy tu trochę....
-To świetnie!....może.... może,..pójdziesz jutro ze mną do miasta?
-Chętnie-Przyjdę po Ciebie ok.12:00 oki?
-Dobra.-Spojrzałam na zegarek.-Muszę już iść.Pa.
-Pa-Poszłam do domu uśmiechnięta od ucha do ucha, ale gdy weszłam do środka zobaczyłam wściekłego Jamesa.
-Gdzieś ty była?! Wiesz która jest godzina!
-Byłam na jakimś polu, spotkałam tam fajnego chłopaka jutro idę z nim do miasta.
-Nigdzie nie pójdziesz dopóki nie zaczniesz mnie traktować poważnie!
-Zacznę cie traktować poważnie tylko wtedy, gdy ty przestaniesz kłamać-Poszłam na górę do swego pokoju.Położyłam się na łóżku,włączyłam laptopa i weszłam na gg.Napisała do mnie Alice.
-Hejka co tam?
-Cześć, nudy.
-A jak nowe miejsce?
-Może być.... moim zdaniem jest tu ładnie, ale tęsknie za N.Y., za tobą i za wszystkimi.
-My za Tobą też.To Sasha.Nieprawda!Bo Natalie! :P
-Cześć dziewczyny, co tam u Was?
-A nic nowego- Sasha, Carol poprosił mnie o chodzenie!-Natalie
-Serio??
-No! Podszedł do mnie i spytał się czy chciałabym zostać jego dziewczyną... ahhhh.... :). A co tam, u Ciebie?Poznałaś już kogoś?-Sasha.
-Tak, spotkałam pewnego chłopaka...
-Jak ma na imię?
-...y.... nie wiem.
-Poznałaś chłopaka i nie wiesz jak ma na imię?????!!!
-Nie zdążyliśmy się poznać, musiałam iść do domu :/
-Ojciec??
-Ja nie uważam, że jest moim ojcem, nigdy nie był przy mnie gdy go potrzebowałam natomiast Orlando i Rosalia byli przy mnie gdy mojego ojca i matki nie było!
-Paula|! Uspokój się.
-Jestem spokojna, dobra ja lecę papa
Wyłączyłam laptopa i poszłam spać.Następnego dnia wstałam o 8:25. Wzięłam zimny prysznic, ubrałam się i zeszłam na dół.
-Dzień dobry kochanie-Powiedział James
-Nie jestem twoim kochaniem, tylko córką i dlatego wolę jak zwracasz się do mnie córeczko lub Paula innych słów nie chcę słyszeć.
-Jak ty się do mnie zwracasz!
-Mam pomysł, zjemy spokojnie śniadanie bez żadnych kłótni, a potem nie zobaczysz mnie do godz. 20:00 jasne?
-Ja muszę już iść do pracy, ale mam nadzieję, że jak wrócę będziesz bardziej miła.
-Nie oczekuj cudu.-James wyszedł, a ja w spokoju mogłam zjeść śniadanie.Po kilku godzinach zadzwonił ktoś do drzwi.Poszłam je otworzyć.
-Cześć... y...
-...Piotrek
-Cześć Piotrek, ja jestem Pauline, ale możesz do mnie mówić Paula.
-Hejka Paula.
-Czekaj tylko wezmę bluzę.-Wzięłam bluzę z sofy i wyszłam z domu.
-Słyszałam, że dość długo idzie się do miasta.
-Ale my nie idziemy tylko jedziemy.-Pokazał na swój samochód.
-Żartujesz??
-Co?
-Przecież ten samochód jest wart z jakieś 153 tysiące!
-Zgadłaś.
-Stać Ciebie na niego?-Chyba poczuł się urażony.
-Dostałem go od taty twierdzi, że nasza rodzina musi się prezentować. Nie zniósłby tego, że spotykam się ze zwykłą dziewczyn.-Co za cham! Wsiedliśmy i od razu ruszyliśmy.
-Aha...
-Bez urazy...
-Spoko.
-Po prostu wychował się wśród niewłaściwych ludzi.Mam szczęście, że nie jestem taki jak on.
-Tak, masz szczęście.-Przez resztę drogi nie rozmawialiśmy;dopiero, gdy dojechaliśmy coś powiedział.Cały dzień był całkiem udany, szkoda tylko, że musieliśmy wracać bo dochodziła 20.
-Nie chce mi się wracać :(
-Też bym nie wracał, ale niestety musimy.
-:(
-Uśmiechnij się, jutro też jest dzień :)
-:)Masz rację.-Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w stronę mojego domu.Gdy dojechaliśmy Piotrek otworzył mi drzwi od samochodu Ale z niego dżentelmen,a nawet odprowadził do drzwi!
-Dobranoc.
-Zaczekaj....-Złapał mnie za rękę.
-Tak?-Chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam.
-Coś się stało?
-Nie, tylko....miałam już paru chłopaków i się zawiodłam na nich.
-Nie rozumiem.
-Będzie lepiej jak się poznamy lepiej.
-Dobra.
-Dzięki.-Weszłam do domu i usiadłam na schodach.W jego oczach było widać zawód,a jednocześnie nadzieję.
-Paula!-Podskoczyłam ze strachu.
-Możesz mnie nie straszyć!
-Gdzieś ty się podziewała!
-Byłam w mieście.
-Martwiłam się o Ciebie, mogłaś chociaż wziąść telefon.
-Wzięłam, ale rozładowała mi się bateria.
-Można umrzeć przy tobie.
-Dlaczego się tak martwisz o mnie, co?
-Bo jesteś moją siostrą.
-Na pewno jest inny powód.
-Justin dzwonił.-zaśmiałam się.
-Nie mogłaś wymyślić lepszego wytłumaczenia?
-Naprawdę. Mówił, że tęskni za mną i że chce się spotkać.
-Odmówiłaś mu prawda?
-Tak, ale...
-On Cię zranił, rozumiesz to? Okłamał Cię.
-Tak, ale na pewno miał jakiś powód. To dobry chłopak, sława nie uderzyła mu do głowy.
-Oszalałaś!
-Paula, ja go znam, wiem jaki jest. On nigdy by mnie nie okłamał.-Poszła na górę.
C.D.N. ................ :P
czwartek, 7 kwietnia 2011
35
Szybko wybrałam numer Davida.
-David?
-Ta....
-Mati miał wypadek.
-I co z tego?
-Jesteś jego bratem, musisz mu pomóc!
-Dobra, gdzie miał ten wypadek?
-Nie wiem, powiedział, że jedzie do mnie i.... David jestes?-Nikt się nie odezwał, więc odłożyłam słuchawkę.
------Kilka minut później---------
-Przestań tak chodzić bo to mnie denerwuje.
-Przykro mi, ale się stresuje, a co jak mu coś się stało?
-Jakieś 30 minut temu krzyczałaś,że go nienawidzisz i nie chcesz go widzieć.
-Wiem , ale martwię się o niego.
- Przerażasz mnie.
-Wiem ja też czasami się siebie boje.-Mama weszła, miała smutną minę.
-Mamo coś się stało?
-Muszę z wami porozmawiać.-Usiadła na kanapie obok Susan.
-O czym?
-Jame's chcę się z wami zobaczyć.-Wściekłam się.
-Czego ten kłamca chce, przecież powiedziałam mu, że nie chcę go widzieć.
-On tęskni za wami.
-Może.... może nawet umierać, a nie polecę do niego by się z nim pożegnać.
-Pauline-Mama wstała.
-Zostaw mnie! Nie polecę do tego kłamcy za żadne skarby!- Pobiegłam do góry.
-Kochanie...-Pukała mama.
-Zostaw mnie...
-Jadę na gale, wrócę dość późno obiad masz na stole.... -Odeszła.
----Kilka godzin później-----------
Do pokoju weszła mama, udawałam, że śpię.
-Córciu śpisz?-Przewróciłam się na drugi bok..- Chcę Ci powiedzieć, że... trudno mi to mówić, ale...... przeżyłaś przez te kilka miesięcy wiele rozczarowań, dowiedziałaś się, że wielu ludzi kłamie, co chwilę zrywałaś i miałaś chłopaka.... nie chcę Cie już okłamywać dlatego powiem Ci prawdę.... Jame's razem z ojcem Mateusza uratowali mnie z katastrofy, gdy obudziłam się w szpitalu zobaczyłam tylko ojca Mateusza, lecz Jamesa nie było.... gdy się spytałam gdzie jestem powiedział, że u niego w domu i , że uratował mnie, dodał także, że James powiedział żebym zaopiekowała się jego córką, nie wiedziałam co mam robić przestraszyłam się, zaczęłam uciekać, ale przewróciłam się, a później obudziłam się w jakimś domu z tobą obok łóżka, serce nie pozwalało mi abym zostawiła Ciebie wiec wzięłam.... Kochałam i opiekowałam się tobą jak własnym dzieckiem... gdy James zadzwonił, przestraszyłam się, że was stracę ,ale serce mówiło, że lepiej będzie jak poznacie prawdę.... Susan już powiedziałam, mam nadzieję, że nie śpisz. Jutro wyjeżdżacie, przynajmniej Susan, twój.... tata przyjeżdża o 11:00 jak sie zdecydujesz ... wiesz co robić .-Wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi,a ja wyszłam na balkon i patrzałam sie w księżyc.
-----------następnego dnia---------
-Cześć James.
-Witaj Pauline.
-Tata!-Krzyknęła Susan i podbiegła go przytulic.
-Cześć córciu.
-Jak się cieszę, że tu jesteś.
-No wsiadaj jedziemy...- Wtedy zza progu wyszłam ja, wszyscy spojrzeli na mnie, a ja podeszłam do mamy i pożegnałam się z nią mówiąc ,, dziękuję Ci że powiedziałaś mi prawdę.'' i wsiadłam do samochodu.Zaraz po mnie wsiadła Susan i James.
-No to jedziemy!-Uśmiechną się do nas, ale ja włożyłam słuchawki i udawałam, ze tego nie widzę.Odjechaliśmy... już na zawsze pożegnałam się ze wszystkimi, z Matim i Davidem, z dziewczynami, z moimi przyszywanymi rodzicami, ze wszystkim co kochałam.... .Gdy dojechaliśmy na lotnisko przypomniało mi się co mama mi mówiła w nocy,co James zrobił dla mojej mamy, ale także jak ją potraktował, miałam pomieszane uczucia, więc i też zły humor.Gdy ojciec poszedł do kasy Susan do mnie zagadała.
-Dlaczego jesteś taka wściekła?
-Nie chcę o tym gadać.
-James jest dobrym człowiekiem, dzięki niemu będziesz mogła zacząć normalne życie, bez tych wszystkich sław,wampirów, wilkołaków i reszty osób.
-W tym jest problem, że nie chcę o niczym zapomnieć, nie chcę zacząć normalnego życia.
-Jesteś dziwna, dziwię się, że jesteśmy siostrami.-Podszedł do nas James, pierwszy raz od czasu gdy go znam dziękowałam mu, że jest w moim pobliżu.Poszliśmy do samolotu, mieliśmy 2 miejsca obok siebie i jedno obok kogoś innego, szybko wzięłam ten 3 bilet i usiadłam na wyznaczonym miejscu, na początku się bałam, ze wzięłam zły bilet, ale po chwili usiadł obok mnie jakiś pan i całą podróż przespałam . Gdy dolecieliśmy stewardessa mnie obudziła.Od razu gdy wysiadłam zauważyłam, że jesteśmy w Polsce, no i znów wróciły wspomnienia.....
Mam nadzieję, że się podoba
Pozdrawiam
Paulina
-David?
-Ta....
-Mati miał wypadek.
-I co z tego?
-Jesteś jego bratem, musisz mu pomóc!
-Dobra, gdzie miał ten wypadek?
-Nie wiem, powiedział, że jedzie do mnie i.... David jestes?-Nikt się nie odezwał, więc odłożyłam słuchawkę.
------Kilka minut później---------
-Przestań tak chodzić bo to mnie denerwuje.
-Przykro mi, ale się stresuje, a co jak mu coś się stało?
-Jakieś 30 minut temu krzyczałaś,że go nienawidzisz i nie chcesz go widzieć.
-Wiem , ale martwię się o niego.
- Przerażasz mnie.
-Wiem ja też czasami się siebie boje.-Mama weszła, miała smutną minę.
-Mamo coś się stało?
-Muszę z wami porozmawiać.-Usiadła na kanapie obok Susan.
-O czym?
-Jame's chcę się z wami zobaczyć.-Wściekłam się.
-Czego ten kłamca chce, przecież powiedziałam mu, że nie chcę go widzieć.
-On tęskni za wami.
-Może.... może nawet umierać, a nie polecę do niego by się z nim pożegnać.
-Pauline-Mama wstała.
-Zostaw mnie! Nie polecę do tego kłamcy za żadne skarby!- Pobiegłam do góry.
-Kochanie...-Pukała mama.
-Zostaw mnie...
-Jadę na gale, wrócę dość późno obiad masz na stole.... -Odeszła.
----Kilka godzin później-----------
Do pokoju weszła mama, udawałam, że śpię.
-Córciu śpisz?-Przewróciłam się na drugi bok..- Chcę Ci powiedzieć, że... trudno mi to mówić, ale...... przeżyłaś przez te kilka miesięcy wiele rozczarowań, dowiedziałaś się, że wielu ludzi kłamie, co chwilę zrywałaś i miałaś chłopaka.... nie chcę Cie już okłamywać dlatego powiem Ci prawdę.... Jame's razem z ojcem Mateusza uratowali mnie z katastrofy, gdy obudziłam się w szpitalu zobaczyłam tylko ojca Mateusza, lecz Jamesa nie było.... gdy się spytałam gdzie jestem powiedział, że u niego w domu i , że uratował mnie, dodał także, że James powiedział żebym zaopiekowała się jego córką, nie wiedziałam co mam robić przestraszyłam się, zaczęłam uciekać, ale przewróciłam się, a później obudziłam się w jakimś domu z tobą obok łóżka, serce nie pozwalało mi abym zostawiła Ciebie wiec wzięłam.... Kochałam i opiekowałam się tobą jak własnym dzieckiem... gdy James zadzwonił, przestraszyłam się, że was stracę ,ale serce mówiło, że lepiej będzie jak poznacie prawdę.... Susan już powiedziałam, mam nadzieję, że nie śpisz. Jutro wyjeżdżacie, przynajmniej Susan, twój.... tata przyjeżdża o 11:00 jak sie zdecydujesz ... wiesz co robić .-Wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi,a ja wyszłam na balkon i patrzałam sie w księżyc.
-----------następnego dnia---------
-Cześć James.
-Witaj Pauline.
-Tata!-Krzyknęła Susan i podbiegła go przytulic.
-Cześć córciu.
-Jak się cieszę, że tu jesteś.
-No wsiadaj jedziemy...- Wtedy zza progu wyszłam ja, wszyscy spojrzeli na mnie, a ja podeszłam do mamy i pożegnałam się z nią mówiąc ,, dziękuję Ci że powiedziałaś mi prawdę.'' i wsiadłam do samochodu.Zaraz po mnie wsiadła Susan i James.
-No to jedziemy!-Uśmiechną się do nas, ale ja włożyłam słuchawki i udawałam, ze tego nie widzę.Odjechaliśmy... już na zawsze pożegnałam się ze wszystkimi, z Matim i Davidem, z dziewczynami, z moimi przyszywanymi rodzicami, ze wszystkim co kochałam.... .Gdy dojechaliśmy na lotnisko przypomniało mi się co mama mi mówiła w nocy,co James zrobił dla mojej mamy, ale także jak ją potraktował, miałam pomieszane uczucia, więc i też zły humor.Gdy ojciec poszedł do kasy Susan do mnie zagadała.
-Dlaczego jesteś taka wściekła?
-Nie chcę o tym gadać.
-James jest dobrym człowiekiem, dzięki niemu będziesz mogła zacząć normalne życie, bez tych wszystkich sław,wampirów, wilkołaków i reszty osób.
-W tym jest problem, że nie chcę o niczym zapomnieć, nie chcę zacząć normalnego życia.
-Jesteś dziwna, dziwię się, że jesteśmy siostrami.-Podszedł do nas James, pierwszy raz od czasu gdy go znam dziękowałam mu, że jest w moim pobliżu.Poszliśmy do samolotu, mieliśmy 2 miejsca obok siebie i jedno obok kogoś innego, szybko wzięłam ten 3 bilet i usiadłam na wyznaczonym miejscu, na początku się bałam, ze wzięłam zły bilet, ale po chwili usiadł obok mnie jakiś pan i całą podróż przespałam . Gdy dolecieliśmy stewardessa mnie obudziła.Od razu gdy wysiadłam zauważyłam, że jesteśmy w Polsce, no i znów wróciły wspomnienia.....
Mam nadzieję, że się podoba
Pozdrawiam
Paulina
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Uwaga!
Witajcie
Przed chwilą zmieniłam ustawienia i teraz każdy może komentować mój blog.
Pozdrawiam
Paulina
Przed chwilą zmieniłam ustawienia i teraz każdy może komentować mój blog.
Pozdrawiam
Paulina
sobota, 26 marca 2011
Pytania.
Hejka wszystkim!
Mam kilka pytań:
1.Czy ktoś czyta tego bloga?
2.Jezeli ktoś go czyta, to co chciałyby w nim zmienić?
3.O czym chciałbyś/chciałabyś czytać bloga?
4.Mam znów pisać o Justinie?
5.Chcesz abym zaczeła pisac o tobie?
To narazie te pytania.Jeżeli odpowiedzą przynajmniej 2 osoby chociaż na jakiekolwiek pytanie będe dalej pisac bloga.
Pozdrawiam Paulina :)
Mam kilka pytań:
1.Czy ktoś czyta tego bloga?
2.Jezeli ktoś go czyta, to co chciałyby w nim zmienić?
3.O czym chciałbyś/chciałabyś czytać bloga?
4.Mam znów pisać o Justinie?
5.Chcesz abym zaczeła pisac o tobie?
To narazie te pytania.Jeżeli odpowiedzą przynajmniej 2 osoby chociaż na jakiekolwiek pytanie będe dalej pisac bloga.
Pozdrawiam Paulina :)
piątek, 4 marca 2011
rozdział 34
-Myśle, że to zatrucie pokarmowe lepiej jak wezmę ją do pielegniarki.
-Y...okej.-Mati wyglądał jakby nie wiedział o co chodzi.Poszłyśmy w stronę pielęgniarki,ale skręciłyśmy do toalety.
-Dlatego wyszłaś wczoraj z imprezy,prawda?
-Nie.
-Mnie nie oszukasz.
-Naprawde nie dlatego.
-To dlaczego?
-Widziałam jak obściskiwał i całował się z jakąś dziewczyną.
-Moje biedactwo.-Przytuliła mnie.
-Ale nie dlatego wyszłam.
-A dlaczego?
-Okłamał mnie,powiedział że nie przyjdzie na impreze,że nie może się spotkać bo ma ważną sprawe.Rozumiesz.Mam gdzieś, że spotyka się z jakąs dziewczyną bo przecież z nim nie chodzę,sama mu powiedziałam że nie jesteśmy już parą i ze mamy prawo spotykać się z kim chcemy ale on mnie okłamał tak poprostu.
-Rozumiem Cię dobrze.
-Serio?
-Miałam podobny problem ale wkońcu się wszystko ułożyło ,myślę że z tobą i Mateuszem będzie podobnie.
-Może masz racje.
-Zawsze ją mam.
-Ta pamiętam,podałaś mi wszystkie odpowiedzi z historii i dostalam 6 ,albo gdy Pettkinson(najgorsza uczennica w naszej szkole,dyrektor jej nie wyżuca tylko dlatego że jej rodzice płacą mu 8,000 miesięcznie) mi dokuczała powiedziałaś co mam zrobić by się odczepiła.
-No widzisz,teraz też mam racje.
-Chodź.-Poszłyśmy na stołówkę i usiadłyśmy tam gdzie zwykle, czyli na przeciwko paczki Matiego.Bym na nich nie spojrzała, ale zobazcyłam jakąśnową dziewczynę w ich gronie.
-Myślisz że to ona?
-Chyba tak.
-Chyba?
-Widziałam tylko tył.
-Słucham?
-O czym tak gadacie?-Dosiedli się Jacke,Eva i Sasha,Natalie i Jess dzisiaj się nie pojawili.
-A o różnych sprawach.
-Widzieliście tą nową?-Spytała Natalie.
-Powiedzmy.
-Podobno chodzi z Matim-Moja taca z jedzeniem spadł na podłogę.Mati i reszta grupy sie na mnie spojrzeli wraz z resztą szkoły.Dziewczyny i Jacke gapili się na mnie jak na idiotkę a ja wstałam podniosłam tace i zaczełam sprzatać.Wszyscy się odwrócili oprócz Matiego jakby wiedział o co mi chodzi(choc byłam jedyna bo nie umiał czytac w moich myslach).Całe jedzenie wyżuciłam do kosza i wyszłam ze stołówki.Napisałam Alice by przyniosła mi lekcje bo nie będzie mnie przez reszte dnia w szkole.
-Wow,ale masz super dom.-Powiedziała Alice.
-Dzięki,masz zeszyty?-Wyjeła wszystkie zeszyty i ksiązki z torby.
-Nie mogę tylko zrozumieć dlaczego wyszłaś z szkoły.
-Długo by mówić.
-Mati się o Ciebie pytał.-Udawałam obojętną,wiedziałam że chce sprawdzić jak zareaguje.
-I co z tego?
-Pytał gdzie jestes bo musi z toba porozmawiać.
-I.......
-Co?
-Co mu powiedziałaś?
-Że wyszlaś ale nie wiem gdzie...
-Dzięki.
-...powiedział też, że przyjdzie puźniej bo naprawde musi z tobą pogadać.
-Czemu?????????????
-Nie wiem
-Wiem,schowam się i będe udawać, że mnie nie ma.
-Jesteś inteligętna że hoho.
-Nie mogę z nim gadać,przynajmniej nie teraz.
-Powiem że Cię nie ma.
-Co??
-Idzie tu.
-Wiesz pomysł z nieotwieraniem drzwi jest lepsze od tego byś ty otworzyła drzwi i powiedziała że mnie nie ma.
-Może poprostu z nim pogadasz.
-Muszę?-Zapukał do drzwi.Alice skineła głową.-No dobra,ale jak coś wyjdzie źle to Cię zabije.
-Niestety będziesz musiała jutro bo teraz musze iść.
-Gdzie?
-Umówiłam się.-Wzieła torbę i otworzyła drzwi gdy wyszła stanełam twarza w twarz z Matim.
-Cześć.
-Możemy pogadac?
-Koniecznie?
-Tak.
-No dobra wejdź.-Ja usiadłam na kanapie, a on staną w progu drzwi od salonu.
-O czym chcesz pogadac?
-Jesteś zazdrosna?
-Nie.
-Jesteś.
-Możesz spotykać się z kim chcesz,przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi.-Coś ukłuło mnie w sercu.
-No właśnie o tym chciałem porozmawiać.
-Co?
-Nie chce być tylko twoim przyjacielem, chce byc czyms więcej.-Zamurowało mnie.-Pauline?
-Przeciez ty masz dziewczyne.
-Co?
-Samanthe-w twoim wzroscie,brąz włosy,zabawna.-Uśmiechnął się.
-Jak już Ci mówilem Samantha to moja stara znajoma a nie dziewczyna.
-Całowałeś się z nią na balu,później powiedziała do Ciebie kotku gdy rozmawialiśmy przez telefon.
-Pocałowała mnie bo myślała że nadal nas coś łączy,a to co słyszałaś w telefonie było do Davida.-Prawie mu uwierzyłam,ale przez te kilka tygodni uodporniłam się na jego sztuczki.
-Wiesz co Mati,jesteś zabawnym,przystojnym,dość mądrym chłopakiem ale masz jedną wade.
-Jaką?
-Nie potrafisz kłamać.
-Co?
-Może przetłumacze to: nie chce byś był moim chłopakiem.
-Dlaczego?
-Poprostu.
-A jeżeli przyznam się że skłamałem bo Samantha jest moją dziewczyną to zostaniesz moją dziewczyna?
-Myślałam że jesteś inny, ale widać że jesteś taki sam jak David i reszta.
-Pauline....
-Wyjdź.
-Ale....
-Wyjdź.
-Proszę.
-Wyjdź albo Cię wyrzucę.
-Nie musisz sam trafie do drzwi.
-Mam nadzieje-Powiedziałam sucho.Mati wyszedł bez słowa.Reszte popołudnia spędziłam przed telewizorem oglądając StarStruck a puźniej The Wampire Diaries(nie wiem czemu ale lubiłam ten serial).
Następnego dnia obudziłam się strasznie zmęczona.Zeszłam na dół ale nikogo nie było,podeszłam do lodówki na której wisiała kartka:
,,Kochana Pauline dzwonił dyrektor twojej szkoły i powiedział że nie było Cię na 4 ostatnich lekcjach.Nie bede Ciebie za to karać pod warunkiem że przygotujesz obiad bo dzis będe trochę pużniej,Orlando także więc jak widzisz nie damy rady tego zrobić.Poradzisz sobie prawda?Napewno :).P.S.Nie musisz iść do szkoły jeżeli nie chcesz(też czasami miałam problemy miłosne).Kocham Cię.Mama.
-Ta nie będziesz mnie karać,przeciez wiesz że nie potrafie gotowac.-Najpierw zjadłam śniadanie,potem poszłam się ubrać,posprzątałam dom a gdzies ok. godziny 11:00 zaczełam robić obiad.Pierwsza spróbowała Susan.
-Wow,przaszłaś samą siebie!-Zdziwiłam sie.
-Serio?
-No,jak tak dalej pójdzie możliwe ze będziesz gotować lepiej od mamy.-Zadzwonił mój telefon.
-Halo?-Miałam uśmiech od ucha do ucha.
-Hej.-Uśmiech zniknął.
-Czego chcesz?
-Tylko pogadać.
-Nie mamy o czym.
-Niedługo będe przed twoim domem.
-Po co?
-Nie bądź zła,zresztą jak chcesz jade się pożegnać bo wyjeżdżam do Niemiec.
-I dobrze.-Usłyszałam jakiś huk.
-Co to było?-Cisza.-Halo.-Tym razem usłyszałam trzask .-Mateusz!!!!!!
Myślę że fajny ale wy to ocencie :).
-Y...okej.-Mati wyglądał jakby nie wiedział o co chodzi.Poszłyśmy w stronę pielęgniarki,ale skręciłyśmy do toalety.
-Dlatego wyszłaś wczoraj z imprezy,prawda?
-Nie.
-Mnie nie oszukasz.
-Naprawde nie dlatego.
-To dlaczego?
-Widziałam jak obściskiwał i całował się z jakąś dziewczyną.
-Moje biedactwo.-Przytuliła mnie.
-Ale nie dlatego wyszłam.
-A dlaczego?
-Okłamał mnie,powiedział że nie przyjdzie na impreze,że nie może się spotkać bo ma ważną sprawe.Rozumiesz.Mam gdzieś, że spotyka się z jakąs dziewczyną bo przecież z nim nie chodzę,sama mu powiedziałam że nie jesteśmy już parą i ze mamy prawo spotykać się z kim chcemy ale on mnie okłamał tak poprostu.
-Rozumiem Cię dobrze.
-Serio?
-Miałam podobny problem ale wkońcu się wszystko ułożyło ,myślę że z tobą i Mateuszem będzie podobnie.
-Może masz racje.
-Zawsze ją mam.
-Ta pamiętam,podałaś mi wszystkie odpowiedzi z historii i dostalam 6 ,albo gdy Pettkinson(najgorsza uczennica w naszej szkole,dyrektor jej nie wyżuca tylko dlatego że jej rodzice płacą mu 8,000 miesięcznie) mi dokuczała powiedziałaś co mam zrobić by się odczepiła.
-No widzisz,teraz też mam racje.
-Chodź.-Poszłyśmy na stołówkę i usiadłyśmy tam gdzie zwykle, czyli na przeciwko paczki Matiego.Bym na nich nie spojrzała, ale zobazcyłam jakąśnową dziewczynę w ich gronie.
-Myślisz że to ona?
-Chyba tak.
-Chyba?
-Widziałam tylko tył.
-Słucham?
-O czym tak gadacie?-Dosiedli się Jacke,Eva i Sasha,Natalie i Jess dzisiaj się nie pojawili.
-A o różnych sprawach.
-Widzieliście tą nową?-Spytała Natalie.
-Powiedzmy.
-Podobno chodzi z Matim-Moja taca z jedzeniem spadł na podłogę.Mati i reszta grupy sie na mnie spojrzeli wraz z resztą szkoły.Dziewczyny i Jacke gapili się na mnie jak na idiotkę a ja wstałam podniosłam tace i zaczełam sprzatać.Wszyscy się odwrócili oprócz Matiego jakby wiedział o co mi chodzi(choc byłam jedyna bo nie umiał czytac w moich myslach).Całe jedzenie wyżuciłam do kosza i wyszłam ze stołówki.Napisałam Alice by przyniosła mi lekcje bo nie będzie mnie przez reszte dnia w szkole.
-Wow,ale masz super dom.-Powiedziała Alice.
-Dzięki,masz zeszyty?-Wyjeła wszystkie zeszyty i ksiązki z torby.
-Nie mogę tylko zrozumieć dlaczego wyszłaś z szkoły.
-Długo by mówić.
-Mati się o Ciebie pytał.-Udawałam obojętną,wiedziałam że chce sprawdzić jak zareaguje.
-I co z tego?
-Pytał gdzie jestes bo musi z toba porozmawiać.
-I.......
-Co?
-Co mu powiedziałaś?
-Że wyszlaś ale nie wiem gdzie...
-Dzięki.
-...powiedział też, że przyjdzie puźniej bo naprawde musi z tobą pogadać.
-Czemu?????????????
-Nie wiem
-Wiem,schowam się i będe udawać, że mnie nie ma.
-Jesteś inteligętna że hoho.
-Nie mogę z nim gadać,przynajmniej nie teraz.
-Powiem że Cię nie ma.
-Co??
-Idzie tu.
-Wiesz pomysł z nieotwieraniem drzwi jest lepsze od tego byś ty otworzyła drzwi i powiedziała że mnie nie ma.
-Może poprostu z nim pogadasz.
-Muszę?-Zapukał do drzwi.Alice skineła głową.-No dobra,ale jak coś wyjdzie źle to Cię zabije.
-Niestety będziesz musiała jutro bo teraz musze iść.
-Gdzie?
-Umówiłam się.-Wzieła torbę i otworzyła drzwi gdy wyszła stanełam twarza w twarz z Matim.
-Cześć.
-Możemy pogadac?
-Koniecznie?
-Tak.
-No dobra wejdź.-Ja usiadłam na kanapie, a on staną w progu drzwi od salonu.
-O czym chcesz pogadac?
-Jesteś zazdrosna?
-Nie.
-Jesteś.
-Możesz spotykać się z kim chcesz,przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi.-Coś ukłuło mnie w sercu.
-No właśnie o tym chciałem porozmawiać.
-Co?
-Nie chce być tylko twoim przyjacielem, chce byc czyms więcej.-Zamurowało mnie.-Pauline?
-Przeciez ty masz dziewczyne.
-Co?
-Samanthe-w twoim wzroscie,brąz włosy,zabawna.-Uśmiechnął się.
-Jak już Ci mówilem Samantha to moja stara znajoma a nie dziewczyna.
-Całowałeś się z nią na balu,później powiedziała do Ciebie kotku gdy rozmawialiśmy przez telefon.
-Pocałowała mnie bo myślała że nadal nas coś łączy,a to co słyszałaś w telefonie było do Davida.-Prawie mu uwierzyłam,ale przez te kilka tygodni uodporniłam się na jego sztuczki.
-Wiesz co Mati,jesteś zabawnym,przystojnym,dość mądrym chłopakiem ale masz jedną wade.
-Jaką?
-Nie potrafisz kłamać.
-Co?
-Może przetłumacze to: nie chce byś był moim chłopakiem.
-Dlaczego?
-Poprostu.
-A jeżeli przyznam się że skłamałem bo Samantha jest moją dziewczyną to zostaniesz moją dziewczyna?
-Myślałam że jesteś inny, ale widać że jesteś taki sam jak David i reszta.
-Pauline....
-Wyjdź.
-Ale....
-Wyjdź.
-Proszę.
-Wyjdź albo Cię wyrzucę.
-Nie musisz sam trafie do drzwi.
-Mam nadzieje-Powiedziałam sucho.Mati wyszedł bez słowa.Reszte popołudnia spędziłam przed telewizorem oglądając StarStruck a puźniej The Wampire Diaries(nie wiem czemu ale lubiłam ten serial).
Następnego dnia obudziłam się strasznie zmęczona.Zeszłam na dół ale nikogo nie było,podeszłam do lodówki na której wisiała kartka:
,,Kochana Pauline dzwonił dyrektor twojej szkoły i powiedział że nie było Cię na 4 ostatnich lekcjach.Nie bede Ciebie za to karać pod warunkiem że przygotujesz obiad bo dzis będe trochę pużniej,Orlando także więc jak widzisz nie damy rady tego zrobić.Poradzisz sobie prawda?Napewno :).P.S.Nie musisz iść do szkoły jeżeli nie chcesz(też czasami miałam problemy miłosne).Kocham Cię.Mama.
-Ta nie będziesz mnie karać,przeciez wiesz że nie potrafie gotowac.-Najpierw zjadłam śniadanie,potem poszłam się ubrać,posprzątałam dom a gdzies ok. godziny 11:00 zaczełam robić obiad.Pierwsza spróbowała Susan.
-Wow,przaszłaś samą siebie!-Zdziwiłam sie.
-Serio?
-No,jak tak dalej pójdzie możliwe ze będziesz gotować lepiej od mamy.-Zadzwonił mój telefon.
-Halo?-Miałam uśmiech od ucha do ucha.
-Hej.-Uśmiech zniknął.
-Czego chcesz?
-Tylko pogadać.
-Nie mamy o czym.
-Niedługo będe przed twoim domem.
-Po co?
-Nie bądź zła,zresztą jak chcesz jade się pożegnać bo wyjeżdżam do Niemiec.
-I dobrze.-Usłyszałam jakiś huk.
-Co to było?-Cisza.-Halo.-Tym razem usłyszałam trzask .-Mateusz!!!!!!
Myślę że fajny ale wy to ocencie :).
niedziela, 27 lutego 2011
rozdział 33
Sorki ze dawno nie pisalam poprostu sie na was obrazilam bo nie komentujecie.Nie obiecuje ale może bede pisać co tydzien w weekend 2 rozdziały,a teraz zacznijmy od rozdziału:
14 luty...(szkoła)
-Idziesz na dzisiejszą imprezę?-Spytała Alice.
-Nie tzn.nie mogę,muszę coś załatwić.
-Niech zgadne to ,,coś'' ma związek z Matim,prawda?
-Nie!-Alice spojrzała na mnie.-Aż tak jestem przewidująca?
-Spędzacie całe dni z sobą.
-Serio?
-Yhym.-Po chwili milczenia dodała.-Posłuchaj wiem, że go lubisz i wgl. ale powinnaś spędzać więcej czasu z innymi ,,przyjaciólmi''
-Przestań Mati to naprawde mój przyjaciel nic nas nie łączy.
-Napewno.-Powiedziała pod nosem.
-Co?
-Nic.
-Muszę iść.
-Gdzie?
-Na zajęcia.Zapomniałaś prawda?
-Nie skądże.-Stałysmy w milczeniu-No dobra zapomniałam.
-Cześć.
-Pa.-Wszedłam do klasy matematycznej;czekałam na moja uczennice ale nie przychodziła.Po godzinie postanowiłam wyjść,ale wkońcu zjawiła się więc zostałam.
-Spuźniłaś się.-Usiadła na końcu sali.
-I co z tego?-Wyjeła słuchawki i zaczeła słuchać muzyki.
-To,że jak masz zamiar się spuźniać idź do kogoś innego bo ja nie toleruje takiego zachowania-Nie słuchała mnie więc wyjełam jej słuchawki z uszu.
-Co ty wyprawiasz?!-Wrzasneła.
-Zachwuj sie jakoś bo inaczej nie zdasz.
-Mam gdzieś to czy zdam, czy nie.-Zdziwiłam się.
-To po co tu przyszłaś?
-Żeby Ci powiedzieć, że Mati będzie dzisiaj trochę zajęty i nie spotka się z tobą.
-Niby dlaczego?-Podeszła do mnie i wyszeptała:
-Bo będzie ze mną.
-Ta...napewno.
-Jestem jego dziewczyną.
-On nie ma dziewczyny.-Zasmiała się.
-On wszystkim dziewczynom tak mówi żeby go podrywały.
-Zmyślasz to.
-Myśl co chcesz ale pamiętaj jeżeli nie chcesz aby Cię zranił,przestań się z nim spotykać.
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi i nikim więcej.-Wstała i podeszła do drzwi.
-Widać że go kochasz,on Ciebie też.Bylibyście świetną parą szkoda tylko że ty nigdy nie będziesz jedną z nas.-Wyszła.Przez kolejną godzinę się zastanawiałam co miała na myśli mówiąc że nigdy nie będę jedną z nich.Wkońcu wziełam swoje żeczy i wyszłam.Gdy odniosłam klucz do sekretarki poszłam przejść się parkiem.Wszystkie pary chodziły za rękę a ja ... sama...czułam się źle więc poszłam do domu.
-Gdzie wszyscy?-Spytałam się Susan.
-Rozeszli się,przecież są walentynki.
-Aha.-Wyjełam sok z lodówki.
-A ty nigdzie sie nie wybierasz?-Zaczełam pić sok by nie zobaczyła że sie smuce.-Co znów zrobił?-Odłożyłam szklanke.
-Kto?
-Mati.
-A niby co miał zrobić?
-No wiesz zabrać Ciebie gdzies.
-Jesteśmy przyjaciółmi a nie...
-...parą.
-Właśnie.
-Mimo tego mógłby Ciebie gdzies zabrać.
-Nie,robie sobie wolne.-Spojrzała na zegarek.
-Muszę już lecieć,cześć.-Wzieła swój płaszcz, pocałowała mnie w policzek i poszła.
-Pa-Pomachałam jej-No i zostałam sama-Była 5 więcmiałam dużo czasu do spotkania z Matim.Poszłam do salonu,włączyłam telewizor na 4fun.tv leciała piosenka Miley Cyrus-Who Owns My Heart.Dawno się nie widziałysmy,a byłysmy najlepszymi kumpelkami Miley.Szkoda,że się do mnie już nie odzywasz.Ktoś zadzwonił do drzwi.-Chwile-Podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
-Hejka-Is i Monica weszły do środka.
-Co wy tu robiecie? I gdzie jest Marius?
-Obraził się na nas.
-Znowu?
-Nie wiem o co mu chodzi.-Powiedziała Monica.
-Spoko pogodzicie sie.
-Już tydzień się do nas nie odzywa.-Zdziwiłam się.
-To jego rekord.-Ja i Is sie uśmiechnełyśmy ale monica nie.
-Spokojnie jak kocha,to wróci.
-Ta napewno.
-Dobra zmienmy temat.Co tu robiecie?
-Przyjechałysmy troche odpoczac.
-Przeciez jest rok szkolny.
-Trudno bedziemy chodzic do twojej szkoły.-Spojrzałam na Is.-Dobra ty i Monica bedziecie ja zostane w domu.-Coś mi się przypomniało.
-Coś się stało?
-Mati przeciez jest synem burmistrza w niemczech prawda?
-No ta a co?
-Coś mi tu nie gra i to bardzo.Musze z nim porozmawiac.
-Jasne ale jutro bo dzis wszystkie idziemy na dyskoteke walentynkowa.
-Nie mam ochoty.
-No chodz-Poszłyśmy na góre do mojego pokoju.Chyba z godzine wybierały dla mnie strój na szczescie wybawił mnie telefon.Wyszłam na balkon.
-Tak.
-Cześć paula.-Uśmiechnełam się.
-Mati, cześć.
-Co tam?
-Nic nowego,musze sie ciebie cos spytac.
-ja ciebie tez.
-Serio?
-Ty zacznij
-Lepiej ty.
-Nie mogę się dziś z tobą spotkac.-Usmiech zniknął
-Dlaczego?
-Poprostu nie mogę,pa.-Rozłączył się.Weszłam do pokoju smutna.
-Co sie stało?
-Nic.
-No powiedz.
-Naprawde nic, widzisz jak sie usmiecham-Usmiechnełam sie sztucznie.-Idziemy na ta impreze czy nie.
-Jasne.-Monica zaczełam znow grzebac w ciuchach a Is sie na mnie patrzyla.
-Co?
-Nic.
-To dlaczego sie tak patrzysz jakbym zabila ci matke.
-Dziewczyny przestancie sie klocic.
-Nie kłocimy sie tylko gadamy.
-Napewno.Dobra ta czy ta?-Pokazała dwie sukienki fioletowa i czarna.
-Czarna.
-Pewna jestes?
-Spytaj sie Is.
-Napewno.
-Skoro tak mówicie.
-Dobra chodzmy na impreze.-Wyszłysmy z pokoju i poszłysmy do szkoły.
-Wow,postarali sie.-Powiedziała Is.
-Nie u nas szkoła codziennie tak wygląda.
-Serio?
-Ta...
-Paula!-Odwróciłam się.
-Alice,cześć.-Przytuliłyśmy sie.-Hej Jake.
-Co ty tu robisz?Mówiłaś że nie przyjdziesz.
-Powiedzmy ze zmieniłam zdanie.
-Odwołał spotkanie.
-Aha.
-Alice to Isabell i Monica.Dziewczyny to Alice i Jake.
-Cześć.
-Hej.-Powiedzieli.
-Chodźmy do środka.
-Idziemy się bawić!-Weszliśmy do środka.
-Co robimy?-Spytała Is.
-Ja ide dotoalety.-Poszłam do WC.Po chwili wyszłam z niego,Monica i Is siedziały przy barze i piły sok.Podeszłam do nich.
-Co podać?-Spytał barman.
-Sok pomarańczowy.
-Co wszyscy uparli się o ten sok przeciez mam chyba z dobre 20 l. piwa.-Poszedł po sok.
-I jak tam?
-Co?
-Dziecko.
-Dobrze.
-Który to miesiąc?
-31 powinien byc 7,ale luty ma tylko 28 dni no więc 3 marca będzie 7 miesiąc.
-Niezle.
-Ta,ojciec mówi,że po urodzeniu mam je oddać ale ja nie mogę pokochałam tego małego bombla.
-Spokojnie zawsze ja albo Monica Ci pomożemy,prawda?-Zwróciłam się do Moni.
-Oczywiście,od czego są przyjaciółki.
-Dzięki,jesteście ekstra.
-Wiemy.-Zaśmiałysmy się.Po chwili Is siegneła po sok a za jej plecami zobaczyłam Matiego obściskującego się z jakąś dziewczyną i zrobiło mi się niedobrze.
-Pójdę do domu.
-Dopiero co weszłyśmy-powiedziała Monica.
-Źle się czuję.
-Może Cię odwiozę?-Powiedziała Monia.
-Nie,pójdę się przejść,może mi przejdzie.
-Oki.
-Pa.
-Pa-Wyszłam z szkoły i poszłam do domu.
------Puźnym wieczorem-------
Drnnnn.......
-Tak.
-Hej,tu Mati co tam?-Zrobiło mi się niedobrze bo przypomniałam sobie Matiego i tą dziewczyna jak brrr......nie chce o tym myślec.
-A nic nowego,a u Ciebie?Może poznałeś kogoś?
-Co?!Nie,nie poznałem tzn.Nie a czemu sie pytasz?
-A tak z ciekawości.
-Aha a czy możemy zmienić temat?
-Nie,poprostu mnie nie interesuje.
-Okej
-Co, okej?
-Możemy zmienić temat chyba że nie chcesz.
-Chcem.
-No więc....jak minął Ci dzien?
-Exstra,super.Poszłem z mama do restauracji, a tam spotkałem Samanthe moją starą znajomą.Potem poszłem z nią na dyskotekę gdzie poprosiłem ja o...-głos w słuchawce zamilkł.
-O...?
-Co, o....?
-O co ja poprosiłes?-Cisza.Po chwili powiedział.
-O to by....o to by została u nas na kilka dni,wiesz mieszka dosyc daleko.
-Mati no chodz kotku.-Powiedział ktoś w tle słuchawki.
-Musze lecieć.
-Jasne.
-Pauline.
-Tak?
-Dzieki.
-Za co?
-Za to że jesteś moją przyjaciółka.
-Nie ma za co.
-Cześć.
-Pa.-Rozłączył się.Łzy leciały mi po policzku.
------Nastepnego dnia w szkole--------
-Dlaczego wczoraj wyszłas tak wcześnie?-Spytała Alice.
-Z kąd wiesz że wyszłam?
-Nie zartuj.
-Dobra,źle się poczułam.
-Szkoda było fajnie.
-Proszę nie wspominaj mi więcej już o tej imprezie.
-Dlaczego?
-Poprostu nie wspominaj mi o niej,oki?-Mati podszedł do nas.
-Cześć dziewczyny.
-Hej,Mati.-Spojrzał na mnie.-Coś się stało?
-Źle sie czuje.-Alice spojrzała na mnie i zwrócila się do Matiego.
14 luty...(szkoła)
-Idziesz na dzisiejszą imprezę?-Spytała Alice.
-Nie tzn.nie mogę,muszę coś załatwić.
-Niech zgadne to ,,coś'' ma związek z Matim,prawda?
-Nie!-Alice spojrzała na mnie.-Aż tak jestem przewidująca?
-Spędzacie całe dni z sobą.
-Serio?
-Yhym.-Po chwili milczenia dodała.-Posłuchaj wiem, że go lubisz i wgl. ale powinnaś spędzać więcej czasu z innymi ,,przyjaciólmi''
-Przestań Mati to naprawde mój przyjaciel nic nas nie łączy.
-Napewno.-Powiedziała pod nosem.
-Co?
-Nic.
-Muszę iść.
-Gdzie?
-Na zajęcia.Zapomniałaś prawda?
-Nie skądże.-Stałysmy w milczeniu-No dobra zapomniałam.
-Cześć.
-Pa.-Wszedłam do klasy matematycznej;czekałam na moja uczennice ale nie przychodziła.Po godzinie postanowiłam wyjść,ale wkońcu zjawiła się więc zostałam.
-Spuźniłaś się.-Usiadła na końcu sali.
-I co z tego?-Wyjeła słuchawki i zaczeła słuchać muzyki.
-To,że jak masz zamiar się spuźniać idź do kogoś innego bo ja nie toleruje takiego zachowania-Nie słuchała mnie więc wyjełam jej słuchawki z uszu.
-Co ty wyprawiasz?!-Wrzasneła.
-Zachwuj sie jakoś bo inaczej nie zdasz.
-Mam gdzieś to czy zdam, czy nie.-Zdziwiłam się.
-To po co tu przyszłaś?
-Żeby Ci powiedzieć, że Mati będzie dzisiaj trochę zajęty i nie spotka się z tobą.
-Niby dlaczego?-Podeszła do mnie i wyszeptała:
-Bo będzie ze mną.
-Ta...napewno.
-Jestem jego dziewczyną.
-On nie ma dziewczyny.-Zasmiała się.
-On wszystkim dziewczynom tak mówi żeby go podrywały.
-Zmyślasz to.
-Myśl co chcesz ale pamiętaj jeżeli nie chcesz aby Cię zranił,przestań się z nim spotykać.
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi i nikim więcej.-Wstała i podeszła do drzwi.
-Widać że go kochasz,on Ciebie też.Bylibyście świetną parą szkoda tylko że ty nigdy nie będziesz jedną z nas.-Wyszła.Przez kolejną godzinę się zastanawiałam co miała na myśli mówiąc że nigdy nie będę jedną z nich.Wkońcu wziełam swoje żeczy i wyszłam.Gdy odniosłam klucz do sekretarki poszłam przejść się parkiem.Wszystkie pary chodziły za rękę a ja ... sama...czułam się źle więc poszłam do domu.
-Gdzie wszyscy?-Spytałam się Susan.
-Rozeszli się,przecież są walentynki.
-Aha.-Wyjełam sok z lodówki.
-A ty nigdzie sie nie wybierasz?-Zaczełam pić sok by nie zobaczyła że sie smuce.-Co znów zrobił?-Odłożyłam szklanke.
-Kto?
-Mati.
-A niby co miał zrobić?
-No wiesz zabrać Ciebie gdzies.
-Jesteśmy przyjaciółmi a nie...
-...parą.
-Właśnie.
-Mimo tego mógłby Ciebie gdzies zabrać.
-Nie,robie sobie wolne.-Spojrzała na zegarek.
-Muszę już lecieć,cześć.-Wzieła swój płaszcz, pocałowała mnie w policzek i poszła.
-Pa-Pomachałam jej-No i zostałam sama-Była 5 więcmiałam dużo czasu do spotkania z Matim.Poszłam do salonu,włączyłam telewizor na 4fun.tv leciała piosenka Miley Cyrus-Who Owns My Heart.Dawno się nie widziałysmy,a byłysmy najlepszymi kumpelkami Miley.Szkoda,że się do mnie już nie odzywasz.Ktoś zadzwonił do drzwi.-Chwile-Podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
-Hejka-Is i Monica weszły do środka.
-Co wy tu robiecie? I gdzie jest Marius?
-Obraził się na nas.
-Znowu?
-Nie wiem o co mu chodzi.-Powiedziała Monica.
-Spoko pogodzicie sie.
-Już tydzień się do nas nie odzywa.-Zdziwiłam się.
-To jego rekord.-Ja i Is sie uśmiechnełyśmy ale monica nie.
-Spokojnie jak kocha,to wróci.
-Ta napewno.
-Dobra zmienmy temat.Co tu robiecie?
-Przyjechałysmy troche odpoczac.
-Przeciez jest rok szkolny.
-Trudno bedziemy chodzic do twojej szkoły.-Spojrzałam na Is.-Dobra ty i Monica bedziecie ja zostane w domu.-Coś mi się przypomniało.
-Coś się stało?
-Mati przeciez jest synem burmistrza w niemczech prawda?
-No ta a co?
-Coś mi tu nie gra i to bardzo.Musze z nim porozmawiac.
-Jasne ale jutro bo dzis wszystkie idziemy na dyskoteke walentynkowa.
-Nie mam ochoty.
-No chodz-Poszłyśmy na góre do mojego pokoju.Chyba z godzine wybierały dla mnie strój na szczescie wybawił mnie telefon.Wyszłam na balkon.
-Tak.
-Cześć paula.-Uśmiechnełam się.
-Mati, cześć.
-Co tam?
-Nic nowego,musze sie ciebie cos spytac.
-ja ciebie tez.
-Serio?
-Ty zacznij
-Lepiej ty.
-Nie mogę się dziś z tobą spotkac.-Usmiech zniknął
-Dlaczego?
-Poprostu nie mogę,pa.-Rozłączył się.Weszłam do pokoju smutna.
-Co sie stało?
-Nic.
-No powiedz.
-Naprawde nic, widzisz jak sie usmiecham-Usmiechnełam sie sztucznie.-Idziemy na ta impreze czy nie.
-Jasne.-Monica zaczełam znow grzebac w ciuchach a Is sie na mnie patrzyla.
-Co?
-Nic.
-To dlaczego sie tak patrzysz jakbym zabila ci matke.
-Dziewczyny przestancie sie klocic.
-Nie kłocimy sie tylko gadamy.
-Napewno.Dobra ta czy ta?-Pokazała dwie sukienki fioletowa i czarna.
-Czarna.
-Pewna jestes?
-Spytaj sie Is.
-Napewno.
-Skoro tak mówicie.
-Dobra chodzmy na impreze.-Wyszłysmy z pokoju i poszłysmy do szkoły.
-Wow,postarali sie.-Powiedziała Is.
-Nie u nas szkoła codziennie tak wygląda.
-Serio?
-Ta...
-Paula!-Odwróciłam się.
-Alice,cześć.-Przytuliłyśmy sie.-Hej Jake.
-Co ty tu robisz?Mówiłaś że nie przyjdziesz.
-Powiedzmy ze zmieniłam zdanie.
-Odwołał spotkanie.
-Aha.
-Alice to Isabell i Monica.Dziewczyny to Alice i Jake.
-Cześć.
-Hej.-Powiedzieli.
-Chodźmy do środka.
-Idziemy się bawić!-Weszliśmy do środka.
-Co robimy?-Spytała Is.
-Ja ide dotoalety.-Poszłam do WC.Po chwili wyszłam z niego,Monica i Is siedziały przy barze i piły sok.Podeszłam do nich.
-Co podać?-Spytał barman.
-Sok pomarańczowy.
-Co wszyscy uparli się o ten sok przeciez mam chyba z dobre 20 l. piwa.-Poszedł po sok.
-I jak tam?
-Co?
-Dziecko.
-Dobrze.
-Który to miesiąc?
-31 powinien byc 7,ale luty ma tylko 28 dni no więc 3 marca będzie 7 miesiąc.
-Niezle.
-Ta,ojciec mówi,że po urodzeniu mam je oddać ale ja nie mogę pokochałam tego małego bombla.
-Spokojnie zawsze ja albo Monica Ci pomożemy,prawda?-Zwróciłam się do Moni.
-Oczywiście,od czego są przyjaciółki.
-Dzięki,jesteście ekstra.
-Wiemy.-Zaśmiałysmy się.Po chwili Is siegneła po sok a za jej plecami zobaczyłam Matiego obściskującego się z jakąś dziewczyną i zrobiło mi się niedobrze.
-Pójdę do domu.
-Dopiero co weszłyśmy-powiedziała Monica.
-Źle się czuję.
-Może Cię odwiozę?-Powiedziała Monia.
-Nie,pójdę się przejść,może mi przejdzie.
-Oki.
-Pa.
-Pa-Wyszłam z szkoły i poszłam do domu.
------Puźnym wieczorem-------
Drnnnn.......
-Tak.
-Hej,tu Mati co tam?-Zrobiło mi się niedobrze bo przypomniałam sobie Matiego i tą dziewczyna jak brrr......nie chce o tym myślec.
-A nic nowego,a u Ciebie?Może poznałeś kogoś?
-Co?!Nie,nie poznałem tzn.Nie a czemu sie pytasz?
-A tak z ciekawości.
-Aha a czy możemy zmienić temat?
-Nie,poprostu mnie nie interesuje.
-Okej
-Co, okej?
-Możemy zmienić temat chyba że nie chcesz.
-Chcem.
-No więc....jak minął Ci dzien?
-Exstra,super.Poszłem z mama do restauracji, a tam spotkałem Samanthe moją starą znajomą.Potem poszłem z nią na dyskotekę gdzie poprosiłem ja o...-głos w słuchawce zamilkł.
-O...?
-Co, o....?
-O co ja poprosiłes?-Cisza.Po chwili powiedział.
-O to by....o to by została u nas na kilka dni,wiesz mieszka dosyc daleko.
-Mati no chodz kotku.-Powiedział ktoś w tle słuchawki.
-Musze lecieć.
-Jasne.
-Pauline.
-Tak?
-Dzieki.
-Za co?
-Za to że jesteś moją przyjaciółka.
-Nie ma za co.
-Cześć.
-Pa.-Rozłączył się.Łzy leciały mi po policzku.
------Nastepnego dnia w szkole--------
-Dlaczego wczoraj wyszłas tak wcześnie?-Spytała Alice.
-Z kąd wiesz że wyszłam?
-Nie zartuj.
-Dobra,źle się poczułam.
-Szkoda było fajnie.
-Proszę nie wspominaj mi więcej już o tej imprezie.
-Dlaczego?
-Poprostu nie wspominaj mi o niej,oki?-Mati podszedł do nas.
-Cześć dziewczyny.
-Hej,Mati.-Spojrzał na mnie.-Coś się stało?
-Źle sie czuje.-Alice spojrzała na mnie i zwrócila się do Matiego.
środa, 26 stycznia 2011
Wow.
Nudziło mi się i przed chwilą zobaczyłam statystyki z tego bloga nie moge uwierzyć własnym oczom czy ktos może mnie uszczypnąc?
Boże jak ja się ciesze :)Nie macie pojęcia
Boże jak ja się ciesze :)Nie macie pojęcia
rozdział 32
-I co widzisz?-Eva patrzała w przyszłość.
-Alice jest na rogu 3 i West Hight..-Chłopacy wybiegli.-Ale...gdzie oni sa?-Spytała się Davida.
-Wybiegli.
-Chodź.
-Gdzie?
-Musimy im pomóc nie dają sobie sprawy jakie niebezpieczeństwo ich czeka.
-Hallo pobódka Mati umie czytac w myślach zapomniałaś?
-Nie,nie zapomniałam ale wiem że nie wyczytał tego.-Złapała go za ręke i pobiegli za chłopakami.Chłopacy byli już dawno na miejscu i zaczeli wszędzie szukać Alice.
-Mati tu!-James wszedł do środka
-Spokojnie już wszystko w porządku.-James zdjął taśme z ust Alice.
-Gdzie jest Pauline?
-W domu zaprowadzimy cię.
-Nie ten zły pan ja zabrał.
-Ale jak to?
-Mówiła że przyjdą po mnie jacyś chłopacy i mnie z tąd zabiora powiedziała tez że mam sie nie martwić bo ona wszystko załatwi no i że mam was słuchac.-James odwrócił się do Toma.
-Musimy ja znaleść.
-Ja pójde na drugie piętro a ty na trzecie Alice schowaj sie gdzieś.-Alice schowała sie pod łóżko a Mati i James poszli na 2 i 3 pietro.
-Pauline!-patrzyli do każdego pokoju.
-James mam ją!-Mati mnie rozwiązał.Po chwili przybiegł James.
-Szybko wex ja w budynku jest bomba.-Mati mnie złapal.-Alice!-Alice wybiegła spod łózka.James wziął ją i szybko wybiegliśmy z budynku a po kilku sekundach on wybuchł.
-Mam nadzieję że wzieliscie samochód.-James i Mati zamilkli.-Chyba żartujecie.
-To wina James'a to on powiedział że nie mamy czasu na samochód i zmienił sie w to coś.
-To coś ma jakaś nazwe.-Prawie doszło do bójki.
-Chłopcy!Spokojnie Eva nas podwiezie.
-Ta uwaga bo ona będzie wiedziała że potrzebny jest nam samochód.-Eva wyjechała zza rogu a chłopcom opadły szczęki.Wsiadliśmy do samochodu.Gdy dojechaliśmy zadzwonil mój telefon.
-To Monia-Odebrałam-Idzcie zaraz do was dołącze.
-Hejka co tam?
-Dlaczego nam nie powiedziałaś?!
-Czego?
-Że Tom jest tym czymś no i że James też no i że ty to jakaś wyrocznia czy co a ten Mateusz to twój chłopak?Myślałam że Is,ja i Marius jestesmy przyjaciółmi widze że się myliłam.Cześć Paula.
-Ale...-rozłączyła się.Wytarlam łzy i poszłam do domu.
-Nic ci nie jest?
-Nie, a czemu pytasz?
-Masz czerwone oczy jakbyś płakała.
-Poprostu jestem zmęczona.
-Napewno nie,jestem twoją siostra możesz mi powiedzieć.
-Jesteś jej siostrą?-Spytał James.
-Ta co w tym dziwnego/
-Nic tylko nawet nie jestescie podobne do siebie,prawda Paula?
-Dajcie mi wszyscy spokój!
-Paula martwimy się o ciebie.
-Miło z waszej strony ale ja nie potrzebuje niczyjej pomocy...-Wyszłam z kuchni i weszłam na schodu-...mam nadzieję że jutro już was tu nie bedzie-Mati podszedł do mnie i zaczął pocieszać.
-Pauline idź na górę i odpocznij jak bedziesz lepiej się czuc to porozmawiamy.
-Wątpie.
-O co Ci chodzi?
-Jak zejde ma was tu nie być rozumiecie.-Moi rodzice weszli a ja pobiegłam na górę.
-Cpś się stało?
-Pa...-James przerwał Susan.
-Skądże proszę pani wszystko w porządku a czemu pani pyta?
-Pauline tak szybko pobiegła na górę jakby się z wami pokłóciła.
-Jest zmęczona od rana czuła się źle.
-Bidna,pójdę zapytac czy czegoś potrzebuje-Mati zagrodził jej drogę.
-Lepiej nie...tzn....to tylko grypa żołądkowa ciagle wymiotuje lepiej bedzie jak zostawimy ją samą...-Susan wstała.
-...zreszta umówiłam ja na jutro do doktora.
-No dobrze pójde zrobic obiad.-Mama poszła do kuchni a tata do gabinetu.
-Ciekawe co jej dolega.-Susan usiadła na łóżku
-Pewnie przezywa ciążę Is.
-Myślisz?
-No...ta przed chwilą była cała heppi a teraz jest smutna i to po telefonie Moni.
-Może i masz racje.
-Zawsze ją mam kotku.-James przytulił Susan i pocałował.
-Może powiemy Paulinie o nas?
-Teraz?Kiedy jest wściekła na cały świat?Z doświadczenia wiem że nie warto z nią zadzierać gdy jest wkurzona.
-Masz racje,ale powiemy jej jak sie uspokoi.
-Okej-Zaczeli się całować a Mati poszedł na górę i zapukał do mnie.
-Paula,dobrze się czujesz?
-Co cię to obchodzi co?
-Martwie sie o ciebie,pewnie chodzi o Is poroniła tak?A może o coś innego proszę powiedz.
-Nie!
-Obiad!-krzykneła mama.
-Porozmawiamy puźniej.-Mati zszedł na dół.Poszłam do łazienki obmyć twarz i za chwile zszedłam na dół.Usiadłam obok Susan i Matiego bo nie było miejsca.
-Może powiecie jak wam miną lot co?-Wszyscy milczeli.-Co tak cicho?Coś się stało?
-Skądże mamo,poprostu wszyscy są zmęczeni i tyle.
-No co ty Pauline przecież Susan i James napewno nie są zmęczeni.-Mama spojrzała na Susan i Jamesa i umilkła.
-Jak to?
-Mama ma racje jesteśmy pełni energii że hoho.
-Wiesz co Sus.
-Co?
-Nie umiesz kłamać.Mamo powiedz co miałaś na myśli.
-Nic takiego córciu jedz.
-Mamo.
-Okej,okej.
-Mamo!
-Przykro mi Susan nie potrafie trzymać tajemnicy w tajemnicy.
-Jakiej tajemnicy?
-Susan i James sa razem.-Byłam wstrząśnięta.
-Gratuluje-Wszyscy się zdiwili.
-Serio?
-Oczywiście.Pasujecie do siebie-Zaczełam kroić kotleta.-Szkoda tylko że ja zawsze dowiaduje się ostatnia.-Wbiłam nóż w kotleta i wstałam od stołu.
-Napewno wszystko w porządku?
-Jak najlepszym,przepraszam ale jestem zmęczona i chcę się położyć-Poszłam na górę.
-Pani Rosalio czy mogę odejsc od stołu?
-Oczywiście Mateuszu.-Mati poszedł za mną.
-Pauline zaczekaj.
-Po co?
-Prosze.-Odwróciłam się.
-Czego chcesz?
-Żbeyś ze mną porozmawiała.
-O czym?
-O nas.
-Okej, powiem ci coś o nas.
-Co takiego?
-Nas już nie ma jestem tylko ja i ty.
-Nie rozumiem.
-O naprawde?To pozwół że Ci wytłumacze, ty i ja jestesmy wolnymi ludzmi możemy spotykać się z kim tylko chcemy teraz rozumiesz?
-Ale...
-Przykro mi Mati nie ma zadnego ale.-Poszłam do pokoju a Mati zszedł na dół.
----------------------------------Nastepnego dnia---------------------------
-Wszystkiego najlepszego solenizantko.-Mama złozyłam mi życzenia.
-Dziekuje mamo.-Mama dała mi tort-Dlaczego tu jest 18 swieczek?
-Przeczytałam w internecie że według jakiegoś tam faceta jeden dzień ma ileś tam godzin dlatego postanowiłam że się pobawie i wyszło mi że dziś kończysz 18 lat.
-o boże.
-Coś się stało?
-Nie.Lepiej będzie jak pójde juz do szkoły.
-Na zewnątrz masz mały prezent.
-Jaki?
-Idź zobacz-Pobiegłam przed dom.Przed soba zobaczyłam nowiosiutki samochód wprost prawdziwe cudo!Mama staneła w progu a ja podeszłam do samochodu.
-On jest mój?
-Oczywiście,chyba że go nie chcesz.
-Żartujesz?On jest super.-Mama się uśmiechneła.-Dziękuje.
-Nie ma za co...a bym zapomniała to twoje kluczyki.-Wziełam kluczyki i wsiadłam do samochodu chciałam ruszyć ale przypomniało mi się że o czymś zapomniałam.Szybko pobiegłam na górę,wziełam plecak,pocałowałam mame i pojechałam do szkoły.
-----------------Szkoła------------------------
Gdy weszłam do szkoły zaniemówiłam to nie była szkoła tylkoco s z innej planety.Każda szafka była ozdobiona,każdy grał,tańczył i robił różne inne żeczy.
-Czesc.-Zobaczyłam obok siebie jakąś dziewczyne.
-Cześć,znam cie?
-Nie ale ja znam ciebie ty jestes ta ,,Demi''.
-Właściwie to mam na imie Pauline a ty?
-Alison.
-Miło mi cie poznać.
-Mi ciebie też, chodź przedstawie ci moich znajomych.-Poszłyśmy na schody przed szkoła.
-Pauline to jestJake mój chłopak,Jess chłopak Natalie-Pokazała Natalie-A to Eva i Sasha.
-Cześć wszystkim.-Wszyscy milczeli.Sasha wstała.
-Spokojnie przejdzie im.
-A co się stało?
-Sa na Ciebie obrażeni.
-Nawet ich nie znam.
-Hello,pobudka jestem tzn.byłaś Demi Lovato a oni się obrazili dlatego że zrezygnowałaś ze śpiewania.
-Nie skończyłam ze spiewanie tylko ze sławą o mediami.
-Ta tylko jest jeden mały problem.
-Jaki?
-Tu media moga wejsć wszędzie bo to szkoła publiczna ale dla uzdolnionych wiec niestety kamery znajdą ciebie wszędzie oprócz pokoju dyrektora.On nie lubi kamer.
-Trochę to skomplikowane.
-Wiem ale przestanie gdy troche tu pobedziesz.
-Okej koniec pogaduszek zaraz dzwonek chodzmy.-Poszliśmy do sali.Zadzwonił dzwonek a nauczyciel wszedł do klasy.Zaraz za nim wszedł jakiś chłopak,James i Mati,Susan dawno siedziała w sali z jakąs dziewczyną.
-Do tablicy.-Powiedział nauczyciel.
-Dobrze prosze pana.-Ukłonił się a klasa zaczeła się smiac.
-Cisza!Dlaczego się spuźniłeś?-Zapadła cisza wszyscy pisali coś w zeszytach.-Czemu wy się spuźniliście?
-Jesteśmy tu nowi i szukaliśmy sali.
-Aha,dobra siadajcie.-Rysowałam w zeszycie.
-Przepraszam ale to moje miejsce.-Gdy podniosłam głowe zobaczyłam tego chłopaka.
-Serio?Masz pecha bo teraz ja tu siedze.-Przestraszył się.
-Wiesz co możesz tu siedzieć ja usiądę gdzieś indziej-Usiadł obok chłopaków i zaczą z nimi gadać.Wiedziałam że gadają o mnie.Przez cała lekcję zastanawiałam się kim jest ten chłopak i zkąd zna James'a i Matiego,wkońcu zadzwonił dzwonek.Chciałam z nimi pogadać ale Alice podeszła do mnie.
-Chodź na stołówkę.--Poszłyśmy.Cała paczka siedziała w drugim stoliku po środku a chłopaki obok okna.Susan siedziała z tymi fajniejszymi.
-Co się tak na nich patrzysz co?-Usiadłyśmy.
-Zastanawiam się kto to jest.
-Ten od okna po prawej to James dalej Mati,Davi jego brat i Eva.
-David to brat Matiego?
-Ta a czemu tak sie zdiwiłas.
-Mati nigdy nie mówił że ma brata.
-Znasz Matiego?
-Ta a co?
-Masz jego numer?
-Ta a czemu się pytasz?
-Eva kocha sie w Matim od niepamietam kiedy.
-Aha.-Podałam numer Evie.
-Nie ma szans.
-Co?
-David ma wyrafinowany gust żadna z nas mu nie przypasowała.
-Jak to/
-Nie wiem.-Mati podszedł do nas.
-Hejka Paula.-Nieodzywałam sie.
-Przyjdziecie dzisiaj na impreze?
-Niby po co?
-Sa urodziny Pauline więc pomyslałem że byscie wpadli-Spojrzałam na Matiego.
-Serio masz dzisiaj urodziny?
-Ta.
-Czemu nie powiedziałaś?Wszystkiego najlepszego.-Mati chyba zaprosił całą szkołę bo wszyscy pokolei składali mi zyczenia.Po szkole razem z dziewczynami poszłam do mnie przygotowac się na impreze.Po kilku godzinach byłysmy gotowe.
-No to chodxmy.
-Zaraz,zaraz Pauline jest solenizantką ona musi jakoś chucznie musi zejsc na dół
-Masz racje-Dziewczyny cały czas cos robiły na holu a puzniej ,,chucznie'' rozpoczełam impreze.
-Cześć Eva-Eva sie zaczerwieniła.
-Czczczcześc.
-Zatańczysz.-Zamilkła wiec jej pomogłam
-Chętnie zatanczy.-Poszli.Ja nudziłam się na imprezie wię poszłam na górę.
-Czemu nie jestes na dole?-David wszedł do pokoju.
-Jest troche nudna.
-To prawda ale jestes gwiadza tej imprezy powinnas tam byc.
-Moze masz racje ale jakos mnie to nie bawi.-David usiadł obok nie.
-Wolałabyś spędzić te urodziny tylko z rodziną,znajomymi.
-No właśnie ja prawie nie znam tych ludzi.
-Ale oni znaja ciebie.
-Fakt-Spojrzeliśmy sobie w oczy ale po chwili zrobiło sie niezrecznie.
-Musze już iśc.-Wstał
-Tak,oczywiscie-Pocałował mnie w policzek i wyszedł z pokoju.Po chwili namysłu tez zeszlam na dół postanowiłam ze bede dobrze sie bawic i tak było bawiłam sie do samego rana.
--------------------Nastepnego dnia.----------------
Obudziłam się z bólem głowy.Z szafy wyjełam nowe ubrania i poszłam wziąść prysznic.Gdy się umyłam i ubrałam zeszłam na dół do kuchni zrobić se śniadanie.
---drn,drn---otworzyłam drzwi.
-Czego chcesz.-Mati przyszedł z Davidem.
-Porozmawiać.
-Niby o czym?
-O nas.
-Czy my przypadkiem sobie tego już nie wyjaśnilismy?
-Przepraszam Cię.
-hy.
-Za wszystko przepraszam obiecuje że juz nigdy więcej nie skłamie uwierz mi.
-Przykro mi Mati ale z nami koniec tylko cud mógłby Ci pomóc.
-Dobra jak chcesz właśnie straciłaś szanse.
-Szanse?Czy ja ciebie prosiłam kiedykolwiek o jakąś szanse?Nie.Więc teraz wyjdziesz z mojego domu i już nigdy tu nie wejdziesz.-Mati wyszedł a za nim David dając mi jakaś kartke;gdy wyszli zobaczyłam co tam pisze:
,,Za godzinę w parku''Szybko zjadłam sniadanie,wysprzatałam po wczorajszej imprezie i poszłam do parku.
-Cześć.-David się odwrócił.
-Przyszłaś.
-Jak widać.
-Choć.-David złapał mnie za ręke i zaprowadził na plaże.
-Nie mogłeś odrazu napisać że mam przyjść na plaże?
-Zastanawiałabyś się na jaką.
-Mógłbyś napisać.
-Choć.
-Gdzie tak wgl. idziemy?
-Do mnie?-Zatrzymałam się.
-Prosze powiedz że nie mieszkasz z Matim i jego rodzinką.
-Nie.
-Ulżyło mi.
-Mieszkam z Matim i resztą mojej rodziny.-Zaczełam się cofać ale David mnie zatrzymał.
-Spokojnie nie zjedzą Ciebie.
-Ty nie rozumiesz ja nie mogę pójść do twojego domu,bo wszyscy mnie tam znaja zresztą nie mogę tam wejść zaraz po tym jak potraktowałam Matiego.
-I co z tego?
-Jesteś idiota.-Złapał mnie za ramię.
-Spokojnie nikogo nie ma w domu.
-Napewno?-Usmiechna się.
-Napewno.-Spojrzałam na dom.-No choć.-Weszliśmy do środka.
-Przecież on jest cały z oknami.
-I co z tego?
-Słońce was nie zabija?
-Zabija ale pierścienie nas chronią.
-Aha.-Patrzyłam na czapki absolwentów.-Wszystkie sa wasze?
-Mniej więcej.
-Tzn.?
-1/8 należy do naszego ojca.Mati nigdy ci nie mówił?
-Nie nigdy o tym nie wspominał.
-Też bym o tym nie wspominał bo to jest nudne.
-Żartujesz?Nigdy w życiu nie miałam chłopaka który jest mądrzejszy odemnie.
-Serio?-Mati zbliżył się do mnie.
-Tak serio, a co?-Prawie byśmy się pocałowali ale ktoś nam przerwał.
-David wrócilismy!-David złapał mnie i zaprowadził do pokoju na górze.
-Wyjdz tędy.
-Dlaczego?
-Proszę zrób to.
-No dobra ale zapłacisz za to.-Wyszłam przez okno i wpadłam w błoto a David zszedł na dół.
-Co Paula tu robiła?-Spytał Mati.
-Jaka Paula?
-Nie udawaj wiem że tu była.
-Nie wiem o czym mówisz cały czas byłem w domu.Sam.
-Przestancie się kłócić.David masz przestac się spotykać z Paulą.
-Niby dlaczego tylko ja co?No tak wielki Mati ma moc taka samą jak Paula a nawet wiekszą tylko że jest mały problem.Paula o tym nie wie.
-I dobrze że nie wie gdybym jej powiedział mogłoby dojść do powarznych skutków.
--------------Mój dom--------------
-Gdzie ty byłaś?-Spytała Susan.
-Na plaży.
-Z kim.?
-A co to przesłuchanie?
-Odpowiesz?
-O widze że lubisz bawić się w matkę tylko że jest problem .TY NIE JESTES MOJA MATKA.Zrozumiałaś?
-Pauline martwie sie o ciebie.
-Nie musisz sama dam se rade.
-Właśnie widze.
-Co masz na myśli?
-Jesteś tak zaślepiona że nie widzisz jak David tobą steruje.-Zamyśliłam się.
-Poprostu jesteś zazdrosna i tyle.-Pobiegłam na górę.
-Pauline!
----Kilka godzin puźniej----
-Cześć.-David wszedł do mojego pokoju.
-Hejka.-Usiadł obok.
-Co tam?
-Dużo.
-Czyli?
-Miałeś kiedys ochote powiedzieć komuś prawdę ale nie zrobiłeś tego tylko dla jego dobra lub poprostu by go wykorzystać.
-Nie,czemu pytasz?
-Dlaczego cały czas mnie oszukujesz?
-Co?
-Widze jak na mnie patrzysz i myśle że fajny z ciebie chłopak ale mam uczucie że ukrywasz coś przed mną.
-Nic nie ukrywam.
-Znowu to robisz.
-Co?
-Manipulujesz mną.
-Susan Ci powiedziała?Zawsze była z niej straszna gaduła.
-Nie ważne kto mi powiedział chce usłyszeć to od ciebie.
-Im mniej wiesz tym lepiej.
-Skoro tak to formułujesz to okej.
-Serio?
-Tak.
-Już sie bałem że...
-Koniec z nami.
-Pozałujesz tego.
-Serio?-Wkurzony wyszedł z pokoju.
------Nastepnego dnia.-----------------------
-Cześc mamo widziałaś Susan?
-Tak wyszła niedawno z Davidem a co?
-Jesteś pewna?
-Tak,a cos sie stało?
-Nie skądże.Pójde do nich.
-Co?
-Nic takiego.-Wyszłam z domu i pobiegłam do Cullen'ów.Zapukałam do nich.Otworzył mi Mati.
-Jest Susan?
-Nie.
-A David?
-Poszedł do Ciebie.
-O Boże.
-Co się stało?
-Musze znaleść Davida wiesz gdzie on może być.
-Nie, nie wiem.
-Proszę Ciebie tu chodzi o życie mojej siostry.
-Jak to?
-Mogę wejść?-Mati mnie wpuścił całą zapłakana.
-Mów co się stało.
-Zerwałam z nim a on powiedział że tego pożałuje proszę powiedzcie gdzie jest moja siostra.
-Są w lesie w starym domku letniskowym.-Powiedziała Alice.
-Idę z wami.
-Nie Pauline musisz zostać i zaopiekować sie Elizabeth.-Powiedział doktor.
-Proszę.-Mati podszedł do mnie.
-Pauline obiecuje, że nie pozwole aby Susan spadł choć jeden włos z głowy.
-Proszę,uratuj ją.-Przytulił mnie.
-Uratuje.-Wyszli.
-Choć tu.-Pani Cullen pocieszała mnie cały czas.Wkońcu zadzwonił telefon.
-Okej powiem jej.
-Co z nią?
-Sa w szpitalu.
-Boże.
-Susan nic nie jest straciła troche krwi ale nie będzie wampirzyca.
-Zawiezie mnie pani do niej?
-Choć-Pojechałyśmy do szpitala.Raz, dwa znalazłyśmy moją siostre.
-Susan.-Przytuliłam moją siostre.-Dobrze ze nic Ci nie jest.
-Co się wgl.stało?
-Uderzyłaś się w głowę-Powiedział pan Cullen.
-Najważniejsze, że czujesz sie lepiej i że już jutro bedziesz mogła wyjść z tego okropnego szpitala.
-Przepraszam za siostre nie lubi szpitali.-Powiedziała Susan.
-A kto je lubi?-Powiedział doktor.Wyszłam przed sale.
-Dziękuje, że jej pomogłeś.
-Wcale nie,gdybym był tam szybciej nie zobaczyłaby tych strasznych żeczy.
-Nic nie pamięta.Nie musisz się o nic bać.
-Pauline muszę Ci cos powiedzieć.
-Co takiego?
-Ja...-Susan nam przerwała.
-Dosyć tych pogaduszek kochanków ja tu jestem chora.Zapomniałaś?
-Nie, nie zapomniałam.-Po cichu dodałam.-A szkoda.Muszę iść.
-Jasne.
-Pogadamy puźniej.-Ja poszłam do Susan a Mati zniknął.Po kilku godzinach byłam w domu.
--------------------Nastepnego dnia---------
Wstałam o 8:00 bo byłam strasznie głodna.Odrazu poszłam do kuchni i otworzyłam lodówke.Zaczełam jeść sórowe mięso.
-Dzieńdobry cóeczko.-Mama usiadła na krześle.
-Dzieńdobry mamo.
-Widze że jesteś głodna.-,,Jak wilk''.
-Troszeczke.
-Więc zjedz śniadanie i idz się ubierz.
-Po co?
-Idziemy po Susan chyba nie zapomniałaś.
-Niby czego przecież nic mi nie mówiłas.
-Przestan marudzic i choc.-Poszłyśmy do szpitala gdy weszłyśmy spotkałam Matiego wiec podeszłam do niego.
-Musimy porozmawiac.-Mati odszedl od pana Cullena i podszedł do mnie.
-O czym?
-Co się ze mną dzieje?
-Nierozumiem.
-Zamiast zwykłego jedzenia jem surowe mięso,słońce mnie razi a do tego strasznie boli mnie głowa.
-Choć na zewnątrz.-Wyszliśmy ze szpitala.
-No mów.
-Zamieniasz się w wampira.
-Słucham?
-Przecież Jasper ugryzł mnie jakiś miesiąc temu czemu niby teraz mam zamienic sie w to cos,bez obrazy.
-Posłuchaj uwierz mi sam przez to przechodziem.
-Przeciez ty byłeś zwykłym człowiekiem nie miałeś żadnej mocy.-Milczał.-To chciałeś mi powiedziec tak?To że to ty masz większą moc odemnie a nie Alice.Myślałam że dobrze ciebie znam,że mogę tobie zaufać byłeś moim przyjacielem,chłopakiem a teraz chcesz byc wrogiem super po co ja wgl.zadawałam się z Tobą,po co pozwalałam mamie na zaslubiny z Orlandem gdybym sie nie zgodziła zostałybyśmy w Polsce i nie dowiedziałabym się o mocach i zyłabym normalnie jak normalna nastolatka.Boże co ja plote -Zaczełam płakać.-Mati pomożesz mi.Proszę.
-Jasne ,nie zostawia sie przyjaciół w potrzebie.
-Dzięki.-Przytuliłam go.
-Mówiłam panie James'ie że to dwa gołąbki.-Susan stała za nami.
-Prosze zebys sie nie przemeczałaprzez kilka dni.Mateusz musimy porozmawiać.-Mama i Susan wsiadły do samochodu.
-Weź to będzie ciebie chronic przed słońcem.-Mati dał mi naszyjnik.
-Myślałam że to pierscienie was chronia.
-Nas tak ,narazie dopóki nie staniesz sie pełną wampirzycą ten naszyjnik bedzie ciebie chronił.
-A co puźniej?
-Będe musiał załatwić Ci pierścień.
-Mateusz.-Powiedział doktor.,,Ale mi sie dostanie''pomyslał Mati.
-To było dziwne.
-Co?
-Nic takiego,idz juz twoj ojciec sie niecierpliwi.-Mati poszedł a ja wsiadłam do samochodu.
Cdn...
-Alice jest na rogu 3 i West Hight..-Chłopacy wybiegli.-Ale...gdzie oni sa?-Spytała się Davida.
-Wybiegli.
-Chodź.
-Gdzie?
-Musimy im pomóc nie dają sobie sprawy jakie niebezpieczeństwo ich czeka.
-Hallo pobódka Mati umie czytac w myślach zapomniałaś?
-Nie,nie zapomniałam ale wiem że nie wyczytał tego.-Złapała go za ręke i pobiegli za chłopakami.Chłopacy byli już dawno na miejscu i zaczeli wszędzie szukać Alice.
-Mati tu!-James wszedł do środka
-Spokojnie już wszystko w porządku.-James zdjął taśme z ust Alice.
-Gdzie jest Pauline?
-W domu zaprowadzimy cię.
-Nie ten zły pan ja zabrał.
-Ale jak to?
-Mówiła że przyjdą po mnie jacyś chłopacy i mnie z tąd zabiora powiedziała tez że mam sie nie martwić bo ona wszystko załatwi no i że mam was słuchac.-James odwrócił się do Toma.
-Musimy ja znaleść.
-Ja pójde na drugie piętro a ty na trzecie Alice schowaj sie gdzieś.-Alice schowała sie pod łóżko a Mati i James poszli na 2 i 3 pietro.
-Pauline!-patrzyli do każdego pokoju.
-James mam ją!-Mati mnie rozwiązał.Po chwili przybiegł James.
-Szybko wex ja w budynku jest bomba.-Mati mnie złapal.-Alice!-Alice wybiegła spod łózka.James wziął ją i szybko wybiegliśmy z budynku a po kilku sekundach on wybuchł.
-Mam nadzieję że wzieliscie samochód.-James i Mati zamilkli.-Chyba żartujecie.
-To wina James'a to on powiedział że nie mamy czasu na samochód i zmienił sie w to coś.
-To coś ma jakaś nazwe.-Prawie doszło do bójki.
-Chłopcy!Spokojnie Eva nas podwiezie.
-Ta uwaga bo ona będzie wiedziała że potrzebny jest nam samochód.-Eva wyjechała zza rogu a chłopcom opadły szczęki.Wsiadliśmy do samochodu.Gdy dojechaliśmy zadzwonil mój telefon.
-To Monia-Odebrałam-Idzcie zaraz do was dołącze.
-Hejka co tam?
-Dlaczego nam nie powiedziałaś?!
-Czego?
-Że Tom jest tym czymś no i że James też no i że ty to jakaś wyrocznia czy co a ten Mateusz to twój chłopak?Myślałam że Is,ja i Marius jestesmy przyjaciółmi widze że się myliłam.Cześć Paula.
-Ale...-rozłączyła się.Wytarlam łzy i poszłam do domu.
-Nic ci nie jest?
-Nie, a czemu pytasz?
-Masz czerwone oczy jakbyś płakała.
-Poprostu jestem zmęczona.
-Napewno nie,jestem twoją siostra możesz mi powiedzieć.
-Jesteś jej siostrą?-Spytał James.
-Ta co w tym dziwnego/
-Nic tylko nawet nie jestescie podobne do siebie,prawda Paula?
-Dajcie mi wszyscy spokój!
-Paula martwimy się o ciebie.
-Miło z waszej strony ale ja nie potrzebuje niczyjej pomocy...-Wyszłam z kuchni i weszłam na schodu-...mam nadzieję że jutro już was tu nie bedzie-Mati podszedł do mnie i zaczął pocieszać.
-Pauline idź na górę i odpocznij jak bedziesz lepiej się czuc to porozmawiamy.
-Wątpie.
-O co Ci chodzi?
-Jak zejde ma was tu nie być rozumiecie.-Moi rodzice weszli a ja pobiegłam na górę.
-Cpś się stało?
-Pa...-James przerwał Susan.
-Skądże proszę pani wszystko w porządku a czemu pani pyta?
-Pauline tak szybko pobiegła na górę jakby się z wami pokłóciła.
-Jest zmęczona od rana czuła się źle.
-Bidna,pójdę zapytac czy czegoś potrzebuje-Mati zagrodził jej drogę.
-Lepiej nie...tzn....to tylko grypa żołądkowa ciagle wymiotuje lepiej bedzie jak zostawimy ją samą...-Susan wstała.
-...zreszta umówiłam ja na jutro do doktora.
-No dobrze pójde zrobic obiad.-Mama poszła do kuchni a tata do gabinetu.
-Ciekawe co jej dolega.-Susan usiadła na łóżku
-Pewnie przezywa ciążę Is.
-Myślisz?
-No...ta przed chwilą była cała heppi a teraz jest smutna i to po telefonie Moni.
-Może i masz racje.
-Zawsze ją mam kotku.-James przytulił Susan i pocałował.
-Może powiemy Paulinie o nas?
-Teraz?Kiedy jest wściekła na cały świat?Z doświadczenia wiem że nie warto z nią zadzierać gdy jest wkurzona.
-Masz racje,ale powiemy jej jak sie uspokoi.
-Okej-Zaczeli się całować a Mati poszedł na górę i zapukał do mnie.
-Paula,dobrze się czujesz?
-Co cię to obchodzi co?
-Martwie sie o ciebie,pewnie chodzi o Is poroniła tak?A może o coś innego proszę powiedz.
-Nie!
-Obiad!-krzykneła mama.
-Porozmawiamy puźniej.-Mati zszedł na dół.Poszłam do łazienki obmyć twarz i za chwile zszedłam na dół.Usiadłam obok Susan i Matiego bo nie było miejsca.
-Może powiecie jak wam miną lot co?-Wszyscy milczeli.-Co tak cicho?Coś się stało?
-Skądże mamo,poprostu wszyscy są zmęczeni i tyle.
-No co ty Pauline przecież Susan i James napewno nie są zmęczeni.-Mama spojrzała na Susan i Jamesa i umilkła.
-Jak to?
-Mama ma racje jesteśmy pełni energii że hoho.
-Wiesz co Sus.
-Co?
-Nie umiesz kłamać.Mamo powiedz co miałaś na myśli.
-Nic takiego córciu jedz.
-Mamo.
-Okej,okej.
-Mamo!
-Przykro mi Susan nie potrafie trzymać tajemnicy w tajemnicy.
-Jakiej tajemnicy?
-Susan i James sa razem.-Byłam wstrząśnięta.
-Gratuluje-Wszyscy się zdiwili.
-Serio?
-Oczywiście.Pasujecie do siebie-Zaczełam kroić kotleta.-Szkoda tylko że ja zawsze dowiaduje się ostatnia.-Wbiłam nóż w kotleta i wstałam od stołu.
-Napewno wszystko w porządku?
-Jak najlepszym,przepraszam ale jestem zmęczona i chcę się położyć-Poszłam na górę.
-Pani Rosalio czy mogę odejsc od stołu?
-Oczywiście Mateuszu.-Mati poszedł za mną.
-Pauline zaczekaj.
-Po co?
-Prosze.-Odwróciłam się.
-Czego chcesz?
-Żbeyś ze mną porozmawiała.
-O czym?
-O nas.
-Okej, powiem ci coś o nas.
-Co takiego?
-Nas już nie ma jestem tylko ja i ty.
-Nie rozumiem.
-O naprawde?To pozwół że Ci wytłumacze, ty i ja jestesmy wolnymi ludzmi możemy spotykać się z kim tylko chcemy teraz rozumiesz?
-Ale...
-Przykro mi Mati nie ma zadnego ale.-Poszłam do pokoju a Mati zszedł na dół.
----------------------------------Nastepnego dnia---------------------------
-Wszystkiego najlepszego solenizantko.-Mama złozyłam mi życzenia.
-Dziekuje mamo.-Mama dała mi tort-Dlaczego tu jest 18 swieczek?
-Przeczytałam w internecie że według jakiegoś tam faceta jeden dzień ma ileś tam godzin dlatego postanowiłam że się pobawie i wyszło mi że dziś kończysz 18 lat.
-o boże.
-Coś się stało?
-Nie.Lepiej będzie jak pójde juz do szkoły.
-Na zewnątrz masz mały prezent.
-Jaki?
-Idź zobacz-Pobiegłam przed dom.Przed soba zobaczyłam nowiosiutki samochód wprost prawdziwe cudo!Mama staneła w progu a ja podeszłam do samochodu.
-On jest mój?
-Oczywiście,chyba że go nie chcesz.
-Żartujesz?On jest super.-Mama się uśmiechneła.-Dziękuje.
-Nie ma za co...a bym zapomniała to twoje kluczyki.-Wziełam kluczyki i wsiadłam do samochodu chciałam ruszyć ale przypomniało mi się że o czymś zapomniałam.Szybko pobiegłam na górę,wziełam plecak,pocałowałam mame i pojechałam do szkoły.
-----------------Szkoła------------------------
Gdy weszłam do szkoły zaniemówiłam to nie była szkoła tylkoco s z innej planety.Każda szafka była ozdobiona,każdy grał,tańczył i robił różne inne żeczy.
-Czesc.-Zobaczyłam obok siebie jakąś dziewczyne.
-Cześć,znam cie?
-Nie ale ja znam ciebie ty jestes ta ,,Demi''.
-Właściwie to mam na imie Pauline a ty?
-Alison.
-Miło mi cie poznać.
-Mi ciebie też, chodź przedstawie ci moich znajomych.-Poszłyśmy na schody przed szkoła.
-Pauline to jestJake mój chłopak,Jess chłopak Natalie-Pokazała Natalie-A to Eva i Sasha.
-Cześć wszystkim.-Wszyscy milczeli.Sasha wstała.
-Spokojnie przejdzie im.
-A co się stało?
-Sa na Ciebie obrażeni.
-Nawet ich nie znam.
-Hello,pobudka jestem tzn.byłaś Demi Lovato a oni się obrazili dlatego że zrezygnowałaś ze śpiewania.
-Nie skończyłam ze spiewanie tylko ze sławą o mediami.
-Ta tylko jest jeden mały problem.
-Jaki?
-Tu media moga wejsć wszędzie bo to szkoła publiczna ale dla uzdolnionych wiec niestety kamery znajdą ciebie wszędzie oprócz pokoju dyrektora.On nie lubi kamer.
-Trochę to skomplikowane.
-Wiem ale przestanie gdy troche tu pobedziesz.
-Okej koniec pogaduszek zaraz dzwonek chodzmy.-Poszliśmy do sali.Zadzwonił dzwonek a nauczyciel wszedł do klasy.Zaraz za nim wszedł jakiś chłopak,James i Mati,Susan dawno siedziała w sali z jakąs dziewczyną.
-Do tablicy.-Powiedział nauczyciel.
-Dobrze prosze pana.-Ukłonił się a klasa zaczeła się smiac.
-Cisza!Dlaczego się spuźniłeś?-Zapadła cisza wszyscy pisali coś w zeszytach.-Czemu wy się spuźniliście?
-Jesteśmy tu nowi i szukaliśmy sali.
-Aha,dobra siadajcie.-Rysowałam w zeszycie.
-Przepraszam ale to moje miejsce.-Gdy podniosłam głowe zobaczyłam tego chłopaka.
-Serio?Masz pecha bo teraz ja tu siedze.-Przestraszył się.
-Wiesz co możesz tu siedzieć ja usiądę gdzieś indziej-Usiadł obok chłopaków i zaczą z nimi gadać.Wiedziałam że gadają o mnie.Przez cała lekcję zastanawiałam się kim jest ten chłopak i zkąd zna James'a i Matiego,wkońcu zadzwonił dzwonek.Chciałam z nimi pogadać ale Alice podeszła do mnie.
-Chodź na stołówkę.--Poszłyśmy.Cała paczka siedziała w drugim stoliku po środku a chłopaki obok okna.Susan siedziała z tymi fajniejszymi.
-Co się tak na nich patrzysz co?-Usiadłyśmy.
-Zastanawiam się kto to jest.
-Ten od okna po prawej to James dalej Mati,Davi jego brat i Eva.
-David to brat Matiego?
-Ta a czemu tak sie zdiwiłas.
-Mati nigdy nie mówił że ma brata.
-Znasz Matiego?
-Ta a co?
-Masz jego numer?
-Ta a czemu się pytasz?
-Eva kocha sie w Matim od niepamietam kiedy.
-Aha.-Podałam numer Evie.
-Nie ma szans.
-Co?
-David ma wyrafinowany gust żadna z nas mu nie przypasowała.
-Jak to/
-Nie wiem.-Mati podszedł do nas.
-Hejka Paula.-Nieodzywałam sie.
-Przyjdziecie dzisiaj na impreze?
-Niby po co?
-Sa urodziny Pauline więc pomyslałem że byscie wpadli-Spojrzałam na Matiego.
-Serio masz dzisiaj urodziny?
-Ta.
-Czemu nie powiedziałaś?Wszystkiego najlepszego.-Mati chyba zaprosił całą szkołę bo wszyscy pokolei składali mi zyczenia.Po szkole razem z dziewczynami poszłam do mnie przygotowac się na impreze.Po kilku godzinach byłysmy gotowe.
-No to chodxmy.
-Zaraz,zaraz Pauline jest solenizantką ona musi jakoś chucznie musi zejsc na dół
-Masz racje-Dziewczyny cały czas cos robiły na holu a puzniej ,,chucznie'' rozpoczełam impreze.
-Cześć Eva-Eva sie zaczerwieniła.
-Czczczcześc.
-Zatańczysz.-Zamilkła wiec jej pomogłam
-Chętnie zatanczy.-Poszli.Ja nudziłam się na imprezie wię poszłam na górę.
-Czemu nie jestes na dole?-David wszedł do pokoju.
-Jest troche nudna.
-To prawda ale jestes gwiadza tej imprezy powinnas tam byc.
-Moze masz racje ale jakos mnie to nie bawi.-David usiadł obok nie.
-Wolałabyś spędzić te urodziny tylko z rodziną,znajomymi.
-No właśnie ja prawie nie znam tych ludzi.
-Ale oni znaja ciebie.
-Fakt-Spojrzeliśmy sobie w oczy ale po chwili zrobiło sie niezrecznie.
-Musze już iśc.-Wstał
-Tak,oczywiscie-Pocałował mnie w policzek i wyszedł z pokoju.Po chwili namysłu tez zeszlam na dół postanowiłam ze bede dobrze sie bawic i tak było bawiłam sie do samego rana.
--------------------Nastepnego dnia.----------------
Obudziłam się z bólem głowy.Z szafy wyjełam nowe ubrania i poszłam wziąść prysznic.Gdy się umyłam i ubrałam zeszłam na dół do kuchni zrobić se śniadanie.
---drn,drn---otworzyłam drzwi.
-Czego chcesz.-Mati przyszedł z Davidem.
-Porozmawiać.
-Niby o czym?
-O nas.
-Czy my przypadkiem sobie tego już nie wyjaśnilismy?
-Przepraszam Cię.
-hy.
-Za wszystko przepraszam obiecuje że juz nigdy więcej nie skłamie uwierz mi.
-Przykro mi Mati ale z nami koniec tylko cud mógłby Ci pomóc.
-Dobra jak chcesz właśnie straciłaś szanse.
-Szanse?Czy ja ciebie prosiłam kiedykolwiek o jakąś szanse?Nie.Więc teraz wyjdziesz z mojego domu i już nigdy tu nie wejdziesz.-Mati wyszedł a za nim David dając mi jakaś kartke;gdy wyszli zobaczyłam co tam pisze:
,,Za godzinę w parku''Szybko zjadłam sniadanie,wysprzatałam po wczorajszej imprezie i poszłam do parku.
-Cześć.-David się odwrócił.
-Przyszłaś.
-Jak widać.
-Choć.-David złapał mnie za ręke i zaprowadził na plaże.
-Nie mogłeś odrazu napisać że mam przyjść na plaże?
-Zastanawiałabyś się na jaką.
-Mógłbyś napisać.
-Choć.
-Gdzie tak wgl. idziemy?
-Do mnie?-Zatrzymałam się.
-Prosze powiedz że nie mieszkasz z Matim i jego rodzinką.
-Nie.
-Ulżyło mi.
-Mieszkam z Matim i resztą mojej rodziny.-Zaczełam się cofać ale David mnie zatrzymał.
-Spokojnie nie zjedzą Ciebie.
-Ty nie rozumiesz ja nie mogę pójść do twojego domu,bo wszyscy mnie tam znaja zresztą nie mogę tam wejść zaraz po tym jak potraktowałam Matiego.
-I co z tego?
-Jesteś idiota.-Złapał mnie za ramię.
-Spokojnie nikogo nie ma w domu.
-Napewno?-Usmiechna się.
-Napewno.-Spojrzałam na dom.-No choć.-Weszliśmy do środka.
-Przecież on jest cały z oknami.
-I co z tego?
-Słońce was nie zabija?
-Zabija ale pierścienie nas chronią.
-Aha.-Patrzyłam na czapki absolwentów.-Wszystkie sa wasze?
-Mniej więcej.
-Tzn.?
-1/8 należy do naszego ojca.Mati nigdy ci nie mówił?
-Nie nigdy o tym nie wspominał.
-Też bym o tym nie wspominał bo to jest nudne.
-Żartujesz?Nigdy w życiu nie miałam chłopaka który jest mądrzejszy odemnie.
-Serio?-Mati zbliżył się do mnie.
-Tak serio, a co?-Prawie byśmy się pocałowali ale ktoś nam przerwał.
-David wrócilismy!-David złapał mnie i zaprowadził do pokoju na górze.
-Wyjdz tędy.
-Dlaczego?
-Proszę zrób to.
-No dobra ale zapłacisz za to.-Wyszłam przez okno i wpadłam w błoto a David zszedł na dół.
-Co Paula tu robiła?-Spytał Mati.
-Jaka Paula?
-Nie udawaj wiem że tu była.
-Nie wiem o czym mówisz cały czas byłem w domu.Sam.
-Przestancie się kłócić.David masz przestac się spotykać z Paulą.
-Niby dlaczego tylko ja co?No tak wielki Mati ma moc taka samą jak Paula a nawet wiekszą tylko że jest mały problem.Paula o tym nie wie.
-I dobrze że nie wie gdybym jej powiedział mogłoby dojść do powarznych skutków.
--------------Mój dom--------------
-Gdzie ty byłaś?-Spytała Susan.
-Na plaży.
-Z kim.?
-A co to przesłuchanie?
-Odpowiesz?
-O widze że lubisz bawić się w matkę tylko że jest problem .TY NIE JESTES MOJA MATKA.Zrozumiałaś?
-Pauline martwie sie o ciebie.
-Nie musisz sama dam se rade.
-Właśnie widze.
-Co masz na myśli?
-Jesteś tak zaślepiona że nie widzisz jak David tobą steruje.-Zamyśliłam się.
-Poprostu jesteś zazdrosna i tyle.-Pobiegłam na górę.
-Pauline!
----Kilka godzin puźniej----
-Cześć.-David wszedł do mojego pokoju.
-Hejka.-Usiadł obok.
-Co tam?
-Dużo.
-Czyli?
-Miałeś kiedys ochote powiedzieć komuś prawdę ale nie zrobiłeś tego tylko dla jego dobra lub poprostu by go wykorzystać.
-Nie,czemu pytasz?
-Dlaczego cały czas mnie oszukujesz?
-Co?
-Widze jak na mnie patrzysz i myśle że fajny z ciebie chłopak ale mam uczucie że ukrywasz coś przed mną.
-Nic nie ukrywam.
-Znowu to robisz.
-Co?
-Manipulujesz mną.
-Susan Ci powiedziała?Zawsze była z niej straszna gaduła.
-Nie ważne kto mi powiedział chce usłyszeć to od ciebie.
-Im mniej wiesz tym lepiej.
-Skoro tak to formułujesz to okej.
-Serio?
-Tak.
-Już sie bałem że...
-Koniec z nami.
-Pozałujesz tego.
-Serio?-Wkurzony wyszedł z pokoju.
------Nastepnego dnia.-----------------------
-Cześc mamo widziałaś Susan?
-Tak wyszła niedawno z Davidem a co?
-Jesteś pewna?
-Tak,a cos sie stało?
-Nie skądże.Pójde do nich.
-Co?
-Nic takiego.-Wyszłam z domu i pobiegłam do Cullen'ów.Zapukałam do nich.Otworzył mi Mati.
-Jest Susan?
-Nie.
-A David?
-Poszedł do Ciebie.
-O Boże.
-Co się stało?
-Musze znaleść Davida wiesz gdzie on może być.
-Nie, nie wiem.
-Proszę Ciebie tu chodzi o życie mojej siostry.
-Jak to?
-Mogę wejść?-Mati mnie wpuścił całą zapłakana.
-Mów co się stało.
-Zerwałam z nim a on powiedział że tego pożałuje proszę powiedzcie gdzie jest moja siostra.
-Są w lesie w starym domku letniskowym.-Powiedziała Alice.
-Idę z wami.
-Nie Pauline musisz zostać i zaopiekować sie Elizabeth.-Powiedział doktor.
-Proszę.-Mati podszedł do mnie.
-Pauline obiecuje, że nie pozwole aby Susan spadł choć jeden włos z głowy.
-Proszę,uratuj ją.-Przytulił mnie.
-Uratuje.-Wyszli.
-Choć tu.-Pani Cullen pocieszała mnie cały czas.Wkońcu zadzwonił telefon.
-Okej powiem jej.
-Co z nią?
-Sa w szpitalu.
-Boże.
-Susan nic nie jest straciła troche krwi ale nie będzie wampirzyca.
-Zawiezie mnie pani do niej?
-Choć-Pojechałyśmy do szpitala.Raz, dwa znalazłyśmy moją siostre.
-Susan.-Przytuliłam moją siostre.-Dobrze ze nic Ci nie jest.
-Co się wgl.stało?
-Uderzyłaś się w głowę-Powiedział pan Cullen.
-Najważniejsze, że czujesz sie lepiej i że już jutro bedziesz mogła wyjść z tego okropnego szpitala.
-Przepraszam za siostre nie lubi szpitali.-Powiedziała Susan.
-A kto je lubi?-Powiedział doktor.Wyszłam przed sale.
-Dziękuje, że jej pomogłeś.
-Wcale nie,gdybym był tam szybciej nie zobaczyłaby tych strasznych żeczy.
-Nic nie pamięta.Nie musisz się o nic bać.
-Pauline muszę Ci cos powiedzieć.
-Co takiego?
-Ja...-Susan nam przerwała.
-Dosyć tych pogaduszek kochanków ja tu jestem chora.Zapomniałaś?
-Nie, nie zapomniałam.-Po cichu dodałam.-A szkoda.Muszę iść.
-Jasne.
-Pogadamy puźniej.-Ja poszłam do Susan a Mati zniknął.Po kilku godzinach byłam w domu.
--------------------Nastepnego dnia---------
Wstałam o 8:00 bo byłam strasznie głodna.Odrazu poszłam do kuchni i otworzyłam lodówke.Zaczełam jeść sórowe mięso.
-Dzieńdobry cóeczko.-Mama usiadła na krześle.
-Dzieńdobry mamo.
-Widze że jesteś głodna.-,,Jak wilk''.
-Troszeczke.
-Więc zjedz śniadanie i idz się ubierz.
-Po co?
-Idziemy po Susan chyba nie zapomniałaś.
-Niby czego przecież nic mi nie mówiłas.
-Przestan marudzic i choc.-Poszłyśmy do szpitala gdy weszłyśmy spotkałam Matiego wiec podeszłam do niego.
-Musimy porozmawiac.-Mati odszedl od pana Cullena i podszedł do mnie.
-O czym?
-Co się ze mną dzieje?
-Nierozumiem.
-Zamiast zwykłego jedzenia jem surowe mięso,słońce mnie razi a do tego strasznie boli mnie głowa.
-Choć na zewnątrz.-Wyszliśmy ze szpitala.
-No mów.
-Zamieniasz się w wampira.
-Słucham?
-Przecież Jasper ugryzł mnie jakiś miesiąc temu czemu niby teraz mam zamienic sie w to cos,bez obrazy.
-Posłuchaj uwierz mi sam przez to przechodziem.
-Przeciez ty byłeś zwykłym człowiekiem nie miałeś żadnej mocy.-Milczał.-To chciałeś mi powiedziec tak?To że to ty masz większą moc odemnie a nie Alice.Myślałam że dobrze ciebie znam,że mogę tobie zaufać byłeś moim przyjacielem,chłopakiem a teraz chcesz byc wrogiem super po co ja wgl.zadawałam się z Tobą,po co pozwalałam mamie na zaslubiny z Orlandem gdybym sie nie zgodziła zostałybyśmy w Polsce i nie dowiedziałabym się o mocach i zyłabym normalnie jak normalna nastolatka.Boże co ja plote -Zaczełam płakać.-Mati pomożesz mi.Proszę.
-Jasne ,nie zostawia sie przyjaciół w potrzebie.
-Dzięki.-Przytuliłam go.
-Mówiłam panie James'ie że to dwa gołąbki.-Susan stała za nami.
-Prosze zebys sie nie przemeczałaprzez kilka dni.Mateusz musimy porozmawiać.-Mama i Susan wsiadły do samochodu.
-Weź to będzie ciebie chronic przed słońcem.-Mati dał mi naszyjnik.
-Myślałam że to pierscienie was chronia.
-Nas tak ,narazie dopóki nie staniesz sie pełną wampirzycą ten naszyjnik bedzie ciebie chronił.
-A co puźniej?
-Będe musiał załatwić Ci pierścień.
-Mateusz.-Powiedział doktor.,,Ale mi sie dostanie''pomyslał Mati.
-To było dziwne.
-Co?
-Nic takiego,idz juz twoj ojciec sie niecierpliwi.-Mati poszedł a ja wsiadłam do samochodu.
Cdn...
niedziela, 9 stycznia 2011
Informacja.
Chcę abyście weszli na pewną stronę nie musicie oglądać filmu jezeli macie slabe nerwy ale mogę wam powiedzieć jedynie tyle że to co na nim zobaczycie jest wręcz przerażające więc proszę wejdzcie i podpiszcie tą petycje:
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php
http://www.ptroa.co.il/petition/index.php
piątek, 7 stycznia 2011
rozdzial 31
Wstałam o 5:30 gdyż samolot miałam o 8:30 wziełam prysznic a następnie zjadłam śniadanie o 6:30 zaczełam sie pakować.Gdy z szafy wyjełam bluzy i się odwróciłam zobaczyłam Matiego .
-Boże musisz mnie straszyć?
-No ładnie się ze mną witasz.
-Przepraszam poprostu jestem wykończona spałam tylko 3 godziny.
-Dlaczego?
-Myślałam co będzie potem.
-Jak to?
-Poprostu nie potrafie sobie wyobrazić tego że wyjade i zostawie tutaj wszystkie wspomnienia,że będe musiała żyć w myśli że już nigdy się nie spotkamy,że już nigdy nie będe mogła ciebie spotkać bo będe mogła cię zabić rozumiesz Tom-Zaczełam płakac.
-To zostan jakoś damy sobie rade-Pocieszał mnie.
-Ty nie rozumiesz ja nie chce wyjezdżać...ja muszę wyjechać.
-Dlaczego?
-Kocham cię ale nie mogę ci powiedzieć gdzie wyjezdżam i po co poprostu wyjeżdzam .Zobaczysz miną dni,tygodnie,miesiące a może i lata a ty o mnie zapomnisz znajdziesz se jakąś ładną wampirzyce zakochasz sie w niej i bedziecie zyć długo i szczęśliwie.
-Posłuchaj Pauline nawet jak wyjedziesz to i tak nigdy o tobie nie zapomnę,rozumiesz?.-Kiwnełam głowa.Przytulił mnie.
-Obiecujesz?
-Obiecuje.-Przytuliliśmy się do siebie.Tuliliśmy się i tuliliśmy a potem usiedliśmy na łóżku gadaliśmy i gadaliśmy do czasu gdy spojrzałam na zegarek.
-Boże za godzinę mam samolot.
-Mogę cię odwieść.
-Nie Susan.James i ja jedziemy taksówką.
-No tak James.
-O co Ci chodzi?
-Nie powinnaś sie z nim spotykać to idiota ciągle tylko powtarza że twoje moce są niebezpieczne że nie powinniśmy się spotykać a sam to robi.
-James sie mną opiekuje wie co robić bo jest z rodu wilków a co pamiętam to własnie wilki chroniły ludzi a nie wampiry.
-O co Ci chodzi?
-Lepiej powiedz o co Ci chodzi.
-Wiesz co James jednak miał rację żebym z Toba nie gadał w Los Angeles.
-Zaraz,zaraz więc ty i James byliście w Los Angeles?
-Ta....
-Ale jak przecież James jest wilkiem a ty wampirem.
-Rok temu jeszcze byłem człowiekiem ale James już od urodzenia był wilkiem znałem ich historyjkę ale w nią nie wierzyłem do czasu gdy zostałem wampirem.
-Nie wierzę wszyscy których znam mają przedemną tajemnice, powiedz mi kim ja jestem że wszyscy mają przedemną tajemnice....prosze powiedz.
-Nie wiem ale obiecuje ze jak nie będziesz zbliżać sie do James'a powiem ci całą prawdę/
-Nie mogę przykro mi.
-W takim razie muszę odejsc.
-Zostań proszę.-Wyszedł przez okno gdy skoczył podbiegłam do okna a on już wsiadał do auta nawet się nie obejrzał.Zaczełam płakac...poszłam do łazienki i obmyłam twarz i zrobiłam makijarz żeby nie było widać że płakałam.
-------------------------Kilka minut pużniej----------------------
-Dowidzenia pani Ignasiak.-Susan pożegnała się z moja babcią.Zaraz potem ja podeszłam do babci.
-Żegnaj babciu.-Przytuliłam ją.Gdy szłam do taksówki zobaczyłam Matiego,Pawła,Evę i resztę.James do nich podszedł ja nie miałam ochoty.
-Nie płacz kochanie on cię nie zostawi.
-Skąd wiesz babciu napewno o mnie zapomni.
-Nosisz w sobie wielką moc ale jeżeli go kochasz a on ciebie to dacie sobie jakoś rade.
-Ale on chce zebym przestała sie przyjaźnić z James'em babciu ja nie mogę tego zrobić proszę powiedz co mam robić?
-Idź i się z nim pożegnaj.
-On nie chce mnie widzieć.
-Powiedział tak dla twojego dobra tak naprawde on nie chce żebyś odjeżdżała.-Pomyślała,,Skoro babcia tak mówi to pewnie ma racje ale on mówił to tak prawdziwie.''
-No idź już że...-
-Dziękuje babciu.-Przytuliłam babcie i podeszłam do Matiego.
-Cześć.-Zaczełam
-Cześć.
-Nie chce żeby to tak się skończyło.
-To przestań przyjaźnić się z Jmaes'em.-Milczałam.-Pogadamy jak będziesz gotowa.
-Prosze...-Poszedł do lasu.
-Chyba miał ciężką noc.
-Jak to?
-Wrócił cały poszarpany i wściekły.-Zbladłam-Nic ci nie jest?-Spytała Eva.-Ja odeszłam i wsiadłam do taksówki zaraz potem wsiadła Susan i usiadła obok mnie a James usiadł z przodu.Susan spojrzała na mnie.
-Ni ci nie jest jestes cała blada..ałć i wręcz gorąca.-James sie odwrócił a ja spojrzałam mu w oczy.
-Jest wykończona mówiła mi że nie spała całą noc bo myslała ciągle o tym jak nie moze się doczekać wyjazdu.-Spojrzała na niego jak na idiotę.
-Aha..-zwróciła sie do mnie-Może prześpisz się w samolocie a teraz dam ci coś zimnego czekaj poszukam.-Zaczeła grzebac w torebce.-Nie moge tego znaleść mam jedynie chusteczki nawilżajace może jakąś pomogą.-Przylozyła mi chusteczkę do twarzy-Dziwne już nie masz gorączki no i wyglądasz lepiej.Czemu nic nie mówisz co?
-Jestem zmęczona.
-Jak bedziemy w L.A. bedziesz musiała iść do lekarza.-Wyjełam mp4 i zaczełam słuchać muzyki.Po chwili byliśmy już na miejscu jak najszybciej wysiadłam z taksówki i poszłam w stronę bramy.
-Zaczekałabyś na nas co!
-Daj jej spokój przeżywa trudny okres.
-Ma miesiaczkę?
-Nie. Chodzi o coś w stylu kilku miesiącowego załamania no nie wiem jakby to nazwać.
-I tak nie rozumiem.
-Mati z nią zerwał.
-Jaki Mati ona wgl. miała chłopaka ile ze sobą chodzili,co robisz taką mine?
-Nie ważne chodzmy.
-Okej-Poszli za mna miałam miejsce B15,Susan B17 a James B18 więc oni siedzieli razem a ja sama z jakimś człowiekiem.Włączyłam mp4 i patrzyłam przez malutkie okno.
-O tu jest twoje miejsce skarbie mamusia i tatuś bedą siedzieć kilka miejsc dalej dobrze.
-Tak mamusiu.-Ktoś mnie szturchną.
-Przepraszam mogłaby pani popilnować moja córcię podczas lotu?Boi się latać a my mamy siedzenia kilka numerów dalej.
-Oczywiście.
-Ta pani zajmie się tobą dobrze jak będziesz coś chciała powiedz tej pani lub pania stewardessa dobrze/
-Tak mamusiu.-Pocałowała małą i poszli
-Jak masz na imie?-Spytałam
-Allice.
-Ja jestem Pauline-Usmiechnełam się i podałam jej dłon nagle poczułam cos dziwnego.
-Coś się stało Pauline?
-Nie skądże.-Cały lot trwał dwie godziny ale ja myślałam że trwał całą wieczność.Po wylądowaniu wziełam Alice i wysiadłyśmy z samolotu.
-Idziesz?-Spytała Susan
-Muszę czekać na rodziców tej małej.
-No dobra my idziemy.
-Gdzie twoja mama i tata moga byc co?
-Nie wiem juz dawno powinni wysiąść.-Po chwili usłyszałam krzyki z samolotu wybiegły dwie kobiety a puzniej wbieglo pełno policjantów.
-Gdzie moja mama i tata?
-Spokojnie pewnie zaraz wysiądą.-Ale z samolotu tylko wyszli policjanci i .......zwłoki wziełam za reke Alice i weszłam do samolotu.Znalazłam tylko policjantów.
-Przepraszam tu nie wolno wchodzić co tu robicie?
-Szukam rodziców Alice, kazali mi się nią zająć do końca lotu.
-Pewnie już wysiedli.
-Nie to nie możliwe jako pierwsze wysiadłysmy z samolotu.
-Jak mieli na nazwisko?-Spojrzałam sie na Alice.
-Cullen
-Z kąś kojażę to nazwisko.-Policjanci spojrzeli na nas i zaczeli cos mówić za chwile podeszli do nas.
-Możemy porozmawiac bez Alice?
-Oczywiście-Przyklenkłam do Alice-Zostaniesz na chwilę z tymi panami dobrze.
-Ale nie zostawisz mnie/
-Nie-Poszłam z policjantem na bok.
-Przykro nam to mówic ale rodzice Alice nie zyja.
-Jak to?
-Jeszcze dokładnie nie wiemy przyczyny zgonu ale myślimy że spłoneli.
-Spłoneli?Ale jak to się stało/
-Zupełnie nie mamy pojęcia najdziwniejsze jest to że wokół były kryształki lodu.
-Co bedzie z Alice?
-Pewnie trafi do domu dziecka.
-Ona nie może tam trafic.
-Dlaczego?
-Ona potrzebuje matki a nie domu.
-Co masz na mysli?
-No nie wiem może bym ja adoptowała?
-Nie mozesz.
-Dlaczego?
-Jesteś niepełnoletnia nie możesz jej adoptowac
-Jutro kończe 18 lat.
-To i tak nic nie da musisz miec męża lub chłopaka żeby adoptowac Alice pozatym obie strony muszą się na to zgodzić.Widzisz jakie to trudne.
-Adoptuje Alice zobaczy pan.
-Do czasu tej obietnicy Alice zostanie umieszczona w domu dziecka.
-Proszę się nia zaopiekowac
-Dobrze-Podeszli do Alice i powiedzieli wszysto Alice uciekła ale złapali ja.Nie mogłam na nią patrzec wiec poszłam do taksówki.
-Ile można na Ciebie czekac?
-Długo.
-O Paula i co znalezli sie rodzice tej malej?-Wsiadłam do taksowki.-Halo Ziemia do Pauli.
-Nie zyją.-Zamilkła.
-Przykro mi.
-Ta...mi tez-Susan przytuliła mnie.Zaraz potem wsiadła do taksówki i milczała cała drogę.Gdy dojechaliśmy przed domem stał Mati.Gdy wysiadliśmy James podszedł do niego zaczeli gadac.James sie odwrocil i obaj spojrzeli sie na mnie.Susan i ja weszłyśmy do środka a chłopacy zostali.
-Jak tu pusto.
-Rodzice pewnie sa na planie.
-Ide do kuchni chcesz cos do picia?
-Nie, pojde do pokoju jestem zmeczona.
-Moze zajerestrowac cie do lekarza?
-Nie,dzieki.-Poszłam na gore i połozyłam sie na łózku ale za chwile ktos zapukał do drzwi.-Jestem zmeczona Sus.
-To nie Susan tylko James i Mateusz.
-Czego chcecie?!
-Moze otworzysz drzwi co?-Wstałam,podeszłam do drzwi i je otworzyłam.Wpadli jak huragan.
-Gdzie jest Alice?-Spytał Mati.
-Skąd wiesz o Alice i po co Ci ona?
-Ta dziewczynka ma moc podobna do twojej tylko słabsza do tego nie potrafi kontrolowac jej musimy ja znalesc bo inaczej moze stac sie krzywda.
-Posłuchaj Pauline jeżeli jej nie znajdziemy teraz za kilka lat moze zniszczyc ludzkosc a nawet pokonac ciebie,prosze.
-Jest w domu dziecka.
-Jakim?
-Nie wiem policjanci ja zabrali nie chcieli mi powiedziec gdzie ja zabieraja.
-Musimy isc do Evy ona nam powie gdzie jest Alice.-Powiedział Mati do Jamesa.James spojrzał na mnie.
-Pauline dobrze sie czujesz?
-Nie zbyt boli mnie głowa i.............-zemdlałam.
-Musimy położyć ja w zimnym.
-Dobra-Chcieli mnie podniesc ale obudziłam się.
-Dziwne.
-Dobrze sie czujesz?
-Tak a dlaczego pytacie?
-Pogadamy puzniej teraz musimy poszukac Alice.
-Idzcie ja zostane i sprobuje sobie cos przypomniec.
-oki-Chłopaki wybiegli a ja złapałam za kurtke i tez wybiegłam z pokoju tak zeby mnie nie zauwazyli.
------------------------------ciag dalszy nastapi----------------------------------------------
Mati-wampir.9Opisze go puzniej)
Alice-urodziła się jako człowiek mimo że jej rodzice są wampirami nosi w sobie niezwykła moc która w wieku 18 lat stanie się mocniejsza od mocy Pauline.
-Boże musisz mnie straszyć?
-No ładnie się ze mną witasz.
-Przepraszam poprostu jestem wykończona spałam tylko 3 godziny.
-Dlaczego?
-Myślałam co będzie potem.
-Jak to?
-Poprostu nie potrafie sobie wyobrazić tego że wyjade i zostawie tutaj wszystkie wspomnienia,że będe musiała żyć w myśli że już nigdy się nie spotkamy,że już nigdy nie będe mogła ciebie spotkać bo będe mogła cię zabić rozumiesz Tom-Zaczełam płakac.
-To zostan jakoś damy sobie rade-Pocieszał mnie.
-Ty nie rozumiesz ja nie chce wyjezdżać...ja muszę wyjechać.
-Dlaczego?
-Kocham cię ale nie mogę ci powiedzieć gdzie wyjezdżam i po co poprostu wyjeżdzam .Zobaczysz miną dni,tygodnie,miesiące a może i lata a ty o mnie zapomnisz znajdziesz se jakąś ładną wampirzyce zakochasz sie w niej i bedziecie zyć długo i szczęśliwie.
-Posłuchaj Pauline nawet jak wyjedziesz to i tak nigdy o tobie nie zapomnę,rozumiesz?.-Kiwnełam głowa.Przytulił mnie.
-Obiecujesz?
-Obiecuje.-Przytuliliśmy się do siebie.Tuliliśmy się i tuliliśmy a potem usiedliśmy na łóżku gadaliśmy i gadaliśmy do czasu gdy spojrzałam na zegarek.
-Boże za godzinę mam samolot.
-Mogę cię odwieść.
-Nie Susan.James i ja jedziemy taksówką.
-No tak James.
-O co Ci chodzi?
-Nie powinnaś sie z nim spotykać to idiota ciągle tylko powtarza że twoje moce są niebezpieczne że nie powinniśmy się spotykać a sam to robi.
-James sie mną opiekuje wie co robić bo jest z rodu wilków a co pamiętam to własnie wilki chroniły ludzi a nie wampiry.
-O co Ci chodzi?
-Lepiej powiedz o co Ci chodzi.
-Wiesz co James jednak miał rację żebym z Toba nie gadał w Los Angeles.
-Zaraz,zaraz więc ty i James byliście w Los Angeles?
-Ta....
-Ale jak przecież James jest wilkiem a ty wampirem.
-Rok temu jeszcze byłem człowiekiem ale James już od urodzenia był wilkiem znałem ich historyjkę ale w nią nie wierzyłem do czasu gdy zostałem wampirem.
-Nie wierzę wszyscy których znam mają przedemną tajemnice, powiedz mi kim ja jestem że wszyscy mają przedemną tajemnice....prosze powiedz.
-Nie wiem ale obiecuje ze jak nie będziesz zbliżać sie do James'a powiem ci całą prawdę/
-Nie mogę przykro mi.
-W takim razie muszę odejsc.
-Zostań proszę.-Wyszedł przez okno gdy skoczył podbiegłam do okna a on już wsiadał do auta nawet się nie obejrzał.Zaczełam płakac...poszłam do łazienki i obmyłam twarz i zrobiłam makijarz żeby nie było widać że płakałam.
-------------------------Kilka minut pużniej----------------------
-Dowidzenia pani Ignasiak.-Susan pożegnała się z moja babcią.Zaraz potem ja podeszłam do babci.
-Żegnaj babciu.-Przytuliłam ją.Gdy szłam do taksówki zobaczyłam Matiego,Pawła,Evę i resztę.James do nich podszedł ja nie miałam ochoty.
-Nie płacz kochanie on cię nie zostawi.
-Skąd wiesz babciu napewno o mnie zapomni.
-Nosisz w sobie wielką moc ale jeżeli go kochasz a on ciebie to dacie sobie jakoś rade.
-Ale on chce zebym przestała sie przyjaźnić z James'em babciu ja nie mogę tego zrobić proszę powiedz co mam robić?
-Idź i się z nim pożegnaj.
-On nie chce mnie widzieć.
-Powiedział tak dla twojego dobra tak naprawde on nie chce żebyś odjeżdżała.-Pomyślała,,Skoro babcia tak mówi to pewnie ma racje ale on mówił to tak prawdziwie.''
-No idź już że...-
-Dziękuje babciu.-Przytuliłam babcie i podeszłam do Matiego.
-Cześć.-Zaczełam
-Cześć.
-Nie chce żeby to tak się skończyło.
-To przestań przyjaźnić się z Jmaes'em.-Milczałam.-Pogadamy jak będziesz gotowa.
-Prosze...-Poszedł do lasu.
-Chyba miał ciężką noc.
-Jak to?
-Wrócił cały poszarpany i wściekły.-Zbladłam-Nic ci nie jest?-Spytała Eva.-Ja odeszłam i wsiadłam do taksówki zaraz potem wsiadła Susan i usiadła obok mnie a James usiadł z przodu.Susan spojrzała na mnie.
-Ni ci nie jest jestes cała blada..ałć i wręcz gorąca.-James sie odwrócił a ja spojrzałam mu w oczy.
-Jest wykończona mówiła mi że nie spała całą noc bo myslała ciągle o tym jak nie moze się doczekać wyjazdu.-Spojrzała na niego jak na idiotę.
-Aha..-zwróciła sie do mnie-Może prześpisz się w samolocie a teraz dam ci coś zimnego czekaj poszukam.-Zaczeła grzebac w torebce.-Nie moge tego znaleść mam jedynie chusteczki nawilżajace może jakąś pomogą.-Przylozyła mi chusteczkę do twarzy-Dziwne już nie masz gorączki no i wyglądasz lepiej.Czemu nic nie mówisz co?
-Jestem zmęczona.
-Jak bedziemy w L.A. bedziesz musiała iść do lekarza.-Wyjełam mp4 i zaczełam słuchać muzyki.Po chwili byliśmy już na miejscu jak najszybciej wysiadłam z taksówki i poszłam w stronę bramy.
-Zaczekałabyś na nas co!
-Daj jej spokój przeżywa trudny okres.
-Ma miesiaczkę?
-Nie. Chodzi o coś w stylu kilku miesiącowego załamania no nie wiem jakby to nazwać.
-I tak nie rozumiem.
-Mati z nią zerwał.
-Jaki Mati ona wgl. miała chłopaka ile ze sobą chodzili,co robisz taką mine?
-Nie ważne chodzmy.
-Okej-Poszli za mna miałam miejsce B15,Susan B17 a James B18 więc oni siedzieli razem a ja sama z jakimś człowiekiem.Włączyłam mp4 i patrzyłam przez malutkie okno.
-O tu jest twoje miejsce skarbie mamusia i tatuś bedą siedzieć kilka miejsc dalej dobrze.
-Tak mamusiu.-Ktoś mnie szturchną.
-Przepraszam mogłaby pani popilnować moja córcię podczas lotu?Boi się latać a my mamy siedzenia kilka numerów dalej.
-Oczywiście.
-Ta pani zajmie się tobą dobrze jak będziesz coś chciała powiedz tej pani lub pania stewardessa dobrze/
-Tak mamusiu.-Pocałowała małą i poszli
-Jak masz na imie?-Spytałam
-Allice.
-Ja jestem Pauline-Usmiechnełam się i podałam jej dłon nagle poczułam cos dziwnego.
-Coś się stało Pauline?
-Nie skądże.-Cały lot trwał dwie godziny ale ja myślałam że trwał całą wieczność.Po wylądowaniu wziełam Alice i wysiadłyśmy z samolotu.
-Idziesz?-Spytała Susan
-Muszę czekać na rodziców tej małej.
-No dobra my idziemy.
-Gdzie twoja mama i tata moga byc co?
-Nie wiem juz dawno powinni wysiąść.-Po chwili usłyszałam krzyki z samolotu wybiegły dwie kobiety a puzniej wbieglo pełno policjantów.
-Gdzie moja mama i tata?
-Spokojnie pewnie zaraz wysiądą.-Ale z samolotu tylko wyszli policjanci i .......zwłoki wziełam za reke Alice i weszłam do samolotu.Znalazłam tylko policjantów.
-Przepraszam tu nie wolno wchodzić co tu robicie?
-Szukam rodziców Alice, kazali mi się nią zająć do końca lotu.
-Pewnie już wysiedli.
-Nie to nie możliwe jako pierwsze wysiadłysmy z samolotu.
-Jak mieli na nazwisko?-Spojrzałam sie na Alice.
-Cullen
-Z kąś kojażę to nazwisko.-Policjanci spojrzeli na nas i zaczeli cos mówić za chwile podeszli do nas.
-Możemy porozmawiac bez Alice?
-Oczywiście-Przyklenkłam do Alice-Zostaniesz na chwilę z tymi panami dobrze.
-Ale nie zostawisz mnie/
-Nie-Poszłam z policjantem na bok.
-Przykro nam to mówic ale rodzice Alice nie zyja.
-Jak to?
-Jeszcze dokładnie nie wiemy przyczyny zgonu ale myślimy że spłoneli.
-Spłoneli?Ale jak to się stało/
-Zupełnie nie mamy pojęcia najdziwniejsze jest to że wokół były kryształki lodu.
-Co bedzie z Alice?
-Pewnie trafi do domu dziecka.
-Ona nie może tam trafic.
-Dlaczego?
-Ona potrzebuje matki a nie domu.
-Co masz na mysli?
-No nie wiem może bym ja adoptowała?
-Nie mozesz.
-Dlaczego?
-Jesteś niepełnoletnia nie możesz jej adoptowac
-Jutro kończe 18 lat.
-To i tak nic nie da musisz miec męża lub chłopaka żeby adoptowac Alice pozatym obie strony muszą się na to zgodzić.Widzisz jakie to trudne.
-Adoptuje Alice zobaczy pan.
-Do czasu tej obietnicy Alice zostanie umieszczona w domu dziecka.
-Proszę się nia zaopiekowac
-Dobrze-Podeszli do Alice i powiedzieli wszysto Alice uciekła ale złapali ja.Nie mogłam na nią patrzec wiec poszłam do taksówki.
-Ile można na Ciebie czekac?
-Długo.
-O Paula i co znalezli sie rodzice tej malej?-Wsiadłam do taksowki.-Halo Ziemia do Pauli.
-Nie zyją.-Zamilkła.
-Przykro mi.
-Ta...mi tez-Susan przytuliła mnie.Zaraz potem wsiadła do taksówki i milczała cała drogę.Gdy dojechaliśmy przed domem stał Mati.Gdy wysiadliśmy James podszedł do niego zaczeli gadac.James sie odwrocil i obaj spojrzeli sie na mnie.Susan i ja weszłyśmy do środka a chłopacy zostali.
-Jak tu pusto.
-Rodzice pewnie sa na planie.
-Ide do kuchni chcesz cos do picia?
-Nie, pojde do pokoju jestem zmeczona.
-Moze zajerestrowac cie do lekarza?
-Nie,dzieki.-Poszłam na gore i połozyłam sie na łózku ale za chwile ktos zapukał do drzwi.-Jestem zmeczona Sus.
-To nie Susan tylko James i Mateusz.
-Czego chcecie?!
-Moze otworzysz drzwi co?-Wstałam,podeszłam do drzwi i je otworzyłam.Wpadli jak huragan.
-Gdzie jest Alice?-Spytał Mati.
-Skąd wiesz o Alice i po co Ci ona?
-Ta dziewczynka ma moc podobna do twojej tylko słabsza do tego nie potrafi kontrolowac jej musimy ja znalesc bo inaczej moze stac sie krzywda.
-Posłuchaj Pauline jeżeli jej nie znajdziemy teraz za kilka lat moze zniszczyc ludzkosc a nawet pokonac ciebie,prosze.
-Jest w domu dziecka.
-Jakim?
-Nie wiem policjanci ja zabrali nie chcieli mi powiedziec gdzie ja zabieraja.
-Musimy isc do Evy ona nam powie gdzie jest Alice.-Powiedział Mati do Jamesa.James spojrzał na mnie.
-Pauline dobrze sie czujesz?
-Nie zbyt boli mnie głowa i.............-zemdlałam.
-Musimy położyć ja w zimnym.
-Dobra-Chcieli mnie podniesc ale obudziłam się.
-Dziwne.
-Dobrze sie czujesz?
-Tak a dlaczego pytacie?
-Pogadamy puzniej teraz musimy poszukac Alice.
-Idzcie ja zostane i sprobuje sobie cos przypomniec.
-oki-Chłopaki wybiegli a ja złapałam za kurtke i tez wybiegłam z pokoju tak zeby mnie nie zauwazyli.
------------------------------ciag dalszy nastapi----------------------------------------------
Mati-wampir.9Opisze go puzniej)
Alice-urodziła się jako człowiek mimo że jej rodzice są wampirami nosi w sobie niezwykła moc która w wieku 18 lat stanie się mocniejsza od mocy Pauline.środa, 5 stycznia 2011
rozdział 30
Zima (31 grudnia).
To już cztery miesiące odkąd jestem z James'em.James jest podobny do Toma ale on mnie kocha widać to w jego ocNzach:rozumie,zawsze jest przy mnie kiedy go potrzebuje a Tom taki nie był.No dobra teraz coś o reszcie:
Monica i Marius ciągle sa ze sobą (kto by pomyślał :)).
Isabell znalazła se chłopaka (gwiazde) Justina Biebera co oznacza, że Susan z nim zerwała.Widocznie się nie dogadywali ale ona mówi , że Justina ciągle gadał tylko o sobie więc z nim zerwała,ta....a co u mnie słychac?
Od końca wakacji mieszkam w Los Angeles ale na święta przyleciałam do Polski oczywiście z James'em i Susan bez rodziców.
-To będzie najlepszy sylwester jakikolwiek miałam.-Usiadłam przy ognisku
-Ta wkońcu nie bede siedziała z rodzicami w domu.-Monia
-Chodzcie już!-Chłopacy przygotowali petardy.
-Juz idziemy.-Wstałyśmy i poszlyśmy w stronę chłopaków.Cała nasza paka była zebrana.Wszyscy czekali aż chłopaki odpala fajerwerki.Gdy Marius chciał zapalić fajerwerki zadzwonił telefon Is.Wszyscy spojrzeli się na nia.
-No co?Nie moja wina że Justin sie o mnie martwi.
-Lepiej odbierz-Is odebrała i odeszła kawałek.
-Przestań ciągle jesteś wkurzona na Justina ale to nie znaczy że musisz być wściekła na Is.-Susan milczała chyba chciała coś powiedziec ale zamilkła zaraz bo podeszła do nas Is.
-Zaczynamy?-Spytała uśmiechnieta.Spojrzałam na nią i Susan a nastepnie dałam znak Mariusowi że może zaczynac.
-------------------------------------Kilka godzin pużniej------------------------------------------------
-Musimy już iść moja babcia zabije mnie jak nie zjawimy się o czasie.-Wstałam.
-Ta...twoja babcia mnie przeraża-powiedział James a ja go lekko szturchnełam on mi oddał i zaczeliśmy zucać się śnieżkami reszta oprócz Susan i Is dołaczyła się.Zauważyłam to więc przestałam żucać i podeszłam do niej.
-Coś się stało?-Usiadłam obok Is.
-Nie.-mieszała w ogniu
-Is jesteś moją przyjaciółką powiedz co się stało.
-Spytaj się Susan.-Zdziwiłam się.
-No....dobbra.Co się stało?-Susan udawała że mnie nie słyszy.
-Susan!-Otrząsneła się.
-co?
-Co się stało.-Popatrzyła sie na Is jakby chciała ją zabić.Zaczeła grzebać w torbie po chwili wyjeła jakiś papierek.
-Co to jest?
-Test ciążowy.
-Jesteś w ciąży?-Milczała-No powiedz!
-Nie nie jestem.-Byłam zamieszana
-Ale...
-To nie mój test -Jeszcze bardziej byłam zamieszana
-Więc kogo?
-Znalazłam go w pokoju Is jak byłyśmy na wakacjachw niemczech w ten sam dzień kiedy zerwałam z Justinem.
-Zaraz,zaraz że co?Ale Is...wiesz że...-Była zmieszana do końca.
-Gdy spytałam jej się co to oznacza powiedziała mi tylko że mam zapytać się Justina więc poszłam a ten poprostu odrzekł że nie powinnam się w to wcinać że to była tylko jedna noc że to załatwi .-Zaczeła płakać.
-Więc Justin chodzi z Is tylko dlatego że ona jest w ciąży?-Milczała.-No powiedz.
-Is nie chodzi z Justinem tylko z Tomem.
-Jakim Tomem?
-No z Tomem.
-Ale jakim?
-Z tym co ty chodziłaś.-Zdrentwiałam,nie mogłam wydobyć z siebie zadnych dzwięków nic zupełnie nic tylko gapiłam się przed siebie .Wszyscy coś tam mówili ale ja ich nie słyszałam .Po chwili próbowali mnie ocucić aż doszło do kłutni.
-Widzisz co narobiłas?Wiesz jak długo próbowałem ją wyleczyć z tego Toma?Wiecz?!Oczywiście że nie wiesz jesteś tylko jej kuzynka.Powiem Ci aż 4 miesiące dopiero od miesiąca jestesmy normalna para,wiesz co to znaczy?
-Że jesteś idiota?-Wszyscy spojrzeli na mnie.
-Pomoge Ci-Odepchnełam go.
-Dam se rade.-Stanełam-Is mogłas mi powiedzieć przeciez jesteś moja przyjaciółka.
-Przepraszam że Ci nie powiedziałam.-James zaczą gadac z Mariusem.
-James!-Odwrócił sie.-Miałam o tobie dobre zdanie mimo tego że mnie zdradzałeś...-przerwał mi
-Nie zdradzałem cię.
-Niech pomyśle może zapytamy Kasi,Anety,Angeliki a oże Karoliny co?-Zamilkł.
-Tak myslałam.Poprostu jesteś idiotą,debilem,samolubem który mysli tylko o sobie,sławie,kasie i seksie.Mam racje|-Wszyscy zamilkli .
-Coś się stało?-Gdy się odwróciłam zobaczyłam Toma.
-Zapytaj James'a albo najlepiej swojej dziewczyny chłoptasiu.-Poszłam cała zapłakana.
------------------------------------------------Ognisko-----------------------------------------------------
-Powiedzieliscie jej?-Kiwneli głowami-Oszaleliście?
-Mysle że nie oszaleliśmy .Moim zdaniem ty i Is powinniście sobie coś wyjaśnić .
-Co takiego?-Is zbladła.
-Może ja mam mu powiedziec?-Is odezwała się.
-Nie!Ja mu powiem-Podeszła do Toma.
-To nie jest twoje dziecko tylko Justina.-Złapał się za głowę.
-Mam rozumieć że przez te pięc miesięcy poprostu mnie oszukiwałaś?-Is zaczeła płakac.
-Posłuchaj powiedziałam że to twoje dziecko dlatego że kocham cię prosze wybacz mi-Chciała się przytulić ale Tom ja odepchną.
-Przykro mi Is ale z nami to koniec.
-Prosze nie.-Tom machna ręką i poszedł.
----------------------------------------Nastepnego dnia----------------------------------------------
Drnnn....drnnnnn......drnnnnnnnnndrnrrrnnnn.......
-Już idę,idę.-Ledwo wstałam z łózka.
-Słucham
-Nie teraz jej nie ma ale jak wróci powiem jej.
-Dowidzenia.-Odłożyłam telefon gdy akurat Susan weszła do domu.-Susan choć tu na chwile.
-Coś się stało?-Zaczeła zdejmować buty.
-Tak musze Ci coś powiedziec,Mozesz usiąść?
-Chwile...........już.-Usiadła.
-No więc musze Ci powiedzieć że.........nie moge-Zdziwiła się.
-....ale czego?
-Twój ojciec chce z toba gadać.
-Ale ja nie chce
-Chodzi o James'a
-Wiem dlatego mówie że nie chcę go widziec.
-Mówił,że musi Ci coś ważnego powiedziec.
-Mam gdzies to co on mówi.
-Jak chcesz ale mogłabyś chociaz raz się z nim spotkać przecież to twój ojciec.
Puk....puk....
-Otworz-Susan poszła otworzyc drzwi.
-Oki.-Po chwili słyszałam jakiś znajomy głos więc wyjżałam.
-O Pauline witaj.-Przedemną zobaczył mojego ojca (rodzonego)
-Cześc-Sztucznie sie uśmiechnełam.
-Nie przytulisz własnego wójka?
-Raczej nim nie jestes.
-Pauline jak możesz tak mówic.-Spojrzałam się na ,,ojca''
-Wiem że jestes moim ojcem aż taka głupia nie jestem.-Poszłam do pokoju zatrzaskując za sobą drzwi.
-Pauline otworz prosze cię.-leżałam na łózku.
-Nie!
-Dlaczego?
-Dobre pytanie dlaczego?
-Co?
-DLaczego go tu przyprowadziłas?!
-Daj spokój!
-Idź już sobie!
-Jak chcesz.-Poszła sobie.Po chwili zaczął wibrować mi telefon.Zobaczyłam napis James więc nie odebrałam ale zaraz zadzwonił znów i znów nie odebałam .Poczułam się źle więc się ubrałam .Gdy wyszłam z pokoju nikogo nie było więc szybko wyszłam.Chodziłam po parku i chodziłam aż się znudziłam.Nie miałam zamiaru wracać do domu więc usiadłam na ławce.Zrobiło się ciemno i zimno chciałam już wracać ale jacyś chłopacy do mnie podeszli.
-Cześć mała.-Zasmiali sie.
-No co maleńka.....do domku się śpieszysz co?Może się zabawimy.-Znów sie zaśmiali.Jeden z nich złapał mnie za ręce i nie puszczał, reszta tylko się śmiała.Gadali o czymś ale ni wiem o czym.
-Spokojnie, to niebędzie bolało-Odchylił moja głowę po chwili poczułam ukłucie na mojej szyji strasznie bolało zrobiło mi się słabo po chwili przestał bo jacyś chłopacy coś do nich krzyczeli (zemdlałam).
-----------------------------------------Następnego dnia--------------------------------------------------
-Chyba się budzi.-Usłyszałam.
-Przyniosę jej krew.
-Eva ludzie nie piją krwi.
-To co mam jej przynieść?
-Wodę?
-Dobra przyniose jej wodę.-Ktoś wyszedł.Znów zasnełam.Po paru minutach otworzyłam oczy przed sobą zobaczyłam James'a,Toma i tych chłopaków co chyba wczoraj mi pomogli.Spojrzałam na Toma.
-Gdzie ja jestem?
-W naszym domu.-powiedział jeden z nieznajomych.
-Co ja tu robię?
-Zemdlałaś Mati i Paweł znaleźli cię w parku.-Nagle coś mi się przypomniało.
-Aha.
-Zostawimy cię samą, odpoczywaj.-Wyszli.Usłyszałam jakieś głosy więc lekko wyjżałam przez drzwi.Zobaczyłam James'a,Toma,Matiego,Pawła,chłopaków którzy mnie napadli i jakiegoś faceta ubranego w biały fartuch..Podsłuchałam ich rozmowe.
-Mieliście się do niej nie zbliżać wiecie ile problemów moglibyśmy mieć gdyby wiedziała kim jesteśmy?
-Chcieliśmy tylko zobaczyć czy cos nam zrobi szczeże wam powiem że ona jest łagodna jak baranek.
-Pełna moc zyska gdy skonczy 18 lat.
-Czyli juz niedługo-Tom
-Dlatego nie zbliżajcie się do niej.
-Jeżeli wy będziecie trzymać sie zdaleka od naszego terytorium my będziemy trzymac ją zdaleka od was.
-Zgoda.
-Czyjecie?
-Co?
-Człowiek.-Wystraszyłam się chciałam sie cofnąć ale uderzyłam o wiadro i wywaliłam po chwili obok mnie było pełno ludzi przestraszyłam się.
-Pauline miałaś lezec w łóżku.
-Zostaw mnie.
-O co Ci chodzi?
-Dlaczego mi nie powiedziałeś że jesteś jednym z nich.
-Z kogo o co ci chodzi?
-Nie udawaj dobrze wiem kim jestes wiem takrze kim oni są myślałeś że jestem głupia?
-Wcale nie tylko czekałem na odpowiedzni moment.
-Jesteś taki sam jak wszyscy moi znajomi.-Wszyscy gapili się na mnie i na Matiego.
-Wy się znacie?-Spytał Tom a Mati odpowiedział:
-Ta poznaliśmy się rok temu mój ojciec chodził z jej matką.
-Nie była moja matką...
-Tylko ciotką.
-Fajnie tak jest czytac w mojej głowie co?-Paweł się zdziwił.
-Znalazłam wodę.-Eva weszła do pokoju-Co tu sie dzieje?
-Nic takiego ,wiecie co ja już sie bede zbierac.
-Wyszłam z pokoju i poszłam w stronę wyjścia ale Mati mnie zatrzymał.
-Posłuchaj nie możesz nikomu powiedzieć co tu widziałaś lub słyszałaś.-Byłam zdruzgotana.
-No tak tajemnica przedewszystkim.
-O co Ci chodzi?
-Myślałam że mnie kochasz przynajmniej tak odczułam w Los Angeles .
-Kocham cię ale muszę chronic moją rodzine.
-No tak rodzina jest najwazniejsza ale pamiętaj że jutro wyjezdżam więc zbytnio nie masz czasu na odpowiedz.-Wyszłam z ich domu.Chodziłam po lesie i chodziłam aż sie ściemniło no i znów zrobiło się zimno troche byłam przestraszona ale byłam tak wsciekła że miałam gdzies co się ze mna stanie.Za sobą poczułam lekki powiew a następnie jak zimno spływa mi po szyji gdy sie odwróciłam zobaczyłam Matiego.Spojrzałam mu w oczy a on mi było mi strasznie zimno ale i tak przytuliłam matiego.Po chwili nasze usta zetkneły się przez tą krótka chwilę czułam się jak w niebie.Mateusz odprowadził mnie do domu powiedziałam mu żeby lepiej nie wchodził na góre bo moja babcia go wyczuje(jest takjakby wyrocznią?) no i tak porzegnaliśmy się na dole.
-----------------------------------------Ciąg dalszy nastapi------------------------------------------------
To już cztery miesiące odkąd jestem z James'em.James jest podobny do Toma ale on mnie kocha widać to w jego ocNzach:rozumie,zawsze jest przy mnie kiedy go potrzebuje a Tom taki nie był.No dobra teraz coś o reszcie:
Monica i Marius ciągle sa ze sobą (kto by pomyślał :)).
Isabell znalazła se chłopaka (gwiazde) Justina Biebera co oznacza, że Susan z nim zerwała.Widocznie się nie dogadywali ale ona mówi , że Justina ciągle gadał tylko o sobie więc z nim zerwała,ta....a co u mnie słychac?
Od końca wakacji mieszkam w Los Angeles ale na święta przyleciałam do Polski oczywiście z James'em i Susan bez rodziców.
-To będzie najlepszy sylwester jakikolwiek miałam.-Usiadłam przy ognisku
-Ta wkońcu nie bede siedziała z rodzicami w domu.-Monia
-Chodzcie już!-Chłopacy przygotowali petardy.
-Juz idziemy.-Wstałyśmy i poszlyśmy w stronę chłopaków.Cała nasza paka była zebrana.Wszyscy czekali aż chłopaki odpala fajerwerki.Gdy Marius chciał zapalić fajerwerki zadzwonił telefon Is.Wszyscy spojrzeli się na nia.
-No co?Nie moja wina że Justin sie o mnie martwi.
-Lepiej odbierz-Is odebrała i odeszła kawałek.
-Przestań ciągle jesteś wkurzona na Justina ale to nie znaczy że musisz być wściekła na Is.-Susan milczała chyba chciała coś powiedziec ale zamilkła zaraz bo podeszła do nas Is.
-Zaczynamy?-Spytała uśmiechnieta.Spojrzałam na nią i Susan a nastepnie dałam znak Mariusowi że może zaczynac.
-------------------------------------Kilka godzin pużniej------------------------------------------------
-Musimy już iść moja babcia zabije mnie jak nie zjawimy się o czasie.-Wstałam.
-Ta...twoja babcia mnie przeraża-powiedział James a ja go lekko szturchnełam on mi oddał i zaczeliśmy zucać się śnieżkami reszta oprócz Susan i Is dołaczyła się.Zauważyłam to więc przestałam żucać i podeszłam do niej.
-Coś się stało?-Usiadłam obok Is.
-Nie.-mieszała w ogniu
-Is jesteś moją przyjaciółką powiedz co się stało.
-Spytaj się Susan.-Zdziwiłam się.
-No....dobbra.Co się stało?-Susan udawała że mnie nie słyszy.
-Susan!-Otrząsneła się.
-co?
-Co się stało.-Popatrzyła sie na Is jakby chciała ją zabić.Zaczeła grzebać w torbie po chwili wyjeła jakiś papierek.
-Co to jest?
-Test ciążowy.
-Jesteś w ciąży?-Milczała-No powiedz!
-Nie nie jestem.-Byłam zamieszana
-Ale...
-To nie mój test -Jeszcze bardziej byłam zamieszana
-Więc kogo?
-Znalazłam go w pokoju Is jak byłyśmy na wakacjachw niemczech w ten sam dzień kiedy zerwałam z Justinem.
-Zaraz,zaraz że co?Ale Is...wiesz że...-Była zmieszana do końca.
-Gdy spytałam jej się co to oznacza powiedziała mi tylko że mam zapytać się Justina więc poszłam a ten poprostu odrzekł że nie powinnam się w to wcinać że to była tylko jedna noc że to załatwi .-Zaczeła płakać.
-Więc Justin chodzi z Is tylko dlatego że ona jest w ciąży?-Milczała.-No powiedz.
-Is nie chodzi z Justinem tylko z Tomem.
-Jakim Tomem?
-No z Tomem.
-Ale jakim?
-Z tym co ty chodziłaś.-Zdrentwiałam,nie mogłam wydobyć z siebie zadnych dzwięków nic zupełnie nic tylko gapiłam się przed siebie .Wszyscy coś tam mówili ale ja ich nie słyszałam .Po chwili próbowali mnie ocucić aż doszło do kłutni.
-Widzisz co narobiłas?Wiesz jak długo próbowałem ją wyleczyć z tego Toma?Wiecz?!Oczywiście że nie wiesz jesteś tylko jej kuzynka.Powiem Ci aż 4 miesiące dopiero od miesiąca jestesmy normalna para,wiesz co to znaczy?
-Że jesteś idiota?-Wszyscy spojrzeli na mnie.
-Pomoge Ci-Odepchnełam go.
-Dam se rade.-Stanełam-Is mogłas mi powiedzieć przeciez jesteś moja przyjaciółka.
-Przepraszam że Ci nie powiedziałam.-James zaczą gadac z Mariusem.
-James!-Odwrócił sie.-Miałam o tobie dobre zdanie mimo tego że mnie zdradzałeś...-przerwał mi
-Nie zdradzałem cię.
-Niech pomyśle może zapytamy Kasi,Anety,Angeliki a oże Karoliny co?-Zamilkł.
-Tak myslałam.Poprostu jesteś idiotą,debilem,samolubem który mysli tylko o sobie,sławie,kasie i seksie.Mam racje|-Wszyscy zamilkli .
-Coś się stało?-Gdy się odwróciłam zobaczyłam Toma.
-Zapytaj James'a albo najlepiej swojej dziewczyny chłoptasiu.-Poszłam cała zapłakana.
------------------------------------------------Ognisko-----------------------------------------------------
-Powiedzieliscie jej?-Kiwneli głowami-Oszaleliście?
-Mysle że nie oszaleliśmy .Moim zdaniem ty i Is powinniście sobie coś wyjaśnić .
-Co takiego?-Is zbladła.
-Może ja mam mu powiedziec?-Is odezwała się.
-Nie!Ja mu powiem-Podeszła do Toma.
-To nie jest twoje dziecko tylko Justina.-Złapał się za głowę.
-Mam rozumieć że przez te pięc miesięcy poprostu mnie oszukiwałaś?-Is zaczeła płakac.
-Posłuchaj powiedziałam że to twoje dziecko dlatego że kocham cię prosze wybacz mi-Chciała się przytulić ale Tom ja odepchną.
-Przykro mi Is ale z nami to koniec.
-Prosze nie.-Tom machna ręką i poszedł.
----------------------------------------Nastepnego dnia----------------------------------------------
Drnnn....drnnnnn......drnnnnnnnnndrnrrrnnnn.......
-Już idę,idę.-Ledwo wstałam z łózka.
-Słucham
-Nie teraz jej nie ma ale jak wróci powiem jej.
-Dowidzenia.-Odłożyłam telefon gdy akurat Susan weszła do domu.-Susan choć tu na chwile.
-Coś się stało?-Zaczeła zdejmować buty.
-Tak musze Ci coś powiedziec,Mozesz usiąść?
-Chwile...........już.-Usiadła.
-No więc musze Ci powiedzieć że.........nie moge-Zdziwiła się.
-....ale czego?
-Twój ojciec chce z toba gadać.
-Ale ja nie chce
-Chodzi o James'a
-Wiem dlatego mówie że nie chcę go widziec.
-Mówił,że musi Ci coś ważnego powiedziec.
-Mam gdzies to co on mówi.
-Jak chcesz ale mogłabyś chociaz raz się z nim spotkać przecież to twój ojciec.
Puk....puk....
-Otworz-Susan poszła otworzyc drzwi.
-Oki.-Po chwili słyszałam jakiś znajomy głos więc wyjżałam.
-O Pauline witaj.-Przedemną zobaczył mojego ojca (rodzonego)
-Cześc-Sztucznie sie uśmiechnełam.
-Nie przytulisz własnego wójka?
-Raczej nim nie jestes.
-Pauline jak możesz tak mówic.-Spojrzałam się na ,,ojca''
-Wiem że jestes moim ojcem aż taka głupia nie jestem.-Poszłam do pokoju zatrzaskując za sobą drzwi.
-Pauline otworz prosze cię.-leżałam na łózku.
-Nie!
-Dlaczego?
-Dobre pytanie dlaczego?
-Co?
-DLaczego go tu przyprowadziłas?!
-Daj spokój!
-Idź już sobie!
-Jak chcesz.-Poszła sobie.Po chwili zaczął wibrować mi telefon.Zobaczyłam napis James więc nie odebrałam ale zaraz zadzwonił znów i znów nie odebałam .Poczułam się źle więc się ubrałam .Gdy wyszłam z pokoju nikogo nie było więc szybko wyszłam.Chodziłam po parku i chodziłam aż się znudziłam.Nie miałam zamiaru wracać do domu więc usiadłam na ławce.Zrobiło się ciemno i zimno chciałam już wracać ale jacyś chłopacy do mnie podeszli.
-Cześć mała.-Zasmiali sie.
-No co maleńka.....do domku się śpieszysz co?Może się zabawimy.-Znów sie zaśmiali.Jeden z nich złapał mnie za ręce i nie puszczał, reszta tylko się śmiała.Gadali o czymś ale ni wiem o czym.
-Spokojnie, to niebędzie bolało-Odchylił moja głowę po chwili poczułam ukłucie na mojej szyji strasznie bolało zrobiło mi się słabo po chwili przestał bo jacyś chłopacy coś do nich krzyczeli (zemdlałam).
-----------------------------------------Następnego dnia--------------------------------------------------
-Chyba się budzi.-Usłyszałam.
-Przyniosę jej krew.
-Eva ludzie nie piją krwi.
-To co mam jej przynieść?
-Wodę?
-Dobra przyniose jej wodę.-Ktoś wyszedł.Znów zasnełam.Po paru minutach otworzyłam oczy przed sobą zobaczyłam James'a,Toma i tych chłopaków co chyba wczoraj mi pomogli.Spojrzałam na Toma.
-Gdzie ja jestem?
-W naszym domu.-powiedział jeden z nieznajomych.
-Co ja tu robię?
-Zemdlałaś Mati i Paweł znaleźli cię w parku.-Nagle coś mi się przypomniało.
-Aha.
-Zostawimy cię samą, odpoczywaj.-Wyszli.Usłyszałam jakieś głosy więc lekko wyjżałam przez drzwi.Zobaczyłam James'a,Toma,Matiego,Pawła,chłopaków którzy mnie napadli i jakiegoś faceta ubranego w biały fartuch..Podsłuchałam ich rozmowe.
-Mieliście się do niej nie zbliżać wiecie ile problemów moglibyśmy mieć gdyby wiedziała kim jesteśmy?
-Chcieliśmy tylko zobaczyć czy cos nam zrobi szczeże wam powiem że ona jest łagodna jak baranek.
-Pełna moc zyska gdy skonczy 18 lat.
-Czyli juz niedługo-Tom
-Dlatego nie zbliżajcie się do niej.
-Jeżeli wy będziecie trzymać sie zdaleka od naszego terytorium my będziemy trzymac ją zdaleka od was.
-Zgoda.
-Czyjecie?
-Co?
-Człowiek.-Wystraszyłam się chciałam sie cofnąć ale uderzyłam o wiadro i wywaliłam po chwili obok mnie było pełno ludzi przestraszyłam się.
-Pauline miałaś lezec w łóżku.
-Zostaw mnie.
-O co Ci chodzi?
-Dlaczego mi nie powiedziałeś że jesteś jednym z nich.
-Z kogo o co ci chodzi?
-Nie udawaj dobrze wiem kim jestes wiem takrze kim oni są myślałeś że jestem głupia?
-Wcale nie tylko czekałem na odpowiedzni moment.
-Jesteś taki sam jak wszyscy moi znajomi.-Wszyscy gapili się na mnie i na Matiego.
-Wy się znacie?-Spytał Tom a Mati odpowiedział:
-Ta poznaliśmy się rok temu mój ojciec chodził z jej matką.
-Nie była moja matką...
-Tylko ciotką.
-Fajnie tak jest czytac w mojej głowie co?-Paweł się zdziwił.
-Znalazłam wodę.-Eva weszła do pokoju-Co tu sie dzieje?
-Nic takiego ,wiecie co ja już sie bede zbierac.
-Wyszłam z pokoju i poszłam w stronę wyjścia ale Mati mnie zatrzymał.
-Posłuchaj nie możesz nikomu powiedzieć co tu widziałaś lub słyszałaś.-Byłam zdruzgotana.
-No tak tajemnica przedewszystkim.
-O co Ci chodzi?
-Myślałam że mnie kochasz przynajmniej tak odczułam w Los Angeles .
-Kocham cię ale muszę chronic moją rodzine.
-No tak rodzina jest najwazniejsza ale pamiętaj że jutro wyjezdżam więc zbytnio nie masz czasu na odpowiedz.-Wyszłam z ich domu.Chodziłam po lesie i chodziłam aż sie ściemniło no i znów zrobiło się zimno troche byłam przestraszona ale byłam tak wsciekła że miałam gdzies co się ze mna stanie.Za sobą poczułam lekki powiew a następnie jak zimno spływa mi po szyji gdy sie odwróciłam zobaczyłam Matiego.Spojrzałam mu w oczy a on mi było mi strasznie zimno ale i tak przytuliłam matiego.Po chwili nasze usta zetkneły się przez tą krótka chwilę czułam się jak w niebie.Mateusz odprowadził mnie do domu powiedziałam mu żeby lepiej nie wchodził na góre bo moja babcia go wyczuje(jest takjakby wyrocznią?) no i tak porzegnaliśmy się na dole.
-----------------------------------------Ciąg dalszy nastapi------------------------------------------------
piątek, 17 grudnia 2010
rozdział29
Wstałam o 7:00 i poszłam do kuchni napić się wody a puxniej wróciłam do pokoju;nudziło mi się więc weszłam na kotek.pl ale zamiast jakichś wiadomości na temat innych gwiazd znalazłam tylko o mnie:
,,Demi Lovato to tak naprawde Paulina Kwasińska!''
na innych poratalach to samo:
,,Jak długo Paulina miała zamiar to ukrywać?''
,,Sprawcie co ukrywa Demi Lovato!''
no i na angielskiej stronie:
,,Demi Lovato ist lieing!''
Nie mogłam na to patrzeć więc weszłam na nk ,tam też miałam niezłe powitanie:
1350 wiadomości a półowa z nich to zaproszenia,500 komentarzy no i tekst od nk:
,,Witamy drogą Demi na stronie nasza-klasa.pl mamy nadzieję ,że z nami zostaniesz.
Zespół nk.pl
Wkurzyło mnie to więc się wylogowałam.
Pużniej
-Co tak sama siedzisz?-Mama weszła do kuchni
-Jakbys nie zauważyła wszyscy mnie zostawili-wstałam
-Kotku,prosze usiadź-Mama usiadła
-Po co?-Mina mamy była poważna
-Usiądź,proszę grzecznie-Usiadłam-Wiesz, że się zmieniłas i to bardzo tylko że na gorsze.....-Przerwałam jej
-Wcale nie!-Wstałam
-Posłuchaj,Isabell,Marius i ta dziewczyna....jak ona miała na imie a tak Monika odeszli od Ciebie bo im nie powiedziałaś prawdy.
-Przecież powiedziałam.
-Wcale nie,to że pokazałaś się światu dlatego że byłaś zdesperowana to nie znaczy że im powiedziałaś.
-Co ja mam zrobić?
-Może ich przeproś
-Próbowałam i nic to nie dało.
-Może pogadaj z Tomem.
-Też się do mnie nie odzywa
-Dlaczego?
-Ponieważ...
-Ponieważ myśli że go zdradziłaś.
-Z kąd wiesz?
-Posłuchaj zadzwoń do niego i wytłumacz mu wszystko.
-Dobrze mamo-Przytuliłam ja.-Nie jedz czekolady.
-Dlaczego?
-Mamo....
-Okej już nie jem.-Poszłam do pokoju i próbowałam dodzwonić sie do Toma ale nie odbierał więc stwierdziłam ,że nie chce mnie widzieć,słyszeć i czuc(troche nie logiczne0.
-Zuciłam telefon na łóżko ,ubrałam się i wyszłam z domu.Na samym początku z krzaków wyskoczyli fotoreporterzy i fotografowie na szczęście udało mi się uciec.Pojechałam w miejsce o którym nikt nie wie oprócz mnie i Toma .Siedziałam sobie schowana głęboko w dziczy no i nad wodospadem.Siedziałam i rozmyślałam nad tymi wszystkimi aż wkońcu zasnełam.Obudziłam się w nocy,było tak ciemno że nie wiedziałam którędy wracać poprostu szłam przed siebie aż trafiłam na coś twardego a potem zemdlałam.
3 dni puźniej.
Obudziłam się w swoim pokoju;próbowałam wstać lub chociaż poruszyć głową ale za każdym razem wszystko mnie bolało.Po chwili przed soba zobaczyłam Susan
-Mamo obudziła się-Mama zaraz przybiegła.
-Boże córciu jak dobrze że zyjesz.-Uśmiechneła sie.
-Co się stało?-Spytałam ciekawia.
-Byłaś w śpiączce przez 3 dni -Powiedziała Susan.
-Ale jak?-Byłam zdziwiona.
-Kilka dni temu wyszłas z domu i nie wróciłaś bardzo się o Ciebie martwiliśmy szukaliśmy Cię wszędzie ale nie mogliśmy cię znaleść więc zadzwonilismy po Toma przyleciał tu żeby cię znaleść i udało mu się.Miałaś rotrzaskana głowę Tom powiedział że musisałaś się o coś uderzyć ale nie wie o co ale najwarzniejsze że juz dobrze-Skończyła
-Tom tu jest?-Spytałam
-Teraz nie.Wyszedł z James'em do sklepu po bandarze, ale zaraz powinni wrócić-Ktoś zawołał mame i Susan i obie wyszły.Ja odrazu(jakoś)wstałam i poszłam się ubrać gdy już to zrobiłam zeszłam na dół.Nikogo nie było więc poszłam do ogrodu.Siedziałam sobie no i się zastanawiałam.
-Powinnaś leżeć w łóżku -Odwróciłam sie i zobaczyłam Toma tak się ucieszyłam na jego widok że poprostu nie można tego opisać.
-Cześć-Usmiechnełam się.
-Cześć-Przytulił mnie
-No więc.....co tam słychac?-Usiadł obok
-DObrze,pokaż głowę.-Wziął i odwiną bandarze.
-Ał to boli-polał rane wodą utlenioną.
-Zaraz przestanie-Jego ton się zmienił
-O co Ci chodzi?
-Dlaczego pocałowałaś Justina?-Był wściekły.
-Ja go nie pocałowałam tylko on mnie musisz mi uwierzyć nigdy bym nikogo nie oszukała a zwłaszcza Ciebie zalezy mi na tobie nie widzisz tego?-Zaczął nakładać bandarz
-A ty dalej swoje,wiesz co?Susan miała racje mówiąc że jesteś egoistką która potrafi tylko kłamać.-Wstał
-No takSusan.Posłuchaj ona kłamie chce poprostu zniszczyć to co jest między nami.-Oczy zaczeły mi łazawić.
-Miedzy nami nic nie ma i nigdy nie było rozumiesz?Udawałem bo chciałem zobaczyc jaka jesteś na prawde-Poszedł do domu a ja zostałam i zaczełam płakac.
Następnego dnia(basen)
-Proszę mam nadzieje że Ci sie spodoba.-Uśmiechneła sie
-Jest............piękna,dziekuje-Była to sukienka
-Musisz ją dzisiaj ubrac-Ciągle się uśmiechała
-Byłabym szalona gdybym jej nie ubrała.-Przytuliłam ja.
Nocą.
-Wyglądasz cudownie-Powiedziała mama.
-Dziękuje-Przytuliłam ja
-Mam nadzieję że bedziesz dobrze się bawic-Zesmutniałam
-Dobrze bym się bawiła gdyby Susan powiedziała prawdę-Mama spowarzniała
-Posłuchaj nie możesz całe życie obwiniać swojej kuzynki.
-Ale mamo...
-Muszę iść sie przebrać porozmawiamy jutro-Wyszła;ja zostałam i dalej się szykowałam.Po 5 minutach zeszłam na dół.
-Paula chcę Ci kogoś przedstawić-Susan zaprowadziła mnie do jakiegoś chłopaka
-Paula to Paweł,Paweł-Pauline-Susan poszła
-Cześć-zaczął
-Hej-Nie obchodziło mnie co Susan chce z tego zyskać ale ja nie miałam zamiaru jej w tym pomóc.
-Więc śpiewasz.-Miałam dość
-Posłuchaj mam dość tego że ludzie mnie lubią tlyko dlatego że jestem sławna zrozumiano?-Był zmieszany.
-Nie zabradzo
-Chodzi mi o to że nie chce mi się z tobą gadać a pozatym Susan wukorzystałam mnie żeby coś z tego zyskać,naprawde widać że jesteś fajnym chłopakiem ale nie mam ochoty teraz z tobą gadać.-Poszłam.Chciałam pójść do pokoju ale spotkałam Susan.
-Pauline gdzie idziesz?-Podeszła do mnie.
-Szłam do pokoju-zdziwiła sie
-Po co przecież impreza jest tu-miałam tego dość więc powiedziałam co od bardzo dawna miałam na sumieniu
-Źle się bawie a wiesz dlaczego?Przez Ciebie ,przez to że ty i Justin wrobiliście mnie,przez to że Tom powiedział że udawał, przez to że zrujnowałaś mi całe wakaccje i przez to że chcesz mnie sfatać z jakimś innym chłopakiem mam nadzieję że chociaż ty dobrze bawisz.-Chciałam już isć ale mnie zatrzymała
-Nie rozumiesz gdybym tego nie zrobiła Justin by mnie znienawidził.
-Co?Więc to on to wszystko wymyslił?
-Nie skądże to że Ciebie pocałował to wypadek puźniej zrobiłam mu awanturę -Zamilkła gdy się odwróciłam zobaczyłam wszystkich w tym Justina i Toma.
-Pewnie to słyszeli-Powiedziała Susan
-Jesteś egoistką -Poszłam do domu.
-Pauline zaczekaj!-Krzyczała mama
-co!-Odwróciłam się
-Wyrażaj się.
-Słucham
-Przepraszam że Ci nie wierzyłam ,wybaczysz mi?
-Wybaczyłam Ci dawno bo gdybym się na Ciebie gniewała to nie miałabym z kim gadać a teraz przepraszam czy mogę odejść?
-Jeszcze nie.Tom chce z tobą porozmawiać.-,,Jeszcze tego brakowało'''Pomyslałam
-Nie mam ochoty z nim rozmawiac.
-Przecież jeszcze niedawno chciałaś.
Mama nie rozumie on chce mnie przeprosić tylko dlatego że Susan powiedziała prawdę gdyby jej nie powiedziała nadal uważałby mnie za egoistkę która potrawi tylko kłamać-Zaczełam płakać
-Rozumiem cię ale proszę porozmawiaj z nim.
-Wcale mnie nie rozumiesz-weszłam na schodek.
-Proszę.
-Nie mam ochoty z nim gadać i tyle.Jestem zmęczona pójdę się położyć-Poszłam na góre.
Następnego dnia
-Idę,idę -wstałam właściwie to wywlokłam się z łózka o otworzyłam drzwi.
-Boze,ile można spać?-Do pokoju wszedł Marius,Isabell i Monica.
-W moim wypadku długo-Usiadłam na łóżku
-Musisz się wziąść za siebie.-powiedziała Is.
-O co ci chodzi?
-Gwiazda nie powinna być wściekła na cały świat -Wytłumaczyła Monica.
-Proszę mówcie mi Pauline,Paulina,Paula jak chcecie tylko nie gwiazda itp.Oki?
-Ta.....no więc na początku musisz pójść z nami na plaże-POwiedziała Is.
-Dobra tylko sie ubiorę-wyjełam ciuchy z szafy i poszłam do łazienki po chwili byłam już gotowa więc poszliśmy na plaże.Ja siedziałam na piasku a Marius,Is i Monica pływali.Co chwile ktoś podchodził do mni po autograf,,Czy żadna gwiazda nie moze mieć choć chwili spokoju?''-Pomyślałam-Po chwili podszedł do mni James zaczelis gadac.
-Cześć!-Powiedział
-Hej-Odpowiedziałam
-Zły dzien?-Spytał
-Chyba tydzień-Zdziwił się.
-Nie mów że od tygodnia masz taką minę.
-Nie od 3 dni ale czyje się jakby miną tydzień,miesiąc-Zamyślił się
-Choć ze mną
-Gdzie?
-No choć-Wstałam i poszliśmy.
CDN
,,Demi Lovato to tak naprawde Paulina Kwasińska!''
na innych poratalach to samo:
,,Jak długo Paulina miała zamiar to ukrywać?''
,,Sprawcie co ukrywa Demi Lovato!''
no i na angielskiej stronie:
,,Demi Lovato ist lieing!''
Nie mogłam na to patrzeć więc weszłam na nk ,tam też miałam niezłe powitanie:
1350 wiadomości a półowa z nich to zaproszenia,500 komentarzy no i tekst od nk:
,,Witamy drogą Demi na stronie nasza-klasa.pl mamy nadzieję ,że z nami zostaniesz.
Zespół nk.pl
Wkurzyło mnie to więc się wylogowałam.
Pużniej
-Co tak sama siedzisz?-Mama weszła do kuchni
-Jakbys nie zauważyła wszyscy mnie zostawili-wstałam
-Kotku,prosze usiadź-Mama usiadła
-Po co?-Mina mamy była poważna
-Usiądź,proszę grzecznie-Usiadłam-Wiesz, że się zmieniłas i to bardzo tylko że na gorsze.....-Przerwałam jej
-Wcale nie!-Wstałam
-Posłuchaj,Isabell,Marius i ta dziewczyna....jak ona miała na imie a tak Monika odeszli od Ciebie bo im nie powiedziałaś prawdy.
-Przecież powiedziałam.
-Wcale nie,to że pokazałaś się światu dlatego że byłaś zdesperowana to nie znaczy że im powiedziałaś.
-Co ja mam zrobić?
-Może ich przeproś
-Próbowałam i nic to nie dało.
-Może pogadaj z Tomem.
-Też się do mnie nie odzywa
-Dlaczego?
-Ponieważ...
-Ponieważ myśli że go zdradziłaś.
-Z kąd wiesz?
-Posłuchaj zadzwoń do niego i wytłumacz mu wszystko.
-Dobrze mamo-Przytuliłam ja.-Nie jedz czekolady.
-Dlaczego?
-Mamo....
-Okej już nie jem.-Poszłam do pokoju i próbowałam dodzwonić sie do Toma ale nie odbierał więc stwierdziłam ,że nie chce mnie widzieć,słyszeć i czuc(troche nie logiczne0.
-Zuciłam telefon na łóżko ,ubrałam się i wyszłam z domu.Na samym początku z krzaków wyskoczyli fotoreporterzy i fotografowie na szczęście udało mi się uciec.Pojechałam w miejsce o którym nikt nie wie oprócz mnie i Toma .Siedziałam sobie schowana głęboko w dziczy no i nad wodospadem.Siedziałam i rozmyślałam nad tymi wszystkimi aż wkońcu zasnełam.Obudziłam się w nocy,było tak ciemno że nie wiedziałam którędy wracać poprostu szłam przed siebie aż trafiłam na coś twardego a potem zemdlałam.
3 dni puźniej.
Obudziłam się w swoim pokoju;próbowałam wstać lub chociaż poruszyć głową ale za każdym razem wszystko mnie bolało.Po chwili przed soba zobaczyłam Susan
-Mamo obudziła się-Mama zaraz przybiegła.
-Boże córciu jak dobrze że zyjesz.-Uśmiechneła sie.
-Co się stało?-Spytałam ciekawia.
-Byłaś w śpiączce przez 3 dni -Powiedziała Susan.
-Ale jak?-Byłam zdziwiona.
-Kilka dni temu wyszłas z domu i nie wróciłaś bardzo się o Ciebie martwiliśmy szukaliśmy Cię wszędzie ale nie mogliśmy cię znaleść więc zadzwonilismy po Toma przyleciał tu żeby cię znaleść i udało mu się.Miałaś rotrzaskana głowę Tom powiedział że musisałaś się o coś uderzyć ale nie wie o co ale najwarzniejsze że juz dobrze-Skończyła
-Tom tu jest?-Spytałam
-Teraz nie.Wyszedł z James'em do sklepu po bandarze, ale zaraz powinni wrócić-Ktoś zawołał mame i Susan i obie wyszły.Ja odrazu(jakoś)wstałam i poszłam się ubrać gdy już to zrobiłam zeszłam na dół.Nikogo nie było więc poszłam do ogrodu.Siedziałam sobie no i się zastanawiałam.
-Powinnaś leżeć w łóżku -Odwróciłam sie i zobaczyłam Toma tak się ucieszyłam na jego widok że poprostu nie można tego opisać.
-Cześć-Usmiechnełam się.
-Cześć-Przytulił mnie
-No więc.....co tam słychac?-Usiadł obok
-DObrze,pokaż głowę.-Wziął i odwiną bandarze.
-Ał to boli-polał rane wodą utlenioną.
-Zaraz przestanie-Jego ton się zmienił
-O co Ci chodzi?
-Dlaczego pocałowałaś Justina?-Był wściekły.
-Ja go nie pocałowałam tylko on mnie musisz mi uwierzyć nigdy bym nikogo nie oszukała a zwłaszcza Ciebie zalezy mi na tobie nie widzisz tego?-Zaczął nakładać bandarz
-A ty dalej swoje,wiesz co?Susan miała racje mówiąc że jesteś egoistką która potrafi tylko kłamać.-Wstał
-No takSusan.Posłuchaj ona kłamie chce poprostu zniszczyć to co jest między nami.-Oczy zaczeły mi łazawić.
-Miedzy nami nic nie ma i nigdy nie było rozumiesz?Udawałem bo chciałem zobaczyc jaka jesteś na prawde-Poszedł do domu a ja zostałam i zaczełam płakac.
Następnego dnia(basen)
-Proszę mam nadzieje że Ci sie spodoba.-Uśmiechneła sie
-Jest............piękna,dziekuje-Była to sukienka
-Musisz ją dzisiaj ubrac-Ciągle się uśmiechała
-Byłabym szalona gdybym jej nie ubrała.-Przytuliłam ja.
Nocą.
-Wyglądasz cudownie-Powiedziała mama.
-Dziękuje-Przytuliłam ja
-Mam nadzieję że bedziesz dobrze się bawic-Zesmutniałam
-Dobrze bym się bawiła gdyby Susan powiedziała prawdę-Mama spowarzniała
-Posłuchaj nie możesz całe życie obwiniać swojej kuzynki.
-Ale mamo...
-Muszę iść sie przebrać porozmawiamy jutro-Wyszła;ja zostałam i dalej się szykowałam.Po 5 minutach zeszłam na dół.
-Paula chcę Ci kogoś przedstawić-Susan zaprowadziła mnie do jakiegoś chłopaka
-Paula to Paweł,Paweł-Pauline-Susan poszła
-Cześć-zaczął
-Hej-Nie obchodziło mnie co Susan chce z tego zyskać ale ja nie miałam zamiaru jej w tym pomóc.
-Więc śpiewasz.-Miałam dość
-Posłuchaj mam dość tego że ludzie mnie lubią tlyko dlatego że jestem sławna zrozumiano?-Był zmieszany.
-Nie zabradzo
-Chodzi mi o to że nie chce mi się z tobą gadać a pozatym Susan wukorzystałam mnie żeby coś z tego zyskać,naprawde widać że jesteś fajnym chłopakiem ale nie mam ochoty teraz z tobą gadać.-Poszłam.Chciałam pójść do pokoju ale spotkałam Susan.
-Pauline gdzie idziesz?-Podeszła do mnie.
-Szłam do pokoju-zdziwiła sie
-Po co przecież impreza jest tu-miałam tego dość więc powiedziałam co od bardzo dawna miałam na sumieniu
-Źle się bawie a wiesz dlaczego?Przez Ciebie ,przez to że ty i Justin wrobiliście mnie,przez to że Tom powiedział że udawał, przez to że zrujnowałaś mi całe wakaccje i przez to że chcesz mnie sfatać z jakimś innym chłopakiem mam nadzieję że chociaż ty dobrze bawisz.-Chciałam już isć ale mnie zatrzymała
-Nie rozumiesz gdybym tego nie zrobiła Justin by mnie znienawidził.
-Co?Więc to on to wszystko wymyslił?
-Nie skądże to że Ciebie pocałował to wypadek puźniej zrobiłam mu awanturę -Zamilkła gdy się odwróciłam zobaczyłam wszystkich w tym Justina i Toma.
-Pewnie to słyszeli-Powiedziała Susan
-Jesteś egoistką -Poszłam do domu.
-Pauline zaczekaj!-Krzyczała mama
-co!-Odwróciłam się
-Wyrażaj się.
-Słucham
-Przepraszam że Ci nie wierzyłam ,wybaczysz mi?
-Wybaczyłam Ci dawno bo gdybym się na Ciebie gniewała to nie miałabym z kim gadać a teraz przepraszam czy mogę odejść?
-Jeszcze nie.Tom chce z tobą porozmawiać.-,,Jeszcze tego brakowało'''Pomyslałam
-Nie mam ochoty z nim rozmawiac.
-Przecież jeszcze niedawno chciałaś.
Mama nie rozumie on chce mnie przeprosić tylko dlatego że Susan powiedziała prawdę gdyby jej nie powiedziała nadal uważałby mnie za egoistkę która potrawi tylko kłamać-Zaczełam płakać
-Rozumiem cię ale proszę porozmawiaj z nim.
-Wcale mnie nie rozumiesz-weszłam na schodek.
-Proszę.
-Nie mam ochoty z nim gadać i tyle.Jestem zmęczona pójdę się położyć-Poszłam na góre.
Następnego dnia
-Idę,idę -wstałam właściwie to wywlokłam się z łózka o otworzyłam drzwi.
-Boze,ile można spać?-Do pokoju wszedł Marius,Isabell i Monica.
-W moim wypadku długo-Usiadłam na łóżku
-Musisz się wziąść za siebie.-powiedziała Is.
-O co ci chodzi?
-Gwiazda nie powinna być wściekła na cały świat -Wytłumaczyła Monica.
-Proszę mówcie mi Pauline,Paulina,Paula jak chcecie tylko nie gwiazda itp.Oki?
-Ta.....no więc na początku musisz pójść z nami na plaże-POwiedziała Is.
-Dobra tylko sie ubiorę-wyjełam ciuchy z szafy i poszłam do łazienki po chwili byłam już gotowa więc poszliśmy na plaże.Ja siedziałam na piasku a Marius,Is i Monica pływali.Co chwile ktoś podchodził do mni po autograf,,Czy żadna gwiazda nie moze mieć choć chwili spokoju?''-Pomyślałam-Po chwili podszedł do mni James zaczelis gadac.
-Cześć!-Powiedział
-Hej-Odpowiedziałam
-Zły dzien?-Spytał
-Chyba tydzień-Zdziwił się.
-Nie mów że od tygodnia masz taką minę.
-Nie od 3 dni ale czyje się jakby miną tydzień,miesiąc-Zamyślił się
-Choć ze mną
-Gdzie?
-No choć-Wstałam i poszliśmy.
CDN
sobota, 11 grudnia 2010
rozdział 28.
Wróciliśmy do domu bardzo głodni więc jak wiadomo odrazu poszliśmy do kuchni gdzie już byli Susan,Justin i Is.Ja jako pierwsza podeszłąm do lodówki i wyjełam sok,sałate,wędline,masło i rzodkiewkę.Gdy usiadłam przy stole Susan dziwnie na mnie spojrzała właściwie spojrzała tak jakby chciała mnioe zabić:
-O co Ci chodzi?-Zaczełam robić kanapki
-Mi?Mi o nic.-Spojrzałam na nią
-To dlaczego się tak na mnie gapisz?-Znów robiłam kanapki.
-Po to mam oczy.Pozatym czekaj jak ty to mówisz?A już wiem ,,Nie lubie ludzi którzy oszukują innych''-Spojrzałąm nanią.
-O co Ci chodzi?-Gapiłam sie na nią taką troche zdziwioną miną bo nie wiedziałam o co jej chodzi.
-O to że ty i Tom nie jesteści razem.-Spojrzałam się na Toma który właśnie usiadł między Justinem a Is.
-Jasne że jesteśmy z kąd przyszło ci to do głowy co?-Ciągle spoglądałam na Toma który chyba nawet nie wiedział o co chodzi.
-Z tąd że jeszcze ani razu nie widziałam jak sie całujecie.-Zaczełam jeść kanapke bo nie chciałam nic mówić; poprostu nie wiedziałam co mam mówić i robić i tyle ale na szczęście Tom mnie uratował podszedłdo mnie pocałował i powiedział coś takiego do Susan:
-,,Zadowolona?''-i wyszedł a ja byłam szczęśliwa że stało sie to co się stało.Przez całe śniadanie Susan się nie odzywała nawet się z tego cieszyłam bo nie miałam zamiaru z nią gadać i tyle.Po śniadaniu poszłam do salonu pooglądać telewizje nic ciekawego z filmów nie leciało więc przełączyłam na Disney Chanel akurat leciał serial ,,Słonneczna Sonny'' ale to też mnie znudziło więc przełączyłam na Vive akurat leciała jedna z moich ulubionych piosenek więc zaczełam ją śpiewać:
Mmmm whatcha say,
Mmm that you only meant well?
Well of course you did
Mmmm whatcha say, (whatcha say, whatcha say)
Mmmm that it's all for the best?...
-Ładnie.-Odwróciłam sie i zobaczyłam Justina .
-Dzięki-Uśmiechnełam się sztucznie.
-Chyba nie gniewasz sie na Susan co?Poprostu myślała że nie jesteście parą i tyle.
-No to się pomyliła i to bardzo-Usiadłam na kanapie.Wiercił sie w tą i z powrotem.-Robaki masz czy co?
-Nie poprostu denerwuje sie.-Zdziwiłam się.
-Dlaczego?-Usiadł obok mnie chciał coś zrobić ale zaraz dostał sms'a.Przeczytał go i zbliżył się bardziej.
-Dlatego.-Pocałował mnie.Czyłam sie jak w niebie ale zaraz odsunełam go od siebie.
-Co ty wyprawiasz!?-Wrzeszczałam na niego ale nie czekałam długo na odpowiedź gdyż zobaczyłam Toma stojącego razem z Susan w drzwiach.-Tom to nie tak jak myślisz.
-A niby jak?-Nie mogłam wykrztusić słowa-No właśnie tak jak myślałem.
-Tom prosze nie-Nie mogłam powstrzymać łez.
-Sorki Paula ale to już koniec.-Podbiegłam do niego i złapałam za ramię.
-Proszę zostań.-Patrzyłam mu w oczy.
-Myślałem że jesteś inna ale jak widze myliłem się a teraz sorki ale muszę już iść sie spakowac jutro z rana mam samolot.-Zabrał ręke i poszedł.Odwróciłam się do Justina i wykrzyczałam:
-NIE NAWIDZE CIĘ!-I pobiegłam do swojego pokoju.
Następnego dnia
-Napewno nie spadnie?-Spytałam się mojej mamy.
-Napewno :) -Przez salon przeszedł Tom z walizkami i nawet na mnie nie spojrzał tylko poszedł w stronę taksówki.-Spokojnie córciu będą jeszcze inni.-wziełam do ręki kolczyki.
-Tak tylko nie tacy jak Tom.-Uśmiechneła się.
-Spokojnie nic się nie stało przeciez nie wyjawiłaś mu swojej tajemnicy co nie-Zaśmiała się a ja pomyślałam,,Żebyś się nie zdiwiła''.
-Nie skądże-Uśmiechnełąm się sztucznie.
-No widzisz więc nie ma problem ale by był gdyby wiedział o twojej tajemnicy.-Zaczeła układać ciuchy.
-Dlaczego?-Byłam ciekawa.
-Bo widzisz córciu też kiedyś miałam swoją tajemnicę i wyjawiłam ją pewnemu chłopakowi .Bardzo go kochałam i wierzyłam że nigdy nie wyjawi jej nikomu a wiesz co on zrobił?Sprzedał ją za 10 000 tys. puźniej tylko słyszałam gdzieś o nim w radiu czy telewizji bo za te 10,000 tys. postanowił zostać muzykiem.Próbował mnie przeprosić po 2 latach ale ja i tak mu nie wybaczyłam ,wogóle kto by wybaczył facetowi który odezwał się po 2 latach?Powiedz mi kto?Nawet gdyby tu dzisiaj stanął przedemną nie wybaczyłabym mu.-I znów zaczeła składać ubrania.
-To straszne ,nie wiem co bym zrobiła gdyby mnie to spotkało.-Byłam trochę zakłopotana.
-Spokojnie nie pozwole na to-Usmiechneła się ale ja i tak byłam smutna.
-Pójde się położyc jestem trochę zmęczona.-Wstałam i poszłam w stronę drzwi ale mama mnie zawołała.
-...nie idziesz pożegnać się z Tomem?-Była zdziwiona.
-Nie,przecież nie wyjezdża na wieki prawda?Przecież spotkamy się w szkole.-Uśmiechnełam się ale mama miała inną minę.-Co się stało?-Usiadłam obok niej.
-Jutro jedziemy do Nowego Yorku.-Patrzała na mnie z taką miną jakby chciała mi powiedzieć:,,Przepraszam cię''.
-Jak mogłaś mi tego nie powiedzieć?!Jesteś najgorszą matką na świecie!-Wybiegłam z domu.Biegłam przed siebie aż wkońcu trafiłam do miasta szukałam i szukałam jakiegoś hotelu ale nie znalazłam więc poszłam do baru spytac się o drogę.
-Przepraszam gdzie tu mozna znaleść jakiś hotel?-Spytałam się kolesia w wąsach.
-Najbliższy hotel jest przy ul.Deusch mogę cie zawieść-Gdy się odwróciłam zobaczyłam chłopaka był to James.
-Co ty tu robisz?-Oparłam się o lade.
-Pracuje nie widać?-Uśmiechnełąm się.
-A ja myślałam że jestes bogatym chłoptasiem podrywającym dziewczyny-Z jego uśmieszku zrobila się zdziwionamina.
-No wiesz to że moi rodzice są bogaci to nie znaczy że pozwalają mi na wszystko tak jak twoi albo jak twój chłoptaś Justin który robi co chce. -Wściekłam się.
-Moi rodzice nie pozwalają mi na nic,Justin to nie mój chłopak a ty jesteś zwykłym egoistą skoro tak myślisz.-Wyszłam z baru.Zaraz za mną wybiegł James.
-Zaczekaj!-Krzyczał biegnąc za mna.Odwróciłąm się.
-Po co? -Stanął
-Bo... chcę cię przeprosić.-Zdziwiłam się
-Ty....?-Tez sie zdziwił tego pytania.
-No tak ja....naprawde przepraszam nie wiedziałem że tak szybko żuciłas Justina.-Teraz to się wsciekłam
-ŻE CO?JA NAWET Z NIM NIE BYŁAM, NIE OBCHODZI MNIE JAKIS ROZKAPRYSZONY LALUŚ KTÓRY MIAŁ KIEPSKIE DZIECIŃSTWO NAPRAWDE MNIE NIE OBCHODZI.DOBRA WIEM JAK MU CIEZKO BYŁO BO JA TEZ MIAŁAM TAKIE DZIECIŃSTWO no może podobne...-Zaczełam płakać.James mnie przytulil.-...mam już tego dość ,nie wytrzymuje tego wszystkiego ...-Zaczełam płakac.
-...przykro mi nie wiedziałem że miałaś kiepskie dzieciństwo w bogatej rodzinie.-Wkurzyłam się.
-Posłuchaj lalusiu w dzieciństwie niebyłam bogata wręcz przeciwnie byłam biedna nie chodziłam do szkoły bo musiałam pilnowac mojego rodzeństwa które puźniej straciłam,trafiłam do domu opieki dziecka z kąd puźniej do rodziny zastępczej a jeszcze puźniej do kolejnej i tak własnie trafiłam tu gdzie osądzają mnie o oszustwo,kłamstwo i myślą że jestem kimś kim wgl. nie jestem a do tego mój chłopak którego kocham, właśnie osądził mnie o zdrade mam mówić dalej?-Miał zdiwioną mine
-Jeju jak ty histeryzujesz.-Zaśmiał się.
-Co?....wiesz co nie mam do ciebie sił wracam do domu...bo... przecież musze isc na koncert bo nie dadza se bezemnie rady tzn. nie dadza sobie rady bezemnie bo wiesz szykuje im stroje.-Byłam zaplątana.
-Jasne...-Odwrócił się.
-....co to ma znaczyć?-Uśmiechnełam się
-Nic zupełnie.
-Ej... no weś.
-Widać że nie umiesz kłamać.-Zdziwiłam sie
-O co Ci chodzi?
-To ja szykuje stroje dla tych rozpieszczonych gwiazdeczek.-Byłam wkurzona ale nie mogłam pozwolić na to by to zauważył więc udawałam.
-Super.
-Moge cię odwieść, oczywiście jeżeli chcesz.-Usmiechną się.
-Okej.-Uśmiechnełam się; Jechaliśmy dość krótko.
-Coś sie stało?-Byłam zamyślona.
-Nie nic tylko.... miałeś kiedyś takie wrażenie że ledwo co poznałeś kogoś a chcesz już mu powiedzieć o wszystkim nawet o najskrytszych sekretach o których nikt oprócz paru osób nie wie?
-Tak,często mi sie to zdarza ale raz zdarzyło mi się coś takiego że spotkałem taką zieloną dziewczyne i chciałem powiedzieć że ją kocham-Zaśmiałam się i lekko uderzyłam go w ramie.
-No co?
-Nic.-Znów ucichliśmy.Ciągle myślałam o Tomie ale przy Jamsie czułam się bezpieczna tak jak nigdy dotąd.
-Dojechalismy-James zatrzymał samochód.
-Ile tu ludzi.-Martwiłam się.
-Nie mów że się ich boisz.
-Nie skądże.
-Chodź oprowadze cię.
-Oki-Poszliśmy do jakiegoś stoiska z maskotkami.
-Chcę żebyś poznała moją siostrę Elizabeth.-Uśmiechnełam się
-Cześć jestem Pauline.
-Cześć-Mocno złapała mnie za ręke.-Jejciu jaka ty jesteś podobna do Demi Lovato zupełnie jakbyś była jej siostrą bliźniaczką.-Zmartwiłam się.
-Siostra powinnaś przestać oglądać telewizje.-Zaczełam improwizować
- Właśnie zbyt dużo oglądasz telewizje, naprawde ja kiedyś oglądałam dużo telewizji i raz myślałam że moja mama jest Pauliną Ignasiak.
-Serio?
-Serio.-Zdziwiłam się że to zadziałało.
-Super ale masz problem nie dam się na to nabrać.-Poszliśmy za scenę.
-Wybacz siostra już tak ma.-Uśmiechnełam się sztucznie.
-To u was chyba rodzinne.-Patrzyłam na niego i ciągle widziałam Toma przed soba.
-Ta....-Poszliśmy do garderoby Demi tzn.mojej.Usiadłam na krześle.
-James.-Zwróciłam się do James'a
-Co?-Grzebał coś w ciuchach.
-Myślisz że jak komuś powiesz coś co jest bardzo ważne dla Ciebie tak bardzo że nikomu o tym nie mówisz ale chcesz żeby ta osoba wiedziała to czy.... myślisz że ta osoba nikomu nie powie ?-W myslach błagałam żeby powiedział że tak myśli.
-Tak,ale nie wiadomo jak długo będzie to trwać bo... no nie wiem powiem ci to tak jak myśle więc tak:
Jeżeli mówisz komuś o rzeczy która jest dla ciebie ważna i prosisz ją żeby nikomu nie mówiła to wiadomo że powie że nie powie ale to nie będzie trwać długo ponieważ ta osoba nie wytrzyma tej depresji którą ty znosisz.-Uśmiechną się.-A co?
-Nie nic...poprostu chciałam znać twoje zdanie.
-O to miłe ale wiesz co zaraz koncert i musze zadzwonic do Demi Lovato możesz przez chwile nie gadać?-Przestraszyłam się.
-Jasne.
-To dobrze-Wybrał numer a komórka zaczeła mi dzwonić James dziwnie na mnie spojrzał.Zobaczyłam było napisanie,, zastępca-garderoba''Poczułam jak robie się blada.Spojrzałam na James'a i zaczełam improwizować.
-To mama musze odebrac najlepiej jak wyjde.-Wybiegłam z garderoby i odebrałąm telefon:
-Tak?-Powiedziałam do słuchawki.
-Witam z tej strony James zastępuje styliste kiedy będziesz zaraz koncert.-Nie wiedziałam co powiedzieć.
-Za jakieś pół godziny jestem w....-Szybko złapałam jakąś ulotke.-...w Matischu.
-...y...aha dobrze to już szykuje ciuchy.-Nie wiedziałem co powiedziec wiec przyczepiłam się.
-Ciuchy?Ciuchami możesz sobie nazywać swoje rzeczy ale moje to są ubrania zrozumiano?-Zamilkł.
-...tttt...tak zrozumiałem,dowidzenia.-Rozłączył się.
-Jeju ależ on wrażliwy.-Poczekałam jeszcze chwile i wróciłam do garderoby.
-I jak tam rozmowa z słynną Demi Lovato?-Zaśmiałam się.
-Nie pytaj boż...
-Y...y przy mnie się nie wymawia takich słów.
-Naprawde jesteś do niej podobna.
-Ta...żebyś wiedział.-Zdziwił się.
-Jak rozmowa z mamą?-Zbladłam
-y...yyy....dobrze ale muszę już wracać.
-Po co?
-Nie mogę Ci powiedzieć.
-Dlaczego?
-Poprostu nie mogę przepraszam.-Wyszłam z garderoby i skierowałam się w stronę domu.Gdy wróciłam zobaczyłam moją mame biegnącą do mnie.
-Pauline zaraz masz koncert.-Mówiła stanowczo.
-Tak wiem-Zdziwiła się.
-Gdybyś wiedziała już dawno byś była na koncercie.-Złapała mnie za ręke i zawlokła do przyczepy.Musiałam przebierać sie z tyłu przyczepy.Wkońcu gdy dojechaliśmy ulżyło mi.
-Chcę żebyś poznała pewnego pana i jego syna dzięki nim mamy największy dom w mieście.-Pomyślałą,,Pewnie jacyś nudziarze'' ale odrazu zmieniłam zdanie gdy zobaczyłam James'a z jakimś facetem idącym w naszą stronę.-Pa...tzn. Demi poznaj pana Carola prezydenta miasta i jego syna James'a.-Nie mogłam uwierzyć że James mnie oszukał chciało mi się płakać ale powstrzymałąm łzy.
-Miło was poznać.-Spojrzałam mu w oczy tak jak wcześniej myślałam że coś zrozumiał ale nie zaprosił mnie jedynie do garderoby by przedstawić mi wszystkich pracowników i powiedzieć że poznał pewną dziewczyne podobna do mnie tzn. do Pauline.
-No więc to już wszyscy życzę połamania nóg-Zaśmiał się ale jak zobaczył że ja się nie śmieje przestał i pod nosem powiedział ,,Tamta dziewczyna przynajmniej sie śmiałą''wkurzyło mnie to więc odpowiedziałam mu..Zajmij sie swoimi sprawami a nie moimi okej'' coś tam powiedział i wyszedł.Gdy usłyszałam że Justin mnie wywołuje wyszłam z garderoby i weszłam na scenę:
-Witam wszystkich mieszkańców Berlina tego przeuroczego miasta!-Wybiegłam skacząc.Stanełam na srodku i zaczełam śpiewać :
She was given the world
There's so much that she couldn't see
And she needed someone
to show her who she could be
And she tried to survive
Wearing her heart on her sleeve
But I needed her to believe
You have your dreams I have mine
You had your tears I was fine
Showed me what I couldn't find
When two different worlds collide
La dee da dee da!...-Patrzyłąm na James'a,Toma,Is,Susan,Justina,Monice,Mariusa,mame,tate i na wszystkich ludzi nie mogłam dalej śpiewać musiałam to powiedzieć,powiedzieć prawde obiecałam.:
-Muszę wam cos powiedziec coś ważnego nauczyłam sie tutaj że ludzie często kłamią i dlatego wiedzą którzy z turystów kłamie ,nauczyłam się tutaj także że rodzina,przyjaciele i miłość przechodzą tu ciężką próbe.Nie chce tutaj niczego stracić dlatego muszę coś zrobić-Zdjełam perukę a odruch ludzi był dość duży.-Tak zazwyczaj wyglądam w szkole i wszędzie chcę wam powiedzieć że było tu mi bardzo miło spędzić ten cały czas w waszym mieście ale muszę już wyjechać.Specjalnie dla was napisałam tą piosenke:
We're like a melody with no words
Until you figure it out
We sing
La, la, la, la
I knoe its simple yeeaa
but its worked ring up till now
cuz up till now yeeaa
every days been like
a dream world
but now ur not
just in my head oh no
When weremember different summers
It's like tossing our hearts to see where they lands
Heads is easy
Tails is harder to plan
If we're starting all over again and again and again ohh
You know that I can't help but wonder
What's gonna happen next
I'm a little curious, oh yeah
Every star that I stood under
You were under it too
Did you ever think about us?
I hope you did it, 'cause I can tell you
That's something I'll never forget
I won't forget
If we remember different summers
It's like tossing your heart to see where it lands
Heads is easy
Tails is harder to plan
If we're starting all over again
only friends just the beginning
but I hope that we find it again
so we can go from here ohh
When weremember different summers
It's like tossing our hearts to see where they lands
Heads is easy
Tails is harder to plan
If we're starting all over again and again and again again and again
When weremember different summers..
-Żegnajcie-Zeszłam ze sceny.Gdy przechodziłam obok garderoby Justina spotkałam James'a
-Więc... nie wiem co powiedzieć.-Ja akurat wiedziałam
-Może powiesz takie proste słowo ,,Przepraszam że skłamałem ale nie miałem wyboru ale wiesz co myślę że jakbym powiedział prawde byłoby o wiele lepiej''-Zamilkł.-Więc teraz wiem dlaczego słowo przepraszam do najtrudniejsze słowo.-Minełam go.
-Zaczekaj.-Złapał mnie za ramię.
-Czego chcesz?-Byłam wściekła
-Przepraszam cię ale naprawde nie mogłem ci powiedzieć kim jestem myślałem że jak ci nie powiem będziesz traktować mnie inaczej niż inne dziewczyny z miasta.-Zabrałam ręke.
-Gdybyś powiedział mi prawde traktowałabym cię inaczej traktowałabym cię jako kogoś komu mogę zaufać a nie jak kogoś kto ciągle kłamie i oszukuje innych.-Poszłam
Cdn....
P.S.Witam w naszym gronie Ayame mam nadzieje że z nami zostaniesz
-O co Ci chodzi?-Zaczełam robić kanapki
-Mi?Mi o nic.-Spojrzałam na nią
-To dlaczego się tak na mnie gapisz?-Znów robiłam kanapki.
-Po to mam oczy.Pozatym czekaj jak ty to mówisz?A już wiem ,,Nie lubie ludzi którzy oszukują innych''-Spojrzałąm nanią.
-O co Ci chodzi?-Gapiłam sie na nią taką troche zdziwioną miną bo nie wiedziałam o co jej chodzi.
-O to że ty i Tom nie jesteści razem.-Spojrzałam się na Toma który właśnie usiadł między Justinem a Is.
-Jasne że jesteśmy z kąd przyszło ci to do głowy co?-Ciągle spoglądałam na Toma który chyba nawet nie wiedział o co chodzi.
-Z tąd że jeszcze ani razu nie widziałam jak sie całujecie.-Zaczełam jeść kanapke bo nie chciałam nic mówić; poprostu nie wiedziałam co mam mówić i robić i tyle ale na szczęście Tom mnie uratował podszedłdo mnie pocałował i powiedział coś takiego do Susan:
-,,Zadowolona?''-i wyszedł a ja byłam szczęśliwa że stało sie to co się stało.Przez całe śniadanie Susan się nie odzywała nawet się z tego cieszyłam bo nie miałam zamiaru z nią gadać i tyle.Po śniadaniu poszłam do salonu pooglądać telewizje nic ciekawego z filmów nie leciało więc przełączyłam na Disney Chanel akurat leciał serial ,,Słonneczna Sonny'' ale to też mnie znudziło więc przełączyłam na Vive akurat leciała jedna z moich ulubionych piosenek więc zaczełam ją śpiewać:
Mmmm whatcha say,
Mmm that you only meant well?
Well of course you did
Mmmm whatcha say, (whatcha say, whatcha say)
Mmmm that it's all for the best?...
-Ładnie.-Odwróciłam sie i zobaczyłam Justina .
-Dzięki-Uśmiechnełam się sztucznie.
-Chyba nie gniewasz sie na Susan co?Poprostu myślała że nie jesteście parą i tyle.
-No to się pomyliła i to bardzo-Usiadłam na kanapie.Wiercił sie w tą i z powrotem.-Robaki masz czy co?
-Nie poprostu denerwuje sie.-Zdziwiłam się.
-Dlaczego?-Usiadł obok mnie chciał coś zrobić ale zaraz dostał sms'a.Przeczytał go i zbliżył się bardziej.
-Dlatego.-Pocałował mnie.Czyłam sie jak w niebie ale zaraz odsunełam go od siebie.
-Co ty wyprawiasz!?-Wrzeszczałam na niego ale nie czekałam długo na odpowiedź gdyż zobaczyłam Toma stojącego razem z Susan w drzwiach.-Tom to nie tak jak myślisz.
-A niby jak?-Nie mogłam wykrztusić słowa-No właśnie tak jak myślałem.
-Tom prosze nie-Nie mogłam powstrzymać łez.
-Sorki Paula ale to już koniec.-Podbiegłam do niego i złapałam za ramię.
-Proszę zostań.-Patrzyłam mu w oczy.
-Myślałem że jesteś inna ale jak widze myliłem się a teraz sorki ale muszę już iść sie spakowac jutro z rana mam samolot.-Zabrał ręke i poszedł.Odwróciłam się do Justina i wykrzyczałam:
-NIE NAWIDZE CIĘ!-I pobiegłam do swojego pokoju.
Następnego dnia
-Napewno nie spadnie?-Spytałam się mojej mamy.
-Napewno :) -Przez salon przeszedł Tom z walizkami i nawet na mnie nie spojrzał tylko poszedł w stronę taksówki.-Spokojnie córciu będą jeszcze inni.-wziełam do ręki kolczyki.
-Tak tylko nie tacy jak Tom.-Uśmiechneła się.
-Spokojnie nic się nie stało przeciez nie wyjawiłaś mu swojej tajemnicy co nie-Zaśmiała się a ja pomyślałam,,Żebyś się nie zdiwiła''.
-Nie skądże-Uśmiechnełąm się sztucznie.
-No widzisz więc nie ma problem ale by był gdyby wiedział o twojej tajemnicy.-Zaczeła układać ciuchy.
-Dlaczego?-Byłam ciekawa.
-Bo widzisz córciu też kiedyś miałam swoją tajemnicę i wyjawiłam ją pewnemu chłopakowi .Bardzo go kochałam i wierzyłam że nigdy nie wyjawi jej nikomu a wiesz co on zrobił?Sprzedał ją za 10 000 tys. puźniej tylko słyszałam gdzieś o nim w radiu czy telewizji bo za te 10,000 tys. postanowił zostać muzykiem.Próbował mnie przeprosić po 2 latach ale ja i tak mu nie wybaczyłam ,wogóle kto by wybaczył facetowi który odezwał się po 2 latach?Powiedz mi kto?Nawet gdyby tu dzisiaj stanął przedemną nie wybaczyłabym mu.-I znów zaczeła składać ubrania.
-To straszne ,nie wiem co bym zrobiła gdyby mnie to spotkało.-Byłam trochę zakłopotana.
-Spokojnie nie pozwole na to-Usmiechneła się ale ja i tak byłam smutna.
-Pójde się położyc jestem trochę zmęczona.-Wstałam i poszłam w stronę drzwi ale mama mnie zawołała.
-...nie idziesz pożegnać się z Tomem?-Była zdziwiona.
-Nie,przecież nie wyjezdża na wieki prawda?Przecież spotkamy się w szkole.-Uśmiechnełam się ale mama miała inną minę.-Co się stało?-Usiadłam obok niej.
-Jutro jedziemy do Nowego Yorku.-Patrzała na mnie z taką miną jakby chciała mi powiedzieć:,,Przepraszam cię''.
-Jak mogłaś mi tego nie powiedzieć?!Jesteś najgorszą matką na świecie!-Wybiegłam z domu.Biegłam przed siebie aż wkońcu trafiłam do miasta szukałam i szukałam jakiegoś hotelu ale nie znalazłam więc poszłam do baru spytac się o drogę.
-Przepraszam gdzie tu mozna znaleść jakiś hotel?-Spytałam się kolesia w wąsach.
-Najbliższy hotel jest przy ul.Deusch mogę cie zawieść-Gdy się odwróciłam zobaczyłam chłopaka był to James.
-Co ty tu robisz?-Oparłam się o lade.
-Pracuje nie widać?-Uśmiechnełąm się.
-A ja myślałam że jestes bogatym chłoptasiem podrywającym dziewczyny-Z jego uśmieszku zrobila się zdziwionamina.
-No wiesz to że moi rodzice są bogaci to nie znaczy że pozwalają mi na wszystko tak jak twoi albo jak twój chłoptaś Justin który robi co chce. -Wściekłam się.
-Moi rodzice nie pozwalają mi na nic,Justin to nie mój chłopak a ty jesteś zwykłym egoistą skoro tak myślisz.-Wyszłam z baru.Zaraz za mną wybiegł James.
-Zaczekaj!-Krzyczał biegnąc za mna.Odwróciłąm się.
-Po co? -Stanął
-Bo... chcę cię przeprosić.-Zdziwiłam się
-Ty....?-Tez sie zdziwił tego pytania.
-No tak ja....naprawde przepraszam nie wiedziałem że tak szybko żuciłas Justina.-Teraz to się wsciekłam
-ŻE CO?JA NAWET Z NIM NIE BYŁAM, NIE OBCHODZI MNIE JAKIS ROZKAPRYSZONY LALUŚ KTÓRY MIAŁ KIEPSKIE DZIECIŃSTWO NAPRAWDE MNIE NIE OBCHODZI.DOBRA WIEM JAK MU CIEZKO BYŁO BO JA TEZ MIAŁAM TAKIE DZIECIŃSTWO no może podobne...-Zaczełam płakać.James mnie przytulil.-...mam już tego dość ,nie wytrzymuje tego wszystkiego ...-Zaczełam płakac.
-...przykro mi nie wiedziałem że miałaś kiepskie dzieciństwo w bogatej rodzinie.-Wkurzyłam się.
-Posłuchaj lalusiu w dzieciństwie niebyłam bogata wręcz przeciwnie byłam biedna nie chodziłam do szkoły bo musiałam pilnowac mojego rodzeństwa które puźniej straciłam,trafiłam do domu opieki dziecka z kąd puźniej do rodziny zastępczej a jeszcze puźniej do kolejnej i tak własnie trafiłam tu gdzie osądzają mnie o oszustwo,kłamstwo i myślą że jestem kimś kim wgl. nie jestem a do tego mój chłopak którego kocham, właśnie osądził mnie o zdrade mam mówić dalej?-Miał zdiwioną mine
-Jeju jak ty histeryzujesz.-Zaśmiał się.
-Co?....wiesz co nie mam do ciebie sił wracam do domu...bo... przecież musze isc na koncert bo nie dadza se bezemnie rady tzn. nie dadza sobie rady bezemnie bo wiesz szykuje im stroje.-Byłam zaplątana.
-Jasne...-Odwrócił się.
-....co to ma znaczyć?-Uśmiechnełam się
-Nic zupełnie.
-Ej... no weś.
-Widać że nie umiesz kłamać.-Zdziwiłam sie
-O co Ci chodzi?
-To ja szykuje stroje dla tych rozpieszczonych gwiazdeczek.-Byłam wkurzona ale nie mogłam pozwolić na to by to zauważył więc udawałam.
-Super.
-Moge cię odwieść, oczywiście jeżeli chcesz.-Usmiechną się.
-Okej.-Uśmiechnełam się; Jechaliśmy dość krótko.
-Coś sie stało?-Byłam zamyślona.
-Nie nic tylko.... miałeś kiedyś takie wrażenie że ledwo co poznałeś kogoś a chcesz już mu powiedzieć o wszystkim nawet o najskrytszych sekretach o których nikt oprócz paru osób nie wie?
-Tak,często mi sie to zdarza ale raz zdarzyło mi się coś takiego że spotkałem taką zieloną dziewczyne i chciałem powiedzieć że ją kocham-Zaśmiałam się i lekko uderzyłam go w ramie.
-No co?
-Nic.-Znów ucichliśmy.Ciągle myślałam o Tomie ale przy Jamsie czułam się bezpieczna tak jak nigdy dotąd.
-Dojechalismy-James zatrzymał samochód.
-Ile tu ludzi.-Martwiłam się.
-Nie mów że się ich boisz.
-Nie skądże.
-Chodź oprowadze cię.
-Oki-Poszliśmy do jakiegoś stoiska z maskotkami.
-Chcę żebyś poznała moją siostrę Elizabeth.-Uśmiechnełam się
-Cześć jestem Pauline.
-Cześć-Mocno złapała mnie za ręke.-Jejciu jaka ty jesteś podobna do Demi Lovato zupełnie jakbyś była jej siostrą bliźniaczką.-Zmartwiłam się.
-Siostra powinnaś przestać oglądać telewizje.-Zaczełam improwizować
- Właśnie zbyt dużo oglądasz telewizje, naprawde ja kiedyś oglądałam dużo telewizji i raz myślałam że moja mama jest Pauliną Ignasiak.
-Serio?
-Serio.-Zdziwiłam się że to zadziałało.
-Super ale masz problem nie dam się na to nabrać.-Poszliśmy za scenę.
-Wybacz siostra już tak ma.-Uśmiechnełam się sztucznie.
-To u was chyba rodzinne.-Patrzyłam na niego i ciągle widziałam Toma przed soba.
-Ta....-Poszliśmy do garderoby Demi tzn.mojej.Usiadłam na krześle.
-James.-Zwróciłam się do James'a
-Co?-Grzebał coś w ciuchach.
-Myślisz że jak komuś powiesz coś co jest bardzo ważne dla Ciebie tak bardzo że nikomu o tym nie mówisz ale chcesz żeby ta osoba wiedziała to czy.... myślisz że ta osoba nikomu nie powie ?-W myslach błagałam żeby powiedział że tak myśli.
-Tak,ale nie wiadomo jak długo będzie to trwać bo... no nie wiem powiem ci to tak jak myśle więc tak:
Jeżeli mówisz komuś o rzeczy która jest dla ciebie ważna i prosisz ją żeby nikomu nie mówiła to wiadomo że powie że nie powie ale to nie będzie trwać długo ponieważ ta osoba nie wytrzyma tej depresji którą ty znosisz.-Uśmiechną się.-A co?
-Nie nic...poprostu chciałam znać twoje zdanie.
-O to miłe ale wiesz co zaraz koncert i musze zadzwonic do Demi Lovato możesz przez chwile nie gadać?-Przestraszyłam się.
-Jasne.
-To dobrze-Wybrał numer a komórka zaczeła mi dzwonić James dziwnie na mnie spojrzał.Zobaczyłam było napisanie,, zastępca-garderoba''Poczułam jak robie się blada.Spojrzałam na James'a i zaczełam improwizować.
-To mama musze odebrac najlepiej jak wyjde.-Wybiegłam z garderoby i odebrałąm telefon:
-Tak?-Powiedziałam do słuchawki.
-Witam z tej strony James zastępuje styliste kiedy będziesz zaraz koncert.-Nie wiedziałam co powiedzieć.
-Za jakieś pół godziny jestem w....-Szybko złapałam jakąś ulotke.-...w Matischu.
-...y...aha dobrze to już szykuje ciuchy.-Nie wiedziałem co powiedziec wiec przyczepiłam się.
-Ciuchy?Ciuchami możesz sobie nazywać swoje rzeczy ale moje to są ubrania zrozumiano?-Zamilkł.
-...tttt...tak zrozumiałem,dowidzenia.-Rozłączył się.
-Jeju ależ on wrażliwy.-Poczekałam jeszcze chwile i wróciłam do garderoby.
-I jak tam rozmowa z słynną Demi Lovato?-Zaśmiałam się.
-Nie pytaj boż...
-Y...y przy mnie się nie wymawia takich słów.
-Naprawde jesteś do niej podobna.
-Ta...żebyś wiedział.-Zdziwił się.
-Jak rozmowa z mamą?-Zbladłam
-y...yyy....dobrze ale muszę już wracać.
-Po co?
-Nie mogę Ci powiedzieć.
-Dlaczego?
-Poprostu nie mogę przepraszam.-Wyszłam z garderoby i skierowałam się w stronę domu.Gdy wróciłam zobaczyłam moją mame biegnącą do mnie.
-Pauline zaraz masz koncert.-Mówiła stanowczo.
-Tak wiem-Zdziwiła się.
-Gdybyś wiedziała już dawno byś była na koncercie.-Złapała mnie za ręke i zawlokła do przyczepy.Musiałam przebierać sie z tyłu przyczepy.Wkońcu gdy dojechaliśmy ulżyło mi.
-Chcę żebyś poznała pewnego pana i jego syna dzięki nim mamy największy dom w mieście.-Pomyślałą,,Pewnie jacyś nudziarze'' ale odrazu zmieniłam zdanie gdy zobaczyłam James'a z jakimś facetem idącym w naszą stronę.-Pa...tzn. Demi poznaj pana Carola prezydenta miasta i jego syna James'a.-Nie mogłam uwierzyć że James mnie oszukał chciało mi się płakać ale powstrzymałąm łzy.
-Miło was poznać.-Spojrzałam mu w oczy tak jak wcześniej myślałam że coś zrozumiał ale nie zaprosił mnie jedynie do garderoby by przedstawić mi wszystkich pracowników i powiedzieć że poznał pewną dziewczyne podobna do mnie tzn. do Pauline.
-No więc to już wszyscy życzę połamania nóg-Zaśmiał się ale jak zobaczył że ja się nie śmieje przestał i pod nosem powiedział ,,Tamta dziewczyna przynajmniej sie śmiałą''wkurzyło mnie to więc odpowiedziałam mu..Zajmij sie swoimi sprawami a nie moimi okej'' coś tam powiedział i wyszedł.Gdy usłyszałam że Justin mnie wywołuje wyszłam z garderoby i weszłam na scenę:
-Witam wszystkich mieszkańców Berlina tego przeuroczego miasta!-Wybiegłam skacząc.Stanełam na srodku i zaczełam śpiewać :
She was given the world
There's so much that she couldn't see
And she needed someone
to show her who she could be
And she tried to survive
Wearing her heart on her sleeve
But I needed her to believe
You have your dreams I have mine
You had your tears I was fine
Showed me what I couldn't find
When two different worlds collide
La dee da dee da!...-Patrzyłąm na James'a,Toma,Is,Susan,Justina,Monice,Mariusa,mame,tate i na wszystkich ludzi nie mogłam dalej śpiewać musiałam to powiedzieć,powiedzieć prawde obiecałam.:
-Muszę wam cos powiedziec coś ważnego nauczyłam sie tutaj że ludzie często kłamią i dlatego wiedzą którzy z turystów kłamie ,nauczyłam się tutaj także że rodzina,przyjaciele i miłość przechodzą tu ciężką próbe.Nie chce tutaj niczego stracić dlatego muszę coś zrobić-Zdjełam perukę a odruch ludzi był dość duży.-Tak zazwyczaj wyglądam w szkole i wszędzie chcę wam powiedzieć że było tu mi bardzo miło spędzić ten cały czas w waszym mieście ale muszę już wyjechać.Specjalnie dla was napisałam tą piosenke:
We're like a melody with no words
Until you figure it out
We sing
La, la, la, la
I knoe its simple yeeaa
but its worked ring up till now
cuz up till now yeeaa
every days been like
a dream world
but now ur not
just in my head oh no
When weremember different summers
It's like tossing our hearts to see where they lands
Heads is easy
Tails is harder to plan
If we're starting all over again and again and again ohh
You know that I can't help but wonder
What's gonna happen next
I'm a little curious, oh yeah
Every star that I stood under
You were under it too
Did you ever think about us?
I hope you did it, 'cause I can tell you
That's something I'll never forget
I won't forget
If we remember different summers
It's like tossing your heart to see where it lands
Heads is easy
Tails is harder to plan
If we're starting all over again
only friends just the beginning
but I hope that we find it again
so we can go from here ohh
When weremember different summers
It's like tossing our hearts to see where they lands
Heads is easy
Tails is harder to plan
If we're starting all over again and again and again again and again
When weremember different summers..
-Żegnajcie-Zeszłam ze sceny.Gdy przechodziłam obok garderoby Justina spotkałam James'a
-Więc... nie wiem co powiedzieć.-Ja akurat wiedziałam
-Może powiesz takie proste słowo ,,Przepraszam że skłamałem ale nie miałem wyboru ale wiesz co myślę że jakbym powiedział prawde byłoby o wiele lepiej''-Zamilkł.-Więc teraz wiem dlaczego słowo przepraszam do najtrudniejsze słowo.-Minełam go.
-Zaczekaj.-Złapał mnie za ramię.
-Czego chcesz?-Byłam wściekła
-Przepraszam cię ale naprawde nie mogłem ci powiedzieć kim jestem myślałem że jak ci nie powiem będziesz traktować mnie inaczej niż inne dziewczyny z miasta.-Zabrałam ręke.
-Gdybyś powiedział mi prawde traktowałabym cię inaczej traktowałabym cię jako kogoś komu mogę zaufać a nie jak kogoś kto ciągle kłamie i oszukuje innych.-Poszłam
Cdn....
P.S.Witam w naszym gronie Ayame mam nadzieje że z nami zostaniesz
Subskrybuj:
Posty (Atom)








