Eva Zaśmiała się.
- Oj Davidzie. Jesteś niemiły. Może nas wpuścisz? - David zrobił jak chciała. Dziewczyny poszły do biblioteki, tam gdzie właśnie David bił się z Matim. Zamknął drzwi i poszedł za nimi.
- Jaki bałagan. Jakaś wojna światowa tu była, czy jak? - Spytała przenosząc wzrok z bałaganu na Matiego. Stał osłupiały.
- Eva?
- Co wy z tym macie. Własnej przyjaciółki nie poznajecie?
- To na prawdę ty.
- Och dosyć tych scenek. Powiedz po co przyszłaś. - Powiedział David opierając się o ścianę.
- David gdzie twoje maniery. Och. Przepraszam. Sama się zapomniałam. Poznajcie Alex. Alex to Mati i David. - Wskazała na obojga braci.
- No fajnie. A teraz gadaj.
- Przyszłam was odwiedzić. Nie widziałam was od jakiś dwóch lat.
- I chcielibyśmy żeby tak zostało.
- Davidzie jesteś nie miły. - Powiedziała Alex.
- Na prawdę? Myślałem, że jestem wredny. - Pokazał ironiczny uśmiech.
- Nie Davidzie. Jesteś tylko nie miły. - Uśmiech Davida na chwilę zniknął, ale potem znów się pojawił.
- A teraz? - Podbiegł do niej. Odchylił głowę dziewczyny i wyłonił kły.Dziewczyna nie pokazywała żadnych uczuć.
- Zostaw ją. Jeżeli ją skrzywdzisz będziesz miał do czynienia z Klausem. - Matt się poruszył.
- Z pierwotnym? - Eva odwróciła się i uśmiechnęła.
- Słyszeliście. To dobrze. Klaus już niedługo was odwiedzi. Ma jakąś sprawę do załatwienia z wami. Nie wiem o co chodzi i nie chcę wiedzieć. - Spojrzała na Davida. - Puścisz ją wreszcie? To koleżanka Susan. - David puścił dziewczynę.
- Jesteś znajomą Susan? - Spytał dziewczynę.
- Tak. Mu...
- Nie tłumacz jemu nic i tak nie zrozumie. Przepraszam Was, ale musimy odwiedzić dwie osoby z rodziny Ignasiak.
- Niby kogo takiego?
- Susan i Pauline.
- Nie masz po co się fatygować.
- Dlaczego?
- Paulina nie żyje.
- Na prawdę? - Spojrzała na Matiego. Kiwnął głową na znak, że tak. Spuściła głowę a potem niespodziewanie złapała Davida za kark i przywarła go do ściany.
-Myślisz, że jestem głupia?! Wiem, że nosiła w sobie krew wampira. - Puściła go. - Alex, wychodzimy. - Eva wzięła torebkę, którą wcześniej położyła na stoliku i wyszła. Alex ruszyła za nią zamykając drzwi.
Paulina wróciła do podziemia tuż nad ranem. Wcześniej poszła na śniadanie do lasu. Gdy wchodziła do krypty poczuła czyjść zapach, lecz nie wiedziała kto to.
- Kto tu jest?!
- Ładnie witasz gości.
- Przeprasza. My się znamy? - Eva zaśmiała się.
- Paulina to ja Eva.
- Nie znam żadnej Evy...
- Jakieś dwa lata temu pomogłam Ci znaleźć Alice Cullen, pamiętasz?
- Alice...Alice... to ta mała co miała mieć większą moc ode mnie?
- Tak.
- Co z nią się stało?
- Nie ważne. Przyszłyśmy Ci przekazać pewną wiadomość. Klaus chce się z Tobą zobaczyć.
- Jaki Klaus.
- Dowiesz się w swoim czasie a teraz się odwróć.
- Po co? - Blondynka, która wcześniej stała bez ruchu i nic nie mówiła teraz przemówiła:
- Odwróć się albo ten kołek utkwi Ci zaraz w sercu. - Paulina się odwróciła.
- Nie rozumiem po co to wszystko. - Cisza. Paulina się odwróciła, ale nikogo nie było.
Następnego dnia Isabel otwierała drzwi od mieszkania. Było strasznie ciemno. Gdy zapaliła światło została powitana okrzykiem :
- Sto lat! - Is cała zaskoczona nie wiedziała co powiedzieć. Tyle ludzi w jej rodziców mieszkaniu! Jak oni się tu zmieścili?! Pierwsza podeszła Monia.
- Wszystkiego najlepszego menelko! - Podała jej prezent.
- Co to za ludzie? Większości nie znam.
- Nie szkodzi. Ja także większości nie znam.
- Zaprosiłaś jakiś ludzi nie wiadomo skąd?!
- Gdzie tam. To znajomi znajomych naszych znajomych.
- Y... aha.
- Chodź. Jesteś solenizantką powinnaś być w centrum uwagi. - Monica pociągnęła Isabel za rękę do kuchni. Isabel zaczęli składać życzenia a Monica gdzieś poszła. Nagle Is zobaczyła Susan stojącą w rogu. Postanowiła do niej podejść.
- Cześć. - Powiedziała z nadzieją, że dziewczyna odwrócona do niej plecami jej nie usłyszy. Susan odwróciła się.
- Cześć.
- Co tam?
- Myślałam, że ze sobą nie gadamy.
- Zapomnij, że w ogóle się odezwałam. - Is się odwróciła. Susan zrobiło się jej żal.
- Zaczekaj. - Złapała ją za bark. Is się odwróciła.
- Co?
- Chce...muszę... muszę Ci coś powiedzieć.
- Spoko. Już wiem.
- Ale skąd?
- Widziałam.
- To straszne.
- Ale o czym ty mówisz?
- A ty?
- O tym, że ty i Justin spotykacie się ze sobą.
- Co? Nie. Skąd Ci to przyszło do głowy?
- Widziałam Was na lotnisku.
- A to. To był Luke. To dubler Justina.
- Ccco?
- Dubler. Osoba, która....
- Wiem kto to dubler. Tylko, że ja was widziałam. Dzwoniłam do Justina wtedy i to ona odebrał.
- Ech... dziewczyno. Nie zauważyłaś, że ma sztuczne tatuaże? Albo trochę inny akcent? Justin dał mu jego komórkę bo chciał trochę odpocząć. Myślałam, że wiesz.
- Więc on mnie nie zdradza?
- Nie. -.Is wypuściła powietrze i osunęła się na krzesło, które podała jej Susan.
- Więc co chciałaś mi powiedzieć?
- Ale nikomu nie powiesz dobrze?
- Jasne.
- Paulina żyje. Wczoraj były u mnie takie dwie dziewczyny. Alex i... i... Eva. Powiedziały, że Paulina żyje tylko, ze jest wampirem. Powiedziałam, że im nie wierzę bo wampiry nie istnieją a jedna z nich pokazała swoje kły i wypiła krew tej drugiej. Oczywiście tamtej nic się nie stało. Poza tym jakiś Klaus chce się ze mną zobaczyć. Powiedziały,że dowiem się kiedy to nastąpi. - Is zbladła, ale zaśmiała się jak najgłośniej potrafiła.
- Przestań. Wampiry nie istnieją. Sprawdzasz mnie, tak? To jest ukryta kamera? To jest jakiś haczyk co nie? - Susan pokręciła głową.
- Mówię prawdę!
- Powinnaś pójść do domu. Za dużo wypiłaś.
- Nie oszalałam.
- Posłuchaj. Też tęsknię za Pauliną i pewnie też dałabym się nabrać na takie bzdury gdyby mi coś takiego powiedzieli. Susan. Paulina nie żyje. Musisz się z tym pogodzić.
- Ale...
- To kłamstwo. Grały na twoich uczuciach.- Susan zaczęła płakać.
- Zawieziesz mnie do domu? Proszę.
- Jasne.
Isabel wzięła kluczyki ze stolika i wymknęła się z Susan niepostrzeżenie. Wyszły z bloku i skierowały się na parking. Isabel szła z przodu a za nią Susan.
- Gdzie zaparkowałaś samochód? - Spytała Is odwracając się, ale nie zobaczyła Susan. Potem znowu odwróciła się i dostała czymś ciężkim, chyba deską.
- Przepraszam. Chce odzyskać siostrę.
- I co? - Spytała podenerwowana matka Is.
- Nie odbiera. Po co robiłam tą głupią imprezę?!
- To nie twoja wina. Sami się zgodziliśmy. Mogliśmy się domyślić, że to jej się nie spodoba.
- Przestańmy się obwiniać. Lepiej pomyślmy gdzie może teraz być. - Wszyscy myśleli gdzie Is najczęściej lubiła chodzić.
- Park?
- Możemy sprawdzić. - Wszyscy wyszli z mieszkania Is a potem z bloku. Wpadli na Jamesa.
- Gdzie wy wszyscy idziecie?
- Is zniknęła.
- Jak to?
- Normalnie!
- Spokojnie. Może po prostu pojechała do Natashy.
- Natashy?
- No siostry Pauliny.
- Paulina miała siostrę Natashe? -Spytała matka Is.
- Tak.- Nagle coś zaświeciło w mózgu Moniki. Może... może pojechała do Pauliny? Monika drgnęła. Wszyscy pomyśleli, że trzęsie się z zimna.
- Ja pojadę do domu Ignasiaków. Reszta niech pójdzie w miejsca w których mogłaby być i do znajomych Is. Monica szybko pobiegła do samochodu. Wsiadła do niego i pojechała do Pauliny.
Gdy znalazła się na miejscu nawet nie zważała na to co mogłoby się stać. Dopiero gdy weszła do starej piwnicy ogarnął ją strach.
- Paula jesteś tu?
- Tak a co?
- Czy Is jest z Tobą?
- Nie.
- Jak to nie?! - Monica się przeraziła.
- No nie ma jej tu. Od wczoraj się tu nie pojawiła.
- Była tu wcześniej?
- Tak. Ona jako jedyna o mnie nie zapomniała. Jako jedyna się mnie nie wyrzekła.
- Przepraszam, ale nie czas na to. Is zniknęła nigdzie jej nie ma. Wiesz gdzie może być?
- Is tak po prostu by nie zniknęła. Musiało się coś stać.
- Co?!
- Nie patrz tak na mnie.
- Musimy ją znaleźć!
- Daj telefon.
- Po co?
- Daj i nie zadawaj pytań.- Monica wyjęła swój telefon i podała go Pauli.Paulina wystukała na klawiaturze numer Mateusza i zadzwoniła.
- Monica?
- Musisz nam pomóc.
- Paulina? Dlaczego dzwonisz od Moniki?
- Isabel zniknęła.
- Jak?
- Nie wiem! Pomóż!
- Zaraz u Ciebie będę. - Matt rozłączy się. Po 15 minutach przyjechał do dziewczyn.
- Matt!- Krzyknęła Monica. Podbiegła do niego i go przytuliła. Paulinę coś ukłuło w sercu. To była zazdrość. Zazdrość? Przecież nigdy jej nie czułaś! A może czułaś, ale nie aż tak? Paulina podeszła do nich.
- Co robimy?
- Musimy się rozdzielić. Monica pojedzie ze mną a Paulina pojedzie do Davida i z nim poszuka Is we wszystkich hotelach.
- Ja... okej. - Powiedziała Paulina.
- Nie. Ja wolałabym jechać sprawdzić sama hotele jeżeli Ci to nie przeszkadza Matt. Paulina niech jedzie z Tobą.
- Jeżeli chce.
- Mi to obojętnie.
- To uzgodnione. Ja jadę sama sprawdzić hotele a wy jedziecie sprawdzić stare, opuszczone domy.
- Ok.
czwartek, 5 kwietnia 2012
sobota, 31 marca 2012
rozdział 53
- Jednego mniej. - Powiedział David opierając się o zimną ścianę. Paulina spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem.
- Wynoś się.
- Coś źle powiedziałem?
- WYNOŚ SIĘ! - Krzyknęła Paulina. - po prostu się wynoś. Nie mam ochoty Cię widzieć. - Powiedziała cicho.- Nigdy więcej. - Ostatnie zdanie powiedziała tak cicho, że tylko ktoś o wyostrzonych zmysłach mógł to usłyszeć. David miał takie zmysły jako wampir. Wiedziała o tym. Zrobił jak chciała. Gdy wyszedł Paulina osunęła się na ścianę i zaczęła płakać.
Isabella chodziła sama po mieście. Wszędzie widziała zakochane pary. Chciało jej się jednocześnie płakać, śmiać, krzyczeć i wymiotować.
- Weź się w garść głupia idiotko! - Powiedziała na głos gdy przechodziła obok restauracji "La Cantina" . Wszyscy spojrzeli na nią jak na jakiegoś świra. Isabel się tym nie przejmowała. Była zajęta swoimi sprawami. Do cholery! Chłopak ją zdradzał ze swoją byłą a ona szlajała się po starówce i gada do siebie. Jaki los jest nieprzewidywalny.
Mogła przecież właśnie lecieć z Justinem do Warszawy w jego objęciach. Zamiast jej Justin obściskuje tą su.kę Susan. Dlaczego tak ją nazywa? Przecież nie powinna. Susan zawsze była miła dla niej a ona zabrała jej chłopaka jakby należał do niej. Przecież Is nigdy tak się nie zachowywała. Zawsze była miła, uśmiechnięta, otwarta na wszystkich.Kochała śpiewać i tańczyć. Wszyscy ją lubili. A teraz? Teraz pewnie wszyscy uważają ją za jakąś złodziejkę, kogoś obojętnego na uczucia innych. Dlaczego aż tak się zmieniła?
Isabel szła ul. Długą. Nagle wpadła na pewien pomysł. Mimo iż na lotnisku bała się to teraz wydawał jej się to najlepszy pomysł. Pójdzie do Pauliny. Przyjaciółka ją zrozumie.
Paulina siedziała i płakała. Nie mogła uwierzyć, że nadal ma siłę. Miała prawo się złościć prawda? Wampiry mają wyostrzone wszystko. Czują radość i smutek bardziej. Radość zamienia się w rozkosz a smutek w złość. Nagle usłyszała kroki.
- Mówiłam, że nie chcę nikogo widzieć! - Jakaś postać powoli jakby wystraszona się wyłoniła. Po krótkiej chwili Paulina poznała w tej postaci swoją przyjaciółkę Is. - Is?
- Cześć.
- Po co przyszłaś? - Powiedziała oschle Paulina. Nie chciała żeby zabrzmiało to jak oskarżenie ale Is chyba tak to odebrała.
- Nie potrzebnie tu przychodziłam. Przepraszam. - Is już chciała wyjść, ale Paula ją zatrzymała.
- Zaczekaj... - Paulina czekała na reakcję Is. Przyjaciółka stała. Wydawało się, że zaraz wyjdzie, ale się odwróciła. Dalej powiedz coś! Pomyślała Paulina. - Chcesz pogadać?
- Skąd przyszło Ci to do głowy?
- Bo ostatnio jak się żegnaliście a właściwie... no po prostu ostatnim razem daliście mi do zrozumienia, że nie chcecie mieć ze mną nic wspólnego. - Is patrzyła na Pauline a właściwie na miejsce gdzie jej zdaniem się znajdowała bo wokół panowała ciemność. Is czuła jak do oczu napływają jej łzy. Nie wytrzymała. Wybuchnęła płaczem.
- Justin mnie zdradza!
- Ale... z kim?
- Z Susan.
- Jesteś pewna?
- Widziałam ich na lotnisku jak... jak się całowali i przytulali. Ja... on...
- Dobrze, już dobrze, nie płacz. - Paulina podeszła do Is. Ale nie całkowicie. Stanęła na przeciwko niej, lecz nie za blisko. Nie chciała przestraszyć przyjaciółki. Is przestraszyła się reakcji Pauliny więc się poruszyła.
- Co ja mam zrobić?
- Nie wiem...
- Coś się stało?
- Ja... Mati nie chce mnie widzieć a David... Davida wyrzuciłam.
- Dlaczego? - Isabel wytarła łzę, która spłynęła jej po policzku.
- Powiedział, że mnie kocha a ja odpowiedziałam mu, że jego miłość mi nie y=wystarcza, że to nie jest wystarczający powód by żyć. A na Davida się wściekłam. Wszystko zniszczył.
- Mati na pewno zrozumie, że Ciebie i Davida nic nie łączy. - Paulina spojrzała na przyjaciółkę takim wzrokiem jakby chciała powiedzieć " Przepraszam tak jakoś wyszło" - Pocałowałaś Davida?!
- Nnnie!! Nie,nie,nie!
-Więc o co chodzi? - Paulina pokiwała głową.
- Sama nie wiem. Ja... -Paulina otworzyła szeroko oczy. Isabel. Ta Isabel jaką znała od podstawówki. ta, która zawsze była silna mimo iż cały świat ją przytłaczał. Przytuła Pauline. Czy aż tak wszyscy się zmienili? Po chwili Is puściła Paule.
- Mogłabyś stąd wyjść? - Spytała Is co jeszcze bardziej zaskoczyło Pauline.
- Jasne, ale dlaczego pytasz?
- Pójdziemy gdzieś?
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Wszyscy mnie znają. Jeżeli mnie zobaczą...
- Jeżeli Cię zobaczą powiesz, że jesteś siostrą Pauliny Natashą.
- Nie uwierzą mi. Natasha jest w Ameryce nagrywa płytę.
- Już nie. Odkąd wyjechała śledzę jej stronę. Dziś miała przyjechać do Polski. Paulina ona... ona nic nie wie.
- Chciałabym ją zobaczyć...
- Przykro mi. - Zapadła cisza. Is zastanawiała się jak ją przerwać w końcu powiedziała: Może pojedziemy na bloki do nas? Pamiętasz stare czasy? - Paulina się zaśmiała. Pamiętała wszystko.Czasy kiedy miała jakąś głupią moc, czasy kiedy była wampirem, czasy kiedy nim nie była, to wszystko. Przede wszystkim pamiętała momenty spędzone ze swoimi przyjaciółmi, wtedy kiedy... kiedy była człowiekiem. Isabel jakby czytała w jej myślach powiedziała: Jeżeli nie chcesz nie musimy. Możemy pójść gdzieś indziej.
- Nie. - Zanim powiedziała dalsze słowo trochę potrwało. Atmosfera wydawała się napięta. - Nie. Muszę się z tym oswoić. - Dziewczyny stały. W końcu Isabel pociągnęła Paulinę za ramię i pojechały na bloki. Paulinie wydawało się, że minęły wieki. Wszyscy patrzyli na nią jak na jakiegoś dziwoląga. Isabel za każdym razem tłumaczyła, że jestem siostrą Pauliny.Paulina nagle dostrzegła blondyna. Paulina go znała. To był...
- Czy to nie jest James?
- Tak to on.
- Zmienił się.
- Wyprzystojniał od waszego ostatniego spotkania co nie?
- I to jak.
- Chcesz się z nim przywitać? - Is zadała to pytanie przyjaciółce spoglądając na nią.
- Nie mogę. Jestem martwa zapomniałaś?
- Jesteś Natasha, zapomniałaś? - Paulina złapała powietrze do płuc a potem je wypuściła.
- Okej. Spróbujmy. - Dziewczyny podeszły do Jamesa.
- Hejka James, co tam? - James uśmiechnął się do Is. Gdy spojrzał na Pauline zamarł. - To siostra Pauliny, Natasha.
- Cześć. - Podał jej rękę jakby był zahipnotyzowany.
- Hej.
- Jak ty bardzo przypominasz Pauline. - Paulinie wydawało się, że zbladła. Czy to w ogóle możliwe? Przecież wampiry mają bladą cerę. - Przepraszam nie powinienem tego mówić. Wybacz mi. Zawsze mówię to co mi ślina na język przyniesie. - Paulina chciała się zaśmiać, ale nie wypadało powiedziała tylko ciche " nie szkodzi". Zapadła głęboka cisza. Wiedziała o czym wszyscy myślą. O tej samej osobie, lecz w różnych wariantach. James wspomina jak się kiedyś czuł z Pauliną a potem karcił siebie za te myśli. Isabel myślała o tym w co wkopała Pauline. Mogła ją zostawić. A Paulina myślała.. no cóż... nie myślała. Czytała wszystkim w myślach.
- Może... może przyjdziecie jutro na plażę? - Isabel uśmiechnęła się, ale potem spojrzała na Pauline i się zaczerwieniła. Paulina natomiast uświadomiło sobie jedną rzecz. Jest wampirem, więc nie może wychodzić na słońce. Spojrzała do góry. Była już noc i było widać gwiazdy. Miała szczęście. Co by się z nią stało gdyby wyszła na słońce? Pewnie to co z Eleną. Spłonie żywcem. Nie. Paulina na pewno tego nie chciała.
- Przykro mi, ale... mam już plany, ale Is na pewno się wybierze. - Is jeszcze bardziej się zaczerwieniła. Teraz wyglądała jak burak cukrowy.
- Ja też nie mogę. Przykro mi.
- Szkoda. Może kiedy indziej. - Spojrzał na Is. O Boże! On ją podrywa!
- Na pewno. - Powiedziała Paulina i szturchnęła przyjaciółkę.Ta tylko potrząsnęła głową. - Musimy już iść. Cześć. - Paulina popchnęła przyjaciółkę a gdy były już wystarczająco daleko od Jamesa powiedziała:
- On Cię podrywał!
- Nie.
- Tak. I to jak!
- Może... - Po chwili zastanowienia powiedziała : nie...
- Tak!
- No dobra... - Paulina szturchnęła przyjaciółkę.
- Czemu się z nim nie umówisz?
- Bo nadal jestem dziewczyną Justina. Poza tym... nie umawiam się z obecnymi i byłymi chłopakami moich przyjaciółek. - Is stanęła. Paulina także.
- Co się stało? - Spytała.
- Chodzę z Justinem a wcześniej on chodził z Susan. Zabrałam przyjaciółce chłopaka. Paulina wybacz mi. Wybaczysz?- Is klęknęła na ulicy składając ręce.
- Już dawno Ci wybaczyłam. Justin sam wybrał.
- Tak, ale mogłam odmówić.
- Byłaś w nim zakochana. Każda kobieta gdy jest zakochana robi głupie rzeczy i nawet się nad nimi nie zastanawia.
- Czy Susan mi kiedykolwiek wybaczy?
- Hm... to raczej ona powinna błagać Ciebie o wybaczenie bo to ona umawia się z twoim chłopakiem a nie a odwrót.
- No tak. Zapomniałam.
- Wstawaj. - Paulina odniosła przyjaciółkę z ziemi. - Pomyślą, że zwariowałaś. A jeżeli chodzi o Jamesa to możesz się z nim umawiać do woli. Oczywiście jak Justin i ty już nie będziecie razem. Pfu,pfu.
Mati chodził po domu cały podenerwowany. Gdy usłyszał czyjeś kroki przystanął.
- Spokojnie braciszku to tylko ja.
- Tego się obawiałem.
- Masz mi coś za złe? Co zrobiłem? A... chodzi o to, że Cię zabiłem nie,nie... czekaj... to ty mnie zabiłeś.
- Dobrze wiesz o co chodzi.
- Paulina wybrała tego lepszego. Tego, który wie jak się zabawić.- Mati się zdenerwował. Szybko złapał Davida za kark i rzucił nim o ścianę. Wszystkie kieliszki do wina się potłukły. David leżał na ziemi.
-Niezły krok braciszku, ale zapominasz kto tu jest silniejszy. - Zanim powiedział ostatnie zdanie już trzymał Mateusza za szyję a w drugiej ręce trzymał kołek.
- Dalej. Zakończ moje męki. - David nie ustępował uścisku. Stał cicho. Po chwili rzucił kołek na ziemię.
- Nie braciszku. Tak nie będzie. Ty zacząłeś, ale ja na pewno nie skończę. - Odwrócił się. Mateusz złapał się za szyję a po chwili rzucił się na Davida ten jedna złapał Matiego i rzucił nim o stół. - Nie walcz ze mną. To nie ma sensu. Powinieneś się pogodzić z wyborem Pauliny. - Mati wstał z ziemi. Był cały w szkle. Spojrzał pustym wzrokiem na David i usiadł na fotelu. David ruszył do drzwi. Gdy je otworzył zamarł. Zobaczył brunetkę a obok niej blondynkę. Spojrzał na brunetkę i spytał:
- Eva?
- Wynoś się.
- Coś źle powiedziałem?
- WYNOŚ SIĘ! - Krzyknęła Paulina. - po prostu się wynoś. Nie mam ochoty Cię widzieć. - Powiedziała cicho.- Nigdy więcej. - Ostatnie zdanie powiedziała tak cicho, że tylko ktoś o wyostrzonych zmysłach mógł to usłyszeć. David miał takie zmysły jako wampir. Wiedziała o tym. Zrobił jak chciała. Gdy wyszedł Paulina osunęła się na ścianę i zaczęła płakać.
Isabella chodziła sama po mieście. Wszędzie widziała zakochane pary. Chciało jej się jednocześnie płakać, śmiać, krzyczeć i wymiotować.
- Weź się w garść głupia idiotko! - Powiedziała na głos gdy przechodziła obok restauracji "La Cantina" . Wszyscy spojrzeli na nią jak na jakiegoś świra. Isabel się tym nie przejmowała. Była zajęta swoimi sprawami. Do cholery! Chłopak ją zdradzał ze swoją byłą a ona szlajała się po starówce i gada do siebie. Jaki los jest nieprzewidywalny.
Mogła przecież właśnie lecieć z Justinem do Warszawy w jego objęciach. Zamiast jej Justin obściskuje tą su.kę Susan. Dlaczego tak ją nazywa? Przecież nie powinna. Susan zawsze była miła dla niej a ona zabrała jej chłopaka jakby należał do niej. Przecież Is nigdy tak się nie zachowywała. Zawsze była miła, uśmiechnięta, otwarta na wszystkich.Kochała śpiewać i tańczyć. Wszyscy ją lubili. A teraz? Teraz pewnie wszyscy uważają ją za jakąś złodziejkę, kogoś obojętnego na uczucia innych. Dlaczego aż tak się zmieniła?
Isabel szła ul. Długą. Nagle wpadła na pewien pomysł. Mimo iż na lotnisku bała się to teraz wydawał jej się to najlepszy pomysł. Pójdzie do Pauliny. Przyjaciółka ją zrozumie.
Paulina siedziała i płakała. Nie mogła uwierzyć, że nadal ma siłę. Miała prawo się złościć prawda? Wampiry mają wyostrzone wszystko. Czują radość i smutek bardziej. Radość zamienia się w rozkosz a smutek w złość. Nagle usłyszała kroki.
- Mówiłam, że nie chcę nikogo widzieć! - Jakaś postać powoli jakby wystraszona się wyłoniła. Po krótkiej chwili Paulina poznała w tej postaci swoją przyjaciółkę Is. - Is?
- Cześć.
- Po co przyszłaś? - Powiedziała oschle Paulina. Nie chciała żeby zabrzmiało to jak oskarżenie ale Is chyba tak to odebrała.
- Nie potrzebnie tu przychodziłam. Przepraszam. - Is już chciała wyjść, ale Paula ją zatrzymała.
- Zaczekaj... - Paulina czekała na reakcję Is. Przyjaciółka stała. Wydawało się, że zaraz wyjdzie, ale się odwróciła. Dalej powiedz coś! Pomyślała Paulina. - Chcesz pogadać?
- Skąd przyszło Ci to do głowy?
- Bo ostatnio jak się żegnaliście a właściwie... no po prostu ostatnim razem daliście mi do zrozumienia, że nie chcecie mieć ze mną nic wspólnego. - Is patrzyła na Pauline a właściwie na miejsce gdzie jej zdaniem się znajdowała bo wokół panowała ciemność. Is czuła jak do oczu napływają jej łzy. Nie wytrzymała. Wybuchnęła płaczem.
- Justin mnie zdradza!
- Ale... z kim?
- Z Susan.
- Jesteś pewna?
- Widziałam ich na lotnisku jak... jak się całowali i przytulali. Ja... on...
- Dobrze, już dobrze, nie płacz. - Paulina podeszła do Is. Ale nie całkowicie. Stanęła na przeciwko niej, lecz nie za blisko. Nie chciała przestraszyć przyjaciółki. Is przestraszyła się reakcji Pauliny więc się poruszyła.
- Co ja mam zrobić?
- Nie wiem...
- Coś się stało?
- Ja... Mati nie chce mnie widzieć a David... Davida wyrzuciłam.
- Dlaczego? - Isabel wytarła łzę, która spłynęła jej po policzku.
- Powiedział, że mnie kocha a ja odpowiedziałam mu, że jego miłość mi nie y=wystarcza, że to nie jest wystarczający powód by żyć. A na Davida się wściekłam. Wszystko zniszczył.
- Mati na pewno zrozumie, że Ciebie i Davida nic nie łączy. - Paulina spojrzała na przyjaciółkę takim wzrokiem jakby chciała powiedzieć " Przepraszam tak jakoś wyszło" - Pocałowałaś Davida?!
- Nnnie!! Nie,nie,nie!
-Więc o co chodzi? - Paulina pokiwała głową.
- Sama nie wiem. Ja... -Paulina otworzyła szeroko oczy. Isabel. Ta Isabel jaką znała od podstawówki. ta, która zawsze była silna mimo iż cały świat ją przytłaczał. Przytuła Pauline. Czy aż tak wszyscy się zmienili? Po chwili Is puściła Paule.
- Mogłabyś stąd wyjść? - Spytała Is co jeszcze bardziej zaskoczyło Pauline.
- Jasne, ale dlaczego pytasz?
- Pójdziemy gdzieś?
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Wszyscy mnie znają. Jeżeli mnie zobaczą...
- Jeżeli Cię zobaczą powiesz, że jesteś siostrą Pauliny Natashą.
- Nie uwierzą mi. Natasha jest w Ameryce nagrywa płytę.
- Już nie. Odkąd wyjechała śledzę jej stronę. Dziś miała przyjechać do Polski. Paulina ona... ona nic nie wie.
- Chciałabym ją zobaczyć...
- Przykro mi. - Zapadła cisza. Is zastanawiała się jak ją przerwać w końcu powiedziała: Może pojedziemy na bloki do nas? Pamiętasz stare czasy? - Paulina się zaśmiała. Pamiętała wszystko.Czasy kiedy miała jakąś głupią moc, czasy kiedy była wampirem, czasy kiedy nim nie była, to wszystko. Przede wszystkim pamiętała momenty spędzone ze swoimi przyjaciółmi, wtedy kiedy... kiedy była człowiekiem. Isabel jakby czytała w jej myślach powiedziała: Jeżeli nie chcesz nie musimy. Możemy pójść gdzieś indziej.
- Nie. - Zanim powiedziała dalsze słowo trochę potrwało. Atmosfera wydawała się napięta. - Nie. Muszę się z tym oswoić. - Dziewczyny stały. W końcu Isabel pociągnęła Paulinę za ramię i pojechały na bloki. Paulinie wydawało się, że minęły wieki. Wszyscy patrzyli na nią jak na jakiegoś dziwoląga. Isabel za każdym razem tłumaczyła, że jestem siostrą Pauliny.Paulina nagle dostrzegła blondyna. Paulina go znała. To był...
- Czy to nie jest James?
- Tak to on.
- Zmienił się.
- Wyprzystojniał od waszego ostatniego spotkania co nie?
- I to jak.
- Chcesz się z nim przywitać? - Is zadała to pytanie przyjaciółce spoglądając na nią.
- Nie mogę. Jestem martwa zapomniałaś?
- Jesteś Natasha, zapomniałaś? - Paulina złapała powietrze do płuc a potem je wypuściła.
- Okej. Spróbujmy. - Dziewczyny podeszły do Jamesa.
- Hejka James, co tam? - James uśmiechnął się do Is. Gdy spojrzał na Pauline zamarł. - To siostra Pauliny, Natasha.
- Cześć. - Podał jej rękę jakby był zahipnotyzowany.
- Hej.
- Jak ty bardzo przypominasz Pauline. - Paulinie wydawało się, że zbladła. Czy to w ogóle możliwe? Przecież wampiry mają bladą cerę. - Przepraszam nie powinienem tego mówić. Wybacz mi. Zawsze mówię to co mi ślina na język przyniesie. - Paulina chciała się zaśmiać, ale nie wypadało powiedziała tylko ciche " nie szkodzi". Zapadła głęboka cisza. Wiedziała o czym wszyscy myślą. O tej samej osobie, lecz w różnych wariantach. James wspomina jak się kiedyś czuł z Pauliną a potem karcił siebie za te myśli. Isabel myślała o tym w co wkopała Pauline. Mogła ją zostawić. A Paulina myślała.. no cóż... nie myślała. Czytała wszystkim w myślach.
- Może... może przyjdziecie jutro na plażę? - Isabel uśmiechnęła się, ale potem spojrzała na Pauline i się zaczerwieniła. Paulina natomiast uświadomiło sobie jedną rzecz. Jest wampirem, więc nie może wychodzić na słońce. Spojrzała do góry. Była już noc i było widać gwiazdy. Miała szczęście. Co by się z nią stało gdyby wyszła na słońce? Pewnie to co z Eleną. Spłonie żywcem. Nie. Paulina na pewno tego nie chciała.
- Przykro mi, ale... mam już plany, ale Is na pewno się wybierze. - Is jeszcze bardziej się zaczerwieniła. Teraz wyglądała jak burak cukrowy.
- Ja też nie mogę. Przykro mi.
- Szkoda. Może kiedy indziej. - Spojrzał na Is. O Boże! On ją podrywa!
- Na pewno. - Powiedziała Paulina i szturchnęła przyjaciółkę.Ta tylko potrząsnęła głową. - Musimy już iść. Cześć. - Paulina popchnęła przyjaciółkę a gdy były już wystarczająco daleko od Jamesa powiedziała:
- On Cię podrywał!
- Nie.
- Tak. I to jak!
- Może... - Po chwili zastanowienia powiedziała : nie...
- Tak!
- No dobra... - Paulina szturchnęła przyjaciółkę.
- Czemu się z nim nie umówisz?
- Bo nadal jestem dziewczyną Justina. Poza tym... nie umawiam się z obecnymi i byłymi chłopakami moich przyjaciółek. - Is stanęła. Paulina także.
- Co się stało? - Spytała.
- Chodzę z Justinem a wcześniej on chodził z Susan. Zabrałam przyjaciółce chłopaka. Paulina wybacz mi. Wybaczysz?- Is klęknęła na ulicy składając ręce.
- Już dawno Ci wybaczyłam. Justin sam wybrał.
- Tak, ale mogłam odmówić.
- Byłaś w nim zakochana. Każda kobieta gdy jest zakochana robi głupie rzeczy i nawet się nad nimi nie zastanawia.
- Czy Susan mi kiedykolwiek wybaczy?
- Hm... to raczej ona powinna błagać Ciebie o wybaczenie bo to ona umawia się z twoim chłopakiem a nie a odwrót.
- No tak. Zapomniałam.
- Wstawaj. - Paulina odniosła przyjaciółkę z ziemi. - Pomyślą, że zwariowałaś. A jeżeli chodzi o Jamesa to możesz się z nim umawiać do woli. Oczywiście jak Justin i ty już nie będziecie razem. Pfu,pfu.
Mati chodził po domu cały podenerwowany. Gdy usłyszał czyjeś kroki przystanął.
- Spokojnie braciszku to tylko ja.
- Tego się obawiałem.
- Masz mi coś za złe? Co zrobiłem? A... chodzi o to, że Cię zabiłem nie,nie... czekaj... to ty mnie zabiłeś.
- Dobrze wiesz o co chodzi.
- Paulina wybrała tego lepszego. Tego, który wie jak się zabawić.- Mati się zdenerwował. Szybko złapał Davida za kark i rzucił nim o ścianę. Wszystkie kieliszki do wina się potłukły. David leżał na ziemi.
-Niezły krok braciszku, ale zapominasz kto tu jest silniejszy. - Zanim powiedział ostatnie zdanie już trzymał Mateusza za szyję a w drugiej ręce trzymał kołek.
- Dalej. Zakończ moje męki. - David nie ustępował uścisku. Stał cicho. Po chwili rzucił kołek na ziemię.
- Nie braciszku. Tak nie będzie. Ty zacząłeś, ale ja na pewno nie skończę. - Odwrócił się. Mateusz złapał się za szyję a po chwili rzucił się na Davida ten jedna złapał Matiego i rzucił nim o stół. - Nie walcz ze mną. To nie ma sensu. Powinieneś się pogodzić z wyborem Pauliny. - Mati wstał z ziemi. Był cały w szkle. Spojrzał pustym wzrokiem na David i usiadł na fotelu. David ruszył do drzwi. Gdy je otworzył zamarł. Zobaczył brunetkę a obok niej blondynkę. Spojrzał na brunetkę i spytał:
- Eva?
czwartek, 29 marca 2012
rozdział 52
Gdy Ewa przyszła w piątek do podziemia nie zaznała w niej wampirzycy. Była cała podenerwowana ponieważ nie wiedziała gdzie mogła się podziać jej przyjaciółka. Jak najszybciej wyszła z jaskini i zadzwoniła do Matiego.
- Tak? - Spytał głos w słuchawce.
- Mati, Paulina zniknęła!
- Jak to?
- Nie wiem. Przyszłam i już jej nie było. Boję się, że coś się stało.
- Zaraz tam będę. - Mati jak powiedział, tak zrobił. Przybył na miejsce jak najszybciej się dało. Ewa zobaczyła krew na jego koszuli. Było jej wstyd że przerwała mu. Mati powiedział żeby się nie przejmowała. Ewa pokolei wszystko omówiła a gdy skończyła ustalili, że się rozdzielą i przeszukają całe miasto, nawet gdyby miało im to zająć cały dzień a mieli niewiele czasu, gdyż była już godzina dziewiąta a miasto dość duże. Ewa odwiedzić najbliższych Pauliny, czyli znajomych, przyjaciół a także rodzinę. Natomiast Mateusz wszystkie sklepy, szpitale i miejsca w których Paulina najczęściej bywała. Po kilku godzinach gdy Ewa już wszystkich odwiedziła zadzwoniła do Mateusza.
- Znalazłeś ją?
- Nie a ty?
- U mnie to samo.
- Nie mogła się tak po prostu rozpłynąć.
- Jest już późno. Będę wracać do domu. Ty też powinieneś odpocząć.
- Jestem sama wiesz kim. Dam radę. Poszu...- Mateusz przerwał w pół zdania. Wydawało mu się, że widzi Pauline, ale ona wyglądała inaczej. Dłuższe, ciemniejsze włosy, ciemną karnację, eleganckie ciuchy i była także umalowana.
- Mati. Mati jesteś tam?- Mateusz dopiero po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, że Ewa go woła, właściwie krzyczy.
- Tak jestem. Chyba...- Mateusz chwile się zastanowił.- Chyba widzę Paulinę.
- Chyba?
- Jest do niej podobna, nie jestem pewien...
- Może podjedź i zapytaj?
- Kończę pa. - Mati rozłączył się i podszedł do dziewczyny. Brunetka od razu poznała Matiego.
- Mati! - Krzyknęła. Chłopak lekko się speszył
- Hhhhej.
- Nie poznajesz mnie?
- A powinienem?
- To ja. Natasha.Jestem tak jakby siostrą pauliny. A właśnie co tam u niej? - Mat już z przyzwyczajenia chciał powiedzieć, że dobrze, że Paula na pewno ucieszy się gdy ją zobaczy, ale wiedział, że to kłamstwo. Zrobił dziwną minę. - Coś się stało?
- Nie wiesz?
- Czego?
- Paulina...- Mat na chwilę stracił głos, ale nie dał po sobie tego poznać i powiedział.- Paulina nie żyje. - Natasha rozszerzyła szeroko oczy. Rzuciła wszystkie torby na ziemię i próbowała się o coś oprzeć. W końcu złapała za jakieś krzesło i usiała.
- Allle...ale..jak...? - Mat powiedział to co mówili wszyscy. Skłamał.
- Miała wypadek.
- Wypadek?
- Znaleźli ją w jakieś jaskini. Powiedzieli, że zmarła z głodu i odwodnienia.
- Matko. - Powiedziała półszeptem Natasha. Myśl, że jej siostra umierała w takich katuszach był przerażający. Chciała krzyczeć że to niesprawiedliwe, ale straciła głos. Przecież Paulina była taka młoda...
- Może... może Cię odwieźć? - Natasha pokiwała głową.
- Mam... - Głos jej się załamywał. - Ktoś... - Nie myśli jasno pomyślała Mati. Wziął Natashe i zaprowadził ją do samochodu. Potem wrócił po zakupy i schował do bagażnika. Przez całą drogę nie rozmawiali a gdy pojechali do domku w którym mieszkała rodzina Ignasiak, Natasha nie wysiadła.
- Boję się tam wejść.
- Nie ma czego. - Natasha spojrzała Mateuszowi prosto w oczy.
- Co ja im powiem? Ja... - Mateusz przytulił Natashe.
- Wiem. - Po chwili dodał.- Jeżeli chcesz mogę wejść z Tobą. - Natasha pokręciła głową.
- Muszę sama tam wejść. - Mati kiwnął głową na znak że rozumie. Natasha jeszcze chwilę siedziała sztywno a potem otworzyła drzwi od samochodu i wyszła. Podeszła do drzwi, zapukała. Mat odpalił silnik i pojechał do jaskini. Gdy zjawił się na miejscu zobaczył czarny jaguar Davida. Jak najszybciej zszedł na dół. Kiedy się tam znalazł zobaczył Davida i Pauline śmiali się jak dzieci. Kiedy Paulina odwróciła się i zobaczyła Mateusza zamilkła.
- O, witaj braciszku. Wiesz jak długo na Ciebie czekamy? - My?Pomyślał Mati.-Tak, my braciszku. Paulina już od dawna wie, że ty wiesz. Szkoda tylko że tak długo zajęło Ci to ujawnienie. - David pokazał ironiczny uśmiech. Natomiast Mati nie zwrócił na to uwagi.
- Wiedziałaś? - Spytał Pauliny.
- Od wczoraj. Usłyszałam jakieś głosy i wyszłam stąd by zobaczyć co się dzieje. Zobaczyłam Ciebie, Ewe i Davida. Z waszej rozmowy odkryłam, że już wiesz.
- Mogłaś wyjść.
- Nie mogła. Była tak osłabiona, że ledwo mówiła.
- Nie wierzę Ci. Codziennie dostawała krew!
- Nie piłam jej. Nie potrafiłam.Nie dałam rady.
- Ewa mówiła, że czujesz się dobrze.
- Udawałam. Mati ja..- Paulina chciała lekko dotknąć jego ramienia,ale się cofnął.
- Mogłaś zginąć!
- Wiem. Ja nie potrafię tak żyć. Ja... nie mam po co żyć.
- Kocham Cię. Czy to Ci nie wystarcza? Czy to nie jest wystarczający powód by żyć?
- Jest, ale...
- Nic nie mów. - Przeniósł wzrok na chwilę na Davida a potem na Paulinę. - Rozumiem. - Wyszedł.
Isabella z niecierpliwością czekała na Justina. Nie mogła się doczekać momentu w którym go zobaczy, podbiegnie do niego, przytuli i pocałuje. W końcu po długim a jednocześnie za krótkim powitaniu będą zmuszeni pojechać pod studio TVN. Isabel rozglądała się za każdym razem gdy widziała kogoś podobnego do Justina, ale ani razu to nie był on. Już po woli się niecierpliwiła. Isabel była tak zamyślona, że przestraszyła się telefonu. O mały włos go nie upuściła.
- Tak?
- Słuchaj. Musiałem przesunąć wizytę. Przepraszam jestem przeziębiony. - Justin pociągnął nosem na dowód.
- Nie przyjedziesz?
- Nie, przepraszam.
- Nic nie szkodzi i tak jeszcze siedzę w domu. Dobrze, że dzwonisz teraz a nie gdybym była na lotnisku. - Justin zaśmiał się. Is nie wiedziała czemu, ale wydawało jej się, że Justin kłamie.
- Przepraszam kochanie. Muszę kończyć. Każą mi odpoczywać.
- Jasne. Cześć. - Justin rozłączył się. Is czuła się upokorzona. Stała na lotnisku już od ponad godziny a nagle Justin dzwoni i mówi, że nie przyleci. Isabella postanowiła pójść do kawiarenki. Usiadła, zamówiła kawę i ciastko. Po zjedzeniu ciastka i wypiciu kawy Isabel wyszła z kawiarenki. Szła powoli. Nigdzie się nie śpieszyła. Przy wyjściu się zatrzymała, stanęła jak posąg. Zobaczyła Justina. Chciała do niego podbiec i powiedzieć, że ma już więcej nie robić jej takich żartów, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Do Justina podbiegła Susan, pocałowała go w usta, przytulili się do siebie. Justin powiedział coś Susan do ucha a ta zaczęła się śmiać. Isabel czuła jak wszystko w niej się gotuje. Nie mogła uwierzyć własnym ozom. Jak Justin mógł zrobić coś takiego? Jak mógł ją zdradzić z jej najlepszej przyjaciółki siostra? Dlaczego wolał Susan a nie Is? Is przychodziła tylko jedna odpowiedź. On zdradził ją po tym jak ona oszukała go. Tylko dlaczego po prostu z nią nie zerwał tylko ją omijał? Isabel sięgnęła po telefon i wybrała numer Justina jakby chciała się upewnić, że to nie on tam stoi tylko ktoś inny. Justin wyciągnął telefon z kieszeni, spojrzał na niego i zanim odebrał odszedł trochę dalej od Susan.
- Tak kochanie?- Powiedział ochryple. Kiepsko Ci idzie. Pomyślała Is.
- Przepraszam, że Ci przeszkadzam, ale... - Kurde. Szybko wymyśl coś. - Ale chciałam Ci powiedzieć, że Cię kocham. - Justin popatrzył w niebo jakby się zastanawiał i powiedział:
- Ja też Cię Kocham. - Po chwili dodał - Coś jeszcze?
- Kochanie...nie wiem co bym zrobiła gdybym Cię straciła...
- Ja też. - Susan coś do niego krzyknęła. Justin dął znać że jeszcze chwilę. - Przepraszam. Na prawdę muszę kończyć.
-Rozumiem. Odpoczywaj. Całuję. - Rozłączył się. Przez chwilę bawił się poruszając telefon w palcach po czym podszedł do Susan i razem wsiedli do samochodu.
Isabel jak najszybciej chciała z kimś porozmawiać. Z kimś z kim zawsze się dogadywała. Znała tylko dwie osoby. Monice i... i Pauline. Na Monice nie mogła liczyć bo pewnie cały czas jest z Mariuszem a Paulina... bała się jej. Bała się tego kim stała się Paulina. Jej najlepsza przyjaciółka została przemieniona w wampira.
Isabel nie miała wyboru. Była zdana tylko na siebie.
- Tak? - Spytał głos w słuchawce.
- Mati, Paulina zniknęła!
- Jak to?
- Nie wiem. Przyszłam i już jej nie było. Boję się, że coś się stało.
- Zaraz tam będę. - Mati jak powiedział, tak zrobił. Przybył na miejsce jak najszybciej się dało. Ewa zobaczyła krew na jego koszuli. Było jej wstyd że przerwała mu. Mati powiedział żeby się nie przejmowała. Ewa pokolei wszystko omówiła a gdy skończyła ustalili, że się rozdzielą i przeszukają całe miasto, nawet gdyby miało im to zająć cały dzień a mieli niewiele czasu, gdyż była już godzina dziewiąta a miasto dość duże. Ewa odwiedzić najbliższych Pauliny, czyli znajomych, przyjaciół a także rodzinę. Natomiast Mateusz wszystkie sklepy, szpitale i miejsca w których Paulina najczęściej bywała. Po kilku godzinach gdy Ewa już wszystkich odwiedziła zadzwoniła do Mateusza.
- Znalazłeś ją?
- Nie a ty?
- U mnie to samo.
- Nie mogła się tak po prostu rozpłynąć.
- Jest już późno. Będę wracać do domu. Ty też powinieneś odpocząć.
- Jestem sama wiesz kim. Dam radę. Poszu...- Mateusz przerwał w pół zdania. Wydawało mu się, że widzi Pauline, ale ona wyglądała inaczej. Dłuższe, ciemniejsze włosy, ciemną karnację, eleganckie ciuchy i była także umalowana.
- Mati. Mati jesteś tam?- Mateusz dopiero po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, że Ewa go woła, właściwie krzyczy.
- Tak jestem. Chyba...- Mateusz chwile się zastanowił.- Chyba widzę Paulinę.
- Chyba?
- Jest do niej podobna, nie jestem pewien...
- Może podjedź i zapytaj?
- Kończę pa. - Mati rozłączył się i podszedł do dziewczyny. Brunetka od razu poznała Matiego.
- Mati! - Krzyknęła. Chłopak lekko się speszył
- Hhhhej.
- Nie poznajesz mnie?
- A powinienem?
- To ja. Natasha.Jestem tak jakby siostrą pauliny. A właśnie co tam u niej? - Mat już z przyzwyczajenia chciał powiedzieć, że dobrze, że Paula na pewno ucieszy się gdy ją zobaczy, ale wiedział, że to kłamstwo. Zrobił dziwną minę. - Coś się stało?
- Nie wiesz?
- Czego?
- Paulina...- Mat na chwilę stracił głos, ale nie dał po sobie tego poznać i powiedział.- Paulina nie żyje. - Natasha rozszerzyła szeroko oczy. Rzuciła wszystkie torby na ziemię i próbowała się o coś oprzeć. W końcu złapała za jakieś krzesło i usiała.
- Allle...ale..jak...? - Mat powiedział to co mówili wszyscy. Skłamał.
- Miała wypadek.
- Wypadek?
- Znaleźli ją w jakieś jaskini. Powiedzieli, że zmarła z głodu i odwodnienia.
- Matko. - Powiedziała półszeptem Natasha. Myśl, że jej siostra umierała w takich katuszach był przerażający. Chciała krzyczeć że to niesprawiedliwe, ale straciła głos. Przecież Paulina była taka młoda...
- Może... może Cię odwieźć? - Natasha pokiwała głową.
- Mam... - Głos jej się załamywał. - Ktoś... - Nie myśli jasno pomyślała Mati. Wziął Natashe i zaprowadził ją do samochodu. Potem wrócił po zakupy i schował do bagażnika. Przez całą drogę nie rozmawiali a gdy pojechali do domku w którym mieszkała rodzina Ignasiak, Natasha nie wysiadła.
- Boję się tam wejść.
- Nie ma czego. - Natasha spojrzała Mateuszowi prosto w oczy.
- Co ja im powiem? Ja... - Mateusz przytulił Natashe.
- Wiem. - Po chwili dodał.- Jeżeli chcesz mogę wejść z Tobą. - Natasha pokręciła głową.
- Muszę sama tam wejść. - Mati kiwnął głową na znak że rozumie. Natasha jeszcze chwilę siedziała sztywno a potem otworzyła drzwi od samochodu i wyszła. Podeszła do drzwi, zapukała. Mat odpalił silnik i pojechał do jaskini. Gdy zjawił się na miejscu zobaczył czarny jaguar Davida. Jak najszybciej zszedł na dół. Kiedy się tam znalazł zobaczył Davida i Pauline śmiali się jak dzieci. Kiedy Paulina odwróciła się i zobaczyła Mateusza zamilkła.
- O, witaj braciszku. Wiesz jak długo na Ciebie czekamy? - My?Pomyślał Mati.-Tak, my braciszku. Paulina już od dawna wie, że ty wiesz. Szkoda tylko że tak długo zajęło Ci to ujawnienie. - David pokazał ironiczny uśmiech. Natomiast Mati nie zwrócił na to uwagi.
- Wiedziałaś? - Spytał Pauliny.
- Od wczoraj. Usłyszałam jakieś głosy i wyszłam stąd by zobaczyć co się dzieje. Zobaczyłam Ciebie, Ewe i Davida. Z waszej rozmowy odkryłam, że już wiesz.
- Mogłaś wyjść.
- Nie mogła. Była tak osłabiona, że ledwo mówiła.
- Nie wierzę Ci. Codziennie dostawała krew!
- Nie piłam jej. Nie potrafiłam.Nie dałam rady.
- Ewa mówiła, że czujesz się dobrze.
- Udawałam. Mati ja..- Paulina chciała lekko dotknąć jego ramienia,ale się cofnął.
- Mogłaś zginąć!
- Wiem. Ja nie potrafię tak żyć. Ja... nie mam po co żyć.
- Kocham Cię. Czy to Ci nie wystarcza? Czy to nie jest wystarczający powód by żyć?
- Jest, ale...
- Nic nie mów. - Przeniósł wzrok na chwilę na Davida a potem na Paulinę. - Rozumiem. - Wyszedł.
Isabella z niecierpliwością czekała na Justina. Nie mogła się doczekać momentu w którym go zobaczy, podbiegnie do niego, przytuli i pocałuje. W końcu po długim a jednocześnie za krótkim powitaniu będą zmuszeni pojechać pod studio TVN. Isabel rozglądała się za każdym razem gdy widziała kogoś podobnego do Justina, ale ani razu to nie był on. Już po woli się niecierpliwiła. Isabel była tak zamyślona, że przestraszyła się telefonu. O mały włos go nie upuściła.
- Tak?
- Słuchaj. Musiałem przesunąć wizytę. Przepraszam jestem przeziębiony. - Justin pociągnął nosem na dowód.
- Nie przyjedziesz?
- Nie, przepraszam.
- Nic nie szkodzi i tak jeszcze siedzę w domu. Dobrze, że dzwonisz teraz a nie gdybym była na lotnisku. - Justin zaśmiał się. Is nie wiedziała czemu, ale wydawało jej się, że Justin kłamie.
- Przepraszam kochanie. Muszę kończyć. Każą mi odpoczywać.
- Jasne. Cześć. - Justin rozłączył się. Is czuła się upokorzona. Stała na lotnisku już od ponad godziny a nagle Justin dzwoni i mówi, że nie przyleci. Isabella postanowiła pójść do kawiarenki. Usiadła, zamówiła kawę i ciastko. Po zjedzeniu ciastka i wypiciu kawy Isabel wyszła z kawiarenki. Szła powoli. Nigdzie się nie śpieszyła. Przy wyjściu się zatrzymała, stanęła jak posąg. Zobaczyła Justina. Chciała do niego podbiec i powiedzieć, że ma już więcej nie robić jej takich żartów, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Do Justina podbiegła Susan, pocałowała go w usta, przytulili się do siebie. Justin powiedział coś Susan do ucha a ta zaczęła się śmiać. Isabel czuła jak wszystko w niej się gotuje. Nie mogła uwierzyć własnym ozom. Jak Justin mógł zrobić coś takiego? Jak mógł ją zdradzić z jej najlepszej przyjaciółki siostra? Dlaczego wolał Susan a nie Is? Is przychodziła tylko jedna odpowiedź. On zdradził ją po tym jak ona oszukała go. Tylko dlaczego po prostu z nią nie zerwał tylko ją omijał? Isabel sięgnęła po telefon i wybrała numer Justina jakby chciała się upewnić, że to nie on tam stoi tylko ktoś inny. Justin wyciągnął telefon z kieszeni, spojrzał na niego i zanim odebrał odszedł trochę dalej od Susan.
- Tak kochanie?- Powiedział ochryple. Kiepsko Ci idzie. Pomyślała Is.
- Przepraszam, że Ci przeszkadzam, ale... - Kurde. Szybko wymyśl coś. - Ale chciałam Ci powiedzieć, że Cię kocham. - Justin popatrzył w niebo jakby się zastanawiał i powiedział:
- Ja też Cię Kocham. - Po chwili dodał - Coś jeszcze?
- Kochanie...nie wiem co bym zrobiła gdybym Cię straciła...
- Ja też. - Susan coś do niego krzyknęła. Justin dął znać że jeszcze chwilę. - Przepraszam. Na prawdę muszę kończyć.
-Rozumiem. Odpoczywaj. Całuję. - Rozłączył się. Przez chwilę bawił się poruszając telefon w palcach po czym podszedł do Susan i razem wsiedli do samochodu.
Isabel jak najszybciej chciała z kimś porozmawiać. Z kimś z kim zawsze się dogadywała. Znała tylko dwie osoby. Monice i... i Pauline. Na Monice nie mogła liczyć bo pewnie cały czas jest z Mariuszem a Paulina... bała się jej. Bała się tego kim stała się Paulina. Jej najlepsza przyjaciółka została przemieniona w wampira.
Isabel nie miała wyboru. Była zdana tylko na siebie.
wtorek, 13 marca 2012
rozdział 51
Is sięgała po klucze od mieszkania kiedy zadzwonił jej telefon. Nerwowo zaczęła grzebać w torebce upuszczając przy tym klucze. Znalazła telefon i odebrała.
- Tak? - Spytała podnosząc klucze z podłogi.
- Is! W piątek wraz z mamą i bratem przyjeżdżam do Polski na wywiad do" Dzień Dobry TVN!" - Och... on ma taki słodki głos kiedy mówi po polsku...- Będziemy mogli się zobaczyć!
- Na prawdę?!
- Tak!
- Och Justin! Nie mogę się doczekać!
- Ja też skarbie...
- Coś się stało?
- nie, tylko... muszę kończyć do zobaczenia.
- Justin...
-Tak?
- Kocham Cię. - Chwila ciszy.
- Ja Ciebie też skarbie. - Rozłączył się.
Is przez chwilę zastanawiała się nad dziwną rozmową z ukochanym po czym otworzyła drzwi od mieszkania i weszła do środka.
Od rozmowy z Mariuszem i dziewczynami minęło 5 dni. Dziś jest czwartek. Nie wiem drogi pamiętniczku czy jeszcze kiedykolwiek się do mnie odezwą. Mam nadzieję, że tak. Jestem tu taka sama...taka... osamotniona.Ewa przychodzi codziennie, przynosi mi krew, ale nie wiem jak długo dam radę tylko z nią rozmawiać. Tęsknię za tymi wszystkimi ludźmi...za tatą, macochą, Susan, nawet za Justinem. Nie mogę uwierzyć że to akurat spotkało mnie...
Pauline Ignasiak, lat 17, urodzona w roku 1996 zmarła w roku 2013, kochana uczennica, przyjaciółka...zmartwychwstała...
-Co ja w ogóle pisze?- Spytała na głos Paulina. Odpowiedziała jej cisza. - Ja chce do domu...
Monica i Mariusz właśnie szli w stronę bloku Izy, kiedy zobaczyli Mateusza idącego w ich stronę. Mariusz zaczął coś mruczeć pod nosem a Monice, gdy spojrzała na twarz Matiego zrobiło się żal. Pomyślała, że ma on prawo żyć. Ma prawo wiedzieć. Ale obiecała Paulinie że nic nie powie. Zawsze wszystko wszystkim mówiła a teraz nie była w stanie, dlaczego? Dlatego że Paulina była jej przyjaciółką? Nie. A może dlatego, że ona nie żyje a jednocześnie żyje? Nic już z tego nie rozumiała. Wiedziała jedynie tyle że nie może powiedzieć nic Matiemu. Złapała Mariusza za ramię i skręcili w zupełnie inną uliczkę, która w ogóle nie prowadziła do Izy.Trudno - pomyślała - najwyżej nie pójdziemy do niej. Mariusz nie pytał dlaczego to zrobiła, dobrze wiedział.
-Cześć.- Powiedziała Ewa jak co rano, gdy przychodziła do Pauliny, ale tym razem nikt jej nie odpowiedział. Ewa poświeciwszy latarką po całym podziemiu w końcu dowiedziała się dlaczego. Paulina płakała. - Co się stało? - Paulina zobaczywszy przyjaciółkę otarła łzy.
- Nic. Witaj. Co słychać u Ciebie? - Ewa położyła torbę na ziemi. Paulina spojrzała na nią. Ewa także to zrobiła. - Musisz przestać tu przychodzić.
- Dlaczego?
- Obie dobrze wiemy, że to co przynosisz w tej torbie w końcu przestanie wystarczać.
- Przestań!
- Mówię prawdę.
- Posłuchaj. Nawet jeżeli przestanie wystarczać to i tak ja nie przestanę przychodzić. Poza tym prędzej zorientują się co robię niż przestanie brakować krwi. Jest jeszcze zwierzęca krew, nieprawdaż? Da się z niej żyć.
- Masz rację.
- Możemy zmienić temu bo trochę dziwnie się czuję rozmawiając o krwi?
- Jasne. - Cisza.
- A może tak wyjedziesz? - Spytała cicho Ewa z nadzieją, że Paulina tego nie usłyszy. Nie chciała żeby jej przyjaciółka wyjeżdżała, ale chciała dla niej jak najlepiej a z pewnością tu, w tym mieście nie jest bezpiecznie. W każdej chwili ktoś mógłby ją rozpoznać a gdzie indziej mogłaby normalnie chodzić.
- Nie mogłabym.
- Słucham?
- Nie mogłabym wyjechać i na pewno ktoś by mnie rozpoznał w innym mieście. Zapomniałaś jak się nazywam... znaczy... nazywałam?
- Paulina. Nadal nazywasz się Paulina Ignasiak. Nie ważne, że...
- Nie żyję?
- No tego to bym tak nie ujęła.
- Fakt. Jestem jakimś umarlakiem, który chodzi sobie po ziemi bo tak się stało a nie inaczej.
- Nie prawda. Nie jesteś żadnym umarlakiem chodzącym po ziemi. Jesteś raczej... wampirem.
- Wolałabym żeby odrąbali mi głowę niż żyć tak przez całe życie. Nie chce patrzeć jak moi bliscy starzeją się, zakładają rodziny, zdobywają wiedzę, pracę, umierają... nie chcę patrzeć na ich cierpienie, na ich szczęście, na ich samych z zazdrością. Nie chce patrzeć na nich jak na pożywienie. Chciałabym po prostu umrzeć. Tak na prawdę.
-Wiem. Nie zmienisz tego co się stało.
-Dzięki za komplement.
- Lepiej jeżeli już pójdę... - Popatrzyła na torbę. - Tu masz wszystko. - Odwróciła się.
- Ewa.. - Nie odwracając się spytała:
- Tak?
- Przepraszam, nie chciałam...- Odwróciła się.
- Nie szkodzi. Do jutra. - Uśmiechnęła się i wyszła.
- Do jutra... - Powiedziała ledwo słyszalnym głosem.
Ewa właśnie wychodziła z podziemia. Kiedy spojrzała do góry zobaczyła Matiego.
- Jak się czuje? - Spytał
- Kiepsko. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Wydaje mi się, że pije coraz mniej krwi.
- Kiedy będę mógł ją zobaczyć?
- Kiedy powie.
- Ja dłużej nie dam rady.
- Mateusz! Jeżeli dowie się, że Ci powiedziałam zabije mnie! No... może nie dosłownie, ale teraz kiedy żyje wiecznie, może gniewać się na mnie aż do mojej śmierci, albo nawet i całe wieki.
- Rozumiem.
- Na pewno?
- Czy do tej pory zrobiłem coś głupiego?
- Nie.
- No więc widzisz.- Mateusz zobaczywszy, że to nie przekonało do końca Ewy powiedział:- Obiecuję, że nie zrobię nic głupiego.
- Trzymam Cię za słowo. Jeżeli złamiesz przysięgę zmienię zdanie o Tobie. Toleruję Cię tylko dlatego że jesteś dobry dla Pauliny i dlatego że ona Cię lubi a ja szanuję jej zdanie.
- Nuuudy... - Ewa i Mati rozejrzeli się dookoła, ale nikogo nie zobaczyli. Śmiech. - U góry moje wróbelki. - Spojrzeli do góry. Na drzewie siedział David. Zeskoczył z drzewa.
- Po co tu przyszedłeś? - Spytał gorzko Mati.
- Podenerwować Cię braciszku.- David udał, że "wącha" powietrze. - Nie przeraża cię to, że te wszystkie małe zwierzątka kiedyś spikną się i zmówią przeciwko tobie?
- Bardzo zabawne David.
- Jeżeli przykułem twoją uwagę, to posłuchaj. Paulina będzie moja prędzej czy później, - David wszedł do podziemia. Mati chciał wejść za nim, ale Ewa mu zabroniła.
- Nie możesz tam wejść. Nie teraz.
- Nie mogę pozwolić by ten... by David robił co tylko się jemu zażyczy. To mnie denerwuje.
- Nie. - Mati zdziwił się. - Denerwuje Cię fakt, że on może ją zobaczyć, dotknąć, usłyszeć a ty nie. Denerwuje Cię fakt, że David może spełnić swoją groźbę, ale ja Ci mogę coś obiecać. Nie pozwolę by David zbyt blisko zbliżył się do Pauliny.
- Davida...- Ewa dała mu znak by jej nie przeszkadzał.
- Paulina może i coś czuje do Davida, ale kocha Ciebie. Paulina nie chce byś przez nią cierpiał. Jeżeli chcesz wszystko zepsuć i dać satysfakcję Davidowi że Cię do tego namówił to proszę bardzo. Zejdź tam i pokaż Paulinie, że wiesz już wszystko. Zmarnuj szansę na dalsze życie z Pauliną. - Mati przez krótką chwilę się opierał, ale w końcu przyznał rację Ewie.
- Tak? - Spytała podnosząc klucze z podłogi.
- Is! W piątek wraz z mamą i bratem przyjeżdżam do Polski na wywiad do" Dzień Dobry TVN!" - Och... on ma taki słodki głos kiedy mówi po polsku...- Będziemy mogli się zobaczyć!
- Na prawdę?!
- Tak!
- Och Justin! Nie mogę się doczekać!
- Ja też skarbie...
- Coś się stało?
- nie, tylko... muszę kończyć do zobaczenia.
- Justin...
-Tak?
- Kocham Cię. - Chwila ciszy.
- Ja Ciebie też skarbie. - Rozłączył się.
Is przez chwilę zastanawiała się nad dziwną rozmową z ukochanym po czym otworzyła drzwi od mieszkania i weszła do środka.
Od rozmowy z Mariuszem i dziewczynami minęło 5 dni. Dziś jest czwartek. Nie wiem drogi pamiętniczku czy jeszcze kiedykolwiek się do mnie odezwą. Mam nadzieję, że tak. Jestem tu taka sama...taka... osamotniona.Ewa przychodzi codziennie, przynosi mi krew, ale nie wiem jak długo dam radę tylko z nią rozmawiać. Tęsknię za tymi wszystkimi ludźmi...za tatą, macochą, Susan, nawet za Justinem. Nie mogę uwierzyć że to akurat spotkało mnie...
Pauline Ignasiak, lat 17, urodzona w roku 1996 zmarła w roku 2013, kochana uczennica, przyjaciółka...zmartwychwstała...
-Co ja w ogóle pisze?- Spytała na głos Paulina. Odpowiedziała jej cisza. - Ja chce do domu...
Monica i Mariusz właśnie szli w stronę bloku Izy, kiedy zobaczyli Mateusza idącego w ich stronę. Mariusz zaczął coś mruczeć pod nosem a Monice, gdy spojrzała na twarz Matiego zrobiło się żal. Pomyślała, że ma on prawo żyć. Ma prawo wiedzieć. Ale obiecała Paulinie że nic nie powie. Zawsze wszystko wszystkim mówiła a teraz nie była w stanie, dlaczego? Dlatego że Paulina była jej przyjaciółką? Nie. A może dlatego, że ona nie żyje a jednocześnie żyje? Nic już z tego nie rozumiała. Wiedziała jedynie tyle że nie może powiedzieć nic Matiemu. Złapała Mariusza za ramię i skręcili w zupełnie inną uliczkę, która w ogóle nie prowadziła do Izy.Trudno - pomyślała - najwyżej nie pójdziemy do niej. Mariusz nie pytał dlaczego to zrobiła, dobrze wiedział.
-Cześć.- Powiedziała Ewa jak co rano, gdy przychodziła do Pauliny, ale tym razem nikt jej nie odpowiedział. Ewa poświeciwszy latarką po całym podziemiu w końcu dowiedziała się dlaczego. Paulina płakała. - Co się stało? - Paulina zobaczywszy przyjaciółkę otarła łzy.
- Nic. Witaj. Co słychać u Ciebie? - Ewa położyła torbę na ziemi. Paulina spojrzała na nią. Ewa także to zrobiła. - Musisz przestać tu przychodzić.
- Dlaczego?
- Obie dobrze wiemy, że to co przynosisz w tej torbie w końcu przestanie wystarczać.
- Przestań!
- Mówię prawdę.
- Posłuchaj. Nawet jeżeli przestanie wystarczać to i tak ja nie przestanę przychodzić. Poza tym prędzej zorientują się co robię niż przestanie brakować krwi. Jest jeszcze zwierzęca krew, nieprawdaż? Da się z niej żyć.
- Masz rację.
- Możemy zmienić temu bo trochę dziwnie się czuję rozmawiając o krwi?
- Jasne. - Cisza.
- A może tak wyjedziesz? - Spytała cicho Ewa z nadzieją, że Paulina tego nie usłyszy. Nie chciała żeby jej przyjaciółka wyjeżdżała, ale chciała dla niej jak najlepiej a z pewnością tu, w tym mieście nie jest bezpiecznie. W każdej chwili ktoś mógłby ją rozpoznać a gdzie indziej mogłaby normalnie chodzić.
- Nie mogłabym.
- Słucham?
- Nie mogłabym wyjechać i na pewno ktoś by mnie rozpoznał w innym mieście. Zapomniałaś jak się nazywam... znaczy... nazywałam?
- Paulina. Nadal nazywasz się Paulina Ignasiak. Nie ważne, że...
- Nie żyję?
- No tego to bym tak nie ujęła.
- Fakt. Jestem jakimś umarlakiem, który chodzi sobie po ziemi bo tak się stało a nie inaczej.
- Nie prawda. Nie jesteś żadnym umarlakiem chodzącym po ziemi. Jesteś raczej... wampirem.
- Wolałabym żeby odrąbali mi głowę niż żyć tak przez całe życie. Nie chce patrzeć jak moi bliscy starzeją się, zakładają rodziny, zdobywają wiedzę, pracę, umierają... nie chcę patrzeć na ich cierpienie, na ich szczęście, na ich samych z zazdrością. Nie chce patrzeć na nich jak na pożywienie. Chciałabym po prostu umrzeć. Tak na prawdę.
-Wiem. Nie zmienisz tego co się stało.
-Dzięki za komplement.
- Lepiej jeżeli już pójdę... - Popatrzyła na torbę. - Tu masz wszystko. - Odwróciła się.
- Ewa.. - Nie odwracając się spytała:
- Tak?
- Przepraszam, nie chciałam...- Odwróciła się.
- Nie szkodzi. Do jutra. - Uśmiechnęła się i wyszła.
- Do jutra... - Powiedziała ledwo słyszalnym głosem.
Ewa właśnie wychodziła z podziemia. Kiedy spojrzała do góry zobaczyła Matiego.
- Jak się czuje? - Spytał
- Kiepsko. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Wydaje mi się, że pije coraz mniej krwi.
- Kiedy będę mógł ją zobaczyć?
- Kiedy powie.
- Ja dłużej nie dam rady.
- Mateusz! Jeżeli dowie się, że Ci powiedziałam zabije mnie! No... może nie dosłownie, ale teraz kiedy żyje wiecznie, może gniewać się na mnie aż do mojej śmierci, albo nawet i całe wieki.
- Rozumiem.
- Na pewno?
- Czy do tej pory zrobiłem coś głupiego?
- Nie.
- No więc widzisz.- Mateusz zobaczywszy, że to nie przekonało do końca Ewy powiedział:- Obiecuję, że nie zrobię nic głupiego.
- Trzymam Cię za słowo. Jeżeli złamiesz przysięgę zmienię zdanie o Tobie. Toleruję Cię tylko dlatego że jesteś dobry dla Pauliny i dlatego że ona Cię lubi a ja szanuję jej zdanie.
- Nuuudy... - Ewa i Mati rozejrzeli się dookoła, ale nikogo nie zobaczyli. Śmiech. - U góry moje wróbelki. - Spojrzeli do góry. Na drzewie siedział David. Zeskoczył z drzewa.
- Po co tu przyszedłeś? - Spytał gorzko Mati.
- Podenerwować Cię braciszku.- David udał, że "wącha" powietrze. - Nie przeraża cię to, że te wszystkie małe zwierzątka kiedyś spikną się i zmówią przeciwko tobie?
- Bardzo zabawne David.
- Jeżeli przykułem twoją uwagę, to posłuchaj. Paulina będzie moja prędzej czy później, - David wszedł do podziemia. Mati chciał wejść za nim, ale Ewa mu zabroniła.
- Nie możesz tam wejść. Nie teraz.
- Nie mogę pozwolić by ten... by David robił co tylko się jemu zażyczy. To mnie denerwuje.
- Nie. - Mati zdziwił się. - Denerwuje Cię fakt, że on może ją zobaczyć, dotknąć, usłyszeć a ty nie. Denerwuje Cię fakt, że David może spełnić swoją groźbę, ale ja Ci mogę coś obiecać. Nie pozwolę by David zbyt blisko zbliżył się do Pauliny.
- Davida...- Ewa dała mu znak by jej nie przeszkadzał.
- Paulina może i coś czuje do Davida, ale kocha Ciebie. Paulina nie chce byś przez nią cierpiał. Jeżeli chcesz wszystko zepsuć i dać satysfakcję Davidowi że Cię do tego namówił to proszę bardzo. Zejdź tam i pokaż Paulinie, że wiesz już wszystko. Zmarnuj szansę na dalsze życie z Pauliną. - Mati przez krótką chwilę się opierał, ale w końcu przyznał rację Ewie.
piątek, 10 lutego 2012
rozdział 50
Monica, Isabella i Mariusz stali w swoim ulubionym miejscu przy parapecie na głównym korytarzu.
- Tęsknię za Pauliną.-Powiedziała Isabel.
- Ja też. Tak trochę dziwnie bez niej, tak pusto.-Odrzekła Monica.
- Przestańmy się zadręczać to nie nasza wina, że ona nie żyje! - Powiedział Mariusz. Nie daje po sobie poznać, ale to on właśnie najbardziej przeżył śmierć Pauliny.
- Właśnie że nasza! Zostawiliśmy Paulinę na pastwę Mateusza! Gdybyśmy...-Monice zaczęły lecieć łzy po policzku-... gdybyśmy...- Mariusz przytulił Monikę.
- Myślisz, że zrobił to Mati?-Spytała Iza.
- A niby kto?! Duch? Paulina przed zniknięciem mówiła, że właśnie idzie do niego.
- Nie wiem co myśleć. Powinniśmy się przestać kłócić. Paulina by tego nie chciała. - Ewa, której nie było przy całej rozmowie właśnie podeszła.
- Pogrzeb odbędzie się w sobotę o 10:30. - Powiedziała
- gdzie? -Spytała Monia.
- Na Mostowicach.
- Aha.
-Będziecie?
-Co to za pytanie?! Paulina była naszą przyjaciółką. Jak śmiesz mówić, że nie przyjdziemy! -Powiedziała Monika.
- To dobrze. -Ewa oddaliła się od nich i poszła w stronę schodów. - Wszyscy się zdziwili.
-Gdzie ty idziesz? - Ewa nic nie odpowiedziała. Nie mogła im powiedzieć, że idzie do Pauliny. Nie mogła im powiedzieć, że Paulina żyje. Obiecała, że nikomu nie powie." Dowiedzą się,ale nie teraz. Nie mogą. Jasne? Jeżeli oni się dowiedzą, Mati się dowie a ja tego nie chcę" powiedziała Paulina, gdy przyszła do mnie w środku nocy, dzień po tym jak wszyscy dowiedzieliśmy się o jej śmierci.
Ewa weszła do schronu pod ruinami starego domu jej rodziny. Już tydzień temu znalazła to miejsce. Pochodnie nie nadawały się by je zapalić więc poustawiała wszędzie świeczki by wszystko widzieć. Teraz była tu Paulina. Ewie było źle, że nie znalazła innego miejsca dla swojej przyjaciółki, ciepłego, wygodnego pomieszczenia gdzie mogłaby czuć się jak u siebie, ale Paulina potrzebowała schronienia a ja znałam tylko to miejsce. Nikt tu nie zaglądał od wielu lat. "Kogo interesowałyby jakieś stare ruiny głupiego budynku?" "Interesują mnie." Pomyślała .Wzięła torbę z krwią którą ukradła ze szpitala i poszła korytarzem w prawo.Paulina była na końcu. Nadal do Ewy nie dochodziło, że Paulina jest wampirem. Nie mogła uwierzyć, że jej najlepsza przyjaciółka to coś o czym czytała, ale nie wierzyła, że istnieje.
-Cześć. - Powiedziała. Ewa zdała się na uśmiech.
-Hej. -Paulina spojrzała na torbę, którą Ewa trzymała w rękach. - To dla mnie? -Ewa spojrzała na torbę. Wiedziała, że przyjaciółka tego potrzebuje. Dlatego poszłam do Elizabeth, niby pogadać o śmierci Pauliny. O tym jak źle się czuję, że nie daje rady a tak na prawdę poszłam po krew dla Pauliny.
-Tak, proszę.- Ewa podała Paulinie torbę, ale ta ku zaskoczeniu Ewy odrzuciła ją.
-Nie chce tego. - Ewa przez chwilę patrzyła przez chwilę na torbę która poleciała w drugi kont a potem przeniosła wzrok na przyjaciółkę.
-Dlaczego?
- Bo nie chcę.
-Musisz to wypić bo inaczej umrzesz.
- Wolę umrzeć niż napić się krwi.
-Proszę Cię Paulino...
-Nie!
-Zrób to dla mnie.
-Nie! Nigdy!
-Ładnie to tak?- Ewa się odwróciła przestraszona. Nie mogła uwierzyć że ktoś tu jest.
-David?-Spytała lekko zaskoczona Paulina.- Co ty tu robisz?
-A gdzie Witaj? - Spytał ironicznie.
-Po co tu przyszedłeś?!
-No cóż, przyszedłem na zakupy.
-To nie jest śmieszne, powiedz jak tu się dostałeś?!- Powiedziała trochę osłupiała Ewa. Nie znała Davida. Paulina nigdy o nim nie wspominała. David lekko się uśmiechnął.
-Nie trudno się domyślić, że coś ukrywasz.- Powiedział to do Ewy.-Zachowywałaś się dziwnie. Dodałem do tego, że jesteś przyjaciółką Pauliny i poszedłem za tobą. Gdy zobaczyłem tą grotę to już wiedziałem, że chodzi o Paulinę, że ona żyje.-Spojrzał na Paulinę.
-Czego chcesz?- Spytała Paula.
-Ładnie witasz gościa.
-David nie mam siły na głupie gierki.Czego chcesz?- David spojrzał na Ewę. -Żeby ona stąd poszła.
-To moja przyjaciółka, nie będziesz jej mówił co ma robić. -David spojrzał na Paulinę zachęcająco, ale ona nie wiedziała o co mu chodzi.David złapał Ewe za włosy, pochylił głowę by odsłonić szyję i wyłonił kły.
-Davidzie nie! -Krzyknęła Paulina. - Ewa proszę idź.- David schował kły i puścił przestraszoną Ewę.Ewa złapała za latarkę i wyszła.
- Dlaczego to zrobiłeś?
-I tak by Ci nie pomogła, choć muszę przyznać, że ten pomysł z krwią był niezły. Elizabeth uwierzyła w każde kłamstwo. Szkoda że nie widziałaś miny Ewy kiedy sięgała po pierwszą paczkę z krwią.
-Po co tu przyszedłeś?
-Ale jesteś miła.
-Po co Davidzie?
- Musisz wypić tą krew.
-Nie.
-Nie pozwolę Ci umrzeć.
- Wcześniej pozwoliłeś.
-Paulina, proszę.
-Nie, Davidzie!
-Jak chcesz.- David zamierzał wyjść. Paulinie zrobiło się głupio. Nie chciała sama tu zostawać kolejny raz. - Zaczekaj.- David odwrócił się z ironicznym uśmieszkiem.
-To jak?
-Na prawdę wiedziałeś, że żyję? -David chciał skłamać, ale Paulina mu nie pozwoliła.-Tylko proszę, nie kłam.
-Nie. Od twojej śmierci zamierzałem uciec jak najdalej stąd. Nie chciałem... nie mogłem uwierzyć, że nie żyjesz.- Spojrzał w jej oczy.- Kocham Cię Paulino, nie dam sobie rady jeżeli jeszcze raz Cię stracę.
-Davidzie ja...
-Tak wiem. Kochasz mojego brata. Rozumiem.
-Nie powiesz mu? Proszę.
-Nie.- David odwrócił się i chciał już ruszyć.
-Zostań ze mną.
-Nie mogę. Nie chcę patrzeć jak umierasz. To dla mnie coś okropnego. Zrozum. - David spojrzał na torbę z krwią. Zbliżył się do niej, odsunął zamek i wyjął jedno opakowanie.Spojrzał na nie. Otworzył. - Nie pozwolę Ci umrzeć. -Szybko zbliżył się do Pauliny i dał jej krew. Paulina się wierciła. Wypiła trochę krwi z przymusu i odrzuciła woreczek.
-Dlaczego to zrobiłeś!
-Jesteś dla mnie wszystkim. Nie chcę Cię stracić. Nie pozwolę byś się zabiła z własnej głupoty!
-Nienawidzę Cię! Wynoś się stąd! - David zrobił jak powiedziała Paulina. Wyszedł. Paulina zaczęła płakać.
-Wiele ludzi przyszło. - Powiedział Mariusz.
-Połowy w ogóle nie znam. - Powiedziała Monika.
-Ja też. - Powiedziała Iza. W tłumie dostrzegła Ewę idącą w ich stronę. - Idzie Ewa.- Wszyscy poszli za spojrzeniem Izy.
-Gdy zaczną się mowy pójdźcie na górę.
-Po co?
-Nie mogę powiedzieć.
- Jak mamy się tam niby dostać?- Spytała się Iza.
-Od tyłu kościoła. Drzwi będą otwarte.-Ewa ruszyła za kościół.
-Gdzie idziesz? - Spytała Monika
-Przepraszam,. nie mogę Wam nic więcej powiedzieć.-Ewa zniknęła za kościołem.
-O co tu do diabła chodzi?- Spytał Mariusz, ale dziewczyny nie odpowiedziały. Wszyscy ludzie zaczęli się przepychać by wejść do kościoła. Mariusz, Iza i Monika weszli na końcu.
Gdy mowy się zaczęły dziewczyny wraz z Mariuszem ruszyły w umówione miejsce.Nie wiedzieli czego się spodziewać. Byli jednocześnie zaciekawieni i przestraszeni.Gdy weszli na samą górę nikogo nie zaznali .
-Nie powinniśmy tu przychodzić.Paula by chciała żebyśmy zachowali się tak jak trzeba na jej pogrzebie a nie włóczyli się po jakiś pomieszczeniach.- Powiedziała Iza.
-Wiedziałem, że nic tu nie będzie. Ewa wpuściła nas w bambuko. -Powiedział Mariusz.
-Nie wpuściłam. - Wszyscy odwrócili się przestraszeni w stronę Ewy która zamknęła drzwi.
-Po co nas tu przywlokłaś.-Spytała Monika.Ewa wskazała coś za nimi. Gdy się odwrócili nie mogli uwierzyć własnym oczom.
-Paula?-Spytała Iza.
-We własnej osobie.
-Ty żyjesz! - Iza przytuliła się do Pauliny.
-No tego bym tak nie ujęła.-Iza odsunęła się trochę speszona.
-Jak to? Przecież tu stoisz.-Monika. Ewa zobaczyła że Paulina cieszy się że widzi swoich przyjaciół.Zobaczyła też, że nie jest w stanie powiedzieć im prawdy.
-Mam im powiedzieć?-Spytała
-Nie, ja im powiem.-Odrzekła.
-Co nam powiesz?-Spytał się Mariusz.
-Jestem...-Łza poleciał po policzku Pauliny.-Jestem wampirem.-Powiedziała ledwo słyszalnym głosem.
-Jesteś czym? -Spytała Monika.
-Wampirem.
-To nie możliwe! Wampiry nie istnieją! Nie wierzę Ci!-Wywrzeszczał Mariusz.Chciał wyjść, ale Ewa mu nie pozwoliła.
-Mariusz zrozum. To prawda.-Teraz Paulina płakała.- Też nie chciałam uwierzyć, ale to prawda. Niestety.
-Ale..ale jak?
-Długa historia.
-Nie! Ja nie dam rady!- Ewa znów zagrodziła drogę Mariuszowi. Paulina dała znak żeby go puściła.Reszta ruszyła za nim.
-Monika...-Monia odwróciła się w stronę Pauli.-Nie mówcie nikomu. Proszę.-Po krótkiej chwili Monia kiwnęła głową i wyszła.
- Tęsknię za Pauliną.-Powiedziała Isabel.
- Ja też. Tak trochę dziwnie bez niej, tak pusto.-Odrzekła Monica.
- Przestańmy się zadręczać to nie nasza wina, że ona nie żyje! - Powiedział Mariusz. Nie daje po sobie poznać, ale to on właśnie najbardziej przeżył śmierć Pauliny.
- Właśnie że nasza! Zostawiliśmy Paulinę na pastwę Mateusza! Gdybyśmy...-Monice zaczęły lecieć łzy po policzku-... gdybyśmy...- Mariusz przytulił Monikę.
- Myślisz, że zrobił to Mati?-Spytała Iza.
- A niby kto?! Duch? Paulina przed zniknięciem mówiła, że właśnie idzie do niego.
- Nie wiem co myśleć. Powinniśmy się przestać kłócić. Paulina by tego nie chciała. - Ewa, której nie było przy całej rozmowie właśnie podeszła.
- Pogrzeb odbędzie się w sobotę o 10:30. - Powiedziała
- gdzie? -Spytała Monia.
- Na Mostowicach.
- Aha.
-Będziecie?
-Co to za pytanie?! Paulina była naszą przyjaciółką. Jak śmiesz mówić, że nie przyjdziemy! -Powiedziała Monika.
- To dobrze. -Ewa oddaliła się od nich i poszła w stronę schodów. - Wszyscy się zdziwili.
-Gdzie ty idziesz? - Ewa nic nie odpowiedziała. Nie mogła im powiedzieć, że idzie do Pauliny. Nie mogła im powiedzieć, że Paulina żyje. Obiecała, że nikomu nie powie." Dowiedzą się,ale nie teraz. Nie mogą. Jasne? Jeżeli oni się dowiedzą, Mati się dowie a ja tego nie chcę" powiedziała Paulina, gdy przyszła do mnie w środku nocy, dzień po tym jak wszyscy dowiedzieliśmy się o jej śmierci.
Ewa weszła do schronu pod ruinami starego domu jej rodziny. Już tydzień temu znalazła to miejsce. Pochodnie nie nadawały się by je zapalić więc poustawiała wszędzie świeczki by wszystko widzieć. Teraz była tu Paulina. Ewie było źle, że nie znalazła innego miejsca dla swojej przyjaciółki, ciepłego, wygodnego pomieszczenia gdzie mogłaby czuć się jak u siebie, ale Paulina potrzebowała schronienia a ja znałam tylko to miejsce. Nikt tu nie zaglądał od wielu lat. "Kogo interesowałyby jakieś stare ruiny głupiego budynku?" "Interesują mnie." Pomyślała .Wzięła torbę z krwią którą ukradła ze szpitala i poszła korytarzem w prawo.Paulina była na końcu. Nadal do Ewy nie dochodziło, że Paulina jest wampirem. Nie mogła uwierzyć, że jej najlepsza przyjaciółka to coś o czym czytała, ale nie wierzyła, że istnieje.
-Cześć. - Powiedziała. Ewa zdała się na uśmiech.
-Hej. -Paulina spojrzała na torbę, którą Ewa trzymała w rękach. - To dla mnie? -Ewa spojrzała na torbę. Wiedziała, że przyjaciółka tego potrzebuje. Dlatego poszłam do Elizabeth, niby pogadać o śmierci Pauliny. O tym jak źle się czuję, że nie daje rady a tak na prawdę poszłam po krew dla Pauliny.
-Tak, proszę.- Ewa podała Paulinie torbę, ale ta ku zaskoczeniu Ewy odrzuciła ją.
-Nie chce tego. - Ewa przez chwilę patrzyła przez chwilę na torbę która poleciała w drugi kont a potem przeniosła wzrok na przyjaciółkę.
-Dlaczego?
- Bo nie chcę.
-Musisz to wypić bo inaczej umrzesz.
- Wolę umrzeć niż napić się krwi.
-Proszę Cię Paulino...
-Nie!
-Zrób to dla mnie.
-Nie! Nigdy!
-Ładnie to tak?- Ewa się odwróciła przestraszona. Nie mogła uwierzyć że ktoś tu jest.
-David?-Spytała lekko zaskoczona Paulina.- Co ty tu robisz?
-A gdzie Witaj? - Spytał ironicznie.
-Po co tu przyszedłeś?!
-No cóż, przyszedłem na zakupy.
-To nie jest śmieszne, powiedz jak tu się dostałeś?!- Powiedziała trochę osłupiała Ewa. Nie znała Davida. Paulina nigdy o nim nie wspominała. David lekko się uśmiechnął.
-Nie trudno się domyślić, że coś ukrywasz.- Powiedział to do Ewy.-Zachowywałaś się dziwnie. Dodałem do tego, że jesteś przyjaciółką Pauliny i poszedłem za tobą. Gdy zobaczyłem tą grotę to już wiedziałem, że chodzi o Paulinę, że ona żyje.-Spojrzał na Paulinę.
-Czego chcesz?- Spytała Paula.
-Ładnie witasz gościa.
-David nie mam siły na głupie gierki.Czego chcesz?- David spojrzał na Ewę. -Żeby ona stąd poszła.
-To moja przyjaciółka, nie będziesz jej mówił co ma robić. -David spojrzał na Paulinę zachęcająco, ale ona nie wiedziała o co mu chodzi.David złapał Ewe za włosy, pochylił głowę by odsłonić szyję i wyłonił kły.
-Davidzie nie! -Krzyknęła Paulina. - Ewa proszę idź.- David schował kły i puścił przestraszoną Ewę.Ewa złapała za latarkę i wyszła.
- Dlaczego to zrobiłeś?
-I tak by Ci nie pomogła, choć muszę przyznać, że ten pomysł z krwią był niezły. Elizabeth uwierzyła w każde kłamstwo. Szkoda że nie widziałaś miny Ewy kiedy sięgała po pierwszą paczkę z krwią.
-Po co tu przyszedłeś?
-Ale jesteś miła.
-Po co Davidzie?
- Musisz wypić tą krew.
-Nie.
-Nie pozwolę Ci umrzeć.
- Wcześniej pozwoliłeś.
-Paulina, proszę.
-Nie, Davidzie!
-Jak chcesz.- David zamierzał wyjść. Paulinie zrobiło się głupio. Nie chciała sama tu zostawać kolejny raz. - Zaczekaj.- David odwrócił się z ironicznym uśmieszkiem.
-To jak?
-Na prawdę wiedziałeś, że żyję? -David chciał skłamać, ale Paulina mu nie pozwoliła.-Tylko proszę, nie kłam.
-Nie. Od twojej śmierci zamierzałem uciec jak najdalej stąd. Nie chciałem... nie mogłem uwierzyć, że nie żyjesz.- Spojrzał w jej oczy.- Kocham Cię Paulino, nie dam sobie rady jeżeli jeszcze raz Cię stracę.
-Davidzie ja...
-Tak wiem. Kochasz mojego brata. Rozumiem.
-Nie powiesz mu? Proszę.
-Nie.- David odwrócił się i chciał już ruszyć.
-Zostań ze mną.
-Nie mogę. Nie chcę patrzeć jak umierasz. To dla mnie coś okropnego. Zrozum. - David spojrzał na torbę z krwią. Zbliżył się do niej, odsunął zamek i wyjął jedno opakowanie.Spojrzał na nie. Otworzył. - Nie pozwolę Ci umrzeć. -Szybko zbliżył się do Pauliny i dał jej krew. Paulina się wierciła. Wypiła trochę krwi z przymusu i odrzuciła woreczek.
-Dlaczego to zrobiłeś!
-Jesteś dla mnie wszystkim. Nie chcę Cię stracić. Nie pozwolę byś się zabiła z własnej głupoty!
-Nienawidzę Cię! Wynoś się stąd! - David zrobił jak powiedziała Paulina. Wyszedł. Paulina zaczęła płakać.
-Wiele ludzi przyszło. - Powiedział Mariusz.
-Połowy w ogóle nie znam. - Powiedziała Monika.
-Ja też. - Powiedziała Iza. W tłumie dostrzegła Ewę idącą w ich stronę. - Idzie Ewa.- Wszyscy poszli za spojrzeniem Izy.
-Gdy zaczną się mowy pójdźcie na górę.
-Po co?
-Nie mogę powiedzieć.
- Jak mamy się tam niby dostać?- Spytała się Iza.
-Od tyłu kościoła. Drzwi będą otwarte.-Ewa ruszyła za kościół.
-Gdzie idziesz? - Spytała Monika
-Przepraszam,. nie mogę Wam nic więcej powiedzieć.-Ewa zniknęła za kościołem.
-O co tu do diabła chodzi?- Spytał Mariusz, ale dziewczyny nie odpowiedziały. Wszyscy ludzie zaczęli się przepychać by wejść do kościoła. Mariusz, Iza i Monika weszli na końcu.
Gdy mowy się zaczęły dziewczyny wraz z Mariuszem ruszyły w umówione miejsce.Nie wiedzieli czego się spodziewać. Byli jednocześnie zaciekawieni i przestraszeni.Gdy weszli na samą górę nikogo nie zaznali .
-Nie powinniśmy tu przychodzić.Paula by chciała żebyśmy zachowali się tak jak trzeba na jej pogrzebie a nie włóczyli się po jakiś pomieszczeniach.- Powiedziała Iza.
-Wiedziałem, że nic tu nie będzie. Ewa wpuściła nas w bambuko. -Powiedział Mariusz.
-Nie wpuściłam. - Wszyscy odwrócili się przestraszeni w stronę Ewy która zamknęła drzwi.
-Po co nas tu przywlokłaś.-Spytała Monika.Ewa wskazała coś za nimi. Gdy się odwrócili nie mogli uwierzyć własnym oczom.
-Paula?-Spytała Iza.
-We własnej osobie.
-Ty żyjesz! - Iza przytuliła się do Pauliny.
-No tego bym tak nie ujęła.-Iza odsunęła się trochę speszona.
-Jak to? Przecież tu stoisz.-Monika. Ewa zobaczyła że Paulina cieszy się że widzi swoich przyjaciół.Zobaczyła też, że nie jest w stanie powiedzieć im prawdy.
-Mam im powiedzieć?-Spytała
-Nie, ja im powiem.-Odrzekła.
-Co nam powiesz?-Spytał się Mariusz.
-Jestem...-Łza poleciał po policzku Pauliny.-Jestem wampirem.-Powiedziała ledwo słyszalnym głosem.
-Jesteś czym? -Spytała Monika.
-Wampirem.
-To nie możliwe! Wampiry nie istnieją! Nie wierzę Ci!-Wywrzeszczał Mariusz.Chciał wyjść, ale Ewa mu nie pozwoliła.
-Mariusz zrozum. To prawda.-Teraz Paulina płakała.- Też nie chciałam uwierzyć, ale to prawda. Niestety.
-Ale..ale jak?
-Długa historia.
-Nie! Ja nie dam rady!- Ewa znów zagrodziła drogę Mariuszowi. Paulina dała znak żeby go puściła.Reszta ruszyła za nim.
-Monika...-Monia odwróciła się w stronę Pauli.-Nie mówcie nikomu. Proszę.-Po krótkiej chwili Monia kiwnęła głową i wyszła.
poniedziałek, 30 stycznia 2012
takie tam...
e....no ten....
Nie wiem co napisać...główna bohaterka umarła i co dalej?
Spokojnie będę pisać dalej....mam dla was niespodziankę ;]
Ale to przy okazji któregoś z blogów ;p
teraz pozmieniam trochę stronkę ;p
Nie wiem co napisać...główna bohaterka umarła i co dalej?
Spokojnie będę pisać dalej....mam dla was niespodziankę ;]
Ale to przy okazji któregoś z blogów ;p
teraz pozmieniam trochę stronkę ;p
poniedziałek, 16 stycznia 2012
rozdział 49
Gdy w poniedziałek weszłam do szkoły nie myślałam, że ten tydzień bedzie pełen dziwnych wydarzeń.
-Cześć.-Przytuliłam się do Mateusza.-Co jest?-Mateusz spojrzał na mnie jakby dopiero teraz mnie dostrzegł i powiedział:
-Nie ważne.
-Widzę, że coś Ci jest.
-Na prawdę.Nie przejmuj się, to nic takiego.
-Na pewno?
-Poradzę sobie.-zadzwonił dzwonek.-Idź na lekcję bo się spóźnisz,
-Od kiedy się tym przejmujesz.-Uśmiechnął się i zbliżył do mnie.
-Od kiedy jestem z tobą.-Uśmiechnęłam się.Patrzyliśmy sobie w oczy.
-Khm...-Odwróciłam się przestraszona.
-Pani Gawęda
-Kwasińska-Jak ja jej nienawidzę!Pomyślałam.-Cullen.Nie słyszeliście dzwonka?A może specjalne zaproszenie mam wam wysłać.-Bardziej stwierdziła niż spytała
-Nie trzeba proszę pani.Już idziemy na lekcję.-Spojrzała na nas i odeszła jak zwykle naburmuszona.
po lekcjach...
-Mam już dosyć.-Powiedziała Susan.
-Ja tez.-Powiedziała Monika.-Gdzie Paula?-Odwróciły się.-Paula coś się stało?-
Grzebiąc w torbie zwróciłam się do nich.-Zapomniałam telefonu zabrać od Kaczki.Pójdę po niego.
-Iść z tobą?-Spytały.
-Nie, idźcie.Zaraz do was dołączę.
-Okej.-Poszłam na górę do sali biologicznej.
-Proszę pani zapomniała pani oddać mi telefon.-Kaczor,jak nazywamy panią Kaczorowską, spojrzała na mnie znad papierów, a potem wyjęła z biurka telefon i mi go oddała.
-Następnym razem oddam rodzicom na koniec roku.
-Nie będzie następnego razu.
-Mam nadzieję.-Szybko wyszłam z sali.Miałam zamiar iść do dziewczyn ale coś mówiło mi żebym poszła na salę gimnastyczną.Złapałam za klamkę.Drzwi były otwarte.Uchyliłam je lekko i zajrzałam do środka.Było dość późno, a światła były zgaszone.Ledwo co widziałam.
-Halo?-Cisza.Głupia, myślałaś, że ktoś lub coś tu jest?Masz za bujną wyobraźnię.Chciałam zamknąć drzwi kiedy usłyszałam swoje imię.
-Paulina...-Ciarki przeszły mi po plecach.
-Kto..kto tu jest?-Śmiech.. taki szyderczy, pełen grozy,ale zarazem uwodzicielski.-Pokaż się!
-Spokojnie.-Znam ten głos...
-David?-Znów śmiech.Jakaś postać zbliżała się w moją stronę.Coś z tyłu uderzyło.Odwróciłam się,ale nic nie zobaczyłam.Gdy się znów odwróciłam w stronę sali zobaczyłam Davida.Prawie upadłam, ale mnie złapał.Było czuć od niego takie ciepło a jednocześnie złość.Szybko się odsunęłam.Jak mogłaś zapomnieć o Matim?!
-Co ty tu robisz?-Jego szyderczy uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Wiesz, że jesteś piękna?-Złapał za kosmyk moich włosów i kręcił nim w koło palca,pogłaskał delikatnie mój policzek.Zamknęłam oczy.Staliśmy tak blisko, że czułam jego oddech.Przypomniała sobie o Matim i szybko się odwróciłam.
-Odpowiedz.
-A czy to ważne co tu robię?
-Tak.-Znów się uśmiechnął.
-Może przyjechałem znów Cię zobaczyć, a może podenerwować Matiego,albo...-Uśmiechnął się tajemniczo.
-Albo co?-Zaśmiał się.-Dlaczego to wszystko robisz?Mati nic Ci nie zrobił.
-A ty znowu swoje.
-Proszę, powiedz... dlaczego?
-Z kim rozmawiasz Paulino?-Spojrzałam w dół.Stała tam pani Black.
-Z..-Odwróciłam się w stronę Davida, ale go już nie było.-...z nikim.-Myślałam, że coś powie, ale ona tylko wzruszyła ramionami,uśmiechnęła się i powiedziała;
-Nie siedź za długo.
-Już idę.-Pani Black poszła.Ja jeszcze raz spojrzałam w stronę sali gimnastycznej, zamknęłam ją i wyszłam.
-Co tak długo?
-Kaczor mnie zatrzymał.-Spojrzały na mnie i pokiwały głowami na znak zrozumienia.
Następnego dnia po szkole postanowiłam pogadać z Mateuszem,ale go nie było w domu.
-Dzień dobry proszę pani.Czy jest może Paulina?-Matka Pauliny była dziwna, jakby smutna.
-Tak.Zawołam ją.Wejdź.-Wszedłem do środka a Elizabeth zawołała Paulinę.-Paulina!Mateusz przyszedł!
-Na górze! Niech przyjdzie!-Usłyszałem.
-Słyszałeś.-Elizabeth spojrzała na mnie dziwnie.-No śmiało.Nie bój się, nie gryzę.-Udałem, że się śmieję i wszedłem na górę.Paulina siedziała na oknie, nie widziałem, ale chyba była smutna.
-Coś się stało?-Spytałem.
-Widziałam wczoraj pewnego chłopaka.Nie zgadniesz do kogo był podobny.
-Wielu chłopaków jest do siebie podobnych.
-Zwłaszcza ty i David do siebie.
-Co David?
-O niego chodziło tak?Tego nie chciałeś mi powiedzieć, prawda?
-Nie rozumiem.-Paulina się odwróciła.Wyglądała inaczej...tak piękniej niż zwykle...usiadłem na łóżku.
Ałł!Moja głowa.Otworzyłam oczy.Co to za miejsce?Co ja tu robię?
-Witaj.-Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przede mną stała dziewczyna podobna do mnie.
-Kim ty jesteś?-Zaśmiała się.
-Jaka zaborcza.Hm...nie wiem co z tobą zrobić.Prawie-to prawie podkreśliła-byłaś wampirzycą.No ale stwierdziłaś, że oddasz moce.I bum...-Klasnęła w dłonie.-znów człowiek...tylko, że z mocami.Denerwujesz mnie, ale pobawię się trochę tobą, a właściwie twoim życiem.Muszę przyznać, że jestem lepszą Eleną niż ty.-Spojrzała mi prosto w oczy.
-Czego ty od mnie chcesz?!-Krzyknęłam.Dopiero teraz się zorientowałam , że jestem przywiązana do jakiejś belki.
-Zaraz od Ciebie.-Przybliżyła się.-Mateusz i David są moi, jasne.Chciałam by Cię poznali, ale nie zakochiwali.Mieli cierpieć.Nie mieli o mnie zapominać.-Nic nie rozumiem.
-Zimno...-Znów śmiech.
-Spokojnie.Nie pozwolę Ci umrzeć, ale też nie pozwolę Ci żyć.
-Błagam nie...
-Później pogadamy.Teraz muszę trochę namieszać w twoim życiu.Papa.-Klasnęła w dłonie jak dziecko i poszła.Zemdlałam.
-Co ona wyrabia?-Spytała się Ewa.
-Nie wiem.Wygląda jakby coś ją opętało -Powiedziała Monia.
-Nigdy jej w takim stanie nie widziałem.Musimy ją powstrzymać.-Powiedział Mariusz.
-Ale jak?-Ewa.Paulina a właściwie osoba wyglądająca jak ona właśnie podeszła do Piotra.
-Cześć słodziaku.-Powiedziała.
-Paulina?-Zaśmiała się.
-Mam dziś wolny wieczór, a ty?-Złapała za suwak i lekko odsuwała.Piotrek przybliżył się.
-Mówiłem, że mi się nie oprzesz.Po co się opierałaś.-Jak nisko postawiła se poprzeczkę.Uśmiechnęła się.
-Miałeś rację.To jak?
-Dziś wieczór, u mnie.
-Okej.-Odeszła pewnym krokiem mijając Matiego.Mati osłupiały pobiegł za nią.Złapał za rękę.
-Co to było?
-Zabierz tą rękę.-Puścił.Przybliżyła się i wyszeptała:-Jesteś taki słodki, a twój brat taki zły.Dobrze wiesz, że bardziej wolę złych chłopców.-Uśmiechnęła się i poszła.Co?-Myślał Mati-Co to ma znaczyć?Przecież mówiła, że nienawidzi Davida...
-Wstawaj księżniczko, szkoda dnia.-Ledwo otworzyłam oczy, tak głowa mnie boli.-No w końcu się obudziłaś.
-Pić, proszę pić.
-A...krwi tak?
-Wody...proszę wody...
-Ach Ci ludzie.Nie widzą czego chcą.-Poczułam coś zimnego na ustach a potem mokrego.Woda. Wypiłam kilka kropli i potem zrobiło mi się mokro.ktoś wylał na mnie wodę.Otworzyłam oczy.-Moja piwnica moje zasady, jasne?
-Czego...czego chcesz?
-A ty znów z tymi pytaniami.Nuda.-Położyła rękę na ustach i udała, że ziewa.-Oh,oh...mam coś lepszego.-Dziewczyna wskazała na słupek obok, obejrzałam się, choć przez to że byłam związana za bardzo nie mogłam.Był tam Piotrek także związany.Teraz wskazała na dwa kolejne zobaczyłam Davida i Mateusza.
-Mateusz!-Dziewczyna przewróciła oczami.Mateusz nie reagował.-Coś ty mu zrobiła!-Wyglądała jakby ją to bawiło.
-Popełnili błąd zakochując się w tobie.
-Zostaw ich, proszę.-Łzy zaczęły lecieć mi po policzku.-Zrobię co zechcesz tylko ich puść.
-Hm...kusząca propozycja, ale nie.Bawiłam się nimi przez ostatnie pięćset lat i nie zrezygnuję.Poza tym powiedziałaś żebym wypuściła ich a nie jego co jest bardzo interesujące.
-Bo...
-Elena?-Usłyszałam głos Davida.
-David kotku...
-Elena.-Powiedział jakby dopiero teraz do niego doszło.-Ty żyjesz,ale...jak to?
-Podrobiłam swoją śmierć.Piotrek mi w tym pomógł.Mieliśmy taki ubaw...-Uśmiechnęła się.Mati i Piotr przebudzili się.-No Paulina, którego wybierasz?-Zdziwiło mnie to pytanie.Było cicho.-Tak, wiem.Trudny wybór.Też nie byłam w stanie wybrać dlatego ich przemieniłam żebyśmy byli razem, ale oni musieli się pozabijać na wzajem-Jej oczy płonęły..-Zbliżyła się do Matiego.-Jesteś taki słodki...-Zatopiła się w jego szyi.Cierpiał.
-Nie!-Spojrzała na mnie.-Proszę.-Zbliżyła się do mnie.
-Bronisz ich?Za to jak dużo wycierpiałaś przez nich?
-Elena!-Powiedział David.
-Davidzie...-Podeszła do niego.-Jesteś silny.Obserwowałam Cię/Widziałam jak potrafisz być okrutny.Przyłącz się do nie.David się uśmiechnął, myślałam, że nas zdradzi.-Zabiję ich troję i będziemy razem.
-Mówiłaś, że mnie kochasz!-Krzyknął Piotr.Elena wbiła mu się w szyję.Piotr był tak słaby...Mateusz zrób coś.Mati pokiwał głową na znak, że nie jest w stanie.David...ale David tylko się uśmiechał.
-Elena...-Powiedział słodko.Elena przerwała.Jej oczy były czarne gdy się zbliżyła do Davida były już brązowe.
-Tak...
-Elena...-Przybliżyła się.
-Tak Davidzie...-Była tak blisko, że mogli się pocałować.
-Idź do diabła.-Elena zaskoczona odsunęła się.Jej oczy znów były czarne.Złapała za jego włosy i wgryzła się w jego gardło.David cierpiał.Łzy leciały mi po policzku.Zemdlałam.Gdy się obudziłam David leżał na ziemi.Spojrzałam na Mateusza.Krew lejąca się z jego szyi wysychała
-Mateusz obudź się.Mateusz.
-Paulina...-Powiedział lekko słyszalnym głosem.
-Mateusz..-Spojrzał na Davida leżącego na podłodze.Potem jego oczy poleciały w inną stronę..w stronę Piotra.Także spojrzałam.Piotr wisiał do góry nogami.
-Czy on...
-Przykro mi.-łzy leciały mi po policzku.
-Co...co tu się stało?
-Piotr próbował uratować Davida.Wrzeszczał i robił co się dało.Elena go powiesiła i przecięła gardło.Próbowałem coś zrobić. Zacząłem wrzeszczeć,błagać.Wbiła się w moje gardło.David się uwolnił i próbował mnie uratować, ale miał za mało siły.Rzuciła nim o podłogę.Cierpiał a ja nie mogłem nic zrobić...
-Już dobrze.-Ktoś zaczął klaskać.
-Jakie to romantyczne.
-Uwolnij nas!-Krzyknęłam.
-Nie.Przez was nie mogę przejść pod wodą, więc muszę was zabić.-Zaczęłam się szarpać z liną.Gdy podeszła bliżej rzuciłam się na nią i zerwała medalion.
-Oddaj mi go!
-Nigdy!-Złapałam pierścień Matiego.Elena złapała mnie i rzuciła w kąt.
-To był kiepsko pomysł.Teraz pożałujesz!-Zamknęłam oczy.Myślałam, że mnie zabije.
-Elena!-Otworzyłam oczy.David i Mati stali w cieniu.Słońce już wstawało.-To już koniec.Poddaj się.
-Nigdy-Złapała mnie.
-Puść ją.-Zabrała mi pierścień i ubrała go.
-Jeżeli ja was nie mogę mieć to i ona nie będzie was miała.-Ugryzła mnie.Zaczęłam krzyczeć.Ból był okropny.Mati i David nie mogli mi pomóc.Stałyśmy w słońcu.Pierścienie także leżały w słońcu.Gdy upadałam zobaczyłam jak Mati rzuca się na Elenę.Leżałam i się przypatrywałam.Mati zdjął pierścień z palca Eleny i rzucił ją w słońce.Spłonęła.Mati ubrał pierścień i zbliżył się do mnie.
-Paulina...-Złapałam jego rękę.
-Będzie dobrze.-Spojrzałam na Davida.Leżał na ziemi.Pogłaskałam jego policzek, był mokry.-Nie płacz.Proszę.-Zwróciłam się do Matiego.-Dbajcie o siebie.
-Paulina...
-Proszę.
-Obiecuję.
-To dobrze.-Z uśmiechem zamknęłam oczy.
Jeszcze chwilę trzymałem Paulinę w ramionach.Potem wstałem. Przystanąłem przy bramie.Chciałem zdjąć pierścień, ale obiecałem coś Paulinie i dotrzymam obietnicy.
-Chodź bracie.-Wziąłem Davida, założyłem mu pierścień i zabrałem do domu.
-Cześć.-Przytuliłam się do Mateusza.-Co jest?-Mateusz spojrzał na mnie jakby dopiero teraz mnie dostrzegł i powiedział:
-Nie ważne.
-Widzę, że coś Ci jest.
-Na prawdę.Nie przejmuj się, to nic takiego.
-Na pewno?
-Poradzę sobie.-zadzwonił dzwonek.-Idź na lekcję bo się spóźnisz,
-Od kiedy się tym przejmujesz.-Uśmiechnął się i zbliżył do mnie.
-Od kiedy jestem z tobą.-Uśmiechnęłam się.Patrzyliśmy sobie w oczy.
-Khm...-Odwróciłam się przestraszona.
-Pani Gawęda
-Kwasińska-Jak ja jej nienawidzę!Pomyślałam.-Cullen.Nie słyszeliście dzwonka?A może specjalne zaproszenie mam wam wysłać.-Bardziej stwierdziła niż spytała
-Nie trzeba proszę pani.Już idziemy na lekcję.-Spojrzała na nas i odeszła jak zwykle naburmuszona.
po lekcjach...
-Mam już dosyć.-Powiedziała Susan.
-Ja tez.-Powiedziała Monika.-Gdzie Paula?-Odwróciły się.-Paula coś się stało?-
Grzebiąc w torbie zwróciłam się do nich.-Zapomniałam telefonu zabrać od Kaczki.Pójdę po niego.
-Iść z tobą?-Spytały.
-Nie, idźcie.Zaraz do was dołączę.
-Okej.-Poszłam na górę do sali biologicznej.
-Proszę pani zapomniała pani oddać mi telefon.-Kaczor,jak nazywamy panią Kaczorowską, spojrzała na mnie znad papierów, a potem wyjęła z biurka telefon i mi go oddała.
-Następnym razem oddam rodzicom na koniec roku.
-Nie będzie następnego razu.
-Mam nadzieję.-Szybko wyszłam z sali.Miałam zamiar iść do dziewczyn ale coś mówiło mi żebym poszła na salę gimnastyczną.Złapałam za klamkę.Drzwi były otwarte.Uchyliłam je lekko i zajrzałam do środka.Było dość późno, a światła były zgaszone.Ledwo co widziałam.
-Halo?-Cisza.Głupia, myślałaś, że ktoś lub coś tu jest?Masz za bujną wyobraźnię.Chciałam zamknąć drzwi kiedy usłyszałam swoje imię.
-Paulina...-Ciarki przeszły mi po plecach.
-Kto..kto tu jest?-Śmiech.. taki szyderczy, pełen grozy,ale zarazem uwodzicielski.-Pokaż się!
-Spokojnie.-Znam ten głos...
-David?-Znów śmiech.Jakaś postać zbliżała się w moją stronę.Coś z tyłu uderzyło.Odwróciłam się,ale nic nie zobaczyłam.Gdy się znów odwróciłam w stronę sali zobaczyłam Davida.Prawie upadłam, ale mnie złapał.Było czuć od niego takie ciepło a jednocześnie złość.Szybko się odsunęłam.Jak mogłaś zapomnieć o Matim?!
-Co ty tu robisz?-Jego szyderczy uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Wiesz, że jesteś piękna?-Złapał za kosmyk moich włosów i kręcił nim w koło palca,pogłaskał delikatnie mój policzek.Zamknęłam oczy.Staliśmy tak blisko, że czułam jego oddech.Przypomniała sobie o Matim i szybko się odwróciłam.
-Odpowiedz.
-A czy to ważne co tu robię?
-Tak.-Znów się uśmiechnął.
-Może przyjechałem znów Cię zobaczyć, a może podenerwować Matiego,albo...-Uśmiechnął się tajemniczo.
-Albo co?-Zaśmiał się.-Dlaczego to wszystko robisz?Mati nic Ci nie zrobił.
-A ty znowu swoje.
-Proszę, powiedz... dlaczego?
-Z kim rozmawiasz Paulino?-Spojrzałam w dół.Stała tam pani Black.
-Z..-Odwróciłam się w stronę Davida, ale go już nie było.-...z nikim.-Myślałam, że coś powie, ale ona tylko wzruszyła ramionami,uśmiechnęła się i powiedziała;
-Nie siedź za długo.
-Już idę.-Pani Black poszła.Ja jeszcze raz spojrzałam w stronę sali gimnastycznej, zamknęłam ją i wyszłam.
-Co tak długo?
-Kaczor mnie zatrzymał.-Spojrzały na mnie i pokiwały głowami na znak zrozumienia.
Następnego dnia po szkole postanowiłam pogadać z Mateuszem,ale go nie było w domu.
-Dzień dobry proszę pani.Czy jest może Paulina?-Matka Pauliny była dziwna, jakby smutna.
-Tak.Zawołam ją.Wejdź.-Wszedłem do środka a Elizabeth zawołała Paulinę.-Paulina!Mateusz przyszedł!
-Na górze! Niech przyjdzie!-Usłyszałem.
-Słyszałeś.-Elizabeth spojrzała na mnie dziwnie.-No śmiało.Nie bój się, nie gryzę.-Udałem, że się śmieję i wszedłem na górę.Paulina siedziała na oknie, nie widziałem, ale chyba była smutna.
-Coś się stało?-Spytałem.
-Widziałam wczoraj pewnego chłopaka.Nie zgadniesz do kogo był podobny.
-Wielu chłopaków jest do siebie podobnych.
-Zwłaszcza ty i David do siebie.
-Co David?
-O niego chodziło tak?Tego nie chciałeś mi powiedzieć, prawda?
-Nie rozumiem.-Paulina się odwróciła.Wyglądała inaczej...tak piękniej niż zwykle...usiadłem na łóżku.
Ałł!Moja głowa.Otworzyłam oczy.Co to za miejsce?Co ja tu robię?
-Witaj.-Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przede mną stała dziewczyna podobna do mnie.
-Kim ty jesteś?-Zaśmiała się.
-Jaka zaborcza.Hm...nie wiem co z tobą zrobić.Prawie-to prawie podkreśliła-byłaś wampirzycą.No ale stwierdziłaś, że oddasz moce.I bum...-Klasnęła w dłonie.-znów człowiek...tylko, że z mocami.Denerwujesz mnie, ale pobawię się trochę tobą, a właściwie twoim życiem.Muszę przyznać, że jestem lepszą Eleną niż ty.-Spojrzała mi prosto w oczy.
-Czego ty od mnie chcesz?!-Krzyknęłam.Dopiero teraz się zorientowałam , że jestem przywiązana do jakiejś belki.
-Zaraz od Ciebie.-Przybliżyła się.-Mateusz i David są moi, jasne.Chciałam by Cię poznali, ale nie zakochiwali.Mieli cierpieć.Nie mieli o mnie zapominać.-Nic nie rozumiem.
-Zimno...-Znów śmiech.
-Spokojnie.Nie pozwolę Ci umrzeć, ale też nie pozwolę Ci żyć.
-Błagam nie...
-Później pogadamy.Teraz muszę trochę namieszać w twoim życiu.Papa.-Klasnęła w dłonie jak dziecko i poszła.Zemdlałam.
-Co ona wyrabia?-Spytała się Ewa.
-Nie wiem.Wygląda jakby coś ją opętało -Powiedziała Monia.
-Nigdy jej w takim stanie nie widziałem.Musimy ją powstrzymać.-Powiedział Mariusz.
-Ale jak?-Ewa.Paulina a właściwie osoba wyglądająca jak ona właśnie podeszła do Piotra.
-Cześć słodziaku.-Powiedziała.
-Paulina?-Zaśmiała się.
-Mam dziś wolny wieczór, a ty?-Złapała za suwak i lekko odsuwała.Piotrek przybliżył się.
-Mówiłem, że mi się nie oprzesz.Po co się opierałaś.-Jak nisko postawiła se poprzeczkę.Uśmiechnęła się.
-Miałeś rację.To jak?
-Dziś wieczór, u mnie.
-Okej.-Odeszła pewnym krokiem mijając Matiego.Mati osłupiały pobiegł za nią.Złapał za rękę.
-Co to było?
-Zabierz tą rękę.-Puścił.Przybliżyła się i wyszeptała:-Jesteś taki słodki, a twój brat taki zły.Dobrze wiesz, że bardziej wolę złych chłopców.-Uśmiechnęła się i poszła.Co?-Myślał Mati-Co to ma znaczyć?Przecież mówiła, że nienawidzi Davida...
-Wstawaj księżniczko, szkoda dnia.-Ledwo otworzyłam oczy, tak głowa mnie boli.-No w końcu się obudziłaś.
-Pić, proszę pić.
-A...krwi tak?
-Wody...proszę wody...
-Ach Ci ludzie.Nie widzą czego chcą.-Poczułam coś zimnego na ustach a potem mokrego.Woda. Wypiłam kilka kropli i potem zrobiło mi się mokro.ktoś wylał na mnie wodę.Otworzyłam oczy.-Moja piwnica moje zasady, jasne?
-Czego...czego chcesz?
-A ty znów z tymi pytaniami.Nuda.-Położyła rękę na ustach i udała, że ziewa.-Oh,oh...mam coś lepszego.-Dziewczyna wskazała na słupek obok, obejrzałam się, choć przez to że byłam związana za bardzo nie mogłam.Był tam Piotrek także związany.Teraz wskazała na dwa kolejne zobaczyłam Davida i Mateusza.
-Mateusz!-Dziewczyna przewróciła oczami.Mateusz nie reagował.-Coś ty mu zrobiła!-Wyglądała jakby ją to bawiło.
-Popełnili błąd zakochując się w tobie.
-Zostaw ich, proszę.-Łzy zaczęły lecieć mi po policzku.-Zrobię co zechcesz tylko ich puść.
-Hm...kusząca propozycja, ale nie.Bawiłam się nimi przez ostatnie pięćset lat i nie zrezygnuję.Poza tym powiedziałaś żebym wypuściła ich a nie jego co jest bardzo interesujące.
-Bo...
-Elena?-Usłyszałam głos Davida.
-David kotku...
-Elena.-Powiedział jakby dopiero teraz do niego doszło.-Ty żyjesz,ale...jak to?
-Podrobiłam swoją śmierć.Piotrek mi w tym pomógł.Mieliśmy taki ubaw...-Uśmiechnęła się.Mati i Piotr przebudzili się.-No Paulina, którego wybierasz?-Zdziwiło mnie to pytanie.Było cicho.-Tak, wiem.Trudny wybór.Też nie byłam w stanie wybrać dlatego ich przemieniłam żebyśmy byli razem, ale oni musieli się pozabijać na wzajem-Jej oczy płonęły..-Zbliżyła się do Matiego.-Jesteś taki słodki...-Zatopiła się w jego szyi.Cierpiał.
-Nie!-Spojrzała na mnie.-Proszę.-Zbliżyła się do mnie.
-Bronisz ich?Za to jak dużo wycierpiałaś przez nich?
-Elena!-Powiedział David.
-Davidzie...-Podeszła do niego.-Jesteś silny.Obserwowałam Cię/Widziałam jak potrafisz być okrutny.Przyłącz się do nie.David się uśmiechnął, myślałam, że nas zdradzi.-Zabiję ich troję i będziemy razem.
-Mówiłaś, że mnie kochasz!-Krzyknął Piotr.Elena wbiła mu się w szyję.Piotr był tak słaby...Mateusz zrób coś.Mati pokiwał głową na znak, że nie jest w stanie.David...ale David tylko się uśmiechał.
-Elena...-Powiedział słodko.Elena przerwała.Jej oczy były czarne gdy się zbliżyła do Davida były już brązowe.
-Tak...
-Elena...-Przybliżyła się.
-Tak Davidzie...-Była tak blisko, że mogli się pocałować.
-Idź do diabła.-Elena zaskoczona odsunęła się.Jej oczy znów były czarne.Złapała za jego włosy i wgryzła się w jego gardło.David cierpiał.Łzy leciały mi po policzku.Zemdlałam.Gdy się obudziłam David leżał na ziemi.Spojrzałam na Mateusza.Krew lejąca się z jego szyi wysychała
-Mateusz obudź się.Mateusz.
-Paulina...-Powiedział lekko słyszalnym głosem.
-Mateusz..-Spojrzał na Davida leżącego na podłodze.Potem jego oczy poleciały w inną stronę..w stronę Piotra.Także spojrzałam.Piotr wisiał do góry nogami.
-Czy on...
-Przykro mi.-łzy leciały mi po policzku.
-Co...co tu się stało?
-Piotr próbował uratować Davida.Wrzeszczał i robił co się dało.Elena go powiesiła i przecięła gardło.Próbowałem coś zrobić. Zacząłem wrzeszczeć,błagać.Wbiła się w moje gardło.David się uwolnił i próbował mnie uratować, ale miał za mało siły.Rzuciła nim o podłogę.Cierpiał a ja nie mogłem nic zrobić...
-Już dobrze.-Ktoś zaczął klaskać.
-Jakie to romantyczne.
-Uwolnij nas!-Krzyknęłam.
-Nie.Przez was nie mogę przejść pod wodą, więc muszę was zabić.-Zaczęłam się szarpać z liną.Gdy podeszła bliżej rzuciłam się na nią i zerwała medalion.
-Oddaj mi go!
-Nigdy!-Złapałam pierścień Matiego.Elena złapała mnie i rzuciła w kąt.
-To był kiepsko pomysł.Teraz pożałujesz!-Zamknęłam oczy.Myślałam, że mnie zabije.
-Elena!-Otworzyłam oczy.David i Mati stali w cieniu.Słońce już wstawało.-To już koniec.Poddaj się.
-Nigdy-Złapała mnie.
-Puść ją.-Zabrała mi pierścień i ubrała go.
-Jeżeli ja was nie mogę mieć to i ona nie będzie was miała.-Ugryzła mnie.Zaczęłam krzyczeć.Ból był okropny.Mati i David nie mogli mi pomóc.Stałyśmy w słońcu.Pierścienie także leżały w słońcu.Gdy upadałam zobaczyłam jak Mati rzuca się na Elenę.Leżałam i się przypatrywałam.Mati zdjął pierścień z palca Eleny i rzucił ją w słońce.Spłonęła.Mati ubrał pierścień i zbliżył się do mnie.
-Paulina...-Złapałam jego rękę.
-Będzie dobrze.-Spojrzałam na Davida.Leżał na ziemi.Pogłaskałam jego policzek, był mokry.-Nie płacz.Proszę.-Zwróciłam się do Matiego.-Dbajcie o siebie.
-Paulina...
-Proszę.
-Obiecuję.
-To dobrze.-Z uśmiechem zamknęłam oczy.
Jeszcze chwilę trzymałem Paulinę w ramionach.Potem wstałem. Przystanąłem przy bramie.Chciałem zdjąć pierścień, ale obiecałem coś Paulinie i dotrzymam obietnicy.
-Chodź bracie.-Wziąłem Davida, założyłem mu pierścień i zabrałem do domu.
wtorek, 27 grudnia 2011
rozdział 48
-Głupi brunet, myśli, że może wszystko.AAAAA!
-Paula, co tak wrzeszczysz?
-Zamknij drzwi.-Susan weszła do środka zamykając za sobą drzwi.
-Co?
-Ten...ten...Mateusz spytał się Angeliki, czy będzie z nim chodzić.
-I co z tego?
-Co z tego?!Yh!
-Nie jesteście już razem a Mati może robić co chce. Jest wolny, zresztą ty też. Mogłabyc juz przestać się użalać nad sobą i żyć życiem.
-Ty nic nie rozumiesz prawda?
-Rozumiem więcej niż Ci się wydaje.-Wyszła na korytarz.Wybiegłam za nią.
-Co to ma znaczyć?-Susan tylko się uśmiechnęła i zeszła na dół.
W szkole...
-Przestań się na niego gapić bo Ci oczy wypadną.-Powiedział Mariusz.
-Ale o kim ty mówisz? Ja na nikogo się nie gapię.-Spojrzałam zwyczajnym wzrokiem na niego.
-Mówię o Mateuszu. On już ma inną nie zmienisz tego.-Ze łzami w oczach powiedziałam:
-Ja go Kocham i nie potrafię o nim myśleć.Ty tego nigdy nie zrozumiesz.-Zadzwonił dzwonek. Wzięłam plecak i poszłam do klasy.
Na lekcji Ewa podsunęła mi liścik.
-Co jest?
-Ale o co chodzi?
-Jesteś taka smutna...
-Bo tęsknię.
-Wiem...może z nim porozmawiaj.
-Próbowałam.
-I co?
-To co zawsze. Powiedział, że tak będzie lepiej.
-Nie rozumiem.
-A ja tak...to znaczy,że prawdopodobnie już nigdy nie będziemy razem....-Zadzwonił dzwonek.
Kilka dni później...
-Chodź z nami....nie możesz siedzieć w domu w czasie sylwestra.
-Dlaczego nie?Lubię to.
-No chodź...Mariusz coś zaśpiewa, Ewa będzie coś tam robić a ja będę stać i patrzeć.
-Heh. Fajna propozycja, ale nie mam ochoty sorki.
-No chodź...
-No dobra...-Ubrałam się i wyszliśmy.Poszliśmy najpierw nad jezioro a potem pojechaliśmy do miasta na bloki.
Gdy szliśmy na plac, zobaczyłam Mateusza z Angeliką i innymi.Nie chciałam tam iść, ale Mariusz już poszedł a Monia nalegała więc się zgodziłam.Mateusz bawił się w najlepszego. Zresztą Monia, Mariusz i Ewa tez tylko ja byłam takim wyrzutkiem.Po chwili Ewa spytała się czemu jestem smutna a Mati to usłyszał.
-Z mojego powodu.Prawda Paula?
-Nie pochlebiaj sobie.
-No to się pochwal czemu jesteś taka zamulona.
-Nie.
-No dawaj.
-Nie!
-Powiedz!
-Bo Cię Kocham! Kocham Cię, a ty masz mnie w dupie...-Wyszłam z placu i poszłam na przystanek autobusowy i chciałam zadzwonić po taksówkę,ale ktoś zabrał mi telefon.Gdy spojrzałam się zobaczyłam Mateusza.
-Ja Cię zawiozę.
-Po to byś mógł opowiadać jak to byłam naiwna i wsiadłam z tobą do samochodu.
-Nie. Chce z tobą porozmawiać.
-Możemy tu.
-Jak chcesz, ale do domu wrócisz za 4 godziny bo taksówek raczej już nie ma.
-Niech Ci będzie, ale jak ktoś się dowie to cię zabiję.
-Słowo honoru, że nikomu nie powiem.-Wsiedliśmy i wyruszyliśmy w stronę mojego domu.
-No więc...o czym chciałeś rozmawiać?
-O nas.-Musiałam zrobić głupią minę bo powiedział:-Nie dziw się tak.
-Nie obchodzi mnie to co powiesz bo i tak nie będzie mieć to znaczenia bo jesteś z Angeliką.
-Z kim?
-No z Angeliką... byłeś z nią na placu.
-A tą.-Zaśmiał się.-Nigdy z nią nie byłem. Wymyśliła to sobie bo odmówiłem gdy spytała się czy z nią będę.
-Na prawdę?
-Tak-Spojrzał na mnie.-Chcę być tylko z tobą.Nawet jeżeli nie możemy być razem bo ja jestem wampirem z wielka mocą a ty zwykłą dziewczyną, która oddała swoje moce.
-Właściwie...to nie oddałam ich.
-Co?!-Zatrzymał samochód.
-Też myślałam, że je oddałam, ale następnego dnia dowiedziałam się, że była wtedy północ a w czasie północy nie da się oddać mocy.
-Widziałem na własne oczy.
-Przykro mi .A teraz może byś ruszył bo jeszcze nas zatrzymają.-Odpalił samochód.-Mati...
-Tak?-Wzięłam jego rękę.
-Możemy spróbować...-Uśmiechnął się.Gdy dojechaliśmy pocałował mnie.
KONIEC ;p
-Paula, co tak wrzeszczysz?
-Zamknij drzwi.-Susan weszła do środka zamykając za sobą drzwi.
-Co?
-Ten...ten...Mateusz spytał się Angeliki, czy będzie z nim chodzić.
-I co z tego?
-Co z tego?!Yh!
-Nie jesteście już razem a Mati może robić co chce. Jest wolny, zresztą ty też. Mogłabyc juz przestać się użalać nad sobą i żyć życiem.
-Ty nic nie rozumiesz prawda?
-Rozumiem więcej niż Ci się wydaje.-Wyszła na korytarz.Wybiegłam za nią.
-Co to ma znaczyć?-Susan tylko się uśmiechnęła i zeszła na dół.
W szkole...
-Przestań się na niego gapić bo Ci oczy wypadną.-Powiedział Mariusz.
-Ale o kim ty mówisz? Ja na nikogo się nie gapię.-Spojrzałam zwyczajnym wzrokiem na niego.
-Mówię o Mateuszu. On już ma inną nie zmienisz tego.-Ze łzami w oczach powiedziałam:
-Ja go Kocham i nie potrafię o nim myśleć.Ty tego nigdy nie zrozumiesz.-Zadzwonił dzwonek. Wzięłam plecak i poszłam do klasy.
Na lekcji Ewa podsunęła mi liścik.
-Co jest?
-Ale o co chodzi?
-Jesteś taka smutna...
-Bo tęsknię.
-Wiem...może z nim porozmawiaj.
-Próbowałam.
-I co?
-To co zawsze. Powiedział, że tak będzie lepiej.
-Nie rozumiem.
-A ja tak...to znaczy,że prawdopodobnie już nigdy nie będziemy razem....-Zadzwonił dzwonek.
Kilka dni później...
-Chodź z nami....nie możesz siedzieć w domu w czasie sylwestra.
-Dlaczego nie?Lubię to.
-No chodź...Mariusz coś zaśpiewa, Ewa będzie coś tam robić a ja będę stać i patrzeć.
-Heh. Fajna propozycja, ale nie mam ochoty sorki.
-No chodź...
-No dobra...-Ubrałam się i wyszliśmy.Poszliśmy najpierw nad jezioro a potem pojechaliśmy do miasta na bloki.
Gdy szliśmy na plac, zobaczyłam Mateusza z Angeliką i innymi.Nie chciałam tam iść, ale Mariusz już poszedł a Monia nalegała więc się zgodziłam.Mateusz bawił się w najlepszego. Zresztą Monia, Mariusz i Ewa tez tylko ja byłam takim wyrzutkiem.Po chwili Ewa spytała się czemu jestem smutna a Mati to usłyszał.
-Z mojego powodu.Prawda Paula?
-Nie pochlebiaj sobie.
-No to się pochwal czemu jesteś taka zamulona.
-Nie.
-No dawaj.
-Nie!
-Powiedz!
-Bo Cię Kocham! Kocham Cię, a ty masz mnie w dupie...-Wyszłam z placu i poszłam na przystanek autobusowy i chciałam zadzwonić po taksówkę,ale ktoś zabrał mi telefon.Gdy spojrzałam się zobaczyłam Mateusza.
-Ja Cię zawiozę.
-Po to byś mógł opowiadać jak to byłam naiwna i wsiadłam z tobą do samochodu.
-Nie. Chce z tobą porozmawiać.
-Możemy tu.
-Jak chcesz, ale do domu wrócisz za 4 godziny bo taksówek raczej już nie ma.
-Niech Ci będzie, ale jak ktoś się dowie to cię zabiję.
-Słowo honoru, że nikomu nie powiem.-Wsiedliśmy i wyruszyliśmy w stronę mojego domu.
-No więc...o czym chciałeś rozmawiać?
-O nas.-Musiałam zrobić głupią minę bo powiedział:-Nie dziw się tak.
-Nie obchodzi mnie to co powiesz bo i tak nie będzie mieć to znaczenia bo jesteś z Angeliką.
-Z kim?
-No z Angeliką... byłeś z nią na placu.
-A tą.-Zaśmiał się.-Nigdy z nią nie byłem. Wymyśliła to sobie bo odmówiłem gdy spytała się czy z nią będę.
-Na prawdę?
-Tak-Spojrzał na mnie.-Chcę być tylko z tobą.Nawet jeżeli nie możemy być razem bo ja jestem wampirem z wielka mocą a ty zwykłą dziewczyną, która oddała swoje moce.
-Właściwie...to nie oddałam ich.
-Co?!-Zatrzymał samochód.
-Też myślałam, że je oddałam, ale następnego dnia dowiedziałam się, że była wtedy północ a w czasie północy nie da się oddać mocy.
-Widziałem na własne oczy.
-Przykro mi .A teraz może byś ruszył bo jeszcze nas zatrzymają.-Odpalił samochód.-Mati...
-Tak?-Wzięłam jego rękę.
-Możemy spróbować...-Uśmiechnął się.Gdy dojechaliśmy pocałował mnie.
KONIEC ;p
poniedziałek, 5 grudnia 2011
rozdział 47
-Dzięki za wspaniały wieczór.-Powiedziałam późnym wieczorem do Mateusza.
-Proszę.-Staliśmy wtuleni w siebie i patrzelismy sobie w oczy.
-Bedę już szłam
-Tak, jak też.-Pocałowałam go w policzek.
-Pa.
-Pa.-Weszłam do środka, a Mati wsiadł do samochodu i pojechał.
-Fajny chłopak z tego Mateusza.-Powiedział James, gdy weszłam do salonu.
-Wiedziałam, że się do niego przekonasz.
-Córciu...nie ważne z kim się spotykasz, no chyba, że z gangsterami,wampirami,wilkołakami i resztą co raczej jest mało prawdopodobne bo wampiry nie istnieją...
-Tato...
-Przepraszam.Więc jak już powiedziałem nie ważne z kim się spotykasz,ale ważne, że jesteś szczęśliwa z tą osobą.
-Tak wiem tato.-Przytuliłam go.
-Ale Mateusz nie jest żadnym gangsterem co?
-Tato!-Szturchnełam go lekko.
-Żartowałem.-Uśmiechnął się.
-Justin!Pomożesz mi ?!-krzyknęła Elizabeth z kuchni.
-Chętnie proszę pani!-Krzyknął Justin i poszedł do kuchni.
-Wielka ta nasza rodzinka.-Powiedziała Susan.
-I niezła.-Powiedziała Natasha.
-Mało powiedziane.-Powiedziałam.
-A właśnie Paulina co ty znowu kombinujesz?-Spytała podejrzliwie Susan.
-Ale o co chodzi?-Spytałam zdziwiona.
-O imprezę.-Susan.
-Jaką imprezę?-Spytałam nadal nie wiedząc do czego zmierza.
-Z okazji naszych urodzin.-Lekko pobladłam.
-Jak ja żadnej imprezy nie robię!-Powiedziałam prawie krzycząc.
-Tsa...mów co chcesz ja wiem swoje.Cała szkoła już o tym chuczy.
-Ja nie robię żadnej imprezy!-Krzyknełam.
-Upieraj się dalej, ale ja i tak wiem swoje.Taka głupia nie jestem-Natasha siedziała na fotelu jedząc winogrona i sms-ując.Właśnie dostała sms-a.
-Piotrek z klasy właśnie napisał mi ,że dziwi się, że nie wiem o własnej imprezie.Pewnie uważa mnie za idiotkę.-Powiedziała Natasha.
-Oj Paula wkopałaś się.-James.
-Dzięki za pomoc ojcze.-Usiadłam obrażona na kanapę.
-Skoro chciałaś zrobić imprezę to mogłaś powiedzieć.-Natasha
-To miała być niespodzianka, ale teraz to będzie zwykła impreaza.-Paula
-Nie,jeżeli udamy zaskoczone...-p.Susan
-Co masz na myśli?-Natasha.
-Chodzi o to by...-Susan.
W szkole...
-Do zobaczenia na imprezie!-krzyknęła Magda.
-Ale bedzie zabawa.-P.Susan
-Nie mogę sie doczekać.-p.Natasha.
-Ej a gdzie Justin?-Pauline.
-Ma jakieś tam zajęcia.-Susan.
-O patrzcie!Iza!-Pauline.Podeszłyśmy.
-Cześć co tam?-Spytała Iza.
-A dobrze...a jak u Ciebie?Jak Lilly?-Spytałam.
-U mnie nudy.Lilly jest zdrowa, mało przybiera, tylko 100 gram na tydzień
-Ale dobrze, że jest zdrowa.Powiedziałam
-Jest piekna.-Powiedziała Susan.Dopiero teraz wszyscy zauważyli, że stoi koło wózka i patrzy na małą.
-Dziękuję.-Odpowiedziała krótko Iza.
-Przepraszam Cię.Nie chciałam...to co powiedziałam,ja...ja tak na prawdę nie myślę.Lubię Cię a Justin cieszy się, że ma dziecko.Mogłybyśmy się pogodzić dla dobra dziecka i Justina.-Powiedziała Susan.
-Justin jest twoim chłopakiem, a ty z dzieckiem nie masz nic wspólnego, no oprócz tego, że właściwie jesteś jego ciocią.
-Na prawdę?-Uśmiechnęła się.
-Nie, żartuję bo mam już cię dosyć wiesz. Jesteś jego ciocią do póki jesteś z Justinem, ale pamiętaj to moze się zmienic w każdej chwili.
-Co ty mi grozisz?
-Nie, tylko ostrzegam.Też cieszyłam się, że Justin będzie ze mną, ale zostawił mnie dla Ciebie...
-Myślisz, że Justin po jednej nocy z tobą by był z tobą?Dziewczyno opanuj się. On nigdy by nie był z kimś takim puszczalskim.
-Osz ty...-Iza żuciła się na Susan.Ledwo je od siebie odtrąciłam.
-Przestancie! Zachowujecie się jak małe dzieci! -Zobaczyłam Mateusza stojącego na drugiej stronie.-Muszę iść. Obiecujecie się nie zabić?-Pokiwały głową.Podeszłam do samochodu i wsiadłam. Po chwili przyszła reszta.
w domu...
-Ej, Paula. Piotrek się o Ciebie pytał.-Justin.
-Ta? O co konkretnie?-Spytałam obojętnym tonem.
-Czy będziesz na imprezie?
-A ty co mu odpowiedziałeś?
-Powiedziałem, że raczej tak.
-I co?
-Co?
-Co odpowiedział?
-Dzięki i poszedł.
-Przez tego Piotra możesz mieć kłopoty.-Wtrąciła się Natasha
-Wiem
-O co chodzi?
-y...o nic.Poprostu Paula chodzi z Mateuszem, a gdy bedzie gadać z Piotrem może dojść do łótni między nia a Matim.-Susan.
-Ten chłop Cię ogranicza mała.-Justin.Gdzieś to już słyszałam...tzn. coś podobnego, ale gdzie?-pomyslałam.
-Robisz mi kompleksy.
-Jakie?
-Nazwałeś mnie mała.
-Przepraszam madam, już nie będę.
-Zjecie coś?-Spytała Natasha i położyła miskę pełną chipsów, którą trzymała od początku gdy tu przyszła na stół.
miesiąc później...listopad
-Szkoda, że musisz już jechać.-Powiedziałam do Natashy.
-Niestety.Wytwórnia chce posłuchać tej nowej piosenki-Natasha.
-Dasz radę.Zobaczysz, wszystko pójdzie dobrze.
-Ty to potrafisz dodać ducha.-Przytuliłyśmy się.-Pogodziliście sie?
-Nie, twierdzi, że starał się mnie chronić.Już dłużej nie wytrzymam bez niego.
-Musisz z nim pogadać.Musisz walczyć.
A o kogo chodzi? O Mateusza. Pokłócilismy się miesiąc temu, gdy zrobiłam tę imprezędla Susan i Natashy. Był na niej Piotr.Nie pamiętam jak to się stało, ale go pocałowałam.
-Ja tego nie chciałam!Na prawdę!Ja...ja nie wiem jak to się stało przysięgam...musisz mi uwierzyć.Nigdy bym Ci tego nie zrobiła...
-Spokojnie już nie bedziesz musiała, już to zrobiłaś.
-Mateusz...
-Co?
-To nie tak...
-A jak?-Stał i czekał, a ja nie wiedziałam co powiedzieć...-Tak myślałem.-Tak przebiegłam nasza rozmowa.Od tego czasu nie rozmawialiśmy.
-Jasne porozmawiam
-Na pewno?
-Tak
-Dasz radę.
-Pa
-Pa.-Pożegnałysmy się.Ona wsiadła do samochodu, a ja poszłam do domu.Po chwili ktoś zapukal do drzwi.Otworzyłam.
-Cześć-Powiedział Tom.
-Tom?-Zaśmiał się.
-Ej, aż tak się nie zmieniłem.
-Wejdź.-Wszedł do środka.-Co tu robisz?
-Przyleciałem się zobaczyć z Is.
-Tu jej raczej nie spotkasz.
-Wiesz może gdzie mieszka?
-Tak...
-Dasz mi jej adres?
-Jasne, ale przeciez moge do niej zadzwonic to przyjedzie.
-Wolę do niej pojechac...
-Spoko.-Napisałam adres Izy na kartce i mu dałam.Szybko wyszedł.
-Wiesz, że Tom był u mnie?
-Tak, był u mnie po twój adres.
-A więc to ty mu go dałaś?
-Tak, ale powiesz mi o co chodzi?
-Justin nie jest ojcem Lilly.Tom nim jest.
-Co?
-Skłamałam bo nadal kocham Justin, ale on ma mnie gdzieś.
-To znaczy, że z nim nie byłaś?
-Byłam, ale do niczego nie doszło.
-Okłamałaś nas wszystkich.-Is spojrzała na zegarek.
-Muszę już iść.
-Gdzie?
-Nie ważne.
-Musisz powiedzieć Justinowi prawdę.-
-Ta,ta...-Poszła jakąś ścieżką.
-Is...
-Co?
-Samochód jest tam...-Pokazałam jej drugą ścieżkę.Wróciła się.
-Wiedziałam tylko chciałam coś sprawdzić.
-Ta...-Wsiadłysmy.Is powiedziała bym ją wysadziła koło Mc'Donalda, zrobiłam jak chciała i pojechałam do domu.
-Co tam?-Spytałam się Jamesa, gdy weszłam do kuchni.
-Obiad robię.
-Ty?
-Co w tym dziwnego? Przecież robiłem to prze ostatnie kilka miesięcy.
-Ta...Ale szczerze twoje obiady były do kitu.Elizabeth nie będzie gotować?
-Ćśśś....chcę jej zrobić niespodziankę.
-Ta...powodzenia.Mamy się usunąć z domu?
-Moglibyście?
-Yhym.
-Nie wyganiam Was,po prostu...
-Rozumiem.
-Bo jak nie to ja...
-Tato.
-Coś wymyślę...
-Tato!-Ucichł-Rozumiem.
-Przepraszam Cię, poprostu się denerwuję.
-Pomóc Ci w czymś?
-Wiesz jak się gotuje ziemnaki?-Usmiechnęłam się.Wyciągnełam garnek.
-No więc....-Zaczęłam pomagać tacie.
-Wygląda pysznie.
-Bez Ciebie by się nie udało.
-Wiadomo.Mam talent.
Grudzień...
Co u nas słychać? Pamiętacie jak wysadziłam Is koło Mc'Donalda? Poszła wtedy pogadać z Justinem.Powiedziała mu cała prawdę.Teraz są ze sobą. Toma zniknął zaraz po włamaniu się do muzeum. Ja nie rozmawiałam z Mateuszem.Piotrowi powiedziałam, że kocham tylko i wyłącznie Mateusza a ten powiedział, że prędzej czy później i tak się oprze jego urokowi i oddam mu całą swą moc. Przestałam z nim gadać. Monika i Mariusz nadal są parą.James i Elizabeth już oficjalnie są małżeństwem.Ewa chodzi z takim jednym z innego miasta.Susan nadal z nami mieszka, ale nie odzywa się do Izy, gdy do nas przychodzi. Justin wyjechał do Ameryki.To tyle...
Fajny? :)
-Proszę.-Staliśmy wtuleni w siebie i patrzelismy sobie w oczy.
-Bedę już szłam
-Tak, jak też.-Pocałowałam go w policzek.
-Pa.
-Pa.-Weszłam do środka, a Mati wsiadł do samochodu i pojechał.
-Fajny chłopak z tego Mateusza.-Powiedział James, gdy weszłam do salonu.
-Wiedziałam, że się do niego przekonasz.
-Córciu...nie ważne z kim się spotykasz, no chyba, że z gangsterami,wampirami,wilkołakami i resztą co raczej jest mało prawdopodobne bo wampiry nie istnieją...
-Tato...
-Przepraszam.Więc jak już powiedziałem nie ważne z kim się spotykasz,ale ważne, że jesteś szczęśliwa z tą osobą.
-Tak wiem tato.-Przytuliłam go.
-Ale Mateusz nie jest żadnym gangsterem co?
-Tato!-Szturchnełam go lekko.
-Żartowałem.-Uśmiechnął się.
-Justin!Pomożesz mi ?!-krzyknęła Elizabeth z kuchni.
-Chętnie proszę pani!-Krzyknął Justin i poszedł do kuchni.
-Wielka ta nasza rodzinka.-Powiedziała Susan.
-I niezła.-Powiedziała Natasha.
-Mało powiedziane.-Powiedziałam.
-A właśnie Paulina co ty znowu kombinujesz?-Spytała podejrzliwie Susan.
-Ale o co chodzi?-Spytałam zdziwiona.
-O imprezę.-Susan.
-Jaką imprezę?-Spytałam nadal nie wiedząc do czego zmierza.
-Z okazji naszych urodzin.-Lekko pobladłam.
-Jak ja żadnej imprezy nie robię!-Powiedziałam prawie krzycząc.
-Tsa...mów co chcesz ja wiem swoje.Cała szkoła już o tym chuczy.
-Ja nie robię żadnej imprezy!-Krzyknełam.
-Upieraj się dalej, ale ja i tak wiem swoje.Taka głupia nie jestem-Natasha siedziała na fotelu jedząc winogrona i sms-ując.Właśnie dostała sms-a.
-Piotrek z klasy właśnie napisał mi ,że dziwi się, że nie wiem o własnej imprezie.Pewnie uważa mnie za idiotkę.-Powiedziała Natasha.
-Oj Paula wkopałaś się.-James.
-Dzięki za pomoc ojcze.-Usiadłam obrażona na kanapę.
-Skoro chciałaś zrobić imprezę to mogłaś powiedzieć.-Natasha
-To miała być niespodzianka, ale teraz to będzie zwykła impreaza.-Paula
-Nie,jeżeli udamy zaskoczone...-p.Susan
-Co masz na myśli?-Natasha.
-Chodzi o to by...-Susan.
W szkole...
-Do zobaczenia na imprezie!-krzyknęła Magda.
-Ale bedzie zabawa.-P.Susan
-Nie mogę sie doczekać.-p.Natasha.
-Ej a gdzie Justin?-Pauline.
-Ma jakieś tam zajęcia.-Susan.
-O patrzcie!Iza!-Pauline.Podeszłyśmy.
-Cześć co tam?-Spytała Iza.
-A dobrze...a jak u Ciebie?Jak Lilly?-Spytałam.
-U mnie nudy.Lilly jest zdrowa, mało przybiera, tylko 100 gram na tydzień
-Ale dobrze, że jest zdrowa.Powiedziałam
-Jest piekna.-Powiedziała Susan.Dopiero teraz wszyscy zauważyli, że stoi koło wózka i patrzy na małą.
-Dziękuję.-Odpowiedziała krótko Iza.
-Przepraszam Cię.Nie chciałam...to co powiedziałam,ja...ja tak na prawdę nie myślę.Lubię Cię a Justin cieszy się, że ma dziecko.Mogłybyśmy się pogodzić dla dobra dziecka i Justina.-Powiedziała Susan.
-Justin jest twoim chłopakiem, a ty z dzieckiem nie masz nic wspólnego, no oprócz tego, że właściwie jesteś jego ciocią.
-Na prawdę?-Uśmiechnęła się.
-Nie, żartuję bo mam już cię dosyć wiesz. Jesteś jego ciocią do póki jesteś z Justinem, ale pamiętaj to moze się zmienic w każdej chwili.
-Co ty mi grozisz?
-Nie, tylko ostrzegam.Też cieszyłam się, że Justin będzie ze mną, ale zostawił mnie dla Ciebie...
-Myślisz, że Justin po jednej nocy z tobą by był z tobą?Dziewczyno opanuj się. On nigdy by nie był z kimś takim puszczalskim.
-Osz ty...-Iza żuciła się na Susan.Ledwo je od siebie odtrąciłam.
-Przestancie! Zachowujecie się jak małe dzieci! -Zobaczyłam Mateusza stojącego na drugiej stronie.-Muszę iść. Obiecujecie się nie zabić?-Pokiwały głową.Podeszłam do samochodu i wsiadłam. Po chwili przyszła reszta.
w domu...
-Ej, Paula. Piotrek się o Ciebie pytał.-Justin.
-Ta? O co konkretnie?-Spytałam obojętnym tonem.
-Czy będziesz na imprezie?
-A ty co mu odpowiedziałeś?
-Powiedziałem, że raczej tak.
-I co?
-Co?
-Co odpowiedział?
-Dzięki i poszedł.
-Przez tego Piotra możesz mieć kłopoty.-Wtrąciła się Natasha
-Wiem
-O co chodzi?
-y...o nic.Poprostu Paula chodzi z Mateuszem, a gdy bedzie gadać z Piotrem może dojść do łótni między nia a Matim.-Susan.
-Ten chłop Cię ogranicza mała.-Justin.Gdzieś to już słyszałam...tzn. coś podobnego, ale gdzie?-pomyslałam.
-Robisz mi kompleksy.
-Jakie?
-Nazwałeś mnie mała.
-Przepraszam madam, już nie będę.
-Zjecie coś?-Spytała Natasha i położyła miskę pełną chipsów, którą trzymała od początku gdy tu przyszła na stół.
miesiąc później...listopad
-Szkoda, że musisz już jechać.-Powiedziałam do Natashy.
-Niestety.Wytwórnia chce posłuchać tej nowej piosenki-Natasha.
-Dasz radę.Zobaczysz, wszystko pójdzie dobrze.
-Ty to potrafisz dodać ducha.-Przytuliłyśmy się.-Pogodziliście sie?
-Nie, twierdzi, że starał się mnie chronić.Już dłużej nie wytrzymam bez niego.
-Musisz z nim pogadać.Musisz walczyć.
A o kogo chodzi? O Mateusza. Pokłócilismy się miesiąc temu, gdy zrobiłam tę imprezędla Susan i Natashy. Był na niej Piotr.Nie pamiętam jak to się stało, ale go pocałowałam.
-Ja tego nie chciałam!Na prawdę!Ja...ja nie wiem jak to się stało przysięgam...musisz mi uwierzyć.Nigdy bym Ci tego nie zrobiła...
-Spokojnie już nie bedziesz musiała, już to zrobiłaś.
-Mateusz...
-Co?
-To nie tak...
-A jak?-Stał i czekał, a ja nie wiedziałam co powiedzieć...-Tak myślałem.-Tak przebiegłam nasza rozmowa.Od tego czasu nie rozmawialiśmy.
-Jasne porozmawiam
-Na pewno?
-Tak
-Dasz radę.
-Pa
-Pa.-Pożegnałysmy się.Ona wsiadła do samochodu, a ja poszłam do domu.Po chwili ktoś zapukal do drzwi.Otworzyłam.
-Cześć-Powiedział Tom.
-Tom?-Zaśmiał się.
-Ej, aż tak się nie zmieniłem.
-Wejdź.-Wszedł do środka.-Co tu robisz?
-Przyleciałem się zobaczyć z Is.
-Tu jej raczej nie spotkasz.
-Wiesz może gdzie mieszka?
-Tak...
-Dasz mi jej adres?
-Jasne, ale przeciez moge do niej zadzwonic to przyjedzie.
-Wolę do niej pojechac...
-Spoko.-Napisałam adres Izy na kartce i mu dałam.Szybko wyszedł.
-Wiesz, że Tom był u mnie?
-Tak, był u mnie po twój adres.
-A więc to ty mu go dałaś?
-Tak, ale powiesz mi o co chodzi?
-Justin nie jest ojcem Lilly.Tom nim jest.
-Co?
-Skłamałam bo nadal kocham Justin, ale on ma mnie gdzieś.
-To znaczy, że z nim nie byłaś?
-Byłam, ale do niczego nie doszło.
-Okłamałaś nas wszystkich.-Is spojrzała na zegarek.
-Muszę już iść.
-Gdzie?
-Nie ważne.
-Musisz powiedzieć Justinowi prawdę.-
-Ta,ta...-Poszła jakąś ścieżką.
-Is...
-Co?
-Samochód jest tam...-Pokazałam jej drugą ścieżkę.Wróciła się.
-Wiedziałam tylko chciałam coś sprawdzić.
-Ta...-Wsiadłysmy.Is powiedziała bym ją wysadziła koło Mc'Donalda, zrobiłam jak chciała i pojechałam do domu.
-Co tam?-Spytałam się Jamesa, gdy weszłam do kuchni.
-Obiad robię.
-Ty?
-Co w tym dziwnego? Przecież robiłem to prze ostatnie kilka miesięcy.
-Ta...Ale szczerze twoje obiady były do kitu.Elizabeth nie będzie gotować?
-Ćśśś....chcę jej zrobić niespodziankę.
-Ta...powodzenia.Mamy się usunąć z domu?
-Moglibyście?
-Yhym.
-Nie wyganiam Was,po prostu...
-Rozumiem.
-Bo jak nie to ja...
-Tato.
-Coś wymyślę...
-Tato!-Ucichł-Rozumiem.
-Przepraszam Cię, poprostu się denerwuję.
-Pomóc Ci w czymś?
-Wiesz jak się gotuje ziemnaki?-Usmiechnęłam się.Wyciągnełam garnek.
-No więc....-Zaczęłam pomagać tacie.
-Wygląda pysznie.
-Bez Ciebie by się nie udało.
-Wiadomo.Mam talent.
Grudzień...
Co u nas słychać? Pamiętacie jak wysadziłam Is koło Mc'Donalda? Poszła wtedy pogadać z Justinem.Powiedziała mu cała prawdę.Teraz są ze sobą. Toma zniknął zaraz po włamaniu się do muzeum. Ja nie rozmawiałam z Mateuszem.Piotrowi powiedziałam, że kocham tylko i wyłącznie Mateusza a ten powiedział, że prędzej czy później i tak się oprze jego urokowi i oddam mu całą swą moc. Przestałam z nim gadać. Monika i Mariusz nadal są parą.James i Elizabeth już oficjalnie są małżeństwem.Ewa chodzi z takim jednym z innego miasta.Susan nadal z nami mieszka, ale nie odzywa się do Izy, gdy do nas przychodzi. Justin wyjechał do Ameryki.To tyle...
Fajny? :)
wtorek, 18 października 2011
Rozdział 46
-Susan musimy pogadać-Powiedziałam następnego dnia rano przed szkołą.
-Nie gadam z tobą.
-Chodzi o tatę.-Pauline
-O! Teraz to tata, a wcześniej James.-Susan
-Przestań traktować mnie jak egoistkę! Może i wcześniej miałam wszystkich gdzieś i nie liczyłam się z ich uczuciami, ale ludzie się zmieniają Sus. Ja się zmieniłam.Pomyśl, czy ty przypadkiem też się nie zmieniłaś,ale na gorsze!
-Daj mi spokój!-Krzyknęła Susan i wyszła z pokoju.
W szkole...
-Co chcesz zrobić?-Spytała Monika.
-Chcę przygotować dla nich wspaniały wieczór, ale Susan mi nie pomoże.
-Skąd wiesz?Gadałaś z nią?-Spytała Monika.
-Tak, gadałam.Powiedziała, że mam zostawić ją w spokoju.
-Aha.-Monika.
-Trzeba coś zrobić bo w końcu przestanie się odzywać i stanie się Emo!-Powiedział Mariusz.Wszysc, oprócz mnie zaczęli się śmiać.
-Przestań z niej żartować!
-O co Ci chodzi?
-Może i jest wredna, ale to moja siostra!Nie powinieneś tak o niej mówić!
-Dobra.Ona traktuje Cię jak szmatę, a ty ją bronisz.Spoko.-Wkurzyłam się.Wzięłam swój plecak i poszłam do biblioteki.
-Paula!-Krzyknęła Monia.Wypożyczyłam sobie książkę i zaczęłam ją czytać.Była strasznie nudna,więc przestałam i zajęłam się czymś innym.
Po jakimś czasie...
-O tu jesteś!-Monia
-Wow.Znalazłaś mnie.Brawo!-odpowiedziałam.
-Co jest?-powiedziała Monia i razem z Mariuszem weszła do środka
-Nic.Po prostu mam dość tego jak Mariusz wszystkich krytykuje.
-Co O ty szma.to.!-
-Widzisz. Tak właśnie traktujesz wszystkich.Nawet przyjaciół. Chyba tylko Monikę traktujesz inaczej.
-Co ty sobie myślisz?!Przyjeżdżasz tu po tylu latach i mówisz jaki jestem a wgl. mnie nie znasz.Myślisz, że kim jesteś?
-Pauliną, twoją przyjaciółką.
-I co z tego?
-To, że przyjaciół powinno się szanować a nie wyzywać, bić itd.
-Niee.-Wszyscy się śmiali oprócz mnie.
-Wcześniej miałeś pretensje o to, że nic Ci nie mówimy, ale na to żeby komuś wszystko wyjawić trzeba mieć do niego zaufanie, którego mi do Ciebie brakuje.
-Dobra weź ogarnij pieroga.
-Ech..-Wzięłam plecak i poszłam na lekcję.Mamy religię.
-W końcu wolność!-Krzyknęła jakaś dziewczyna, która wyszła jako pierwsza ze szkoły.
-Co ty taka przygnębiona co?-Spytał się Piotrek.Uśmiechnęłam się.
-Kiepski dzień.
-Coś się stało?
-Nie...-W sumie czemu mu nie powiedzieć?Przecież to nie tajemnica.-...pokłóciłam się z Mariuszem.
-Tym co zawsze z wami stoi.
-Tak, właśnie z tym.
-Nie przejmuj się.Nie jest tego wart.-Stanęliśmy koło mojego samochodu.
-To mój przyjaciel. Głupio się czuję gdy jestem na niego pokłócona.
-Na tym chyba polega przyjaźń co nie?Żeby zawsze mówić sobie prawdę.Nigdy nie wiadomo co z tego wyjdzie.
-W sumie masz racje...ale np. z Moniką, Izą, czy Natashą nigdy się nie pokłóciłam.Kłóciłam się jedynie z Ewą,Mariuszem i Susan. Z Susan głównie o Justina, albo o ojca.
-O boże!
-Co?
-Nie wierzę, że Susan chodzi z Bimberem.!Jak można z kimś takim chodzić?
-Ta...wiesz co muszę już iść pa.
-Pa.-Pożegnaliśmy się.Po chwili się odwrócił i krzyknął:
-Ej mała! Nie czerwień się tak na mój widok!-Boże! Co za wstyd! Połowa szkoły się spojrzała, łącznie z Mateuszem, który patrzył na mnie z żalem.Podszedł.
-Cześć-Powiedziałam.
-Kto to?
-Piotrek, kolega z klasy, a co?
-Nie gadaj z nim, ani się do niego nie zbliżaj.
-Dlaczego?
-Zrób to dla mnie.-Chciałam tą kłótnię zakończyć, ale korciło mnie by się dowiedzieć wszystkiego na temat Piotrka.
-Powiedz, to dla tego przyjechałeś? Po to by powiedzieć mi, że mam się z nikim nie spotykać?
-Nie z nikim, tylko z nim.
-Myślałam, że mnie kochasz, ale chyba się przeceniłam.
-Kocham Cię i nie chcę by Ci się coś stało.Dlatego proszę zrób to o co Cię proszę.
-Nie mogę.Przykro mi.-Wsiadłam do samochodu.
-Pauline, to dla twojego bezpieczeństwa.
-Jesteśmy w Polsce Mati. Paulina, nie Pauline.-Zamknęłam drzwi.Po chwili przyszła Susan,Natasha i Justin.
-Co jest?-Spytała się Natasha.
-Nic.-P.
-To dlaczego masz czerwone poliki i oczy?-N.
-Ze zmęczenia.-P.
-Kłamiesz! Płakałaś.!-N.
-Nie!-P.
-Przecież masz mokre oczy!-N.
-Padało...-P.
-Okej...powiedzmy, że wierzę. Tylko że dziś jest cały dzień słońce.-N.
-Zostaw mnie.-P.
-Zostawię jak powiesz co się stało.N.
-Proszę, jedzmy już.-Przez całą drogę się nikt nie odzywał. Było cicho jak na pogrzebie.Gdy dojechaliśmy do domu wszyscy w ciszy wyszli z samochodu i tak samo weszli do domu. Ja od razu poszłam na górę, zostawiając wszystkich na dole.Zabrałam się za lekcję. Po kilku godzinach, kończąc rozprawkę na polski weszła do mnie Susan.Strasznie się zdziwiłam.
-Co ty tu robisz?
-Mieszkam?-S.
-Ale tu. W moim pokoju.Nigdy tu nie byłaś.-P.
-Heh.-S
-Co?-P.
-Nigdy, nie mów nigdy.-S
-Heh.Słowa Justina.-P.
-Tak...-S
-Coś się stało?-P.
-Chciałam....chciałam Cię przeprosić.Za to wszystko co o tobie mówiłam.Ja tak na prawdę nie myślę.
-Nic nie szkodzi.Należało mi się.
-Tak, ale za bardzo na Ciebie najechałam.
-Tak?Myślisz, że mi się należało? Ale miła jesteś!
-No co? Byłaś wcześniej egoistką!-Zaczęłyśmy się śmiać.
-Ładnie tu.-S.
-Dzięki.-P.
-O co chodzi z Mateuszem?-S.
-Co?-P.
-Widziałam jak dzisiaj z nim rozmawiałaś. nie wyglądało to zbyt dobrze-S.
-Zakazał mi gadania i spotykania się z Piotrkiem.
-Dlaczego?
-Powiedział, że się o mnie troszczy i nie chce by coś mi się stało.
-Paulina. Mateusz ma niewyobrażalną moc. Pamiętasz jak jego ojciec powiedział żebyście się ze sobą nie spotykali? Możecie się ze sobą na wzajem pozabijać.
-To nie ma nic ze sobą wspólnego.
-Chodzi o to, że Mateusz by nie ryzykował twojego życia tylko po to by powiedzieć Ci żebyś się nie spotykała ani nie gadała z jakimś tam kolegą. Piotrek najwidoczniej coś kombinuje i to ma związek z tobą. Mateusz chce Cię obronić. Daj mu szansę.
-No dobrze.A powiedz...jak z Justinem?-P.
-Co?-Uśmiechnęła się.-S.
-No...wiesz...jakieś pikantne nowości?
-Ej?
-No co? Głupia nie jestem.Zbliżyliście się do siebie i to bardzo.
-Nie. Justin nie chce tego na razie zrobić. Twierdzi, że woli poczekać do ślubu.
-Uuu....
-Ej!-Rzuciła we mnie poduszką.
-To jak?
-Co?
-Pomożesz mi z przygotowaniem najwspanialszego dnia dla naszej przyszłej mamy?-Uśmiechnęła się.
-Chętnie. -Wzięłyśmy zeszyty i zeszłyśmy na dół.Justin i Natasha siedzieli w salonie.
-Posłuchajcie,chcemy przygotować wspaniały dzień dla sekretarki naszego taty.- Paulina.
-James chce się oświadczyć naszej sekretarce.-S.
-Musimy załatwić wspaniałe miejsce, jedzenie,picie, muzykę, pierścionek, i żeby oboje się tam znaleźli w danym dniu o danej porze.-Paulina-miejscem ja się zajmę.
-Ja mogę załatwić muzykę.-Justin.
-Ja jedzenie i picie.-N.
-A ja pierścionkiem.-S.
-No to do roboty.-Paulina.Wszyscy zabrali się za telefony. Ja także.
Po kilku godzinach....
-Po kilku nieudanych próbach udało mi się znaleźć idealne miejsce dla naszych gołąbeczków-P.
-Picie i jedzenie także załatwione.-N.
-A jak muzyka?-P.
-Na razie mają napięty grafik, ale przekonam ich.-J.
-Dobra.A gdzie Susan?-Susan z Jamesem weszli do domu.
-Uf....nie wiedziałam, że znalezienie pierścionka może tyle zająć!-Wszyscy zaczęli się śmiać.-Na serio!Mam już dosyć zakupów na najbliższy miesiąc.
-Matko!-P.
-Co?-Spytali wszyscy.
-Zapomnieliśmy o kwiatach!
-Spokojnie, ja się tym zająłem.-Justin
-Serio?Na prawdę? Na 100%?
-Tak.Będą czekały w restauracji.
-Dobra. Teraz tylko Trzeba zadzwonić do Elizabeth.-James wykręcił numer.Pokazał byśmy ucichli.
-Kochanie?Posłuchaj, chcę abyśmy się dzisiaj spotkali przy ul.Ołowianka 1.Tak?Dobrze. Do zobaczenia. Pa.Też Cie kocham.-Rozłączył się-Będzie.
-No to jedziemy.!-N.
-Słucham?-James.
-Tato. Nie wiesz jak tam dojechać, poza tym na miejscu wszystko Ci wyjaśnimy.-Paulina.
-No dobra.-Wszyscy ubrali kurtki, bo na dworze o tej porze roku i do tego w nocy jest zimno.Wsiedliśmy do samochodu. Gdy dojechaliśmy wysiadłam pierwsza i weszłam szybko do restauracji, reszta zrobiła to samo.
-Dzień dobry, mam tu rezerwację na nazwisko Ignasiak.-Mężczyzna w czarnym garniturze zajrzał do wielkiej księgi.
-Tak,ale...
-Dla 2 osób, tak wiem.To dla mojego taty i Elizabeth. Mój ojciec chce się oświadczyć jej.
-Gratulację-Powiedział to zwracając się do Jamesa.
-Jeszcze nie ma czego.-Odpowiedział James.
-Wracając do naszego stolika...
-A tak. Stolik proszę pani jest gotowy, kwiaty i muzyka także.-Wszyscy ruszyli w stronę stolika a ja poszłam na tył łapiąc po drodze Justina.
-Mówiłeś, że nie załatwiłeś muzyki.-Justin tylko się uśmiechnął i poszedł do reszty.Zrobiłam to samo. Gdy wszystko zostało już omówione zobaczyliśmy Elizabeth idącą w stronę restauracji, więc szybko wszyscy schowali się do kuchni i wyszli tyłem.Poszliśmy do kina, zostawiając wszystko losowi.Po drodze spotkałam Mateusza z jego kolegami i ich dziewczynami,wiec ich zaprosiłam.Zgodzili się.
W restauracji.....
-Cześć.-Powiedziała Elizabeth.
-Witaj kochanie.-Przywitali się i usiedli.-Jak minął dzień w pracy?
-Dobrze, a u Ciebie?-E.
-Także dobrze.-J.
-To dobrze.-E.
-Tak....może coś zamówimy?
-Chętnie.Otworzyła menu i uśmiechnęła się.
-Coś się stało?-Elizabeth pokazała menu Jamesowi.Na całym menu było wypisane "wyjdziesz za mnie?Błagam!!"-Zgadzasz się?-Elizabeth popłakała się.Kiwnęła głową na tak.
-Tak.-James kiwnął do kelnera żeby przyniósł pierścionek.James kleknął przed Elizabeth i założył jej na rękę.-James...on..on jest piękny.
-Susan mi pomagała wybrać-Uśmiechnęła się.Pocałowali się.
W domu....
Wszyscy, to znaczy Mateusz, Justin,Susan,Natasha i Paulina bo reszta nie chciała iść, po kinie poszli do domu Pauliny i Susan.
-Kino było super.-Justin
-Chyba popcorn.-Powiedziała Susan i wszyscy się zaśmiali.
-Ej!-Justin
-Daj spokój! Jadłeś go przez cały film. Wątpię że w ogóle pamiętasz na co poszliśmy.-Paulina.
-No na ten...hm...no dobra nie pamiętam, ale to było po polsku mam prawo nie pamiętać!-Justin.
-Stary, lepiej się podaj bo one Cię pogrążą!-Powiedział Mati.
-Hej!Wcale nie!-Powiedziała Natasha. Wszyscy zaczeli się śmiać.Nagle wszedł James i Elizabeth.Wszyscy mieli oczekujące miny.
-Zgodziłam się!-Wszyscy rzucili się z gratulacjami.Gdy skończyłam gratulować, stanęłam obok Mateusza.
-Dziękuję.-Powiedziałam do niego.
-Za co?-Spytał.
-Za to że tak o mnie dbasz. Spróbuję z nim nie gadać.
-Spróbujesz?-Spytał z prowokującą miną.
-Dobra, nie będę z nim gadać.-Uśmiechnęłam się do niego.
-Teraz lepiej.-Pocałował mnie.
-Bez Was by się to nie udało.-Powiedział James.
C.D.N.
;p :D
-Nie gadam z tobą.
-Chodzi o tatę.-Pauline
-O! Teraz to tata, a wcześniej James.-Susan
-Przestań traktować mnie jak egoistkę! Może i wcześniej miałam wszystkich gdzieś i nie liczyłam się z ich uczuciami, ale ludzie się zmieniają Sus. Ja się zmieniłam.Pomyśl, czy ty przypadkiem też się nie zmieniłaś,ale na gorsze!
-Daj mi spokój!-Krzyknęła Susan i wyszła z pokoju.
W szkole...
-Co chcesz zrobić?-Spytała Monika.
-Chcę przygotować dla nich wspaniały wieczór, ale Susan mi nie pomoże.
-Skąd wiesz?Gadałaś z nią?-Spytała Monika.
-Tak, gadałam.Powiedziała, że mam zostawić ją w spokoju.
-Aha.-Monika.
-Trzeba coś zrobić bo w końcu przestanie się odzywać i stanie się Emo!-Powiedział Mariusz.Wszysc, oprócz mnie zaczęli się śmiać.
-Przestań z niej żartować!
-O co Ci chodzi?
-Może i jest wredna, ale to moja siostra!Nie powinieneś tak o niej mówić!
-Dobra.Ona traktuje Cię jak szmatę, a ty ją bronisz.Spoko.-Wkurzyłam się.Wzięłam swój plecak i poszłam do biblioteki.
-Paula!-Krzyknęła Monia.Wypożyczyłam sobie książkę i zaczęłam ją czytać.Była strasznie nudna,więc przestałam i zajęłam się czymś innym.
Po jakimś czasie...
-O tu jesteś!-Monia
-Wow.Znalazłaś mnie.Brawo!-odpowiedziałam.
-Co jest?-powiedziała Monia i razem z Mariuszem weszła do środka
-Nic.Po prostu mam dość tego jak Mariusz wszystkich krytykuje.
-Co O ty szma.to.!-
-Widzisz. Tak właśnie traktujesz wszystkich.Nawet przyjaciół. Chyba tylko Monikę traktujesz inaczej.
-Co ty sobie myślisz?!Przyjeżdżasz tu po tylu latach i mówisz jaki jestem a wgl. mnie nie znasz.Myślisz, że kim jesteś?
-Pauliną, twoją przyjaciółką.
-I co z tego?
-To, że przyjaciół powinno się szanować a nie wyzywać, bić itd.
-Niee.-Wszyscy się śmiali oprócz mnie.
-Wcześniej miałeś pretensje o to, że nic Ci nie mówimy, ale na to żeby komuś wszystko wyjawić trzeba mieć do niego zaufanie, którego mi do Ciebie brakuje.
-Dobra weź ogarnij pieroga.
-Ech..-Wzięłam plecak i poszłam na lekcję.Mamy religię.
-W końcu wolność!-Krzyknęła jakaś dziewczyna, która wyszła jako pierwsza ze szkoły.
-Co ty taka przygnębiona co?-Spytał się Piotrek.Uśmiechnęłam się.
-Kiepski dzień.
-Coś się stało?
-Nie...-W sumie czemu mu nie powiedzieć?Przecież to nie tajemnica.-...pokłóciłam się z Mariuszem.
-Tym co zawsze z wami stoi.
-Tak, właśnie z tym.
-Nie przejmuj się.Nie jest tego wart.-Stanęliśmy koło mojego samochodu.
-To mój przyjaciel. Głupio się czuję gdy jestem na niego pokłócona.
-Na tym chyba polega przyjaźń co nie?Żeby zawsze mówić sobie prawdę.Nigdy nie wiadomo co z tego wyjdzie.
-W sumie masz racje...ale np. z Moniką, Izą, czy Natashą nigdy się nie pokłóciłam.Kłóciłam się jedynie z Ewą,Mariuszem i Susan. Z Susan głównie o Justina, albo o ojca.
-O boże!
-Co?
-Nie wierzę, że Susan chodzi z Bimberem.!Jak można z kimś takim chodzić?
-Ta...wiesz co muszę już iść pa.
-Pa.-Pożegnaliśmy się.Po chwili się odwrócił i krzyknął:
-Ej mała! Nie czerwień się tak na mój widok!-Boże! Co za wstyd! Połowa szkoły się spojrzała, łącznie z Mateuszem, który patrzył na mnie z żalem.Podszedł.
-Cześć-Powiedziałam.
-Kto to?
-Piotrek, kolega z klasy, a co?
-Nie gadaj z nim, ani się do niego nie zbliżaj.
-Dlaczego?
-Zrób to dla mnie.-Chciałam tą kłótnię zakończyć, ale korciło mnie by się dowiedzieć wszystkiego na temat Piotrka.
-Powiedz, to dla tego przyjechałeś? Po to by powiedzieć mi, że mam się z nikim nie spotykać?
-Nie z nikim, tylko z nim.
-Myślałam, że mnie kochasz, ale chyba się przeceniłam.
-Kocham Cię i nie chcę by Ci się coś stało.Dlatego proszę zrób to o co Cię proszę.
-Nie mogę.Przykro mi.-Wsiadłam do samochodu.
-Pauline, to dla twojego bezpieczeństwa.
-Jesteśmy w Polsce Mati. Paulina, nie Pauline.-Zamknęłam drzwi.Po chwili przyszła Susan,Natasha i Justin.
-Co jest?-Spytała się Natasha.
-Nic.-P.
-To dlaczego masz czerwone poliki i oczy?-N.
-Ze zmęczenia.-P.
-Kłamiesz! Płakałaś.!-N.
-Nie!-P.
-Przecież masz mokre oczy!-N.
-Padało...-P.
-Okej...powiedzmy, że wierzę. Tylko że dziś jest cały dzień słońce.-N.
-Zostaw mnie.-P.
-Zostawię jak powiesz co się stało.N.
-Proszę, jedzmy już.-Przez całą drogę się nikt nie odzywał. Było cicho jak na pogrzebie.Gdy dojechaliśmy do domu wszyscy w ciszy wyszli z samochodu i tak samo weszli do domu. Ja od razu poszłam na górę, zostawiając wszystkich na dole.Zabrałam się za lekcję. Po kilku godzinach, kończąc rozprawkę na polski weszła do mnie Susan.Strasznie się zdziwiłam.
-Co ty tu robisz?
-Mieszkam?-S.
-Ale tu. W moim pokoju.Nigdy tu nie byłaś.-P.
-Heh.-S
-Co?-P.
-Nigdy, nie mów nigdy.-S
-Heh.Słowa Justina.-P.
-Tak...-S
-Coś się stało?-P.
-Chciałam....chciałam Cię przeprosić.Za to wszystko co o tobie mówiłam.Ja tak na prawdę nie myślę.
-Nic nie szkodzi.Należało mi się.
-Tak, ale za bardzo na Ciebie najechałam.
-Tak?Myślisz, że mi się należało? Ale miła jesteś!
-No co? Byłaś wcześniej egoistką!-Zaczęłyśmy się śmiać.
-Ładnie tu.-S.
-Dzięki.-P.
-O co chodzi z Mateuszem?-S.
-Co?-P.
-Widziałam jak dzisiaj z nim rozmawiałaś. nie wyglądało to zbyt dobrze-S.
-Zakazał mi gadania i spotykania się z Piotrkiem.
-Dlaczego?
-Powiedział, że się o mnie troszczy i nie chce by coś mi się stało.
-Paulina. Mateusz ma niewyobrażalną moc. Pamiętasz jak jego ojciec powiedział żebyście się ze sobą nie spotykali? Możecie się ze sobą na wzajem pozabijać.
-To nie ma nic ze sobą wspólnego.
-Chodzi o to, że Mateusz by nie ryzykował twojego życia tylko po to by powiedzieć Ci żebyś się nie spotykała ani nie gadała z jakimś tam kolegą. Piotrek najwidoczniej coś kombinuje i to ma związek z tobą. Mateusz chce Cię obronić. Daj mu szansę.
-No dobrze.A powiedz...jak z Justinem?-P.
-Co?-Uśmiechnęła się.-S.
-No...wiesz...jakieś pikantne nowości?
-Ej?
-No co? Głupia nie jestem.Zbliżyliście się do siebie i to bardzo.
-Nie. Justin nie chce tego na razie zrobić. Twierdzi, że woli poczekać do ślubu.
-Uuu....
-Ej!-Rzuciła we mnie poduszką.
-To jak?
-Co?
-Pomożesz mi z przygotowaniem najwspanialszego dnia dla naszej przyszłej mamy?-Uśmiechnęła się.
-Chętnie. -Wzięłyśmy zeszyty i zeszłyśmy na dół.Justin i Natasha siedzieli w salonie.
-Posłuchajcie,chcemy przygotować wspaniały dzień dla sekretarki naszego taty.- Paulina.
-James chce się oświadczyć naszej sekretarce.-S.
-Musimy załatwić wspaniałe miejsce, jedzenie,picie, muzykę, pierścionek, i żeby oboje się tam znaleźli w danym dniu o danej porze.-Paulina-miejscem ja się zajmę.
-Ja mogę załatwić muzykę.-Justin.
-Ja jedzenie i picie.-N.
-A ja pierścionkiem.-S.
-No to do roboty.-Paulina.Wszyscy zabrali się za telefony. Ja także.
Po kilku godzinach....
-Po kilku nieudanych próbach udało mi się znaleźć idealne miejsce dla naszych gołąbeczków-P.
-Picie i jedzenie także załatwione.-N.
-A jak muzyka?-P.
-Na razie mają napięty grafik, ale przekonam ich.-J.
-Dobra.A gdzie Susan?-Susan z Jamesem weszli do domu.
-Uf....nie wiedziałam, że znalezienie pierścionka może tyle zająć!-Wszyscy zaczęli się śmiać.-Na serio!Mam już dosyć zakupów na najbliższy miesiąc.
-Matko!-P.
-Co?-Spytali wszyscy.
-Zapomnieliśmy o kwiatach!
-Spokojnie, ja się tym zająłem.-Justin
-Serio?Na prawdę? Na 100%?
-Tak.Będą czekały w restauracji.
-Dobra. Teraz tylko Trzeba zadzwonić do Elizabeth.-James wykręcił numer.Pokazał byśmy ucichli.
-Kochanie?Posłuchaj, chcę abyśmy się dzisiaj spotkali przy ul.Ołowianka 1.Tak?Dobrze. Do zobaczenia. Pa.Też Cie kocham.-Rozłączył się-Będzie.
-No to jedziemy.!-N.
-Słucham?-James.
-Tato. Nie wiesz jak tam dojechać, poza tym na miejscu wszystko Ci wyjaśnimy.-Paulina.
-No dobra.-Wszyscy ubrali kurtki, bo na dworze o tej porze roku i do tego w nocy jest zimno.Wsiedliśmy do samochodu. Gdy dojechaliśmy wysiadłam pierwsza i weszłam szybko do restauracji, reszta zrobiła to samo.
-Dzień dobry, mam tu rezerwację na nazwisko Ignasiak.-Mężczyzna w czarnym garniturze zajrzał do wielkiej księgi.
-Tak,ale...
-Dla 2 osób, tak wiem.To dla mojego taty i Elizabeth. Mój ojciec chce się oświadczyć jej.
-Gratulację-Powiedział to zwracając się do Jamesa.
-Jeszcze nie ma czego.-Odpowiedział James.
-Wracając do naszego stolika...
-A tak. Stolik proszę pani jest gotowy, kwiaty i muzyka także.-Wszyscy ruszyli w stronę stolika a ja poszłam na tył łapiąc po drodze Justina.
-Mówiłeś, że nie załatwiłeś muzyki.-Justin tylko się uśmiechnął i poszedł do reszty.Zrobiłam to samo. Gdy wszystko zostało już omówione zobaczyliśmy Elizabeth idącą w stronę restauracji, więc szybko wszyscy schowali się do kuchni i wyszli tyłem.Poszliśmy do kina, zostawiając wszystko losowi.Po drodze spotkałam Mateusza z jego kolegami i ich dziewczynami,wiec ich zaprosiłam.Zgodzili się.
W restauracji.....
-Cześć.-Powiedziała Elizabeth.
-Witaj kochanie.-Przywitali się i usiedli.-Jak minął dzień w pracy?
-Dobrze, a u Ciebie?-E.
-Także dobrze.-J.
-To dobrze.-E.
-Tak....może coś zamówimy?
-Chętnie.Otworzyła menu i uśmiechnęła się.
-Coś się stało?-Elizabeth pokazała menu Jamesowi.Na całym menu było wypisane "wyjdziesz za mnie?Błagam!!"-Zgadzasz się?-Elizabeth popłakała się.Kiwnęła głową na tak.
-Tak.-James kiwnął do kelnera żeby przyniósł pierścionek.James kleknął przed Elizabeth i założył jej na rękę.-James...on..on jest piękny.
-Susan mi pomagała wybrać-Uśmiechnęła się.Pocałowali się.
W domu....
Wszyscy, to znaczy Mateusz, Justin,Susan,Natasha i Paulina bo reszta nie chciała iść, po kinie poszli do domu Pauliny i Susan.
-Kino było super.-Justin
-Chyba popcorn.-Powiedziała Susan i wszyscy się zaśmiali.
-Ej!-Justin
-Daj spokój! Jadłeś go przez cały film. Wątpię że w ogóle pamiętasz na co poszliśmy.-Paulina.
-No na ten...hm...no dobra nie pamiętam, ale to było po polsku mam prawo nie pamiętać!-Justin.
-Stary, lepiej się podaj bo one Cię pogrążą!-Powiedział Mati.
-Hej!Wcale nie!-Powiedziała Natasha. Wszyscy zaczeli się śmiać.Nagle wszedł James i Elizabeth.Wszyscy mieli oczekujące miny.
-Zgodziłam się!-Wszyscy rzucili się z gratulacjami.Gdy skończyłam gratulować, stanęłam obok Mateusza.
-Dziękuję.-Powiedziałam do niego.
-Za co?-Spytał.
-Za to że tak o mnie dbasz. Spróbuję z nim nie gadać.
-Spróbujesz?-Spytał z prowokującą miną.
-Dobra, nie będę z nim gadać.-Uśmiechnęłam się do niego.
-Teraz lepiej.-Pocałował mnie.
-Bez Was by się to nie udało.-Powiedział James.
C.D.N.
;p :D
niedziela, 9 października 2011
Rozdział 45.
W szkole cały czas przyglądałam się Piotrowi. O co w tym chodzi? Czy to był sen? Nie,to nie możliwe.Chociaż.. Głos Natashy wybił mnie z myśli.
-Z tego Piotra to niezłe ciacho.
-Co?
-Mówię, że z tego...
-Słyszałam, tylko..
-Co ty dzisiaj jesteś taka zamyślona? Zakochałaś się, czy co?- zadzwonił dzwonek.Jako pierwsza wyszłam z klasy.Stanęłam przy kaloryferze na holu. Po chwili przyszła Monia,Mariusz,Ewa i Natasha.
-Patrz-Mariusz pokazał swój rysunek,znaczy karykaturę nauczycielki od geografii.
-No...bardzo fajny.
-Nie wiedziałem jak narysować nos-Pokazał nos babki. Wszyscy zaczęli się śmiać Wszyscy oprócz mnie. Ja gapiłam się na Piotra, który właśnie szedł z kolegami pod następną salę.Nawet na mnie nie spojrzał.Podszedły do niego jakieś dziewczyny.Pochylił się i szepnąl jednej coś do ucha,patrząc na mnie. Miałam uczucie jakby do mnie mówił.Odchylił się, a moja szyja w miejscu gdzie szeptał tamtej dziewczynie była czerwona.
Po lekcjach...
-Idziecie dziś na imprezę?-Spytała się jakaś blond dziewczyna.
-Jasne-Natasha.
-Ja jeszcze nie wiem.-Iza.
-Ja pasuję.-Ja
-Ja to samo.-Monika.
-Dlaczego?
-Mam...-Szukałam wszędzie Piotrka.
-Masz co?
-Co?-Spytałam trochę zamyślona.
-Co masz?
-A.Y....pewne plany...muszę...posprzątać dom i takie tam...
-Przecież jest czysto. Dziś rano sprzątałyśmy przed szkoła.
-Tak,ale no...muszę jeszcze odwiedzić Ewę.-Zobaczyłam jak Piotr wychodzi z sali.Już jest na schodach.Teraz,albo nigdy!Pobiegłam.
-Ej!-Krzyknęła Monia,ale ja jej już nie słysząłam.Byłam tuż za nim.Szłam powoli, a gdy co chwilę się odwracał, chowałam się.Stanął przed jakimś domem.Schowałam się za drzewo.Patrzył się na ten dom z 5 minut,aż wkońcu powiedział:
-Wejdziesz?-I spojrzał w moją stronę.On wie, ze tu jestem?-Halo.-Przestraszyłam się. Stałam jak wryta. Nie wiedziałam czy uciekać, czy zostać tu gdzie jestem?-Paula, wchodzisz,czy nie?- Włosy staneły mi dęba.On tu idzie!Zrób coś!Ale nie mogłam się ruszyć.Zamknęłam oczy i zaczęłam się modlić o cud,a gdy je otworzyłam z spowrotem, byłam już gdzie indziej.
-Kiedy ty się wkońcu nauczysz nie wtrącać w nie swoje sprawy, co?-Obejrzałam się za siebie. To co, a właściwie kogo zobaczyłam sprawiło, że moje serce zaczęło bić szybciej.
-Mateusz?-Zaśmiał się.
-Oj Paula,Paula rozbrajasz mnie.
-Mateusz!-Krzyknęłam.Podbiegłam do niego i przytuliłam.
-Dobra, ale puść mnie bo jeszcze mnie udusisz.-Puściłam.
-Tęskniłam.
-Ja też.
-Jak to się stało?Co tu robisz?
-Może porozmawiamy w domu?
-Zgoda.-Rozejrzałam się dookoła.-Ale...-Złapał mnie i już po chwili byliśmy przy moim mieszkaniu.Weszliśmy do środka.Mati usiadł na kanapie w salonie.
-Co tu robisz?
-James wygląda na młodszego niż w rzeczywistosci jest.Musieliśmy się przeprowadzić.
-I akurat wybraliście Polskę?Do tego miasto, w którym mieszkam?
-Musiałem się z tobą zobaczyć. Nie masz pojęcia jak tęskniłem.Usiadłam obok niego.
-Uwierz mi,mam pojęcie.-pocałowałam go.
-Cześć!-Powiedziała Natasha, gdy wróciła z lekcji dodatkowych.
-Hej.-Byłam usmiechnięta od ucha do ucha.Natasha spojrzała się na mnie dziwnie i się uśmiechnęła.
-Coś się stało?
-Oj tak..-Rozmażyłam się.Nati tylko się uśmiechnęła i poszła na górę, a ja wróciłam do tego co robiłam wcześniej, czyli zapraszania wszystkich na urodziny Natashy i Susan.Listę znajomych Susan wzięłam z jej gg, a Natashy z notatnika.
-Alex
-Nick
-Joe
-Kevin
-Victor
-Jade
-Tom
-Justin
-Adam
-Jeydon
I reszta...
Gdy skończyłam robic zaproszenia, wysłałam je wszystkim.
W szkole wszyscy pytali o imprezę.
-Wszystkiego dowiecie się w listach odemnie.Pamiętajcie!Nie mówcie nic Susan, ani Natashy!-Dzwonek mnie uratował.Wszyscy poszli w stronę swoich sal lekcyjnych.Na lekcji dostałam karteczkę od Sandry.
-Nie mogę się doczekać imprezy.Będzie ktoś sławny?Mam nadzieję.
-Sorry, ale z tego co wiem to nie jesteś zaproszona.
-Nie?!Dlaczego?!
-Nie ważne.Po prostu nie jesteś mile widziana.
-Co za...-Krzyknęła na cały głos.Wszyscy się spojrzeli.Nauczyciel ją skarcił.
-O co chodzi?-Spytała Natasha.
-Ale co?
-Patrzy się na Ciebie jakbyś jej matkę zabiła.-Uśmiechnęłam się.
-Hahaha.!Nie wiem.
-Nie wierzę Ci.
-Jak sobie chcesz...-Zadzwonił dzwonek.Stanęliśmy na holu, koło korytarza.
-Susan dalej się do Was nie odzywa?
-Tak.
-O co wgl. poszło?
-O...-Natasha spojrzała na mnie.Pokręciłam głową, żeby nie mówiła.-O nic takiego.
-Weź wgl. jaki żal mi was.
-Co?
-Nic mi nie mówicie.Jesteśmy przyjaciółmi tak?
-No tak.
-Przyjaciele sobie mówią wszystko a wy mi nic nie chcecie powiedzieć.Idę sobie.-Mariusz obraził się na nas.
-No 2 osoby w ciągu tygodnia.Chyba coś z tobą Paula nie tak, nie?
-Wielkie dzięki.-Poszłam na dwór.
-A tej o co chodzi?-Wszyscy milczeli.
W domu...
-Co? Nie w sosie dziś?-Spytał James
-Weź mnie nie dołuj.
-A co się stało?
-Nic.
-Jak uważasz,ale unikanie rozmowy nic tu nie da.-Był już na korytarzu gdy powiedziałam:
-Na prawdę chcesz się ożenić z Elizabeth?-Zasmiał się.
-I o to Ci chodzi?
-No...tak częściowo....-Usiadł na łóżku obok mnie.
-Kocham Elizabeth, tak jak kochałem twoją matkę. Wiem, że chcę z nią spędzić resztę swojego życia.
-Ale jej nie zostawisz?
-Słucham?
-No bo mówisz, że kochałeś mamę,ale mimo to ją zostawiłeś.
-Córciu...twoja matka była wspaniałą kobietą, ale moje życie trochę się skomplikowało i dlatego ją zostawiłem.Nie chciałem niszczyć jej życia.
-Ale zniszczyłeś.
-Tak,wiem
-Tylko nie rozumiem dlaczego Susan została z matką a ja z jakąś kobietą.
-Może zjemy obiad, co? Na co masz ochotę?-Wstał.
-Tato?-Przez chwilę milczał.
-Tamta kobieta, to była moja matka. Powiedziała, że jeżeli ja nie potrafiłem się tobą zająć, to i twoja matka nie będzie w stanie.Chciała zabrać was obie, ale twoja matka nie pozwoliła. Gdy byłaś mała zniknęłaś swojej matce z oczu. Wtedy twoja babcia Cię zabrała i wychowywała.-Łzy płynęły mi po policzku.-Chodz.-Przytuliłam się do Jamesa.-Będzie dobrze.-Uśmiechnęłam się.
-Trzeba planowac ślub.
-Na serio tego chcesz?-Uśmiechnęłam się jeszcze raz.
-Oczywiście.
-Tylko...
-Co?
-Jeszcze się jej nie oświadczyłem.
-Żartujesz chyba.
-Nie.
-No to na co czekasz?
-Nie wiem.
-Kochasz ją?
-Tak.
-Więc zostaw to mi.
-Co?
-Zaufaj mi.!-Wybiegłam z pokoju.
C.D.N. ;p
-Z tego Piotra to niezłe ciacho.
-Co?
-Mówię, że z tego...
-Słyszałam, tylko..
-Co ty dzisiaj jesteś taka zamyślona? Zakochałaś się, czy co?- zadzwonił dzwonek.Jako pierwsza wyszłam z klasy.Stanęłam przy kaloryferze na holu. Po chwili przyszła Monia,Mariusz,Ewa i Natasha.
-Patrz-Mariusz pokazał swój rysunek,znaczy karykaturę nauczycielki od geografii.
-No...bardzo fajny.
-Nie wiedziałem jak narysować nos-Pokazał nos babki. Wszyscy zaczęli się śmiać Wszyscy oprócz mnie. Ja gapiłam się na Piotra, który właśnie szedł z kolegami pod następną salę.Nawet na mnie nie spojrzał.Podszedły do niego jakieś dziewczyny.Pochylił się i szepnąl jednej coś do ucha,patrząc na mnie. Miałam uczucie jakby do mnie mówił.Odchylił się, a moja szyja w miejscu gdzie szeptał tamtej dziewczynie była czerwona.
Po lekcjach...
-Idziecie dziś na imprezę?-Spytała się jakaś blond dziewczyna.
-Jasne-Natasha.
-Ja jeszcze nie wiem.-Iza.
-Ja pasuję.-Ja
-Ja to samo.-Monika.
-Dlaczego?
-Mam...-Szukałam wszędzie Piotrka.
-Masz co?
-Co?-Spytałam trochę zamyślona.
-Co masz?
-A.Y....pewne plany...muszę...posprzątać dom i takie tam...
-Przecież jest czysto. Dziś rano sprzątałyśmy przed szkoła.
-Tak,ale no...muszę jeszcze odwiedzić Ewę.-Zobaczyłam jak Piotr wychodzi z sali.Już jest na schodach.Teraz,albo nigdy!Pobiegłam.
-Ej!-Krzyknęła Monia,ale ja jej już nie słysząłam.Byłam tuż za nim.Szłam powoli, a gdy co chwilę się odwracał, chowałam się.Stanął przed jakimś domem.Schowałam się za drzewo.Patrzył się na ten dom z 5 minut,aż wkońcu powiedział:
-Wejdziesz?-I spojrzał w moją stronę.On wie, ze tu jestem?-Halo.-Przestraszyłam się. Stałam jak wryta. Nie wiedziałam czy uciekać, czy zostać tu gdzie jestem?-Paula, wchodzisz,czy nie?- Włosy staneły mi dęba.On tu idzie!Zrób coś!Ale nie mogłam się ruszyć.Zamknęłam oczy i zaczęłam się modlić o cud,a gdy je otworzyłam z spowrotem, byłam już gdzie indziej.
-Kiedy ty się wkońcu nauczysz nie wtrącać w nie swoje sprawy, co?-Obejrzałam się za siebie. To co, a właściwie kogo zobaczyłam sprawiło, że moje serce zaczęło bić szybciej.
-Mateusz?-Zaśmiał się.
-Oj Paula,Paula rozbrajasz mnie.
-Mateusz!-Krzyknęłam.Podbiegłam do niego i przytuliłam.
-Dobra, ale puść mnie bo jeszcze mnie udusisz.-Puściłam.
-Tęskniłam.
-Ja też.
-Jak to się stało?Co tu robisz?
-Może porozmawiamy w domu?
-Zgoda.-Rozejrzałam się dookoła.-Ale...-Złapał mnie i już po chwili byliśmy przy moim mieszkaniu.Weszliśmy do środka.Mati usiadł na kanapie w salonie.
-Co tu robisz?
-James wygląda na młodszego niż w rzeczywistosci jest.Musieliśmy się przeprowadzić.
-I akurat wybraliście Polskę?Do tego miasto, w którym mieszkam?
-Musiałem się z tobą zobaczyć. Nie masz pojęcia jak tęskniłem.Usiadłam obok niego.
-Uwierz mi,mam pojęcie.-pocałowałam go.
-Cześć!-Powiedziała Natasha, gdy wróciła z lekcji dodatkowych.
-Hej.-Byłam usmiechnięta od ucha do ucha.Natasha spojrzała się na mnie dziwnie i się uśmiechnęła.
-Coś się stało?
-Oj tak..-Rozmażyłam się.Nati tylko się uśmiechnęła i poszła na górę, a ja wróciłam do tego co robiłam wcześniej, czyli zapraszania wszystkich na urodziny Natashy i Susan.Listę znajomych Susan wzięłam z jej gg, a Natashy z notatnika.
-Alex
-Nick
-Joe
-Kevin
-Victor
-Jade
-Tom
-Justin
-Adam
-Jeydon
I reszta...
Gdy skończyłam robic zaproszenia, wysłałam je wszystkim.
W szkole wszyscy pytali o imprezę.
-Wszystkiego dowiecie się w listach odemnie.Pamiętajcie!Nie mówcie nic Susan, ani Natashy!-Dzwonek mnie uratował.Wszyscy poszli w stronę swoich sal lekcyjnych.Na lekcji dostałam karteczkę od Sandry.
-Nie mogę się doczekać imprezy.Będzie ktoś sławny?Mam nadzieję.
-Sorry, ale z tego co wiem to nie jesteś zaproszona.
-Nie?!Dlaczego?!
-Nie ważne.Po prostu nie jesteś mile widziana.
-Co za...-Krzyknęła na cały głos.Wszyscy się spojrzeli.Nauczyciel ją skarcił.
-O co chodzi?-Spytała Natasha.
-Ale co?
-Patrzy się na Ciebie jakbyś jej matkę zabiła.-Uśmiechnęłam się.
-Hahaha.!Nie wiem.
-Nie wierzę Ci.
-Jak sobie chcesz...-Zadzwonił dzwonek.Stanęliśmy na holu, koło korytarza.
-Susan dalej się do Was nie odzywa?
-Tak.
-O co wgl. poszło?
-O...-Natasha spojrzała na mnie.Pokręciłam głową, żeby nie mówiła.-O nic takiego.
-Weź wgl. jaki żal mi was.
-Co?
-Nic mi nie mówicie.Jesteśmy przyjaciółmi tak?
-No tak.
-Przyjaciele sobie mówią wszystko a wy mi nic nie chcecie powiedzieć.Idę sobie.-Mariusz obraził się na nas.
-No 2 osoby w ciągu tygodnia.Chyba coś z tobą Paula nie tak, nie?
-Wielkie dzięki.-Poszłam na dwór.
-A tej o co chodzi?-Wszyscy milczeli.
W domu...
-Co? Nie w sosie dziś?-Spytał James
-Weź mnie nie dołuj.
-A co się stało?
-Nic.
-Jak uważasz,ale unikanie rozmowy nic tu nie da.-Był już na korytarzu gdy powiedziałam:
-Na prawdę chcesz się ożenić z Elizabeth?-Zasmiał się.
-I o to Ci chodzi?
-No...tak częściowo....-Usiadł na łóżku obok mnie.
-Kocham Elizabeth, tak jak kochałem twoją matkę. Wiem, że chcę z nią spędzić resztę swojego życia.
-Ale jej nie zostawisz?
-Słucham?
-No bo mówisz, że kochałeś mamę,ale mimo to ją zostawiłeś.
-Córciu...twoja matka była wspaniałą kobietą, ale moje życie trochę się skomplikowało i dlatego ją zostawiłem.Nie chciałem niszczyć jej życia.
-Ale zniszczyłeś.
-Tak,wiem
-Tylko nie rozumiem dlaczego Susan została z matką a ja z jakąś kobietą.
-Może zjemy obiad, co? Na co masz ochotę?-Wstał.
-Tato?-Przez chwilę milczał.
-Tamta kobieta, to była moja matka. Powiedziała, że jeżeli ja nie potrafiłem się tobą zająć, to i twoja matka nie będzie w stanie.Chciała zabrać was obie, ale twoja matka nie pozwoliła. Gdy byłaś mała zniknęłaś swojej matce z oczu. Wtedy twoja babcia Cię zabrała i wychowywała.-Łzy płynęły mi po policzku.-Chodz.-Przytuliłam się do Jamesa.-Będzie dobrze.-Uśmiechnęłam się.
-Trzeba planowac ślub.
-Na serio tego chcesz?-Uśmiechnęłam się jeszcze raz.
-Oczywiście.
-Tylko...
-Co?
-Jeszcze się jej nie oświadczyłem.
-Żartujesz chyba.
-Nie.
-No to na co czekasz?
-Nie wiem.
-Kochasz ją?
-Tak.
-Więc zostaw to mi.
-Co?
-Zaufaj mi.!-Wybiegłam z pokoju.
C.D.N. ;p
niedziela, 2 października 2011
Cześć.
No siemka ;p
Widzę, że parę osób zaczęło czytać mojego bloga ;) Bardzoooo się z tego powodu cieszę ;D. Jeżeli chodzi o następny rozdział to mam już początek ;p. Anonim. Tak tą Susan gra Selena Gomez ;). Heh. No...to chyba tyle... 45 rozdział już niedługo :).
Dobranoc.
sobota, 17 września 2011
44-O czym ty marzysz idiotko!
Po rozpoczęciu postanowiliśmy się przejść po mieście.Chodziliśmy i chodziliśmy. W końcu na koniec Natasha rzuciła pomysł by pójść do parku, więc poszliśmy. Wszyscy skakali na siebie, śpiewali. Tak jak prawdziwe nastolatki. Tylko, że my już nie jesteśmy tacy jak inni. Justin i Natasha są sławni, mnie znają już wszyscy,Susan wszyscy znają bo chodzi z Justinem. Może i jesteśmy VIP-ami, ale tęsknimy za normalnym życiem. Za tym, że gdy pójdziemy na lody, nikt nie będzie prosił nas o autograf, czy też zdjęcie.
-Iza.!-Krzyknęłam, gdy zobaczyłam Izę z wózkiem w parku.
-Paula? Co tu robisz?-Spojrzała na resztę.- Co wy wszyscy tu robicie?
-Postanowiliśmy się przejść, a ty?- Powiedziała Natasha.
-Wyszłam na spacer z Lilly.
-Aha.-Zapadła niezręczna cisza.Postanowiłam ją przerwać.
-Może przejdziesz się z nami, co?
-No nie wiem...
-..no chodź...-Powiedziała Natasha.
-No, skoro chcecie to przejdę się z Wami.
-Super!-Przeszliśmy się wokół jeziorka a potem przeszliśmy na drugie jeziorko i usiedliśmy na ławeczce.
-Paula możemy pogadać?-Spytała się Iza.
-Jasne..
-..ale w cztery oczy.-Spojrzałam na Susan.
-Popilnujemy Lilly.
-Dzięki.-Poszłyśmy trochę dalej by Nas nie słyszeli.Stanęłyśmy za krzakami skąd nic nie widziałyśmy.
-Co jest?
-Susan nie może się dowiedzieć.
-Dlaczego? Przecież ma do tego prawo.
-Oni są tak szczęśliwi, nie chce tego psuć.
-Jak uważasz.Ale moim zdaniem ona powinna wiedzieć.
-ONA nie może się dowiedzieć, że to jest dziecko Justina!Rozumiesz?!-Coś ruszyło się w krzakach, gdy spojrzałyśmy co to, zobaczyłyśmy Susan całą we łzach.
-Susan?-Powiedziała Iza.
-Jak mogłaś?! nienawidzę Cię! Skoro masz z nim dziecko to idź jeszcze się z nim ożeń! Masz drogę wolną! Nienawidzę Cię i tego skur.wy.syna!
-Susan!-Susan pobiegła prostą ścieżką. Justin chciał za nią pobiec,ale nie pozwoliłyśmy mu.
-Pogorszysz tylko sprawę.
-O co chodzi?-Milczałyśmy.-No o co!?
-Lilly jest twoją córką.-Powiedziała Iza.
-Co? Czy to prawda? Lilly jest moją córką?-Zwrócił się do mnie. Potwierdziłam.-Stanął jak wryty.Co chwile spoglądał to na mnie, to na Izę.-Ja..jjaa..muszę to prze..przemyśleć.-Poszedł cały zamyślony tą samą drogą co Susan uciekła.
W szkole jak zwykle to samo. Dziś było sprzątanie świata. Nuuudaa kompletna! Maniek i Monia uciekli do domu, ja i Ewa zostałyśmy. Chodziłyśmy po parku, słuchałyśmy piosenki i śpiewałyśmy.Monia i Mariusz wrócili pod koniec. Bardzo często stałam obok Piotrka, a później, gdy wróciłyśmy do szkoły to na ostatniej lekcji usiadł za mną i Ewą. Dostałam o jeden punkt więcej niż on! Mówiłam, że jestem mądra na swój sposób?! Po szkole Natasha, Susan i ja wracałyśmy w ciszy. Gdy dojechałyśmy do domu Susan wysiadła pierwsza.Weszłyśmy do domu.Susan chciała iść na górę, ale zatrzymałam ją.
-Długo tak zamierzasz?-Odwróciła się.
-Niby co?
-To. Przestałaś się do nas odzywać, nie mówiąc o Justinie, bo go to kompletnie już olałaś.
-Nie mam zamiaru o tym rozmawiać.
-A ja mam. Zachowujesz się jak 5-letnie dziecko.
-Serio? Może byś spojrzała w końcu na siebie. Ciągle odpychasz od siebie wszystkich którzy Cię kochają. Masz gdzieś ich uczucia. Interesuje Cię tylko własna osoba.
-Nie prawda!
-A zauważyłaś może, że ojciec zamierza się ożenić z Elizabeth? Albo to że Mati chce się z tobą skontaktować? Nie! Byłaś zbyt zajęta sobą. Pogrążyłaś się w nienawiści do Jamesa. Zmieniłaś się Paula.-Pobiegła na górę.Natasha przyglądała się mi.
-Co?-Powiedziała ''nic'' i poszła do kuchni. Po chwili przyszedł Justin.-Spojrzał na mnie.
-Mówiła coś?
-Tak. Oznajmiła, że jestem pieprzoną egoistką.-Poszłam do salonu. Justin spojrzał się na mnie.Potem na Natashe.
-Mnie się nie pytaj, bo sama nie wiem o co chodzi.-Zrezygnowany poszedł do swojego pokoju. Nawet nie wiem kiedy usnęłam, ale musiało być dość późno.
Obudziłam się na mokrej trawie. Wokół było ciemno i strasznie. Z dala było słychać jakąś muzykę. Wstałam i ruszyłam się w jej stronę. Szłam i szłam i wydawałoby się, że nie ma końca. Przeszłam jeszcze kilka kroków. Odwróciłam się. Powrotu nie było, trzeba iść dalej.Przeszłam jeszcze kilka kroków i zobaczyłam światło. Jacyś ludzie tańczyli na parkiecie. Gdy podeszłam bliżej wszyscy usiedli przy stołach i zobaczyłam Piotrka.
-Piotrek?-Uśmiechnął się.Podał mi rękę, ale gdy chciałam jej dotknąć zabrał ją.
-Proszę. nie dotykaj mnie.
-Ale dlaczego?-Znów się uśmiechnął. Miał taki śnieżnobiały uśmiech. Był tajemniczy, nieśmiały, ale jednocześnie odważny i straszny. To, że się go bałam sprawiało, że chciałam przy nim zostać jak najdłużej.Zaczęliśmy tańczyć. Ludzie znów złączyli się w pary i także tańczyli. Tylko, że my się nie dotykaliśmy. Spojrzałam na jego szyję. Chciałam ją pocałować, marzyłam o tym. Szybko odwróciłam wzrok. O czym ty marzysz idiotko! -Skarciłam siebie,ale znów spojrzałam na jego szyję. W miejscu, gdzie wcześniej chciałam ją pocałować, szyja zrobiła się czerwona, a Piotrek się uśmiechnął. Szybko odwróciłam wzrok. Spojrzałam na ludzi tańczących wokół mnie. byli dziwni. Dopiero teraz s eto uświadomiłam. Niektórzy nie mieli głów, inni rąk, a jeszcze inni byli tyko z kości. Spojrzałam na Piotrka, ale on uciekł. Wzrokiem patrzył teraz na coś w dali.
-O co tu chodzi?-Spytałam.Uśmiechnął się.
-Jeszcze nie czas baranku, jeszcze nie teraz. Proszę nie przychodź tu więcej.
-Co, o co chodzi?-Pstryknął palcami i obudziłam się w łóżku. Szlafrok był cały mokry.
-Iza.!-Krzyknęłam, gdy zobaczyłam Izę z wózkiem w parku.
-Paula? Co tu robisz?-Spojrzała na resztę.- Co wy wszyscy tu robicie?
-Postanowiliśmy się przejść, a ty?- Powiedziała Natasha.
-Wyszłam na spacer z Lilly.
-Aha.-Zapadła niezręczna cisza.Postanowiłam ją przerwać.
-Może przejdziesz się z nami, co?
-No nie wiem...
-..no chodź...-Powiedziała Natasha.
-No, skoro chcecie to przejdę się z Wami.
-Super!-Przeszliśmy się wokół jeziorka a potem przeszliśmy na drugie jeziorko i usiedliśmy na ławeczce.
-Paula możemy pogadać?-Spytała się Iza.
-Jasne..
-..ale w cztery oczy.-Spojrzałam na Susan.
-Popilnujemy Lilly.
-Dzięki.-Poszłyśmy trochę dalej by Nas nie słyszeli.Stanęłyśmy za krzakami skąd nic nie widziałyśmy.
-Co jest?
-Susan nie może się dowiedzieć.
-Dlaczego? Przecież ma do tego prawo.
-Oni są tak szczęśliwi, nie chce tego psuć.
-Jak uważasz.Ale moim zdaniem ona powinna wiedzieć.
-ONA nie może się dowiedzieć, że to jest dziecko Justina!Rozumiesz?!-Coś ruszyło się w krzakach, gdy spojrzałyśmy co to, zobaczyłyśmy Susan całą we łzach.
-Susan?-Powiedziała Iza.
-Jak mogłaś?! nienawidzę Cię! Skoro masz z nim dziecko to idź jeszcze się z nim ożeń! Masz drogę wolną! Nienawidzę Cię i tego skur.wy.syna!
-Susan!-Susan pobiegła prostą ścieżką. Justin chciał za nią pobiec,ale nie pozwoliłyśmy mu.
-Pogorszysz tylko sprawę.
-O co chodzi?-Milczałyśmy.-No o co!?
-Lilly jest twoją córką.-Powiedziała Iza.
-Co? Czy to prawda? Lilly jest moją córką?-Zwrócił się do mnie. Potwierdziłam.-Stanął jak wryty.Co chwile spoglądał to na mnie, to na Izę.-Ja..jjaa..muszę to prze..przemyśleć.-Poszedł cały zamyślony tą samą drogą co Susan uciekła.
W szkole jak zwykle to samo. Dziś było sprzątanie świata. Nuuudaa kompletna! Maniek i Monia uciekli do domu, ja i Ewa zostałyśmy. Chodziłyśmy po parku, słuchałyśmy piosenki i śpiewałyśmy.Monia i Mariusz wrócili pod koniec. Bardzo często stałam obok Piotrka, a później, gdy wróciłyśmy do szkoły to na ostatniej lekcji usiadł za mną i Ewą. Dostałam o jeden punkt więcej niż on! Mówiłam, że jestem mądra na swój sposób?! Po szkole Natasha, Susan i ja wracałyśmy w ciszy. Gdy dojechałyśmy do domu Susan wysiadła pierwsza.Weszłyśmy do domu.Susan chciała iść na górę, ale zatrzymałam ją.
-Długo tak zamierzasz?-Odwróciła się.
-Niby co?
-To. Przestałaś się do nas odzywać, nie mówiąc o Justinie, bo go to kompletnie już olałaś.
-Nie mam zamiaru o tym rozmawiać.
-A ja mam. Zachowujesz się jak 5-letnie dziecko.
-Serio? Może byś spojrzała w końcu na siebie. Ciągle odpychasz od siebie wszystkich którzy Cię kochają. Masz gdzieś ich uczucia. Interesuje Cię tylko własna osoba.
-Nie prawda!
-A zauważyłaś może, że ojciec zamierza się ożenić z Elizabeth? Albo to że Mati chce się z tobą skontaktować? Nie! Byłaś zbyt zajęta sobą. Pogrążyłaś się w nienawiści do Jamesa. Zmieniłaś się Paula.-Pobiegła na górę.Natasha przyglądała się mi.
-Co?-Powiedziała ''nic'' i poszła do kuchni. Po chwili przyszedł Justin.-Spojrzał na mnie.
-Mówiła coś?
-Tak. Oznajmiła, że jestem pieprzoną egoistką.-Poszłam do salonu. Justin spojrzał się na mnie.Potem na Natashe.
-Mnie się nie pytaj, bo sama nie wiem o co chodzi.-Zrezygnowany poszedł do swojego pokoju. Nawet nie wiem kiedy usnęłam, ale musiało być dość późno.
Obudziłam się na mokrej trawie. Wokół było ciemno i strasznie. Z dala było słychać jakąś muzykę. Wstałam i ruszyłam się w jej stronę. Szłam i szłam i wydawałoby się, że nie ma końca. Przeszłam jeszcze kilka kroków. Odwróciłam się. Powrotu nie było, trzeba iść dalej.Przeszłam jeszcze kilka kroków i zobaczyłam światło. Jacyś ludzie tańczyli na parkiecie. Gdy podeszłam bliżej wszyscy usiedli przy stołach i zobaczyłam Piotrka.
-Piotrek?-Uśmiechnął się.Podał mi rękę, ale gdy chciałam jej dotknąć zabrał ją.
-Proszę. nie dotykaj mnie.
-Ale dlaczego?-Znów się uśmiechnął. Miał taki śnieżnobiały uśmiech. Był tajemniczy, nieśmiały, ale jednocześnie odważny i straszny. To, że się go bałam sprawiało, że chciałam przy nim zostać jak najdłużej.Zaczęliśmy tańczyć. Ludzie znów złączyli się w pary i także tańczyli. Tylko, że my się nie dotykaliśmy. Spojrzałam na jego szyję. Chciałam ją pocałować, marzyłam o tym. Szybko odwróciłam wzrok. O czym ty marzysz idiotko! -Skarciłam siebie,ale znów spojrzałam na jego szyję. W miejscu, gdzie wcześniej chciałam ją pocałować, szyja zrobiła się czerwona, a Piotrek się uśmiechnął. Szybko odwróciłam wzrok. Spojrzałam na ludzi tańczących wokół mnie. byli dziwni. Dopiero teraz s eto uświadomiłam. Niektórzy nie mieli głów, inni rąk, a jeszcze inni byli tyko z kości. Spojrzałam na Piotrka, ale on uciekł. Wzrokiem patrzył teraz na coś w dali.
-O co tu chodzi?-Spytałam.Uśmiechnął się.
-Jeszcze nie czas baranku, jeszcze nie teraz. Proszę nie przychodź tu więcej.
-Co, o co chodzi?-Pstryknął palcami i obudziłam się w łóżku. Szlafrok był cały mokry.
piątek, 2 września 2011
43.Cieszyłam się z tego, że Natasha przyjeżdża...
-Mati?Co ty tu robisz? -Stał i jedynie się na mnie patrzył.- Dlaczego nic nie mówisz?!- Łzy zaczęły lecieć mi po policzku.Podszedł bliżej i mnie przytulił.
-Nie płacz...wszystko będzie dobrze.-Zemdlałam. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam gdzie jestem. Byłam u nas w hotelu.Przed mną stał James.
-Widzę, że się już obudziłaś :).
-Co ja tu robię?
-Nie rozumiem.
-..ja..ja byłam w lesie... i ty tam byłeś...i Mati.
-Przyśnił Ci się koszmar...całą noc krzyczałaś...kto to wgl. jest Mati?
-Nie...to nie był koszmar...ja na prawdę...
-Musisz odpocząć. Najlepiej zostań dziś w łóżku.
-Ale...
-Odpocznij.-Wyszedł z pokoju.To nie był koszmar...a może był?..ale Mateusz był taki prawdziwy...
Kilka dni później...
-Jak dobrze wrócić do domu..-powiedziała Susan.
-Masz rację.-Potwierdziłam.Jutro zaczyna się rok szkolny dlatego razem z Sus musiałyśmy wrócić, natomiast James został w Ameryce... ech..wszystko niby fajnie, ale... Susan przyleciała z Justinem :/. Po prostu super.
-Jak tu u was ładnie.
-Dzięki.-Powiedziałam oschle i położyłam walizki na podłodze.Poszłam do łazienki w moim pokoju, żeby się przewietrzyć.Usłyszałam Susan i Justina jak gadali po angielsku...
-Nie przejmuj się nią, przeżywa trudny okres i tyle.
-Aha.Gdzie mój pokój?
-Tu.-Weszli do pokoju obok mojego. Nie miałam zamiaru siedzieć razem z nimi w jednym domu.Postanowiłam się przejść.Wzięłam MP3 i wyszłam.Szłam ścieżką. Tą samą co wtedy, to znaczy gdy złamałam nogę.Znalazłam się na zakręcie.Postanowiłam, że odwiedzę tą dziewczynę.-I tak nie mam nic lepszego do roboty.-Po drodze kupiłam kwiaty i czekoladę.Po dwóch, czy nawet trzech godzinach męczącej podróży w końcu dotarłam na miejsce. Weszłam do środka.
-Dzień dobry, ja do pana Pawlaka.
-W jakiej sprawie?
-Przyszłam mu podziękować.
-Pan doktor jest w tej chwili zajęty, poczekasz chwilkę?Powiem mu, że jesteś.
-Dobrze.-Usiadłam w poczekalni.
-Pan doktor za chwilkę panią przyjmie.
-Dziękuję.-Sekretarka się uśmiechnęła i poszła zajmować się swoimi sprawami.Po chwili z gabinetu wyszedł jakiś mężczyzna i doktor. Doktor coś powiedział do pana w płaszczu.A gdy on poszedł zwrócił się do mnie.
-Dzień dobry panienko. Jak noga?
-Dobrze. Przyszłam panu podziękować.-Podałam mu kwiaty-A to dla pana córki, na prawdę mi pomogła.-Podałam czekoladę.-Musi być pan z niej dumny.
-I jestem. Ewa.. -Wyglądał jakby się zastanawiał, a po chwili dodał-jest moją jedyną córką. Jej matka zginęła przy porodzie.
-Przykro mi.Nie wiedziałam.-Doktor uśmiechnął się.
-Skąd mogłaś wiedzieć.-Uśmiechnęłam się nieśmiało. W środku czułam się jak totalna idiotka. Głupia jesteś?Co Ci strzeliło do głowy?
-Prawda.-Zapadła niezręczna cisza.
-No dobra, muszę lecieć do pracy. Jeszcze raz dziękuję, przekażę prezent Ewie.
-Do widzenia.-Uśmiechną się.
-Do widzenia.-Wszedł do gabinetu.
-Ona ma laktozę.
-Słucham?
-Ewa ma laktozę. Nie może jeść czekolady.
-Nie wiedziałam.
-Spokojnie. To nie jest jakaś groźna choroba. Tylko na przyszłość kup jej jakiegoś misia.
-Dobrze, dziękuję za informację.-Odeszłam od recepcjonalistki i wyszłam na zewnątrz.Zobaczyłam Ewę.
-Cześć.
-Hej..
-Paulina.
-A no tak. Jak noga?-Zaśmiałam się.-Coś się stało?
-Nie, tylko...twój ojciec pytał się mnie o to samo.-Zaśmiałyśmy się razem.
-No tak. Mogłam się domyślić. Co tu w ogóle robisz?Przecież mieszkasz jakieś trzy godziny jazdy stąd.
-Przyszłam podziękować Ci i twojemu ojcu.-Zaśmiała się.-Co?
-Kupiłaś pewnie kwiaty i czekoladę.
-Tak.Skąd wiesz?
-Każdy tak robi.
-Aha. Słyszałam, że nie możesz czekolady....
-Tak to prawda..to znaczy mogę, ale w małych ilościach.
-Aha.
-Muszę iść. Ojciec czeka na nowe strzykawki i rękawiczki.
-Ja też się zbieram papa.
-Pa.-Otworzyłam jej drzwi by mogła wejść i poszłam.W połowie drogi zadzwonił do mnie telefon.Susan.
-Co?
-Zgadnij kto przyjeżdża!!!-Piszczała przez telefon.
-Kto?
-Natasha!!!
-Naprawdę?
-No!!!Super prawda?! Już nie mogę się doczekać!!!
-To świetnie. A kiedy przyjeżdża?
-Powiedziała, że dziś pod wieczór powinna być i że będzie z nami chodzić do szkoły.!
-Aha...-Cieszyłam się z tego, że Natasha przyjeżdża, ale gdy we trójkę się pojawimy w szkole to ludzie pomyślą, że jakieś dziwactwa z nas są.
-Pa.
-Pa-Rozłączyła się.Do domu szłam jak żółw.A gdy dotarłam w domu zobaczyłam Justina, Susan i Natashe siedzącą przed telewizorem.
-No ładnie gościa witacie.-Spojrzeli na mnie. Natasha szybko przeskoczyła przez kanapę i przytuliła mnie.
-Paula! W ogóle się nie zmieniłaś!
-Natomiast ty całkowicie jesteś inna.
-Powiem jedno...myślałem, że Natasha jest jakąś tam uczennicą z Polski, która przyjechała na wymianę z Susan, a nie jej siostrą.
-Co?
-Wytłumaczę Ci później.
-Dobra opowiadaj co tam u Ciebie słychać.
-No więc zdałam na Harvard. Poznałam pewnego przystojniaka.
-Naprawdę zdałaś?To wspaniale!Co to za przystojniak?
-Ma na imię Damon i także idzie na Harvard.
-Ym..Nati. Hahahaha!-Śmiałyśmy się aż nas brzuchy rozbolały.
Nazajutrz rano razem z Natashą wstałyśmy bardzo wcześnie żeby przygotować się na rozpoczęcie. Ona szykowała nam ciuchy a ja fryzury.W końcu byłyśmy gotowe.A gdy wszyscy się przygotowali, poszliśmy do szkoły...z ochroniarzami Biebera.No i moje przeczucia się spełniły. Wszyscy się na nas gapili. A fanki wrzeszczały bo chciały autograf od Justina.W końcu dotarliśmy na boisko. Justin tylko klikał na komórce.
-Czemu on cały czas pisze na tej komórce?-Spytała się mnie Natasha po polsku.
-Bo nic nie rozumie.
-Aha...
C.D.N.
Natasha-nastolatka bardzo wykształcona.Nie lubi J.B ale chciałaby sie dowiedziec jaki on jest naprawde.Siostra Susan oraz Pauline.
-Nie płacz...wszystko będzie dobrze.-Zemdlałam. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam gdzie jestem. Byłam u nas w hotelu.Przed mną stał James.
-Widzę, że się już obudziłaś :).
-Co ja tu robię?
-Nie rozumiem.
-..ja..ja byłam w lesie... i ty tam byłeś...i Mati.
-Przyśnił Ci się koszmar...całą noc krzyczałaś...kto to wgl. jest Mati?
-Nie...to nie był koszmar...ja na prawdę...
-Musisz odpocząć. Najlepiej zostań dziś w łóżku.
-Ale...
-Odpocznij.-Wyszedł z pokoju.To nie był koszmar...a może był?..ale Mateusz był taki prawdziwy...
Kilka dni później...
-Jak dobrze wrócić do domu..-powiedziała Susan.
-Masz rację.-Potwierdziłam.Jutro zaczyna się rok szkolny dlatego razem z Sus musiałyśmy wrócić, natomiast James został w Ameryce... ech..wszystko niby fajnie, ale... Susan przyleciała z Justinem :/. Po prostu super.
-Jak tu u was ładnie.
-Dzięki.-Powiedziałam oschle i położyłam walizki na podłodze.Poszłam do łazienki w moim pokoju, żeby się przewietrzyć.Usłyszałam Susan i Justina jak gadali po angielsku...
-Nie przejmuj się nią, przeżywa trudny okres i tyle.
-Aha.Gdzie mój pokój?
-Tu.-Weszli do pokoju obok mojego. Nie miałam zamiaru siedzieć razem z nimi w jednym domu.Postanowiłam się przejść.Wzięłam MP3 i wyszłam.Szłam ścieżką. Tą samą co wtedy, to znaczy gdy złamałam nogę.Znalazłam się na zakręcie.Postanowiłam, że odwiedzę tą dziewczynę.-I tak nie mam nic lepszego do roboty.-Po drodze kupiłam kwiaty i czekoladę.Po dwóch, czy nawet trzech godzinach męczącej podróży w końcu dotarłam na miejsce. Weszłam do środka.
-Dzień dobry, ja do pana Pawlaka.
-W jakiej sprawie?
-Przyszłam mu podziękować.
-Pan doktor jest w tej chwili zajęty, poczekasz chwilkę?Powiem mu, że jesteś.
-Dobrze.-Usiadłam w poczekalni.
-Pan doktor za chwilkę panią przyjmie.
-Dziękuję.-Sekretarka się uśmiechnęła i poszła zajmować się swoimi sprawami.Po chwili z gabinetu wyszedł jakiś mężczyzna i doktor. Doktor coś powiedział do pana w płaszczu.A gdy on poszedł zwrócił się do mnie.
-Dzień dobry panienko. Jak noga?
-Dobrze. Przyszłam panu podziękować.-Podałam mu kwiaty-A to dla pana córki, na prawdę mi pomogła.-Podałam czekoladę.-Musi być pan z niej dumny.
-I jestem. Ewa.. -Wyglądał jakby się zastanawiał, a po chwili dodał-jest moją jedyną córką. Jej matka zginęła przy porodzie.
-Przykro mi.Nie wiedziałam.-Doktor uśmiechnął się.
-Skąd mogłaś wiedzieć.-Uśmiechnęłam się nieśmiało. W środku czułam się jak totalna idiotka. Głupia jesteś?Co Ci strzeliło do głowy?
-Prawda.-Zapadła niezręczna cisza.
-No dobra, muszę lecieć do pracy. Jeszcze raz dziękuję, przekażę prezent Ewie.
-Do widzenia.-Uśmiechną się.
-Do widzenia.-Wszedł do gabinetu.
-Ona ma laktozę.
-Słucham?
-Ewa ma laktozę. Nie może jeść czekolady.
-Nie wiedziałam.
-Spokojnie. To nie jest jakaś groźna choroba. Tylko na przyszłość kup jej jakiegoś misia.
-Dobrze, dziękuję za informację.-Odeszłam od recepcjonalistki i wyszłam na zewnątrz.Zobaczyłam Ewę.
-Cześć.
-Hej..
-Paulina.
-A no tak. Jak noga?-Zaśmiałam się.-Coś się stało?
-Nie, tylko...twój ojciec pytał się mnie o to samo.-Zaśmiałyśmy się razem.
-No tak. Mogłam się domyślić. Co tu w ogóle robisz?Przecież mieszkasz jakieś trzy godziny jazdy stąd.
-Przyszłam podziękować Ci i twojemu ojcu.-Zaśmiała się.-Co?
-Kupiłaś pewnie kwiaty i czekoladę.
-Tak.Skąd wiesz?
-Każdy tak robi.
-Aha. Słyszałam, że nie możesz czekolady....
-Tak to prawda..to znaczy mogę, ale w małych ilościach.
-Aha.
-Muszę iść. Ojciec czeka na nowe strzykawki i rękawiczki.
-Ja też się zbieram papa.
-Pa.-Otworzyłam jej drzwi by mogła wejść i poszłam.W połowie drogi zadzwonił do mnie telefon.Susan.
-Co?
-Zgadnij kto przyjeżdża!!!-Piszczała przez telefon.
-Kto?
-Natasha!!!
-Naprawdę?
-No!!!Super prawda?! Już nie mogę się doczekać!!!
-To świetnie. A kiedy przyjeżdża?
-Powiedziała, że dziś pod wieczór powinna być i że będzie z nami chodzić do szkoły.!
-Aha...-Cieszyłam się z tego, że Natasha przyjeżdża, ale gdy we trójkę się pojawimy w szkole to ludzie pomyślą, że jakieś dziwactwa z nas są.
-Pa.
-Pa-Rozłączyła się.Do domu szłam jak żółw.A gdy dotarłam w domu zobaczyłam Justina, Susan i Natashe siedzącą przed telewizorem.
-No ładnie gościa witacie.-Spojrzeli na mnie. Natasha szybko przeskoczyła przez kanapę i przytuliła mnie.
-Paula! W ogóle się nie zmieniłaś!
-Natomiast ty całkowicie jesteś inna.
-Powiem jedno...myślałem, że Natasha jest jakąś tam uczennicą z Polski, która przyjechała na wymianę z Susan, a nie jej siostrą.
-Co?
-Wytłumaczę Ci później.
-Dobra opowiadaj co tam u Ciebie słychać.
-No więc zdałam na Harvard. Poznałam pewnego przystojniaka.
-Naprawdę zdałaś?To wspaniale!Co to za przystojniak?
-Ma na imię Damon i także idzie na Harvard.
-Ym..Nati. Hahahaha!-Śmiałyśmy się aż nas brzuchy rozbolały.
Nazajutrz rano razem z Natashą wstałyśmy bardzo wcześnie żeby przygotować się na rozpoczęcie. Ona szykowała nam ciuchy a ja fryzury.W końcu byłyśmy gotowe.A gdy wszyscy się przygotowali, poszliśmy do szkoły...z ochroniarzami Biebera.No i moje przeczucia się spełniły. Wszyscy się na nas gapili. A fanki wrzeszczały bo chciały autograf od Justina.W końcu dotarliśmy na boisko. Justin tylko klikał na komórce.
-Czemu on cały czas pisze na tej komórce?-Spytała się mnie Natasha po polsku.
-Bo nic nie rozumie.
-Aha...
C.D.N.
Natasha-nastolatka bardzo wykształcona.Nie lubi J.B ale chciałaby sie dowiedziec jaki on jest naprawde.Siostra Susan oraz Pauline.
wtorek, 30 sierpnia 2011
rozdział 42.
Przejrzałam wszystkie książki, przeleciałam cały internet, ale nic nie znalazłam na temat tych morderstw w lesie. Postanowiłam popytać ludzi.Udawałam, że szukam jakiejś książki i znienacka pytałam ludzi, ale słyszałam tylko słowa ''lepiej w to się nie mieszaj'', ''słyszałam tylko plotki'', ''to było zwierzę'' miałam dosyć. Złapałam dwie pierwsze książki, zapłaciłam i wyszłam na ulicę.Skierowałam się do piekarni, gdzie kupiłam pączka,dwa rogale i wyszłam. Wokół nie było żadnych sklepów, więc nie miałam co robić. Postanowiłam przejść się po mieście. Weszłam w jakąś uliczkę.Wokół były same drzewa i nic więcej. Szłam przed siebie. Przed mną wyłonił się gęsty las. Zobaczyłam jakąś postać poruszającą się wśród drzew.
-Przepraszam, czy jest tu może jakiś sklep?-Nie odpowiedział.- Halo? Słyszysz mnie?-Nadal cisza.
-Paulina!-Odwróciłam się i za sobą zobaczyłam Jamesa
-Co?
-Co ty tu do licha robisz?Mówiłem Ci byś nie zbliżała się do lasu!
-Ale tam ktoś jest.-Wskazałam na drzewa gdzie przed chwilą ktoś się chował.James podszedł, spojrzał i się odwrócił.
-Tu nikogo nie ma.Za dużo horrorów oglądasz.
-Tam na prawdę ktoś był!-Pokręcił głową.
-Chodź...
-Ale...-Umilkłam.I tak nie miałam szans. James mi nie wierzył.Przez całą drogę milczałam a gdy dojechaliśmy szybko wyszłam z samochodu zatrzaskując drzwi.
-Paulina.
-No co?!
-Jak ty się do mnie odzywasz?
-Jakbyś nie zauważył cały czas się tak do Ciebie odzywam.Czego chcesz.
-...dlaczego to robisz?-Spojrzałam mu w oczy.
-Robię Ci to co ty robisz mi. Mijasz się z prawdą.
-Nie prawda.
-A dlaczego nie pozwalasz mi chodzić do lasu? A dziś.
-Co dziś?
-Nie ważne, zapomnij.-Poszłam do pokoju.Do końca dnia nie rozmawiałam z Jamesem.Następnego dnia z rana weszłam na GG. Dostępna była tylko Sandra i Maciek :/.Napisałam do Izy.
-Hejka, co tam?Jak dziecko?Chłopczyk, czy dziewczynka?-Odpisała mi.
-Nudy.Dziewczynka.
-O jesteś :) A jak ma na imię?
-Lilly. Podobna do mnie ;)Głos pewnie będzie mieć po tacie.
-No wiadomo, że podobna do mamusi :) Imię jest piękne.
-No wiem. Sama wybrałam.
-Aha.
-Ja lecę do biedronki. Papa
-:( jak ja tęsknię za Polską.:(
-:)Aha.
-Papa.-Wyłączyłam się.Postanowiłam się przejść nad jezioro, trochę popływać.Przebrałam się w strój, schowałam ręcznik do torby i wyszłam.Poszłam prosto nad wodę.Gdy w końcu dotarłam rozłożyłam się i poszłam pływać.Po półtorej godzinie mi się znudziło, więc postanowiłam się przejść. I co z tego, że James nie pozwolił mi chodzić po lesie? Mam go gdzieś! Przeszłam przez parking, a potem przez ulicę i weszłam do lasu. Cały czas szłam ścieżką, gdy nagle kogoś zobaczyłam. Był schowany za drzewem, ale widziałam, że patrzy w moją stronę.
-Przepraszam.-Nawet nie drgnął.-Halo, słyszysz mnie? -Postanowiłam podejść.Gdy byłam już prawie blisko, schował się za drzewo a gdy podeszłam już go nie było.
-Mówiłem byś nie chodziła do lasu! Mogłoby Ci się coś stać!
-Ale tam naprawdę ktoś był, a gdy podeszłam...
-Gdy podeszłaś to co?
-...go już nie było.-Spojrzał na mnie z wyrazem współczucia.-Tam ktoś był.
-James pozwól-Zawołał szeryf. Wyszli na zewnątrz.Schowałam się za kolumnę i ich podsłuchałam.
-Musisz coś z tym zrobić. Ona nie może się dowiedzieć rozumiesz? Jeżeli się dowie to wygada wszystkim ludziom w okolicy a wtedy będzie po nas.-O czym oni mówią? Czego mam nie wiedzieć?
-Rozumiem Carol. Zajmę się tym.-Szybko usiadłam na swoje miejsce.
-Muszę jechać do miasta coś załatwić. Nie wychodź do lasu, a najlepiej to zostań w domu.
-Nie jestem zwierzęciem.-James jedynie spojrzał na mnie ze współczuciem- już drugi raz w jednym dniu!- i wyszedł.
-Muszę dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi.- James skierował się do budki ochroniarza by się wpisać.. Teraz, albo nigdy!. Szybko wbiegłam na parking i schowałam się z tyłu wozu pod siedzeniami.Jechaliśmy dobre dwie godziny.Co chwilę potajemnie zerkałam gdzie jedziemy. Wjechaliśmy do lasu.Tym razem jechaliśmy jakąś godzinę.Samochód się zatrzymał, a wokół odbijały się światła, które świeciły się w domu.James wysiadł. Gdy wszedł do domu, szybko wybiegłam z samochodu i pobiegłam na tył domu. Przed mną pojawił się znajomy widok. Mój ojciec stał na przeciwko rodziny Matiego...Ale go tam nie było.Wystraszyłam się.Odwróciłam się i zaczęłam biec. Biegłam i potykałam się co chwilę o jakieś gałęzie.Gdy dobiegam do zakręty stanęłam jak wryta. Przed mną stała jakaś ciemna postać. Serce waliło mi jak oszalałe.Byłam gotowa do ucieczki, ale nie zrobiłam tego. Postać tylko stała. Zbliżyłam się. Gdy doszłam bliżej dowiedziałam się dlaczego ta osoba mnie nie widzi...stała tyłem.
-Ppprzepraszam.-Odwrócił się i wtedy stanęłam jak wryta. Przed mną stał Mati.....
C.D.N. ;P Hhahah! No musicie sobie poczekać na resztę ;p
-Przepraszam, czy jest tu może jakiś sklep?-Nie odpowiedział.- Halo? Słyszysz mnie?-Nadal cisza.
-Paulina!-Odwróciłam się i za sobą zobaczyłam Jamesa
-Co?
-Co ty tu do licha robisz?Mówiłem Ci byś nie zbliżała się do lasu!
-Ale tam ktoś jest.-Wskazałam na drzewa gdzie przed chwilą ktoś się chował.James podszedł, spojrzał i się odwrócił.
-Tu nikogo nie ma.Za dużo horrorów oglądasz.
-Tam na prawdę ktoś był!-Pokręcił głową.
-Chodź...
-Ale...-Umilkłam.I tak nie miałam szans. James mi nie wierzył.Przez całą drogę milczałam a gdy dojechaliśmy szybko wyszłam z samochodu zatrzaskując drzwi.
-Paulina.
-No co?!
-Jak ty się do mnie odzywasz?
-Jakbyś nie zauważył cały czas się tak do Ciebie odzywam.Czego chcesz.
-...dlaczego to robisz?-Spojrzałam mu w oczy.
-Robię Ci to co ty robisz mi. Mijasz się z prawdą.
-Nie prawda.
-A dlaczego nie pozwalasz mi chodzić do lasu? A dziś.
-Co dziś?
-Nie ważne, zapomnij.-Poszłam do pokoju.Do końca dnia nie rozmawiałam z Jamesem.Następnego dnia z rana weszłam na GG. Dostępna była tylko Sandra i Maciek :/.Napisałam do Izy.
-Hejka, co tam?Jak dziecko?Chłopczyk, czy dziewczynka?-Odpisała mi.
-Nudy.Dziewczynka.
-O jesteś :) A jak ma na imię?
-Lilly. Podobna do mnie ;)Głos pewnie będzie mieć po tacie.
-No wiadomo, że podobna do mamusi :) Imię jest piękne.
-No wiem. Sama wybrałam.
-Aha.
-Ja lecę do biedronki. Papa
-:( jak ja tęsknię za Polską.:(
-:)Aha.
-Papa.-Wyłączyłam się.Postanowiłam się przejść nad jezioro, trochę popływać.Przebrałam się w strój, schowałam ręcznik do torby i wyszłam.Poszłam prosto nad wodę.Gdy w końcu dotarłam rozłożyłam się i poszłam pływać.Po półtorej godzinie mi się znudziło, więc postanowiłam się przejść. I co z tego, że James nie pozwolił mi chodzić po lesie? Mam go gdzieś! Przeszłam przez parking, a potem przez ulicę i weszłam do lasu. Cały czas szłam ścieżką, gdy nagle kogoś zobaczyłam. Był schowany za drzewem, ale widziałam, że patrzy w moją stronę.
-Przepraszam.-Nawet nie drgnął.-Halo, słyszysz mnie? -Postanowiłam podejść.Gdy byłam już prawie blisko, schował się za drzewo a gdy podeszłam już go nie było.
-Mówiłem byś nie chodziła do lasu! Mogłoby Ci się coś stać!
-Ale tam naprawdę ktoś był, a gdy podeszłam...
-Gdy podeszłaś to co?
-...go już nie było.-Spojrzał na mnie z wyrazem współczucia.-Tam ktoś był.
-James pozwól-Zawołał szeryf. Wyszli na zewnątrz.Schowałam się za kolumnę i ich podsłuchałam.
-Musisz coś z tym zrobić. Ona nie może się dowiedzieć rozumiesz? Jeżeli się dowie to wygada wszystkim ludziom w okolicy a wtedy będzie po nas.-O czym oni mówią? Czego mam nie wiedzieć?
-Rozumiem Carol. Zajmę się tym.-Szybko usiadłam na swoje miejsce.
-Muszę jechać do miasta coś załatwić. Nie wychodź do lasu, a najlepiej to zostań w domu.
-Nie jestem zwierzęciem.-James jedynie spojrzał na mnie ze współczuciem- już drugi raz w jednym dniu!- i wyszedł.
-Muszę dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi.- James skierował się do budki ochroniarza by się wpisać.. Teraz, albo nigdy!. Szybko wbiegłam na parking i schowałam się z tyłu wozu pod siedzeniami.Jechaliśmy dobre dwie godziny.Co chwilę potajemnie zerkałam gdzie jedziemy. Wjechaliśmy do lasu.Tym razem jechaliśmy jakąś godzinę.Samochód się zatrzymał, a wokół odbijały się światła, które świeciły się w domu.James wysiadł. Gdy wszedł do domu, szybko wybiegłam z samochodu i pobiegłam na tył domu. Przed mną pojawił się znajomy widok. Mój ojciec stał na przeciwko rodziny Matiego...Ale go tam nie było.Wystraszyłam się.Odwróciłam się i zaczęłam biec. Biegłam i potykałam się co chwilę o jakieś gałęzie.Gdy dobiegam do zakręty stanęłam jak wryta. Przed mną stała jakaś ciemna postać. Serce waliło mi jak oszalałe.Byłam gotowa do ucieczki, ale nie zrobiłam tego. Postać tylko stała. Zbliżyłam się. Gdy doszłam bliżej dowiedziałam się dlaczego ta osoba mnie nie widzi...stała tyłem.
-Ppprzepraszam.-Odwrócił się i wtedy stanęłam jak wryta. Przed mną stał Mati.....
C.D.N. ;P Hhahah! No musicie sobie poczekać na resztę ;p
Subskrybuj:
Posty (Atom)

